Widzew stanął pod ścianą. Jak nie teraz, to nigdy

Antoni Figlewicz

11 kwietnia 2026, 08:09 • 5 min czytania 7

Reklama
Widzew stanął pod ścianą. Jak nie teraz, to nigdy

Wbrew pozorom, to może być jeden z najtrudniejszych meczów, jakie czekają nas do końca sezonu – mówił podczas przedmeczowej konferencji trener Aleksandar Vuković. Można pójść nawet krok dalej i stwierdzić, że gra pozorów dawno się już skończyła. Śmieszne to i straszne zarazem, że najtrudniejszym, ale i najważniejszym meczem Widzewa w całym sezonie może być ten z najsłabszą drużyną w lidze, w momencie, w którym oba zespoły okupują dwa ostatnie miejsca tabeli. Od początku sezonu wiele rzeczy poszło w Łodzi bardzo źle i to ostatnia szansa na ratunek przed katastrofą.

Reklama

Nie umiem wyobrazić sobie scenariusza, w którym Widzew nie wygrywa z Bruk-Betem, a na koniec sezonu utrzymuje się w Ekstraklasie. Po serii występów nieprzekonujących przyszła pora na chociaż jeden taki, który nie pozostawi wątpliwości, że ostateczny ratunek jest możliwy. Lekko licząc z siedmiu najbliższych spotkań Widzew powinien wygrać cztery, żeby się utrzymać. Na rozkładzie nie ma tuzów, ledwie dwie drużyny z górnej połowy tabeli. Jako smaczek dodający dreszczyku emocji i podnoszący tylko stawkę – starcia z bezpośrednimi rywalami czyli Legią, Radomiakiem czy właśnie Bruk-Betem. No i jeszcze zerkające niezmiennie za swoje plecy Korona i Piast, nadal niebezpiecznie blisko strefy spadkowej.

Niby dzięki kształtowi tabeli wpadka w sobotnim meczu nie pogrzebie Widzewa, matematyka dopuszczać będzie jeszcze scenariusz, w którym Łodzianie wyskakują nad kreskę i ratują się przed największym blamażem w tym wieku. Albo i w ogóle w historii Ekstraklasy.

Tyle że pod względem sportowym brak zwycięstwa będzie oznaczał prawdziwą katastrofę i wbicie pierwszego gwoździa do trumny. Bo czemu Widzew miałby zacząć nagle grać i punktować lepiej, skoro nie umie poradzić sobie z zadaniem teoretycznie najłatwiejszym? O to chyba chodzi w określeniu tego spotkania… najtrudniejszym.

Widzew się boi

Reklama

Widzew pod największą presją w tym sezonie. Zwycięstwo albo żałobny marsz

Wydaje się, że presja nałożona na drużynę Aleksandara Vukovicia osiąga moment krytyczny. Tak, Serb jeszcze w Widzewie nie przegrał, ma prawo do zadowolenia, jeśli spojrzymy tylko na okres jego kadencji. Od momentu jego zatrudnienia zespół z Łodzi zdobył sześć punktów w czterech spotkaniach i w tabeli za okres od 5 marca zajmuje dziewiąte miejsce. Przed tą kolejką radził sobie lepiej niż Raków Częstochowa czy Jagiellonia Białystok, a Duma Podlasia rozegrała w tym czasie jeden mecz więcej.

Sam Vuković powodów do wstydu nie ma. Cały Widzew – ma je coraz większe i z niepokojem patrzy w przyszłość. – Jeśli chodzi o liczbę potrzebnych nam punktów, to nie będę się bawił w matematykę. Potrzeba nam ich dużo, bo tak układa się sezon – mówi trener. Sezon układa się dla Widzewa tragicznie. A teraz każdy mecz jest walką o to, żeby i jego finał nie był tragiczny.

Trochę przypomina to starą, zgraną już śpiewkę Igora Jovićevicia, który przekonywał regularnie, że dla jego zespołu każdy mecz musi być jak finał. Przed jego drużyną było 17 finałów, potem 15 finałów. Gadanie dla gadania – coś, czego Aleksandar Vuković nie lubi – ale wreszcie weszliśmy w taki moment sezonu, kiedy można powiedzieć, że faktycznie jeden mecz ma moc zdecydowania o losie klubu. I za ten jeden ja akurat uznaję mecz z Bruk-Betem.

Widzew ma najłatwiejszy terminarz. Arka najtrudniejszy. Kto spadnie?

Reklama

Aleksandar Vuković podczas meczu Widzewa z Lechem

Aleksandar Vuković jeszcze z Widzewem nie przegrał. Wygrywa jednak za mało, by wyrwać Łodzian ze strefy spadkowej

Pod ścianą. Teraz już naprawdę

Mądrzejsi będziemy po ostatnim gwizdku, ale wybiegnijmy na chwilę w przyszłość. Wyobraźmy sobie, że Widzew przegrywa to spotkanie – nastroje morowe, przepowiednia apokalipsy zaczyna się spełniać, znikąd nadziei, a na dobitkę za tydzień mecz z Radomiakiem, któremu już absolutnie nie można sprezentować nawet punkciku, bo wiązałoby się to ze stratą kolejnych dwóch i stresem nie do zniesienia. Remis? Remis też już nie wchodzi w grę, bo Widzew zremisował nawet wygrany mecz z Rakowem, naprawdę wystarczy. Zresztą punkcikiem trudno doczłapać w okolice linii mety, którą teraz jest granica strefy spadkowej.

Łodzianie są pod ścianą. Jeśli często mówi się, że ktoś „musi wygrać”, to wówczas takie sformułowanie ma najwyżej jedną trzecią mocy tych samych słów wypowiedzianych w kontekście meczu Widzewa z Bruk-Betem. Ekipa z Niecieczy wiosną jest kompletnie lekceważona, gdyż nawet grając niezłe zawody, nie potrafi zdobywać punktów. Do ostatniej serii gier jej sytuacja była beznadziejna. Osiem spotkań, trzy punkty, żadnej nadziei. Wygrana z Piastem poprawia bilans, ale większej nadziei dawać nie może. Pozostaje Słonikom już chyba tylko spłatać komuś jednego czy drugiego nieprzyjemnego psikusa.

Reklama

A biorąc pod uwagę, co potrafią podopieczni Marcina Brosza, gdy nikt kompletnie na nich nie liczy, trudno się dziwić respektowi, jaki chce wzbudzić w swoich graczach Vuković. – Jeśli chodzi o spisywanie kogoś na straty, ja tego nigdy nie robię, to bezpodstawne. Bruk-Bet to drużyna ekstraklasowa, potrafiła wygrywać pewne mecze wyjazdowe, niespodziewanie. W spotkaniach, których wynik nie był po jej myśli też nieźle się prezentowali, więc w ogóle nie podchodzę do tego meczu tak, jakbyśmy byli faworytem – przekonuje Serb.

Widzewiacy nie mają żadnych argumentów, żeby wychodzić do meczu z Niecieczanami z pozycji siły. A mają powody, by trochę się ich obawiać.

Statystyka goli oczekiwanych obu zespołów w ostatnich czterech kolejkach:

Widzew

  • Raków 1,07
  • Górnik 0,30
  • Arka 0,66
  • Lech 0,68

Suma: 2,71 (3 gole zdobyte)

Reklama

Bruk-Bet

  • Piast 1,40
  • Lech 1,23
  • Motor 1,50
  • Korona 1,66

Suma: 5,79 (6 goli zdobytych)

To tylko suche liczby, bez kontekstu nie można się na nich zbytnio opierać. A kontekst jest taki, że Widzew zgarnął w tym czasie sześć oczek, podczas gdy Bruk-Bet trzy mecze przegrał i tylko w tym ostatnim odniósł zwycięstwo. Łodzianom najprzyjemniej było jednak wtedy, gdy nie musieli prowadzić gry, a na własnym stadionie, grając pod największą do tej pory presją, grając już o wszystko, będą musieli dźwignąć nie tylko ciężar wygranej, ale i przy okazji ciężar posiadania piłki.

Jeśli ten element odpuszczą, jeśli nie przejmą inicjatywy z futbolówką przy nodze, to skończą jak z Arką w Gdyni. Jeśli jednak pokuszą się o więcej… no i tu dochodzimy do sedna sprawy. Aleksandar Vuković ma coraz mniej czasu, żeby wykrzesać z drużyny coś więcej, gdy ta zapuszcza się chociaż w okolice bramki rywali. Grając z osłabionym od 36. minuty Rakowem Widzew oddał dwa celne strzały. Z Górnikiem żadnego, z Arką jeden. Teraz już to nie przejdzie, nawet jeśli naprzeciwko stanie pechowy, ostatni Bruk-Bet.

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ O WIDZEWIE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

7 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama