Miał być perłą w koronie. CV się zgadzało, cyferki też. Na papierze wszystko wyglądało świetnie, my również chwaliliśmy ten ruch, ale w sumie było za co. Żadnej ukrytej kontuzji, ciężkich przejść, niepokojących plotek dotyczących życia prywatnego. Nic z tych rzeczy. A na dodatek Andi Zeqiri to jeden z tych piłkarzy, których spora część kibiców nie musiała wyszukiwać w sieci, by w ogóle wiedzieć, skąd się urwał. Problem w tym, że na razie nie urwał czterech liter.
Zacznijmy może od tego, że takie transfery nie są codziennością. Spoglądając tylko na wcześniejsze popisy Zeqiriego można było i pewnie należało wysnuć wniosek, że Widzew ściąga potencjalnego kozaka, a na tamten moment po prostu doświadczonego, niezłego piłkarza. Nadal całkiem młodego, mogącego wyraźnie poprawić grę zespołu, który Sebastiana Bergiera kontraktował z przekonaniem, że Polak będzie jedynie drugą opcją. Drugą po Zeqirim właśnie.
Na dziś Bergier ma w lidze dwanaście goli. Zeqiri jednego. A to jedynie kropla w morzu różnic, które dzielą obu napastników Widzewa. Nie dlatego, że pierwszy jest futbolowym geniuszem – raczej z powodu zawodu, jakim na razie jest reprezentant Szwajcarii.
Andi Zeqiri to dziś wielki zawód nowego Widzewa
Może i Zeqiri się jeszcze rozkręci, ale cała magia towarzysząca jego transferowi polegała na tym, że właśnie nie miał potrzebować czasu na rozkręcenie. Wchodzi, zamiata ligę, kłania się przed publicznością i jest nowym królem Łodzi. Tą wspomnianą już perłą w koronie. We wrześniu sam z nieskrywanym zainteresowaniem przedstawiałem jego statystyki z ostatnich sezonów i dochodziłem do wniosku, że po kogoś takiego warto polecieć może i nawet do Chin, szczególnie jeśli nie masz w ataku wystarczającej mocy. Może się jednak okazać, że to co działa w Belgii nie działa w Polsce. I odwrotnie – to co działa w Polsce nie działa w Belgii, czego dowodem mógłby być choćby Karol Czubak.
Statystyki Andiego Zeqiriego w ostatnich pięciu sezonach:
- 2025/2026 – Widzew Łódź – 24 mecze, 3 gole, 1 asysta;
- 2024/2025 – Standard Liege – 26 meczów, 10 goli, 4 asysty;
- 2023/2024 – KRC Genk – 37 meczów, 9 goli, 0 asyst;
- 2022/2023 – FC Basel – 50 meczów, 18 goli, 2 asysty;
- 2021/2022 – FC Augsburg – 23 mecze, 2 gole, 2 asysty;
- 2020/2021 i sam początek 2021/2022 – Brighton & Hove Albion – 13 meczów, 1 gol, 0 asyst.
Zeqiri pod względem tych najważniejszych dla napastnika statystyk wygląda w Ekstraklasie jak przed pięcioma laty w Brighton czy chwilę później w Augsburgu. A może nawet gorzej. Wtedy grał jednak w najlepszych ligach świata, dziś… wiecie, można mieć do Ekstraklasy duży szacunek, ale do czołowych lig Europy trochę jej jeszcze daleko. Dlatego jego potencjał powinniśmy oceniać w naszych realiach na podstawie występów w Belgii czy Szwajcarii. Niezłych, dobrych, dających nadzieje.
Teraz niewiele z tej pozytywnej oceny zostaje.
Zeqiri nie gra
To pierwszy i podstawowy problem Zeqiriego. Przegrał rywalizację z Sebastianem Bergierem i nikt za nim jakoś za bardzo nie płacze. Były napastnik GieKSy dobrze się w Łodzi odnalazł, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę jego obniżkę lotów względem tej najlepszej formy, którą popisywał się już jako piłkarz Widzewa. Już teraz Bergier przebija swój strzelecki wynik z poprzedniego sezonu o jedną trzecią i pewnie dorzuci jeszcze ze dwa czy trzy trafienia przed finałem rozgrywek.
W tym czasie Zeqiri regularnie ogląda kolegę z zespołu z poziomu ławki rezerwowych. Na boisku spędził prawie tysiąc minut mniej. Przerażające może też być zestawienie go z Emilem Kornvigiem, który do Łodzi zawitał dopiero zimą. Duńczyk nie jest napastnikiem, ale to piłkarz ustawiany przez trenerów Widzewa wysoko, blisko pola karnego – ma już na swoim koncie więcej minut, strzałów i tyle samo strzałów celnych co Szwajcar.
Nie dowodzimy w ten sposób, że Zeqiri to ogór. Pokazujemy, że nie ma kompletnie okazji zmienić sposobu, w jaki postrzegają go kibice, bo zwyczajnie nie wykorzystał dotychczas żadnej otrzymanej szansy.

Andi Zeqiri i Sebastian Bergier czasem występują na boisku razem. Nie ma jednak wątpliwości, który z nich jest dziś napastnikiem numer jeden
Nie strzela goli
A nie wykorzystał żadnej otrzymanej szansy, bo zwyczajnie nie wykonywał należycie swojej roboty. Jasne, różne są typy napastników – jeden świetnie pressuje, inny doskonale się zastawia, a jeszcze inny ciężko pracuje dla drużyny odciągając rywali albo chociaż odnajduje się w grze kombinacyjnej. U Zeqiriego widać na boisku jakieś małe pojedyncze błyski, ale to jak szukanie igły w stogu siana przy pomocy mocnych reflektorów – światło się odbije, coś tam błyśnie, ale przesuniesz się kawałek dalej i już niczego nie widać.
Zestawienie statystyk Bergiera i Zeqiriego w Ekstraklasie (na 90 minut spędzonych na boisku):
Andi Zeqiri
- gole: 0,12
- xG: 0,39
- strzały: 1,84
- strzały celne: 0,74
- kluczowe podania: 0,74
Sebastian Bergier
- gole: 0,61
- xG: 0,43
- strzały: 1,59
- strzały celne: 0,97
- kluczowe podania: 0,82
Takim zestawieniem kompletnie odzieramy obu piłkarzy z liczby rozegranych minut, która może zaburzać przekaz. Co tu widać? Obaj są teoretycznie niemal tak samo blisko gola, co powinna sugerować statystyka goli oczekiwanych. Bergier oddaje jednak na dziewięćdziesiąt minut mniej strzałów od Zeqiriego, a i tak oddaje je w lepszych sytuacjach. Umie się lepiej znaleźć, koledzy potrafią go lepiej obsłużyć, on sam potrafi wypracować sobie pozycję – różnie to można tłumaczyć. W efekcie Bergier strzela więcej goli, niż powinien, a jego szwajcarski rywal do miejsca w składzie mniej.
Gole i gole oczekiwane obu napastników Widzewa:
Andi Zeqiri
- gole: 1
- gole oczekiwane: 3,16
BILANS: – 2,16
Sebastian Bergier
- gole: 12
- gole oczekiwane: 8,44
BILANS: + 3,56
To wszystko widać także gołym okiem, a dysproporcja szczególną uwagę zwracała jesienią, kiedy Bergier wykazywał się genialną skutecznością. Zresztą pisaliśmy o tym szerzej w listopadzie.
Wygrany u przegranych. Sebastian Bergier może imponować
W ten sposób można też obalić argument o nie dającym szans Szwajcarowi Widzewie. Ten, to jasne, przez większość sezonu gra piłkę straszliwą dla oka, a ostatnio przerzucił się na hiperpragmatyzm zaaplikowany drużynie przez Aleksandara Vukovicia. Ale skoro Bergier może, to i Zeqiri by mógł.
Niczym się nie wyróżnia
Wróćmy zatem na dobre do Zeqiriego, który nie dość, że strzela mało i kiepsko, to jeszcze nie daje żadnych pobocznych argumentów ku temu, by go wziąć w obronę. Sam oglądając mecze Widzewa mam takie chwile, w których zdarza mi się dostrzegać w grze Szwajcara zalążki jakości. Asysta przy golu Kornviga z Wisłą Płock? Bardzo fajna. Momenty walki z obrońcami tyłem do bramki też niczego sobie. Możliwości Zeqiriego są duże, nikt go nagle nie podmienił na jednym czy drugim zgrupowaniu. Tyle że napastnik Widzewa na razie je chyba specjalnie ukrywa.

Andi Zeqiri nie wyróżnia się w lidze właściwie niczym. Może poza strzałami oddawanymi w kiepskich sytuacjach (źródło: Hudl StatsBomb)
Niech za przykład posłuży nam tu całkiem krótki występ Zeqiriego z Bruk-Betem – Szwajcar pojawił się na boisku w 82. minucie i miał trochę rozruszać atak Widzewa. Szansa dla zmiennika, który dostaje tylko chwilę, żeby zapisać się w pamięci trenera i kibiców. Typowe drogi są przy takiej okazji dwie, bo można się pokazać z dobrej strony, ale można też zaliczyć całkowicie bezbarwny epizod.
Cóż jednak powiedzieć o Zeqirim, który zaliczył siedem kontaktów z piłką i zarazem aż pięć strat? Dwie więcej niż grający cały mecz Bergier. Ledwie jedną mniej niż grający dwadzieścia minut dłużej do Szwajcara Angel Baena, też przecież mający rozkręcać ataki na coraz bardziej cofniętych rywali. Nie zapomnijmy też o pięciu przegranych pojedynkach Szwajcara (z sześciu) i faulu, który został ukarany żółtą kartką.
Widzew po mękach lepszy od dziesięciu piłkarzy Bruk-Betu
Tyle surowe liczby. Test oka też nie jest jednak dla Zeqiriego łaskawy. Napastnik Widzewa jest strasznie powolny – dobrze to było widać w 87. minucie rywalizacji ze Słonikami, kiedy dostał piłkę na wolne pole od Fornalczyka i miał spokojnie z metr przewagi nad Fassbenderem. Piłkarz gości – też świeżo wprowadzony na boisko – bez problemu wyprzedził Szwajcara na dystansie góra piętnastu metrów.
Zaraz potem było jeszcze przyjęcie piłki gdzieś na dwudziestym metrze od bramki Bruk-Betu i kompletne zgubienie jej z radarów. Połączone z rozłożeniem rąk w geście pretensji w kierunku kolegów, którzy nic z tym fantem nie zrobili. A co mieli zrobić, skoro to po prostu był techniczny błąd?
Podobała mi się też akcja z samej końcówki, kiedy Szwajcar chciał utrzymać piłkę w narożniku boiska i zagrać na czas. Wyszło kompromitująco, bo Matysik przestawił go jak dziecko. W takiej dyspozycji Andi Zeqiri nie da Widzewowi nic. Bez względu na to, czy zagra kwadrans, czy godzinę.
CZYTAJ WIĘCEJ O WIDZEWIE NA WESZŁO:
- Powrót Bukariego jak prawdziwa saga. „Nie z jego winy”
- Osman Bukari – szansa na największy niewypał transferowy Europy
- W Łodzi sklepy prowokują tak samo jak kible
Fot. Newspix