W półfinale Pucharu Polski grający na czwartym szczeblu rozgrywek Zawisza Bydgoszcz zmierzy się z ekstraklasowym Górnikiem Zabrze. W ostatnich dwóch sezonach boje takich zespołów, które dzielą co najmniej dwa poziomy rozgrywkowe wcale nie kończyły się seryjnymi wysokimi zwycięstwami wyżej notowanych drużyn. Kluby z elity mają od jakiegoś czasu poważne problemy z wygrywaniem z teoretycznie znacznie słabszymi rywalami – znacznie większe niż ma to miejsce w praktycznie wszystkich innych ligach.
Jak kluby Ekstraklasy radzą sobie ze znacznie niżej notowanymi rywalami w Pucharze Polski? To często wyrównane boje!
Sprawdźmy, jakie wyniki padały w tegorocznej edycji Pucharu Polski od 1. rundy w spotkaniach, w których zespoły dzieliły co najmniej dwa szczeble ligowe.
1. runda (podkreślone awanse niżej notowanych drużyn):
- Korona II Kielce (3. liga) – Piast 0:1
- Legia II Warszawa (3. liga) – Górnik Zabrze 0:3
- Zawisza (3. liga) – GKS Tychy (1. liga) 2:0
- Odra Bytom Odrzański (4. liga) – Wisła Kraków (1. liga) 0:1
- Beskid Andrychów (4. liga) – Chojniczanka (2. liga) 0:3
- Małapanew Ozimek (4. liga) – Znicz Pruszków (1. liga) 1:2 po dogrywce
- ŁKS Łomża (3. liga) – Odra Opole (1. liga) 0:2
- Gryf Słupsk (4. liga) – Polonia Warszawa (1. liga) 1:0 po dogrywce
- Avia (3. liga) – Ruch Chorzów (1. liga) 3:1
- LKS II Goczałkowice (5. liga) – Stal Stalowa Wola (2. liga) 3:1
- Lechia Tomaszów Mazowiecki (3. liga) – Śląsk Wrocław (1. liga) 1:2
2.runda:
- Gryf Słupsk (4. liga) – Lech 1:2
- LKS II Goczałkowice (5. liga) – Polonia Bytom (1. liga) 0:7
1/8 finału:
- Zawisza (3. liga) – Wisła Kraków (1. liga) 4:1
- Chojniczanka (2. liga) – Korona 1:1, karne 4:3
- Avia (3. liga) – Polonia Bytom (1. liga) 4:2
1/4 finału:
Avia (3. liga) – Raków 1:2 po dogrywce
1/2 finału:
Zawisza (3. liga) – Górnik – mecz odbędzie się dziś
Siedem awansów niżej notowanych zespołów, dwukrotnie lepszy klub potrzebował dogrywki, cztery razy wygrał jedną bramką, a cztery razy wygrał wyższą różnicą goli, przy czym tylko raz była ona większa niż trzy bramki.
To nie wygląda na wyniki znacznie niżej notowanych drużyn z lepszymi rywalami, a bardziej jak rezultaty spotkań między w miarę zbliżonymi drużynami. A przypomnę, że mówimy o dwóch klasach rozgrywkowych różnicy.
A może to sytuacja wyjątkowa, która zdarzyła się tylko w obecnym sezonie?
Rok temu wyglądało to następująco:
- Sandecja (3. liga) – Cracovia 3:2 po dogrywce
- Sandecja – Puszcza 0:1
- Pogoń Grodzisk Mazowiecki (2. liga) – Lechia 1:1, karne 4:3
- Hutnik Kraków (2. liga) – Piast 3:3, karne 3:5
- Unia Skierniewice (3. liga) – Motor 1:1, karne 5:4
- Unia – GKS Katowice 2:1
- Lechia Zielona Góra (3. liga) – Widzew 3:3, karne 3:5
- Elana (3. liga) – Widzew 1:3
- Olimpia Grudziądz (2. liga) – Jagiellonia 1:3
- Chojniczanka (2. liga) – Jagiellonia 0:3
- Resovia (2. liga) – Lech 1:0

Pięć awansów niżej notowanych klubów, dwa zwycięstwa zespołów z Ekstraklasy po karnych, cztery wygrane „normalne”. Przez dwa sezony żaden klub najwyższej ligi poza Jagiellonią nie wygrał z zespołem z 2. ligi i niższych wyżej niż jednym golem…
Po co drużyny rezerw w Pucharze Polski?
Występy drużyn rezerw w Pucharze Polski są dla mnie dość absurdalne. Dzielą się na dwa rodzaje. Pierwszy to drużyny z niższych lig, które w pucharach okręgowych odpuszczają mecze pierwszej drużyny, by wystawiać lepszych graczy w rezerwach. Powód? Druga drużyna, startując jako klub niższej ligi, ma znacznie częściej przewagę własnego boiska.
Pierwsza drużyna LKS-u Goczałkowice-Zdrój odpadła z obecnej edycji w swoim pierwszym meczu – 7 sierpnia… 2024 roku w okręgowych rozgrywkach w Tychach. Tymczasem rezerwy rozegrały w niej dziewięć spotkań dochodząc aż do 1/16 finału.
Druga grupa to po prostu zespoły rezerw mocniejszych klubów. Po co grają w Pucharze Polski? Nie wiem. Ich mecze nie przyciągają ani kibiców gospodarzy ani gości. Gdy Legia II wylosowała Górnika Zabrze, w studio TVP prognozowano jak wielkim świętem mogłoby być to spotkanie. Dywagowano, czy odbędzie się na Łazienkowskiej. Tymczasem mecz odbył się w Urszulinie i oglądało go 350 osób, a kibiców gości nie wpuszczono.
Średnia widownia na meczu drużyny rezerw w obecnej edycji to niecałe czterysta osób, a zatem jest prawie dziesięciokrotnie niższa niż na pozostałych spotkaniach!
Ekstraklasa lepiej sobie radzi w Lidze Konferencji niż w meczach z zespołami niższych lig
Jeżeli pominąć drużyny rezerw, to wyniki klubów Ekstraklasy z zespołami z 2. ligi i niższych wyglądają w ostatnich dwóch sezonach następująco:
- Sezon obecny: Gryf przegrał z Lechem 1:2, Chojniczanka wygrała z Koroną po karnych, Avia Świdnik przegrała z Rakowem po dogrywce
- Sezon 2024/25: Sandecja wyeliminowała Cracovię, a z Puszczą przegrała 0:1, Pogoń Grodzisk Mazowiecki wyeliminowała Lechię, Resovia – Lecha, a Unia Skierniewice – Motor i GKS. Hutnik Kraków przegrał z Piastem, Lechia Zielona Góra z Widzewem po karnych, Elana poniosła porażkę z Widzewem 1:3. Tylko Jagiellonia dość gładko poradziła sobie w Chojnicach i Grudziądzu (choć i tu po kwadransie przegrywała).
Sześć awansów niżej notowanych ekip, jedna porażka po dogrywce, dwie po karnych, pięć przegranych w trakcie 90 minut gry. Czternaście starć. W sześciu górą były drużyny z niższych lig, w ośmiu – Ekstraklasy, ale z tego trzykrotnie potrzebna była dogrywka lub karne, a dwa razy wygrana była jednobramkowa.
W jedenastu z czternastu spotkań wynik był na styk, przy czym spośród trzech pozostałych aż w dwóch drużyna z niższej ligi prowadziła (Elana z Widzewem i Olimpia z Jagiellonią). To nie wygląda, jak wyniki drużyn, które dzielą dwie klasy, tylko jak normalne wyniki meczów między zespołami Ekstraklasy.
Uwzględniając wynik po 90 minutach, kluby Ekstraklasy zdobyły w tych czternastu spotkaniach osiemnaście punktów. To 1,3 punktu na mecz. Dla porównania, w fazie ligowej Ligi Konferencji nasz dorobek to przeciętnie 1,6 punktu na mecz. Wychodzi więc na to, że dla klubów Ekstraklasy mecze z drużynami z 2. ligi i niższych są trudniejsze od tych w Lidze Konferencji!
W Europie elita gromi maluczkich
A może to normalna sytuacja? Może wszędzie tak jest? Najbardziej zbliżona do nas zarówno rankingowo, jak i geograficznie jest liga czeska, z którą bardzo lubimy się porównywać.
Oto wyniki klubów z tamtejszej elity z drużynami z trzeciego i niższych szczebli rozgrywkowych w tegorocznym pucharze Czech:
2:0, 3:2, 3:0, 2:1, 2:0, 6:1, 2:0, 1:0, 2:1, 6:0, 5:0, 6:1, 2:0, 2:1, 6:1, 4:1, 2:3, 5:0, 2:1 (dogrywka), 2:0, 4:1, 2:0, 4:3 (dogrywka), 1:0
Dwadzieścia cztery mecze (ten temat rozwinę za chwilę), dwadzieścia jeden zwycięstw (w tym dziewięć co najmniej trzema bramkami), dwie wygrane po dogrywce, jedna porażka. Gole 76:17. Jedyną niespodzianką była przegrana Sigmy Ołomuniec z FK Nove Sady na miesiąc przed meczem z Rakowem w Lidze Konferencji. Bohaterem był bramkarz Zdenek Kofron. Właśnie ogłoszono, że znalazł się w gronie podejrzanych o ustawianie meczów w olbrzymiej aferze korupcyjnej w czeskiej piłce.
Inne kraje? Kluby z elity na Węgrzech mierzyły się z zespołami trzeciej ligi i niższych jedenaście razy. Wygrały wszystkie te starcia. Chorwacja? 12-1. Turcja? 17-2. Dania? 12-0. Szwajcaria? 17-2. Austria? 20-2? Szwecja? Dwadzieścia starć, wszystkie wygrane przez kluby Allsvenskan.
Sensacje to sól pucharów krajowych
Od dawna podkreślam, że polska piramida ligowa jest niezwykle wyrównana. Mamy kilkadziesiąt klubów, które spokojnie mogłyby walczyć o grę w Ekstraklasie. Czołówka naszej 1. ligi nie miałaby większych problemów z utrzymaniem się w większości lig, z którymi konkurujemy.
Nawet jeżeli uwzględnimy starcia z drużynami rezerw (które w wielu innych krajach w ogóle nie są możliwe) i weźmiemy pod uwagę wyłącznie ten sezon, to zespoły Ekstraklasy wyeliminowały drużyny z 2. i niższych lig w 80% przypadków. W skali dwóch sezonów to już zaledwie 63%.
W obecnym sezonie najniższy wskaźnik pod tym względem zanotowano w Anglii (77% – 10 awansów na 13 takich spotkań), Portugalii (74% – 17 awansów na 23 spotkania) i na Ukrainie (73% – 8 awansów na 11 spotkań). Średnia europejska to 91%.
Takie historie, jak szóstoligowiec eliminujący Crystal Palace, Burnley odpadające z Mansfield Town, Sunderland z Port Vale, a przede wszystkim Chojniczanka wyrzucająca z rozgrywek Koronę to najpiękniejsze, co może zdarzyć się w rozgrywkach pucharowych.

Takie mecze mamy zdecydowanie zbyt rzadko
W Polsce, jeśli już dochodzi do meczów Ekstraklasy z zespołami ze znacznie niższych lig, to chyba najczęściej w całej Europie są one wyrównane i interesujące. W czym więc problem? Otóż właśnie – „jeśli do nich dochodzi”. Uważny czytelnik już wcześniej zwrócił pewnie uwagę, że w wielu wymienionych krajach niespodzianki zdarzają się rzadko, ale jednak szans na ich wystąpienie jest po kilkanaście w każdym sezonie. U nas takich starć w obecnej edycji było zaledwie pięć (z czego w dwóch przypadkach rolę Dawida odgrywały zespoły rezerw). Tylko w Grecji i na Cyprze w tegorocznej edycji pucharu kraju brały udział wyłącznie drużyny pierwszej i drugiej ligi.
Od wielu europejskich krajów dzieli nas pod tym względem wprost przepaść. Sprawdziłem 25 najmocniejszych lig na kontynencie. Średnio w każdym sezonie kluby z elity rozgrywają kilkanaście takich spotkań w pucharze kraju, a zatem trzy razy więcej niż u nas!
W Niemczech było ich w tym sezonie siedemnaście. W Turcji, Szwajcarii i Francji – dziewiętnaście, w Szwecji – dwadzieścia, a jeszcze więcej miało miejsce w Austrii, Portugalii i Czechach.
We wszystkich tych krajach formuła pucharu krajowego sprzyja temu, by zespoły najmocniejsze mierzyły się z kompletnymi outsiderami. Takie mecze przyciągają zainteresowanie lokalnych społeczności i są prawdziwymi świętami. Tak jak starcie Zawiszy z Górnikiem, które dziś przyciągnie w Bydgoszczy… dwadzieścia tysięcy widzów!
Ostatni raz tak duża widownia oglądała mecz w tym mieście 23 września 1989 roku, gdy WKS w 1. lidze mierzył się z Ruchem. W Zawiszy grał wtedy Piotr Nowak, w Ruchu – Waldemar Fornalik i Krzysztof Warzycha. Sędziował Wit Żelazko.
Hiszpania pucharowym wzorem
Absolutnym ewenementem jest jednak Hiszpania, w której system rozgrywek ułożony jest tak, aby takich spotkań było jak najwięcej. Mało tego. Stosowane jest losowanie geograficzne, dzięki czemu wielkie kluby grają z maluczkimi nie z drugiego końca kraju, a ze swojego regionu, by wydarzenie to miało jeszcze większą wagę.
Efekt? Ekipy z La Liga mierzyły się z zespołami z lig niższych niż Segunda Division… 37 razy! Nie spadła im korona z głowy przez to, że musiały się udać do małych miejscowości, na stare, niewielkie stadiony. Barcelona grała z Guadalajarą, Real z Talavera de la Reina i nikomu niczego od tego nie ubyło, a małe kluby miały wielkie święta. Choć we wszystkich poza trzema przypadkami odpadły. U nas niestety system minimalizuje liczbę takich spotkań, ale to już temat na oddzielną dyskusję.

W Pucharze Polski kluby Ekstraklasy pokonały rywala z drugiej lub niższej ligi w tym sezonie cztery razy. Mniej takich przypadków w Europie było tylko w Pucharze Włoch (dwa), który organizowany jest w kompletnie absurdalny sposób i w praktyce toczy się wyłącznie między ekipami z Serie A.
Także cztery razy takie zwycięstwa miały miejsce w Rumunii (w której puchar rozgrywany jest w formule fazy… ligowej znanej z europejskich pucharów) oraz w Szkocji.
Czy Zawisza zagra w finale na Stadionie Narodowym?
Dziś o 18:00 grający na czwartym szczeblu rozgrywkowym Zawisza Bydgoszcz zmierzy się z ekstraklasowym Górnikiem Zabrze w półfinale Pucharu Polski. Choć faworyt wydaje się być oczywisty, to bukmacherzy dają gospodarzom aż około 20% szans na grę w finale na Narodowym.
Jak zauważył portal Zawisza Stats, w obu drużynach jest po czterech zawodników, którzy grali już na tym etapie. U gospodarzy są to:
- Maciej Kona — sezon 2015/16, w barwach Zawiszy, przeciwko Legii Warszawa
- Jakub Bojas i Michał Cywiński — sezon 2021/22, w barwach Olimpii Grudziądz, przeciwko Lechowi Poznań
- Łukasz Szramowski — sezon 2022/23, w barwach Górnika Łęczna, przeciwko Rakowowi Częstochowa
Zaś wśród gości:
- Tomasz Loska i Paweł Bochniewicz — sezon 2017/18, w barwach Górnika, przeciwko Legii Warszawa
- Michal Sáček — sezon 2023/24, w barwach Jagiellonii, przeciwko Pogoni Szczecin
- Jarosław Kubicki sezon 2018/19: zdobywca trofeum z Lechią Gdańsk. Sezon 2019/20: finał Pucharu Polski z Lechią. Sezon 2023/24: półfinał z Jagiellonią, przegrany z Pogonią Szczecin
Zatem nawet w takim spotkaniu doświadczenie wcale nie jest po stronie drużyny z Ekstraklasy.
CZYTAJ WIĘCEJ O PUCHARZE POLSKI NA WESZŁO:
- Po losowaniu Pucharu Polski. Cenne może być piąte miejsce w Ekstraklasie
- Oryginalny gest Bońka. Tak planuje nagrodzić Zawiszę!
- Tylko Polakami doszli do półfinału Pucharu Polski. Pierwsi od dekady
Fot. Newspix.pl