Liverpool górą w derbach! Masa emocji i gol w 100. minucie

Marcin Ziółkowski

19 kwietnia 2026, 17:24 • 5 min czytania 0

Reklama
Liverpool górą w derbach! Masa emocji i gol w 100. minucie

248. derby Merseyside po raz pierwszy odbyły się na stadionie Hill Dickinson i na zawsze przejdą do historii tej wyjątkowej rywalizacji. Po bardzo dobrym widowisku to The Reds mogą być tą bardziej zadowoloną stroną. Virgil van Dijk w setnej minucie pokonał Jordana Pickforda i zapewnił bezcenne trzy punkty w kontekście całego sezonu. Everton może czuć duży niedosyt, bo zaprezentował się bardzo dobrze w pierwszej połowie. Dwóch piłkarzy zakończyło mecz na noszach. Niewykluczone, że Jarrad Branthwaite i Giorgi Mamardaszwili odpoczną trochę od gry.

Reklama

Okoliczności meczu

Starcie na Hill Dickinson było pierwszym derbowym pojedynkiem w historii na tym właśnie obiekcie. Wszystko z uwagi na przeprowadzkę Evertonu z Goodison Park, która dokonała się przed rozpoczęciem sezonu 2025/26.

Klub należący do Dana Friedkina w tym sezonie jest pozytywnym zaskoczeniem w Premier League, bowiem pod wodzą Davida Moyesa przed derbami Liverpoolu The Toffees ciągle byli w grze o udział w Lidze Mistrzów. Tych emocji brakowało kibicom od dawna, bowiem ile można tylko zazdrościć emocji i osiągnięć rywalowi zza miedzy. Sam Szkot blisko półtora roku temu przejmował zespół będący szesnastą siłą ligi – niby to kilkanaście miesięcy, ale różnica bardzo duża.

Liverpool po odpadnięciu w ćwierćfinale Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain musi do końca sezonu już tylko dowieźć miejsce w TOP 5. Za The Reds jest dość spory ścisk, ale w czubie goniących jest Chelsea, która ostatnio przegrywa właściwie wszystko, co się da, o ile nie gra z rywalami spoza Premier League. W tej grupie jest też Everton. Drobnym zaskoczeniem w składzie Liverpoolu mogła wydawać się obecność Dominika Szoboszlaia na prawej obronie. Niewykluczone, że Jeremie Frimpong, który w tym sezonie miał wiele problemów zdrowotnych, po raz kolejny czuł jakiś dyskomfort.

Reklama

Nie brakowało dynamiki i wielu okazji. Everton sprawił dużo problemów

Niewiele brakowało, a pierwsze derby na Hill Dickinson rozpoczęłyby się podobnie, jak ostatnie na Goodison Park. W lutym 2025 roku Beto otworzył wynik spotkania, a w niedzielne popołudnie sam był tego ponownie blisko. Świetna główka po dośrodkowaniu Jamesa Garnera została jednak obroniona przez Giorgiego Mamardaszwilego. David Moyes domagał się rzutu karnego za faul Curtisa Jonesa na Kiernanie Dewsburym-Hallu, ale Chris Kavanagh twardo trzymał się swojego zdania.

Reklama

Liverpool nie zachwycał, co potwierdzały kolejne akcje gospodarzy. Po rzucie wolnym szczęścia spróbował James Garner, ale Mamardaszwili znów czuwał. Jarrad Branthwaite świetnie obsłużył podaniem Beto, ale w szybkiej akcji, w której to defensywa The Reds ustawiona była bardzo wysoko, koszmarnie spudłował. Pierwsze realne zagrożenie goście stworzyli dopiero w 18. minucie, gdy Mohamed Salah wypuścił Floriana Wirtza. To dało jedynie rzut rożny, a z niego nie wyniknęło zupełnie nic na korzyść Liverpoolu.

Everton był wyrażnie lepszym zespołem i wydawało się, że w 27. minucie postawił stempel przy tym twierdzeniu. Gol Ilimana Ndiaye’a został jednak finalnie anulowany. Los jednak bywa taki, że czasem daje, a innym razem zabiera – i tym razem The Toffees byli w roli ofiary. W 29. minucie to Liverpool wyszedł na prowadzenie. Strata na własnej połowie w wykonaniu gospodarzy, błyskawiczna kontra, doskonałe podanie Gakpo i Mohamed Salah strzelił w swoich ostatnich derbach Liverpoolu (numer 15). To jego dziewiąty gol w najważniejszym meczu w Merseyside.

Reklama

Tempo ataków Evertonu z każdą minutą spadało i zagrożenie stopniowo wyciszało się. Trzy minuty przed przerwą bliski trafienia był Gakpo, który świetnie uderzył z dystansu – równie dobrze spisał się jednak Pickford. Kibice gospodarzy mogli czuć niedosyt, bo nie odstawali ani trochę od derbowego rywala.

Nieoczekiwany występ bramkarskiej „trójki” Liverpoolu. Bohater van Dijk

„Nareszcie!” – mogli powiedzieć fani The Toffees w 55. minucie. Ibrahima Konate zagapił się, co wykorzystał skrzętnie Dewsbury-Hall. Anglik dograł w stronę Beto, który na wślizgu udanie dołożył nogę. Reprezentant Gwinei Bissau wyrównał stan meczu, a przy okazji… wjechał w kolano Giorgiemu Mamardaszwiliemu. Gruzin został zniesiony na noszach, a do bramki wszedł Freddie Woodman. Dla 29-letniego Anglika był to debiut w Liverpoolu w Premier League, a także pierwszy występ od 29 października, kiedy to zagrał w Carabao Cup z Crystal Palace.

Reklama

Po chwili niepokoju związanego ze zmianą bramkarza, dwie okazje po drugiej stronie boiska miał Cody Gakpo. Najpierw uderzył on z dystansu obok bramki Pickforda, a następnie po jego główce, sytuację musiał ratować jeden z obrońców gospodarzy.

Decydujące minuty spotkania na Hill Dickinson to z kolei dwie kontuzje wśród podopiecznych Moyesa. W głębi pola doszło do zderzenia głowami między Konate a Beto. Napastnik po chwili potrzebował opuścić murawę. Zawodnik grający dla reprezentacji Gwinei Bissau miał problemy ze złapaniem równowagi. Pod koniec meczu z kolei doszło do poważnego urazu u Jarrada Branthwaite’a. Anglik miał łzy w oczach.

Wspomniany wcześniej Jeremie Frimpong dostał od Arne Slota jedynie kilka minut – bardzo możliwe więc, że nie był gotowy na dłuższy pobyt na boisku. W związku z wieloma przerwami w grze, Kavanagh doliczył aż jedenaście minut. Jedną z dobrych sytuacji miał Rio Ngumoha, ale chybił. Co innego Virgil van Dijk, który po dośrodkowaniu Szoboszlaia pokonał Pickforda w setnej minucie!

Reklama

Liverpool utrzymał więc status quo w tabeli, gdzie po 33 kolejkach zajmuje piąte miejsce. Ma tylko trzy punkty straty do Manchesteru United i Aston Villi. Natomiast siedem punktów przewagi nad szóstym miejscem na pięć meczów do końca to dość solidna zaliczka przed ostatnimi kolejkami sezonu 2025/26.

Everton – Liverpool 1:2 (0:1)

  • 0:1 – Mohamed Salah – 29′
  • 1:1 – Beto – 54′
  • 1:2 – Virgil van Dijk – 90+10′

CZYTAJ WIĘCEJ O PREMIER LEAGUE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Nieskuteczna w ataku, mizerna w obronie.Tak grająca Arka nie utrzyma się w lidze

Mikołaj Duda
5
Nieskuteczna w ataku, mizerna w obronie.Tak grająca Arka nie utrzyma się w lidze

Piłka nożna

Reklama
Ekstraklasa

Nieskuteczna w ataku, mizerna w obronie.Tak grająca Arka nie utrzyma się w lidze

Mikołaj Duda
5
Nieskuteczna w ataku, mizerna w obronie.Tak grająca Arka nie utrzyma się w lidze