Właściwie od momentu, gdy Iga Świątek ogłosiła, że nie wystąpi w Gliwicach w meczu Billie Jean King Cup pewnym było, że Polkom trudno będzie pokonać Ukrainę. I faktycznie – nie udało się, a Ukrainki okazały się od naszych reprezentantek dużo lepsze. Choć akurat mecz debla, który o wszystkim rozstrzygnął, był prawdziwym tenisowym maratonem.
BJK Cup. Polki przegrały z Ukrainą
Ukraina do Gliwic przyjechała w najmocniejszym składzie. Była Elina Switolina, pojawiła się też Marta Kostiuk. U Polek z kolei brakowało nie tylko Igi Świątek, ale też Magdaleny Fręch – z zawodniczek z najlepszej setki rankingu WTA pojawiła się tylko Magda Linette. Świątek o swojej nieobecności poinformowała pod koniec marca na Instagramie, co w obliczu jej problemów – i zmiany trenera – przesadnie zresztą dziwić nie mogło:
– Dzisiaj chcę się podzielić kolejną decyzją. Nie zagram w nadchodzącym turnieju kwalifikacyjnym Billie Jean King Cup w Gliwicach. Nie jest to dla mnie łatwe, bo granie w Polsce zawsze miało i ma dla mnie wyjątkowe znaczenie i wiem, że wielu z was czekało, żeby zobaczyć mnie na korcie. Czuję, że potrzebuję chwili, żeby się zatrzymać, poukładać pewne rzeczy, a także skupić się na spokojnej, jakościowej pracy. Mam nadzieję, że to rozumiecie – pisała wówczas.
W turniejach takich jak BJK Cup wiele zależy jednak od najlepszej zawodniczki. Ukrainki miały w tej roli Elinę Switolinę, Polki z kolei musiały zdać się na Magdę Linette. Ta jednak wczoraj przegrała – zbierając dość spory łomot – już z Martą Kostiuk. Do stanu 4:4 w I secie wszystko wyglądało jeszcze dobrze, ale potem przegrała osiem kolejnych gemów.
– Jestem rozczarowana. Jest mi bardzo przykro. Oczekiwałam od siebie więcej. Przełamanie mojego serwisu na pewno miało znaczenie. Marta zagrała świetnie w drugim secie. Miałam troszkę szans na początku meczu, frustrujące było, że nie sprawiłam, żeby Marta miała większe kłopoty. W drugim secie się rozluźniła, zwiększyła tempo – mówiła Linette na pomeczowej konferencji prasowej. Jej porażka była tym istotniejsza, że mało kto oczekiwał po Katarzynie Kawie cudów w starciu z Eliną Switoliną.
I cudów nie było – Kawa przegrała 2:6, 1:6, a Polska po pierwszym dniu przegrywała 0:2.
Nadzieję na przedłużenie rywalizacji pokładaliśmy w naszym deblu. Dawid Celt, kapitan kadry, desygnował ostatecznie do gry Maję Chwalińską i Martynę Kubkę. Polki, w rywalizacji z siostrami Kiczenok, zaczęły od przegranego 5:7 seta, ale w drugim wygrały po tie-breaku, choć przy stanie 5:5 straciły podanie i stały na krawędzi porażki. Już wtedy był to długi mecz, a wraz z trzecim setem zamienił się w naprawdę rozległe spotkanie – ostatecznie Polki i Ukrainki spędziły na korcie 3 godziny i 14 minut, a każdy set trwał ponad godzinę!
WALCZYMY DALEJ! 🫰
Maja Chwalińska i Martyna Kubka obroniły piłkę meczową i doprowadziły do 3. seta w meczu z siostrami Kiczenok 🤩 pic.twitter.com/ByoZmYJryq
— Polski Związek Tenisowy (@pzt_tenis) April 11, 2026
Ten trzeci, ostatni, był najkrótszym i, niestety, drugim przegranym przez Polki. Dużo było w nim przełamań, nasze reprezentantki kilkukrotnie zyskiwały przewagę, by zaraz ją oddać. Przy stanie 3:3 nastąpił bardzo długi gem, w którym Ukrainki ostatecznie nie dały się przełamać, choć Chwalińska i Kawa miały swoje szanse. A gema później Polki dość łatwo oddały własne podanie. W ostatnim z kolei gemie meczu nie nawiązały walki i nie wypracowały sobie break pointów.
Ostatecznie uległy rywalkom 5:7, 7:6 (4), 3:6. A Polska przegrała z Ukrainą już po trzech z potencjalnych pięciu meczów. W tej sytuacji nasze reprezentantki będą jesienią walczyć o to, by utrzymać się w Grupie Światowej Billie Jean King Cup.
Fot. Newspix
Czytaj więcej o tenisie:
- Ekspert: Nie widać, by Daria była w stanie wyciągnąć z tego Igę [ROZMOWA]
- Hurkacz poza turniejem w Monte Carlo
- Fissette zabrał głos na temat współpracy z Igą Świątek
- Iga Świątek wybrała trenera!