Widzew wcale nie został skrzywdzony. Ekspert wyjaśnia

Jakub Radomski

05 kwietnia 2026, 12:11 • 3 min czytania 28

Reklama
Widzew wcale nie został skrzywdzony. Ekspert wyjaśnia

Nie milkną echa kontrowersji po meczu Rakowa Częstochowa z Widzewem Łódź (1:1). Wściekły jest trener łódzkiego klubu, Aleksandar Vuković, podobnie jak piłkarze i kibice. Czy Widzewowi należał się rzut karny? Czy gol dla Rakowa na 1:1 w ogóle powinien zostać uznany? Głos w tej sprawie zabrał ekspert do spraw sędziowskich. Okazuje się, że walczący o utrzymanie Widzew… w ogóle nie został skrzywdzony. 

Reklama

Mecz w Częstochowie zakończył się remisem 1:1, a obie bramki padły w końcówce. Grający długo z przewagą jednego zawodnika Widzew prowadził po bramce Frana Alvareza, ale wyrównał w doliczonym czasie gry Stratos Svarnas. Efekt? Zespół z Łodzi pozostaje w strefie spadkowej, a do zakończenia rozgrywek pozostało coraz mniej spotkań.

Czy Widzew Łódź został skrzywdzony w meczu w Częstochowie? Ekspert wyjaśnia kontrowersje

Pytanie, czy w końcówce spotkania, zanim padły oba gole, Widzewowi nie należał się rzut karny. Angel Baena biegł na bramkę Rakowa, gonił go Jean Carlos Silva i doszło między nimi do minimalnego kontaktu. Skrzydłowy Widzewa upadł na murawę. Sędzia Paweł Raczkowski nie podyktował karnego, ale został poproszony do monitora. Okazało się, że we wcześniejszej fazie akcji ręką zagrywał napastnik drużyny z Łodzi, Sebastian Bergier. Jedenastki dla Widzewa nie było.

Tę sytuację ocenił na łamach strony TVP Sport Rafał Rostkowski, były polski sędzia międzynarodowy.

Jeśli Carlos Silva dotknął Baeny, to – poza otarciem buta o but, co nie miało żadnego znaczenia – tylko w łydkę, czyli tylną część nogi. Tymczasem zawodnik Widzewa upadł tak, jakby ktoś mu nagle zatrzymał lewą nogę… Po chwili Frankowski pokazał Raczkowskiemu wcześniejszy etap tej akcji, gdy na środku boiska Sebastian Bergier przyjął piłkę ręką – bicepsem prawej ręki. Od tego zaczęła się ta akcja. Raczkowski słusznie podyktował rzut wolny bezpośredni dla Rakowa w środkowej strefie boiska. Sytuacja z Baeną – na szczęście dla prawidłowego przebiegu rozgrywek Ekstraklasy – nie miała już żadnego znaczenia” – napisał.

Reklama

Kolejna kontrowersja to doliczony czas gry i wyrównanie Rakowa. Lamine Diaby-Fadiga kopnął piłkę, po czym jego but trafił w głowę rozpaczliwie interweniującego Bartłomieja Drągowskiego. Po chwili Svarnas trafił do siatki. Bramkarz Widzewa oraz inni zawodnicy gości domagali się odgwizdania faulu, ale bramkę uznano. Czy słusznie? Rostowski jest przekonany, że tak.

Jedynym winnym w tej sytuacji był bramkarz Widzewa. Zawodnik Rakowa tylko oddał strzał – w sposób całkowicie prawidłowy. Ba, w momencie oddawania strzału drugą nogą stał na murawie. Tymczasem Drągowski rzucił się w kierunku rywala – był w powietrzu, nie miał już kontroli nad swoim ciałem, nie mógł się zatrzymać. Gdyby Diaby-Fadiga w ostatniej chwili zmienił zamiar i na przykład nie zagrał piłki w taki sposób, tylko próbował ją „skleić”, a wtedy Drągowski – lecący w jego kierunku w dokładnie w taki sam sposób – wpadłby na niego, to byłby faul, za który sędziowie musieliby podyktować rzut karny – tłumaczy.

Wygląda więc na to, że Widzew w ogóle nie został skrzywdzony.

Fot. Newspix.pl 

Reklama

WIĘCEJ O PIŁCE NA WESZŁO:

28 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama