Najlepsi libero w historii siatkówki. Który jest Paweł Zatorski? [RANKING]

Sebastian Warzecha

14 kwietnia 2026, 17:29 • 16 min czytania 9

Reklama
Najlepsi libero w historii siatkówki. Który jest Paweł Zatorski? [RANKING]

Paweł Zatorski ogłosił zakończenie reprezentacyjnej kariery i trzeba przyznać – piękna była to przygoda z kadrą Polski. Dwa mistrzostwa świata, medal igrzysk, mistrzostwo Europy, Liga Światowa i Liga Narodów. Do tego sporo innych sukcesów, również klubowych. Gdzie więc plasuje się Zatorski na historycznych listach najlepszych libero? Postanowiliśmy to ustalić.

Reklama

Paweł Zatorski i legendy. Gdzie jest Polak w historycznych rankingach libero?

Z libero sprawa wygląda tak, że to chyba najtrudniejsza pozycja do historycznego porównywania… bo często najmniej widoczna na boisku. Nie atakuje, nie zagrywa – trzeba się skupić na meczu, by zwrócić uwagę na to, co libero robi na parkiecie. O ile nie jest to wyjątkowe spotkanie, takie, w którym absolutnie szaleje i jest najważniejszym zawodnikiem meczu.

Z drugiej strony: łatwiej jest o tyle, że to równocześnie pozycja o najkrótszej historii. Do siatkówki trafiła oficjalnie w 1998 roku, czyli nie ma jeszcze nawet trzydziestki. Zaczęło się to wszystko tak naprawdę na mistrzostwach świata właśnie w tamtym roku, choć wiadomo, że przymiarki były czynione już wcześniej. Te MŚ po prostu wyznaczają oficjalny początek nowej ery – zresztą Polacy mieli w nim swój udział, bo akurat tam grali (a w tamtych czasach nie było to tak oczywiste) i Krzysztof Ignaczak stał się jednym z pierwszych „oficjalnych” libero.

W każdym razie – po dłuższym namyśle, udało nam się skonstruować ten ranking. A uwierzcie: łatwo nie było. Powszechna zgoda panowała właściwie tylko co do dwóch pierwszych lokat, trzecie i czwarte miejsce też udało się przyporządkować stosunkowo łatwo. A dalej? Dyskusje, rozważania, analizy. Miejsca w „10” i tak nie znalazło wielu znakomitych libero.

Nie zmieścił się tam na przykład Pablo Meana, znakomity w pierwszej dekadzie tego stulecia argentyński zawodnik. Vasa Mijic, mistrz olimpijski z Sydney z kadrą Jugosławii też w dyszce nie jest. Podobnie jak Massimo Colaci, Thales, Aleksiej Obmoczajew, Luke Perry czy Markus Steuerwald, a także wielu innych zawodników, na których wymienienie nie mamy nawet miejsca. Te wspomniane nazwiska fanom siatki są doskonale znane.

Reklama

A skoro ich w TOP 10 nie ma… to kto się tam znalazł?

10. KRZYSZTOF IGNACZAK

Krzysztof Ignaczak

Jego nazwisko już padło, ale można je przywołać po raz drugi. Bo Ignaczak w tej dziesiątce to nie „kwestia polskości”, a po prostu zasłużone miejsce. Dobrych 16 lat grał w kadrze, będąc, zazwyczaj, jej istotnym elementem, choć ominął na przykład mistrzostwa świata w 2006 roku – te historyczne, ze srebrnym medalem – z powodów pozasportowych. Niemniej: ma w kolekcji złoto i brąz mistrzostw Europy, ma złoto mistrzostw świata (choć nie był wtedy już kluczowym elementem kadry), ma też wygraną w Lidze Światowej z 2012 roku.

On sam kilka lat temu twierdził jeszcze, że nadal jest najlepszym polskim libero. Już wtedy z tą tezą dało się dyskutować, dziś trzeba jej zaprzeczyć, ale wciąż pozostaje jednym z najlepszych libero w całej historii tej pozycji. Przez lata stanowił o sile kolejnych ekip w polskiej lidze, grał w dwóch najlepszych klubach swoich czasów – Skrze Bełchatów i Asseco Resovii – wielokrotnie zdobywając przy tym mistrzostwo Polski.

Reklama

Zabrakło mu jedynie – jak każdemu siatkarzowi z polskiej ligi w tamtym okresie – ukoronowania kariery Ligą Mistrzów. W niej raz stał na podium: w 2015 był drugi, a Resovia przegrała wtedy z wielkim wówczas Zenitem Kazań, w którym szalał Wilfredo Leon. Nie zmienia to jednak faktu, że kariera „Igły” i tak jest warta docenienia. Tym bardziej, że – jak nieraz podkreślano – to gość, który był prawdziwym liderem swoich ekip również poza boiskiem.

I pewnie mógłby być w wielu z nich kapitanem, gdyby nie to, że do niedawna libero tej funkcji sprawować nie mógł. Niemniej: Ignaczak swoje miejsce w historii polskiej (i nie tylko) siatkówki ma.

9. MIRKO CORSANO

Mirko Corsano

Profesjonalną karierę siatkarza zaczął w 1990 roku, a co za tym idzie – przez dobrych kilka lat nie grał jako libero, a przyjmujący. Gdy wprowadzono nową pozycję, przeszedł jednak dość naturalną ewolucję. Naturalną, bo nie jest to najwyższy siatkarz świata – mierzy nieco ponad 190 centymetrów. Jak się okazało – zmiana roli na parkiecie otworzyła mu drzwi do wielkiej siatkówki.

Reklama

Nie to, że wcześniej nie odnosił sukcesów. Z Maxicono Parma, swoim pierwszym klubem, został dwukrotnie mistrzem Włoch, wygrywał też Puchar CEV i trzykrotnie był drugi w Pucharze Europy, a już w swoim debiutanckim sezonie wygrywał Superpuchar Europy i stał na podium klubowych mistrzostw świata. Nieźle, jak na żółtodzioba. Przyjmującym nie był jednak genialnym, dlatego po 4 latach w Parmie zaczął krótki okres błąkania się po różnych włoskich klubach.

Aż stał się libero. To po zmianie pozycji – w 1999 roku – trafił do Lube Banca Marche Macerata, z którym to klubem związał się na 11 lat i w którego barwach wygrał Ligę Mistrzów (2002). Co jednak istotniejsze – o jeszcze rok wcześniej zadebiutował w kadrze Włoch. A była to akurat ekipa, która szykowała się do podboju reprezentacyjnych rozgrywek. Corsano z kolei okazał się w tym niezwykle istotny.

Złoto mistrzostw świata (1998), dwa złota mistrzostw Europy (1999 i 2005), brąz igrzysk (2000), a do tego też medale Ligi Światowej, w tym dwa zwycięstwa (1999 i 2000). To już naprawdę zacny dorobek, a Corsano w wielu przypadkach był wybierany najlepszym libero rozgrywek. W kadrze zaliczył ponad 200 meczów, stając się jej podporą na kilka kolejnych lat. Nie grał w niej może przesadnie długo… ale to dlatego, że Włosi mieli talent do „produkowania” klasowych libero.

Niemniej: pierwszym z nich był Corsano. I to on wyznaczał standardy dla innych znakomitych libero. Nie tylko tych włoskich.

Reklama

8. TEODOR SAŁPAROW

Teodor Sałparow

Nie sposób nie docenić kariery Bułgara. Z kilku powodów, a jednym na pewno jest jego długowieczność – w reprezentacji debiutował mając 21 lat, a grał w niej jeszcze rok po czterdziestce, był więc częścią bułgarskiej ekipy przez dobre dwie dekady. Oczywiście, nie odniósł tyle sukcesów, co reszta wymienianych tutaj wielkich postaci światowej siatkówki.

Ale to naturalne: jest Bułgarem, z kolegami rzadko mógł walczyć o medale, bo to po prostu nie ten potencjał reprezentacji. Tym bardziej wypada docenić, że stał się częścią kilku z nich.

Grał bowiem na mistrzostwach świata 2006, kiedy Bułgarzy niespodziewanie doszli do półfinału, pokonując po drodze ekipy Włoch, USA czy Francji, a w meczu o brąz odprawiając Serbię i Czarnogórę. Po brąz sięgnął też trzy lata później, na mistrzostwach Europy, kiedy w meczu o 3. miejsce Bułgarzy w wielkim stylu rozprawili się z Rosją. Dwa lata wcześniej stał też z kadrą na podium Pucharu Świata.

Reklama

Ale sukcesy w kadrze to jedno, a klubowe – drugie. Sałparow wybił się z Bułgarii, po dziewięciu latach w CSKA Sofia trafił do ligi rosyjskiej, ale jednak regularnie wracał do kraju. Aż wreszcie – przez turecki Galatasaray i francuski Lyon – został zakontraktowany przez Zenit Kazań. I stał się częścią jednej z najlepszych klubowych ekip w historii siatkówki. Z Zenitem trzy raz z rzędu sięgał po Ligę Mistrzów, w 2015 roku został najlepszym libero turnieju finałowego tychże rozgrywek.

Rządzili też, oczywiście, w lidze rosyjskiej, ale Sałparow gdzie by się nie pojawił, to jakieś sukcesy osiągał – w Rosji wygrywał, co się dało, w Bułgarii jest pięciokrotnym mistrzem kraju, w Turcji w jedynym sezonie tam spędzonym zgarnął brąz. Właściwie tylko we Francji nie zdobył medalu, ale Lyon, dla którego wtedy grał, był w Ligue A beniaminkiem.

Poza tym? Człowiek sukcesu, naprawdę.

7. FABIO BALASO

Fabio Balaso

Reklama

Przed nim zapewne jeszcze kilka dobrych lat kariery – w październiku tego roku skończy przecież dopiero 31 lat – ale już zasługuje na to, by umieszczać go w takich zestawieniach. Nic zresztą dziwnego, bo Balaso jest jednym z najlepszych libero ostatnich kilku sezonów – właściwie od momentu, gdy stał się zawodnikiem Cucine Lube Civitanova.

To był 2018 rok, trafił tam z Pallavolo Padwa. Generalnie chłop poza Włochy się nie wypuszczał, ale nic dziwnego – liga włoska jest najmocniejsza, płacą tam dobrze, nie miał absolutnie żadnego powodu, by to robić. Więc siedzi u siebie i jest mu dobrze, a z Lube nazdobywał już nieco trofeów. Jest trzykrotnym mistrzem Włoch, tyle samo razy zdobywał Puchar, w 2019 roku z kolei wygrał Klubowe Mistrzostwa Świata i Ligę Mistrzów.

W klubowej siatkówce ma więc tak naprawdę wszystko.

W reprezentacyjnej? W sumie to brakuje mu jednej rzeczy – medalu igrzysk. Tak, jakiegokolwiek. Włosi bowiem dwa razy z rzędu na igrzyskach zawiedli – w Tokio odpadli w ćwierćfinale z Argentyną (2:3), z kolei w Paryżu zebrali łomot i w półfinale z Francją, i w meczu o brąz z USA. Nie było w tym wielkiej winy Balaso, ale libero kadry też niespecjalnie jej w tych kluczowych momentach pomógł.

Reklama

Co innego na mistrzostwach Europy czy świata. Z tych pierwszych przywiózł złoto w 2021 roku. Z drugich – w 2022 i 2025. I faktycznie był tam w każdym z tych przypadków wielki. Wiadomo, uwaga w przypadku włoskiej kadry skupia się a to na Alessandro Michieletto, a to na Yurim Romano, a to na Simone Giannellim. Ale Balaso też był w tych sukcesach bardzo istotny, o czym świadczą indywidualne nagrody – najlepszym libero zostawał na każdej z tych imprez. Zasłużenie.

Jeśli Balaso dołoży coś jeszcze – a pewnie dołoży, Włosi nadal są wielcy – do swojego dorobku i pociągnie kilka kolejnych lat w kadrze, to może stać się jednym z absolutnie najlepszych libero w historii. Nawet bez medalu igrzysk, choć ten będzie, bo być musi, jego głównym celem.

6. HUBERT HENNO

Hubert Henno

Kolejny z zawodników, który trafił akurat na wprowadzenie nowej pozycji. Henno karierę seniorską zaczął w 1996 roku w rodzimej lidze, ale nie ograniczył się do niej. Choć akurat wtedy we Francji grali klubowo naprawdę dobrze – Henno coś o tym wie, bo najpierw w sezonie 2000/01 z Paris Volley, a potem w 2004/05 z Tours VB wygrywał Ligę Mistrzów. Sporo ma też triumfów (bo aż cztery) w Pucharze CEV, ale to mniej istotne rozgrywki.

Reklama

Poza Francją odwiedził też Rosję (Dinamo Moskwa) i Włochy (M. Roma Volley, Yoga Forli, Bre Banca Lannutti Cuneo i przywoływane już Lube). W tej pierwszej lidze w jedynym spędzonym tam sezonie zdobył dublet. W drugiej zakotwiczył w sumie na niemal dekadę, dwukrotnie sięgając po mistrzostwo kraju.

Jego klasa najlepiej widoczna była jednak, gdy grał w kadrze.

W dorobku nie ma co prawda żadnego złota, bo Francuzi nie grali wówczas na takim poziomie, ale jest brązowym medalistą mistrzostw świata (2002), srebrnym mistrzostw Europy (2003 i 2009) oraz Ligi Światowej (2006). Właściwie z każdego z tych turniejów wracał z tytułem a to „najlepiej broniącego”, a to „najlepszego libero”, a to „najlepszego przyjmującego”. Ba, ten ostatni tytuł – z ME 2001 – otrzymał, mimo że Francuzi zajęli 7. miejsce!

Oto jak dobry był.

Reklama

W dodatku na poziomie grał naprawdę długo – karierę skończył w wieku 42 lat, wciąż będąc istotną postacią Tours, do którego wrócił kilka sezonów wcześniej. A więc: długa, owocna kariera i to kariera prowadzona w różnych ligach, w wielu klubach, w których Henno zawsze stawał się istotną postacią.

Warto to docenić.

5. ERIK SHOJI

Erik Shoji

Kolejny z aktywnych libero i absolutnie nie ostatni w tym zestawieniu. Mistrz podbijania piłek, to przede wszystkim. Jasne, to podstawowe zadanie gracza na tej pozycji, ale gdy ktoś znacząco wyrasta ponad oczekiwaną średnią – a do tego dogrywa dobrze do rozgrywającego – to trzeba to docenić. Tym bardziej, że Shoji świetnie przyjmuje zagrywkę i współpracuje z blokiem. Właściwie od dawna nie ma w jego grze słabych stron.

Reklama

I widać to w każdym zespole, w którym gra – a trochę ich w karierze zaliczył.

Jego kariera jest zresztą naprawdę niecodzienna. Bo grał chwilę u siebie – na Stanford University – po czym poszedł do Europy. Miał 24 lata, trafił do Niemiec, ale nie żadnego z renomowanych klubów, a CV Mitteldeutschland, z którym nie wszedł do ligowych play-offów. Odszedł  więc do… Austrii. I to był strzał w dziesiątkę. Jeden sezon w Hypo Tirol, w którym wraz z kolegami zdobył dublet, pozwolił mu przenieść się do Berlin Recycling Volleys. A więc powrót do Niemiec, ale znacznie bardziej renomowanej firmy – zresztą z berlińską ekipą w pierwszym sezonie wywalczył brązowy medal Ligi Mistrzów.

Potem była Rosja (Lokomotiw Nowosybirsk), krótka, bo roczna, przygoda we Włoszech (Taiwan Excellence Latina, dzisiejsza Cisterna Volley), a potem powrót do rosyjskiej ligi, gdzie przez trzy lata grał w barwach Fakiełu Nowy Urengoj. W Rosji występował na dobrym poziomie, ale że nie reprezentował czołowych klubów, to nie dodał sobie zbyt wielu trofeów do gabloty. Ale powetował to sobie, kiedy trafił do Polski, a konkretnie – ZAKS-y.

W kędzierzyńskiej ekipie stał się jednym z zawodników nie do przecenienia. To z nim w składzie ZAKSA zdobyła dwie z trzech Lig Mistrzów, z nim też sięgała po mistrzostwo kraju czy dwa Puchary Polski. Shoji stał się jednym z ulubieńców z kibiców i nic dziwnego – raz, że to po prostu spoko koleś, a dwa: no grał momentami genialnie, po prostu.

Reklama

Zresztą podobnie w kadrze, której od lat jest ważnym filarem. Medale ma z każdej wielkiej imprezy, pierwsze zdobywał już w 2013 roku (mistrzostwo Ameryki Północnej), brakuje jedynie nieco złotych, ale trudno Shojiemu i jego kolegom odmówić, że regularnie medale zgarniają. A Shoji był przy tych zdobyczach ważną postacią.

4. PAWEŁ ZATORSKI

Paweł Zatorski

Czy kusiło nas, żeby wepchnąć Pawła na podium? No jasne, że tak, tym bardziej, że dałoby się znaleźć za tym argumenty, bo zabetonowana w tym zestawieniu była tylko pierwsza dwójka. Niemniej jednak: ustawienie go na czwartym miejscu, tuż za podium, wydaje się uczciwe. A kto wie, może Paweł jeszcze coś do gablotki – już tylko klubowej – dorzuci, popisując się przy tym na parkiecie i o to jedno miejsce podskoczy?

Na pewno sprawy mają się tak, że trudno o bardziej kompletnego libero. To znaczy – jest, czy było, kilku na podobnym poziomie, ale u Zatorskiego mało słabych punktów. Świetnie pokrywa strefy, bardzo dobrze przyjmuje zagrywkę, asekuruje partnerów, a gdy trzeba, to i z kontuzją zagra, żeby powalczyć o olimpijski medal.

Reklama

Gdy dobrych 15 lat temu powoli przejmował miejsce dla libero w składzie kadry od Krzysztofa Ignaczaka, trudno było przewidzieć, że przebije dokonania „Igły”, a tym bardziej – że tak długo będzie w tej kadrze grać i osiągać sukcesy. Tym bardziej, że przecież nie jest tak, że nie miał rywali – naciskali go Damian Wojtaszek, a ostatnio też Jakub Popiwczak, obaj równie znakomici w swojej topowej formie. A jednak Zatorski się tym atakom opierał.

No i wywalczył w tej kadrze naprawdę wiele. Dwa mistrzostwa świata (w 2018 roku był fantastyczny, zasłużenie został najlepszym libero turnieju), mistrzostwo Europy i trzy inne medale, pięć krążków – w tym złoto – Ligi Narodów (sezon 2023 – ze złotami LN i ME – był jego popisem), a nawet złoto jej poprzedniczki, czyli Ligi Światowej, bo akurat wtedy (2012) zaliczał pierwsze lata w kadrze. Na najwyższym stopniu podium nie stanął tylko na igrzyskach, ale to srebro z Paryża to też w dużej mierze jego zasługa, a ten półfinał, który dokończył z niezwykle bolesną kontuzją, stał się symbolem jego gry w kadrze.

– Najpierw lekarze zaczęli szukać barku i sprawdzać, czy on nie wypadł. To było strasznie bolesne. Przy każdym jego ściśnięciu ryczałem z bólu na pół hali. Nie byłem w stanie tego wytrzymać. Jak już zobaczyli, że jest na swoim miejscu, opieka medyczna sprawdziła mi ruchomość i czy sam w sobie nie jest uszkodzony. Byłem w stanie nim poruszać. Zaproponowano mi kilkukrotnie, że można jeszcze przetestować ruchomość ręki i ewentualne urazy poza boiskiem. Dopiero po trzecim czy czwartym pytaniu uświadomiłem sobie, że jeżeli to zrobię, już nie wrócę na parkiet. Czymś zupełnie naturalnym wydawało mi się to, że muszę spróbować grać jakikolwiek miałby być tego efekt – mówił potem w rozmowie z TVP Sport.

A w finale – niestety przegranym – też wystąpił. Trzeba mu oddać, że za nic nie odpuszczał.

Reklama

3. ALEKSIEJ WIERBOW

Aleksiej Wierbow

Wiadomo, że dziś na cenzurowanym, bo to Rosjanin z krwi i kości, co nigdy nawet nie wyściubił nosa poza rodzimą ligę. Ale kluby zmieniał tam regularnie, zaliczył ich aż osiem, przy czym w Iskrze Odincowo i Zenicie Kazań grał dwukrotnie. Za młodu był też niezłym siatkarzem plażowym (zresztą wielu libero dobrze sobie tam radzi), zdobył nawet mistrzostwo Europy do lat 23, a potem długo sobie jeszcze na tym piasku pogrywał.

Ale już ledwie rok później – w halowej odmianie siatki – został brązowym medalistą igrzysk. Cztery lata później powtórzył to osiągnięcie.

Z kadrą miał jednak w sumie nieco pecha. Po pierwsze, do mistrzostw świata – nigdy nie stał na ich podium. Po drugie, do wspomnianych igrzysk, bo gdy Rosjanie zdobyli złoto (2012), to grał w reprezentacji Aleksiej Obmoczajew, inny świetny libero.

Reklama

Ale Wierbow wygrywał dwukrotnie mistrzostwa Europy, udało mu się też triumfować w Lidze Światowej. Podporą reprezentacji był zresztą przez dobrych 14 lat. I słowa „podporą” nie używam tu na wyrost. Wierbow był wybierany najlepszym libero Ligi Światowej (dwukrotnie), najlepszym libero mistrzostw świata (2006), najlepszym libero mistrzostw Europy (dwukrotnie), a nawet najlepszym broniący igrzysk olimpijskich (2008).

Generalnie – zawsze dawał radę, zawsze był znakomity.

Choć najbardziej rozkwitał chyba jednak w klubach. Mistrzostwo Rosji zdobył w karierze – a to naprawdę, ale to naprawdę mocna liga – osiem razy. Sięgał po nie z Lokomotiwem Biełgorod i Zenitem Kazań. Puchar Rosji zdobywał też z tymi dwoma klubami, ale również w barwach Iskry Odincowo. Wygrywał również Ligę Mistrzów (pięć razy – raz z Lokomotiwem i czterokrotnie z Zenitem), a nawet Klubowe Mistrzostwa Świata.

Po ostatnim triumfie w Lidze Mistrzów, w 2018 roku, mówił na łamach portalu World of Volley: – Od kilku lat jest mi coraz trudniej i trudniej podejmować decyzje odnośnie do mojej kariery – Ostatecznie jednak decyzję podjął. I w 2019 karierę skończył.

Reklama

2. JENIA GREBENNIKOV

Jenia Grebennikov

Francuski libero walczy o to, by być najlepszym w historii – śmiało można to obecnie napisać. Na dziś jest na pewno najlepszym libero ostatnich lat i choć ma już swoje lata (w tym roku 36. urodziny), to nadal trzyma poziom. Szkoda jedynie, że od 2021 roku gra w rosyjskim (ma zresztą tamtejsze korzenie, jego ojciec to Rosjanin i były siatkarz) Zenicie St. Petersburg i nie planuje zmieniać klubu…

Szkoda również dlatego – pomijając czysto etyczne rozważania – że nie pozwala mu to wygrywać najważniejszych trofeów. Z drugiej strony: trochę ich w karierze już zdobył, choć właśnie – Ligi Mistrzów nie ma, mimo że trzy razy stał na jej podium. Wygrywał za to Puchar Francji (2012), mistrzostwo (2015) oraz Puchar Niemiec (2014 i 2015), mistrzostwo i Puchar Włoch (2017), Klubowe Mistrzostwo Świata (2018) i Puchar CEV (2019). Nie dołożył trofeów w Petersburgu, ale to co tam robi, w sumie mało nas obchodzi.

Bo ostatecznie klasa Grebennikova wychodzi przede wszystkim na parkietach reprezentacyjnych.

Reklama

Dla Francji jest nieoceniony. Ma w dorobku dwa złota Ligi Światowej, zdobywał mistrzostwo Europy, triumfował też – dwukrotnie – w Lidze Narodów. Ale to, co najważniejsze, kryje się na igrzyskach olimpijskich. Francuzi byli bowiem najlepsi na dwóch ostatnich turniejach olimpijskich, a Jenia stanowił jeden z najmocniejszych punktów obu tych ekip. Dość napisać, że jest jednym z dwóch libero w historii, którzy dostawali statuetkę dla najlepszego gracza na tej pozycji na dwóch różnych igrzyskach.

Ale był też najlepszym libero mistrzostw świata. Był również najlepszy w Lidze Mistrzów (kilkukrotnie), w Lidze Światowej i Lidze Narodów (też wiele razy), na mistrzostwach Europy i tak dalej, i tak dalej. Jenia to fenomen, libero kompletny, który doskonale przyjmuje, znakomicie dogrywa piłkę do rozgrywającego, a gdy trzeba – to i sam porozgrywa do partnerów. Co istotne: z wiekiem nie stracił czy to na sprawności, czy na szybkości. Wciąż doskonale porusza się po boisku, wciąż pokrywa większą część parkietu.

Możliwe, że to wkrótce się zmieni. Ale na razie nic nie wskazuje na to, żeby miało. Grebennikov wciąż jest wielki, po prostu.

1. SERGIO DUTRA SANTOS

Sergio Dutra Santos

Reklama

Jenia może jeszcze tu wskoczy – ma na to mocne argumenty. Ale na razie Sergio Dutra Santos, czy też po prostu Serginho, jest najlepszym libero w historii. Miał do tego trochę szczęścia, bo był częścią jednej z najlepszych – o ile nie najlepszej – ekipy w historii, czyli kadry Brazylii z lat 2002-2016. Ale był jej częścią właśnie dlatego, że sam był genialny.

W dorobku ma cztery medale olimpijskie: złoto z 2004 roku, dwa srebra z kolejnych edycji i jeszcze jedno złoto, wywalczone 12 lat po tym pierwszym, u siebie, w Rio de Janeiro. Dwukrotnie był mistrzem świata, a potem – co ciekawe – nie grał już na MŚ czy to wtedy, gdy Brazylia znów zostawała mistrzem (2010), czy wtedy kiedy Polacy pokonywali ją w finałach (2014 i 2018). Dlaczego? Bo powoli sobie już w tamtym okresie grę w kadrze odpuszczał – miał swoje lata, był już po trzydziestce, gdy zdobywał drugie złoto MŚ – ale wracał na najważniejsze turnieje.

Choć w 2012 roku postanowił, że to już właściwie definitywny koniec… ale do powrotu finalnie przekonał go Bernardinho, czyli Bernardo Rezende. Wielki brazylijski trener mówił wszem wobec, że może jego podopieczny nie jest już tak sprawny, ale doświadczenie i dojrzałość, jaką wnosi na parkiet, to rzeczy, których nie da się wycenić. Wziął więc Serginho na igrzyska w Rio, zaryzykował, bo przecież libero miał wtedy już 40 lat!

I co? I Serginho znów okazał się kluczowy. Grał fantastyczny turniej – na tyle, że został nie tylko najlepszym libero, ale też najlepszym zawodnikiem (!) całego turnieju olimpijskiego. Fani po meczu finałowym przeciwko Włochom skandowali jego nazwisko, nazywając go królem. A do historii przeszła przerwa w meczu z Francją, w którym Brazylii nie szło. Gdyby wówczas przegrali, odpadliby już w grupie. Serginho miał wtedy powiedzieć kolegom, że oni jeszcze pojadą na igrzyska, ale on nie, dla niego to ostatni taki turniej.

Reklama

Przemowa podziałała, Brazylia wygrała 3:1. A w fazie pucharowej była już nie do zatrzymania i uporała się kolejno z Argentyną (3:1), Rosją (3:0) i Włochami (3:0), triumfując w wielkim stylu. Sergio przeszedł do historii, w której już wcześniej miał miejsce. Po prostu wtedy jeszcze podniósł piedestał swojego pomnika.

Sergio do dziś pozostaje ideałem libero. Znakomity w obronie, ale też – w razie potrzeby – świetny rozgrywający, bywało zresztą, że z konieczności przejmował tę rolę i dawał sobie w niej radę. Do tego grał niesamowicie długo, karierę skończył dobrze po czterdziestce.

I do końca był na parkiecie naprawdę znakomity.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

WIĘCEJ O SIATKÓWCE NA WESZŁO:

9 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama