Według relacji polskich piłkarzy, po meczu ze Szwecją w szatni panowała grobowa cisza. Żaden z zawodników, także kapitan, nie zabrał głosu. Przemówili jedynie selekcjoner i prezes PZPN.
Kiedy wybrzmiał ostatni gwizdek na stadionie w Solnie, kilku polskich zawodników padło w rozpaczy na murawę. Gdy Jan Urban to dostrzegł, szybko wszedł na murawę, żeby podnieść piłkarzy – tak w sensie dosłownym, jak i metaforycznym. W szatni również próbował podbudować kadrowiczów, którzy zagrali naprawdę dobre zawody.
Tylko Jan Urban i Cezary Kulesza przemawiali w szatni po porażce ze Szwecją
– Co trener mógł powiedzieć? Że trzeba patrzeć przed siebie, podnieść głowy, wracać do klubów i zrobić swoją robotę, bo tylko tyle nam pozostało – mówił po meczu Jakub Kamiński.
– Jest żałoba i cisza grobowa – przyznał na konferencji prasowej Urban, mówiąc o atmosferze w szatni. – To normalna rzecz, bo przegraliśmy mecz, który dawał nam szansę gry na mistrzostwach świata, które odbywają się co cztery lata. Boli mocno.
– Nie było wielkich przemówień, bo panowała cisza, rozgoryczenie i smutek. I to były główne emocje, które nam towarzyszyły – relacjonuje Bartosz Bereszyński. – Dzisiaj nie są potrzebne przemowy czy słowa. My wszyscy doskonale czujemy to samo. Nie ma sensu mówić o słowach pocieszenia czy czegokolwiek. To musi boleć i jeszcze trochę poboli.
W szatni nie przemawiał żaden piłkarz reprezentacji Polski. Od razu po meczu, pojawił się w niej Cezary Kulesza. Prezes PZPN obwieścił zawodnikom, że Jan Urban pozostanie w reprezentacji, o czym chwilę później poinformował opinię publiczną. Kontrakt selekcjonera obowiązywał do końca cyklu eliminacyjnego. Gdybyśmy awansowali na mundial, przedłużyłby się automatycznie.
WIĘCEJ O MECZU SZWECJA – POLSKA:
- Lewy zszedł jako ostatni. Po meczu nie powiedział jeszcze „goodbye”
- Mundial bez nas. Świetna gra, głupie błędy i mecz paradoksów [OCENY]
- Zalewski na wahadle? To zawsze będzie smród w obronie
Fot. FotoPyK