To był mecz pełen paradoksów. Bo przecież reprezentacja Polski mogła się podobać. Zagrała świetnie (i to na wyjeździe!) – szybka wymiana piłki, dużo sytuacji, wymienność pozycji, miazga na rywalach w liczbie podań, pełna dominacja. Z drugiej strony jednak przeciwnik stworzył dosłownie dwie okazje, a strzelił trzy gole. I to niestety po głupich błędach, których po prostu nie powinno się na takim poziomie popełniać… Oto oceny Polaków za mecz ze Szwecją.
Aha, no i najważniejsze – nie oceniajmy tego meczu, prosimy, przez pryzmat samego wyniku. Tutaj naprawdę wiele rzeczy mogło się podobać w wykonaniu poszczególnych piłkarzy.
Szwecja – Polska. Oceny dla reprezentantów Polski za finał baraży o MŚ 2026
Jan Urban dokonał trzech zmian po półfinale z Albanią. Powrót Nicoli Zalewskiego był oczywisty. Selekcjoner podmienił też stoperów, stawiając na Przemysława Wiśniewskiego i wrócił do lubianego niegdyś przez kibiców duetu Lewandowski – Świderski. Jak sprawdziły się te pomysły w finale ze Szwecją? Oto oceny reprezentantów Polski.
Kamil Grabara – 3
Niestety, odpowiada w tym finale pośrednio za stratę dwóch bramek. Jeśli strzelają ci gola z trzech metrów, to zawsze wina leży po stronie bramkarza. Był spóźniony przy tym stałym fragmencie. Wejście w mecz Grabara miał dobre – wyłapał dośrodkowanie, dobrze poradził sobie z trudną piłką od Casha. Przy golu Elangi był bez szans, zero winy. Kiedy go potrzebowaliśmy, stanął na wysokości zadania i obronił strzał przy stanie 2:2… i tu powinna się skończyć ta akcja.
Ale… się nie skończy, bo po interwencji zagrał do Kiwiora „na elektryka”, że ten musiał ratować się wślizgiem i za darmo, z głupoty, oddaliśmy piłkę. Grabara się podpalił, chcąc grać za szybko. Rywale to brutalnie wykorzystali. Co z tego, że Grabara odbił potem jeszcze jeden strzał, skoro powinniśmy być w tym momencie pod bramką Nordfeldta, nie pod naszą.

Przemysław Wiśniewski – 4
Wywiązywał się ze swoich zadań i dał zapamiętać z pojedynków z Gyokeresem. Robił to na tyle umiejętnie, że nie dostał żółtej kartki. W 35. minucie nawet napastnika Arsenalu wyczyścił jak trampkarza. Chyba najlepszy i najpewniejszy z naszych stoperów. Raz nie dogadał się z Cashem, ale generalnie trzymał solidny poziom. Niestety, w tej najważniejszej chwili Gyokeres go przepchnął jak dziecko i wpakował piłkę do pustej bramki. Brutalnie przegrał tę fizyczną walkę. To mocno rzutuje na jego ocenę.
Jan Bednarek – 4
W powietrzu król. Przy akcji bramkowej numer jeden miał trochę pecha. Próbował ratować sytuację i zszedł do prawej strony z asekuracją, a potem trochę brakło go w centralnej części. Przegrał też dwa bezpośrednie pojedynki z Gyokeresem i dobrze, że raz pomógł mu Szymański. Miał też jedno takie bardzo niebezpieczne zagranie w 70. minucie, z którego wyniknęła śmierdząca strata na 20-25 metrach od naszej bramki.
Solidny występ, ale jakoś nie mieliśmy wrażenia, żeby Bednarek raz czy drugi skasował w taki sposób Gyokeresa, żeby odechciało mu się grać. Brakowało mu trochę tej solidności z FC Porto, na pewno lepszy był w pierwszej połowie. Jak to on – dobrze się ustawiał i zanotował przez to aż siedem wybić. Miał też stuprocentową celność długich podań (5/5).
Jakub Kiwior – 3
Po pierwsze – dostał głupią kartkę i przez całą drugą połowę musiał grać uważnie. Po drugie i chyba najważniejsze – w końcówce dwukrotnie dał się na swojej stronie objechać. Za pierwszym razem obyło się bez konsekwencji, za drugim padła z tego bramka na 3:2. Za łatwo ograł go Bergvall. Najgorszy z naszych stoperów.
Matty Cash – 4
Miał świetną szansę bramkową, ale tak skiksował, że piłka trafiła go w rękę. Często pressowany, jakby Szwedzi wyczuli słaby punkt po jego meczu z Albanią. Raz łatwo wyprzedzony przez Gudmundssona, który później celnie dośrodkował. No i niestety akcja bramkowa też wzięła się z jego strony. Było też jednak sporo pozytywów i szumu w wykonaniu Casha. Wypruł się na swojej flance do granic możliwości.
Przede wszystkim powinien mieć asystę, ale tylko w sobie znany sposób golkiper Szwedów zatrzymał strzał Karola Świderskiego. W drugiej połowie się rozhulał na wahadle, zaczął grać aktywniej i to po jego wrzutce słabszą nogą padła nasza bramka na 2:2. Trochę to dobre wrażenie zatarł tym, że stracił piłkę w 73. minucie na własnej połowie, przegrywając pojedynek. Widać było wyraźnie, że słania się na nogach. Być może powinien zostać zmieniony szybciej niż w 91. minucie, bo jako fizyczny wrak już nam nie pomagał.
Nicola Zalewski – 5
Najtrudniejszy do oceny. Z jednej strony na koncie gol i asysta, więc konkretne liczby, z drugiej kryminalne zagadki w obronie. Czasami zastanawialiśmy się, gdzie on u licha jest, kiedy przeciwnicy sunęli z akcją.
Pewnie się poczuł, gdy w 14. minucie założył przeciwnikowi „dziurkę”. Gol typowo w stylu Nicoli Zalewskiego za kadencji Michała Probierza. Kilka podobnych rajdów zakończonych trafieniami wówczas zrobił. W defensywie też był względnie pewny, aż do feralnej sytuacji z drugim golem. Nie spojrzał w lusterka – zupełnie bezsensownie przegrana pozycja, faul i w konsekwencji gol. Cóż, miał pecha, że zawalił Grabara, ale nie można w takiej sytuacji faulować… przy bramce na 3:2 też za bardzo nie pomógł.

Piotr Zieliński – 7
Profesor, regulator tempa. Strata w szóstej minucie była chyba jego jedynym złym zagraniem. Ciągle świetnie ustawiony, wygrywał drugie piłki. Jakby brał lekcje reżyserki u zwycięzcy Oscara – Paula Thomasa Andersona, bo wiedział, kiedy akcję napędzić, a kiedy tempo zwolnić. A to piłka do Szymańskiego, a to długa do Kamińskiego przez 50 metrów na nos. Drobny ruch Lewandowskiego – pyk, zagram i tobie. Zieliński widział wszystko. Był naszym najlepszym piłkarzem.
Okrasił to zresztą też i liczbowo, bo tempo akcji napędził przy golu Zalewskiego. Dzięki szybkiemu podaniu „Zielka” nasz wahadłowy miał sporo miejsca i mógł zrobić z tego użytek. Chcielibyśmy o nim napisać, że tak powinien grać lider zwycięskiej drużyny, ale niestety…
Sebastian Szymański – 6
Mogła się podobać znów jego praca w środku pola, w pierwszej połowie dwa naprawdę takie konkretne, czyste odbiory, po których kibice wstają z miejsc. Jeden nawet na wślizgu we własnym polu karnym. Tylko co z tego, skoro przy akcji bramkowej to on odpuścił Ajariego? Pomocnik uciekł od niego na dobry metr i kapitalnie wystawił piętką do Elangi. Szymański charakteryzował się tym samym, co w meczu z Albanią – godnymi zapamiętania odbiorami na własnej połowie, których zanotował kilka.
Aż szkoda, że nie wpadło mu bezpośrednio z rzutu rożnego… był bardzo aktywny, sporo pracował dla zespołu i się poświęcał.
Jakub Kamiński – 6
Wszędobylski. Pracowity z przodu z prawej strony, z lewej strony. Walczył fizycznie i, co imponujące, nawet sporo tych pojedynków wygrywał. Miało się wrażenie, że co sunie jakaś ofensywna akcja Polaków, to bierze w niej udział Kamiński. Dużo bardziej widoczny niż z Albanią. Miał taką sekwencję w pierwszej połowie, że najpierw wygrał pojedynek, wrzucił, a chwilę potem sam oddał strzał.
Wygrał pojedynek główkowy przy golu Karola Świderskiego. Oddał trzy celne strzały. Jego jedyny problem jest taki, że powinien skończyć ten mecz przynajmniej z golem. Próbował też pomóc w defensywie przy akcji z golem Gyokeresa. To on zablokował ofiarnie pierwszy strzał, ale niestety piłka dalej została w posiadaniu Szwedów. Równie dobrze moglibyśmy napisać o nim, że wywalczył karnego, bo został wyraźnie kopnięty przez Lindelofa. No ale szkoda gadać.
Karol Świderski – 5
To on jako pierwszy napędził naszą dobrą akcję już w pierwszej minucie. Strzelił gola i to najważniejsze, ale przeplatał dobre momenty z takimi, gdzie zbyt łatwo odbijał się od przeciwników. Trudno mu było wygrać walkę z rywalem na plecach. Raz świetnie wrócił i zaasekurował kolegów tuż przed polem karnym. Wiedzieliśmy od razu, że będzie pierwszym do zmiany i tak rzeczywiście się stało.
Robert Lewandowski – 6
Często grał jako dziesiątka, a może i nawet ósemka, robiąc miejsce Kubie Kamińskiemu. Miał naprawdę sporo miejsca do gry. Trzy razy sfaulowany, wygrał 4/6 bezpośrednich pojedynków. Nie dawał się tak łatwo wyprzedzać, jak z Albanią. Przypressował też nieźle tuż po naszym golu na 2:2. Wyciągał obrońców i sprawiał im kłopot takim podejściem, czasami trochę przez to głupieli. To był dobry mecz Lewandowskiego. Poświęcił się dla zespołu kosztem dogodnych okazji, bo to innych piłka szukała w polu karnym.
Szkoda nam, że ta praca nic nie dała…

Oskar Pietuszewski – 3
Wszedł i zarobił głupią żółtą kartkę dosłownie w moment. Niezbyt wiele nam zaprezentował.
Fot. Newspix