Mundial bez nas. Świetna gra, głupie błędy i mecz paradoksów [OCENY]

Patryk Idasiak

31 marca 2026, 23:52 • 7 min czytania 42

Reklama
Mundial bez nas. Świetna gra, głupie błędy i mecz paradoksów [OCENY]

To był mecz pełen paradoksów. Bo przecież reprezentacja Polski mogła się podobać. Zagrała świetnie (i to na wyjeździe!) – szybka wymiana piłki, dużo sytuacji, wymienność pozycji, miazga na rywalach w liczbie podań, pełna dominacja. Z drugiej strony jednak przeciwnik stworzył dosłownie dwie okazje, a strzelił trzy gole. I to niestety po głupich błędach, których po prostu nie powinno się na takim poziomie popełniać… Oto oceny Polaków za mecz ze Szwecją. 

Aha, no i najważniejsze – nie oceniajmy tego meczu, prosimy, przez pryzmat samego wyniku. Tutaj naprawdę wiele rzeczy mogło się podobać w wykonaniu poszczególnych piłkarzy.

Szwecja – Polska. Oceny dla reprezentantów Polski za finał baraży o MŚ 2026

Jan Urban dokonał trzech zmian po półfinale z Albanią. Powrót Nicoli Zalewskiego był oczywisty. Selekcjoner podmienił też stoperów, stawiając na Przemysława Wiśniewskiego i wrócił do lubianego niegdyś przez kibiców duetu Lewandowski – Świderski. Jak sprawdziły się te pomysły w finale ze Szwecją? Oto oceny reprezentantów Polski.

Kamil Grabara – 3

Niestety, odpowiada w tym finale pośrednio za stratę dwóch bramek. Jeśli strzelają ci gola z trzech metrów, to zawsze wina leży po stronie bramkarza. Był spóźniony przy tym stałym fragmencie. Wejście w mecz Grabara miał dobre – wyłapał dośrodkowanie, dobrze poradził sobie z trudną piłką od Casha. Przy golu Elangi był bez szans, zero winy. Kiedy go potrzebowaliśmy, stanął na wysokości zadania i obronił strzał przy stanie 2:2… i tu powinna się skończyć ta akcja.

Reklama

Ale… się nie skończy, bo po interwencji zagrał do Kiwiora „na elektryka”, że ten musiał ratować się wślizgiem i za darmo, z głupoty, oddaliśmy piłkę. Grabara się podpalił, chcąc grać za szybko. Rywale to brutalnie wykorzystali. Co z tego, że Grabara odbił potem jeszcze jeden strzał, skoro powinniśmy być w tym momencie pod bramką Nordfeldta, nie pod naszą.

Przemysław Wiśniewski – 4

Wywiązywał się ze swoich zadań i dał zapamiętać z pojedynków z Gyokeresem. Robił to na tyle umiejętnie, że nie dostał żółtej kartki. W 35. minucie nawet napastnika Arsenalu wyczyścił jak trampkarza. Chyba najlepszy i najpewniejszy z naszych stoperów. Raz nie dogadał się z Cashem, ale generalnie trzymał solidny poziom. Niestety, w tej najważniejszej chwili Gyokeres go przepchnął jak dziecko i wpakował piłkę do pustej bramki. Brutalnie przegrał tę fizyczną walkę. To mocno rzutuje na jego ocenę.

Jan Bednarek – 4

W powietrzu król. Przy akcji bramkowej numer jeden miał trochę pecha. Próbował ratować sytuację i zszedł do prawej strony z asekuracją, a potem trochę brakło go w centralnej części. Przegrał też dwa bezpośrednie pojedynki z Gyokeresem i dobrze, że raz pomógł mu Szymański. Miał też jedno takie bardzo niebezpieczne zagranie w 70. minucie, z którego wyniknęła śmierdząca strata na 20-25 metrach od naszej bramki.

Reklama

Solidny występ, ale jakoś nie mieliśmy wrażenia, żeby Bednarek raz czy drugi skasował w taki sposób Gyokeresa, żeby odechciało mu się grać. Brakowało mu trochę tej solidności z FC Porto, na pewno lepszy był w pierwszej połowie. Jak to on – dobrze się ustawiał i zanotował przez to aż siedem wybić. Miał też stuprocentową celność długich podań (5/5).

Jakub Kiwior – 3

Po pierwsze – dostał głupią kartkę i przez całą drugą połowę musiał grać uważnie. Po drugie i chyba najważniejsze – w końcówce dwukrotnie dał się na swojej stronie objechać. Za pierwszym razem obyło się bez konsekwencji, za drugim padła z tego bramka na 3:2. Za łatwo ograł go Bergvall. Najgorszy z naszych stoperów.

Matty Cash – 4

Miał świetną szansę bramkową, ale tak skiksował, że piłka trafiła go w rękę. Często pressowany, jakby Szwedzi wyczuli słaby punkt po jego meczu z Albanią. Raz łatwo wyprzedzony przez Gudmundssona, który później celnie dośrodkował. No i niestety akcja bramkowa też wzięła się z jego strony. Było też jednak sporo pozytywów i szumu w wykonaniu Casha. Wypruł się na swojej flance do granic możliwości.

Przede wszystkim powinien mieć asystę, ale tylko w sobie znany sposób golkiper Szwedów zatrzymał strzał Karola Świderskiego. W drugiej połowie się rozhulał na wahadle, zaczął grać aktywniej i to po jego wrzutce słabszą nogą padła nasza bramka na 2:2. Trochę to dobre wrażenie zatarł tym, że stracił piłkę w 73. minucie na własnej połowie, przegrywając pojedynek. Widać było wyraźnie, że słania się na nogach. Być może powinien zostać zmieniony szybciej niż w 91. minucie, bo jako fizyczny wrak już nam nie pomagał.

Reklama

Nicola Zalewski – 5

Najtrudniejszy do oceny. Z jednej strony na koncie gol i asysta, więc konkretne liczby, z drugiej kryminalne zagadki w obronie. Czasami zastanawialiśmy się, gdzie on u licha jest, kiedy przeciwnicy sunęli z akcją.

Pewnie się poczuł, gdy w 14. minucie założył przeciwnikowi „dziurkę”. Gol typowo w stylu Nicoli Zalewskiego za kadencji Michała Probierza. Kilka podobnych rajdów zakończonych trafieniami wówczas zrobił. W defensywie też był względnie pewny, aż do feralnej sytuacji z drugim golem. Nie spojrzał w lusterka – zupełnie bezsensownie przegrana pozycja, faul i w konsekwencji gol. Cóż, miał pecha, że zawalił Grabara, ale nie można w takiej sytuacji faulować… przy bramce na 3:2 też za bardzo nie pomógł.

Piotr Zieliński – 7

Profesor, regulator tempa. Strata w szóstej minucie była chyba jego jedynym złym zagraniem. Ciągle świetnie ustawiony, wygrywał drugie piłki. Jakby brał lekcje reżyserki u zwycięzcy Oscara – Paula Thomasa Andersona, bo wiedział, kiedy akcję napędzić, a kiedy tempo zwolnić. A to piłka do Szymańskiego, a to długa do Kamińskiego przez 50 metrów na nos. Drobny ruch Lewandowskiego – pyk, zagram i tobie. Zieliński widział wszystko. Był naszym najlepszym piłkarzem.

Reklama

Okrasił to zresztą też i liczbowo, bo tempo akcji napędził przy golu Zalewskiego. Dzięki szybkiemu podaniu „Zielka” nasz wahadłowy miał sporo miejsca i mógł zrobić z tego użytek. Chcielibyśmy o nim napisać, że tak powinien grać lider zwycięskiej drużyny, ale niestety…

Sebastian Szymański – 6

Mogła się podobać znów jego praca w środku pola, w pierwszej połowie dwa naprawdę takie konkretne, czyste odbiory, po których kibice wstają z miejsc. Jeden nawet na wślizgu we własnym polu karnym. Tylko co z tego, skoro przy akcji bramkowej to on odpuścił Ajariego? Pomocnik uciekł od niego na dobry metr i kapitalnie wystawił piętką do Elangi. Szymański charakteryzował się tym samym, co w meczu z Albanią – godnymi zapamiętania odbiorami na własnej połowie, których zanotował kilka.

Aż szkoda, że nie wpadło mu bezpośrednio z rzutu rożnego… był bardzo aktywny, sporo pracował dla zespołu i się poświęcał.

Jakub Kamiński – 6

Wszędobylski. Pracowity z przodu z prawej strony, z lewej strony. Walczył fizycznie i, co imponujące, nawet sporo tych pojedynków wygrywał. Miało się wrażenie, że co sunie jakaś ofensywna akcja Polaków, to bierze w niej udział Kamiński. Dużo bardziej widoczny niż z Albanią. Miał taką sekwencję w pierwszej połowie, że najpierw wygrał pojedynek, wrzucił, a chwilę potem sam oddał strzał.

Reklama

Wygrał pojedynek główkowy przy golu Karola Świderskiego. Oddał trzy celne strzały. Jego jedyny problem jest taki, że powinien skończyć ten mecz przynajmniej z golem. Próbował też pomóc w defensywie przy akcji z golem Gyokeresa. To on zablokował ofiarnie pierwszy strzał, ale niestety piłka dalej została w posiadaniu Szwedów. Równie dobrze moglibyśmy napisać o nim, że wywalczył karnego, bo został wyraźnie kopnięty przez Lindelofa. No ale szkoda gadać.

Karol Świderski – 5

To on jako pierwszy napędził naszą dobrą akcję już w pierwszej minucie. Strzelił gola i to najważniejsze, ale przeplatał dobre momenty z takimi, gdzie zbyt łatwo odbijał się od przeciwników. Trudno mu było wygrać walkę z rywalem na plecach. Raz świetnie wrócił i zaasekurował kolegów tuż przed polem karnym. Wiedzieliśmy od razu, że będzie pierwszym do zmiany i tak rzeczywiście się stało.

Robert Lewandowski – 6

Często grał jako dziesiątka, a może i nawet ósemka, robiąc miejsce Kubie Kamińskiemu. Miał naprawdę sporo miejsca do gry. Trzy razy sfaulowany, wygrał 4/6 bezpośrednich pojedynków. Nie dawał się tak łatwo wyprzedzać, jak z Albanią. Przypressował też nieźle tuż po naszym golu na 2:2. Wyciągał obrońców i sprawiał im kłopot takim podejściem, czasami trochę przez to głupieli. To był dobry mecz Lewandowskiego. Poświęcił się dla zespołu kosztem dogodnych okazji, bo to innych piłka szukała w polu karnym.

Szkoda nam, że ta praca nic nie dała…

Reklama

Oskar Pietuszewski – 3

Wszedł i zarobił głupią żółtą kartkę dosłownie w moment. Niezbyt wiele nam zaprezentował.

Fot. Newspix

42 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Mistrzostwa Świata 2026