Mundial bez nas. Świetna gra, głupie błędy i mecz paradoksów [OCENY]

Patryk Idasiak

31 marca 2026, 23:52 • 7 min czytania 216

Reklama
Mundial bez nas. Świetna gra, głupie błędy i mecz paradoksów [OCENY]

To był mecz pełen paradoksów. Bo przecież reprezentacja Polski mogła się podobać. Zagrała świetnie (i to na wyjeździe!) – szybka wymiana piłki, dużo sytuacji, wymienność pozycji, miazga na rywalach w liczbie podań, pełna dominacja. Z drugiej strony jednak przeciwnik stworzył dosłownie dwie okazje, a strzelił trzy gole. I to niestety po głupich błędach, których po prostu nie powinno się na takim poziomie popełniać… Oto oceny Polaków za mecz ze Szwecją. 

Reklama

Aha, no i najważniejsze – nie oceniajmy tego meczu, prosimy, przez pryzmat samego wyniku. Tutaj naprawdę wiele rzeczy mogło się podobać w wykonaniu poszczególnych piłkarzy.

Szwecja – Polska. Oceny dla reprezentantów Polski za finał baraży o MŚ 2026

Jan Urban dokonał trzech zmian po półfinale z Albanią. Powrót Nicoli Zalewskiego był oczywisty. Selekcjoner podmienił też stoperów, stawiając na Przemysława Wiśniewskiego i wrócił do lubianego niegdyś przez kibiców duetu Lewandowski – Świderski. Jak sprawdziły się te pomysły w finale ze Szwecją? Oto oceny reprezentantów Polski.

Kamil Grabara – 3

Niestety, odpowiada w tym finale pośrednio za stratę dwóch bramek. Jeśli strzelają ci gola z trzech metrów, to zawsze wina leży po stronie bramkarza. Był spóźniony przy tym stałym fragmencie. Wejście w mecz Grabara miał dobre – wyłapał dośrodkowanie, dobrze poradził sobie z trudną piłką od Casha. Przy golu Elangi był bez szans, zero winy. Kiedy go potrzebowaliśmy, stanął na wysokości zadania i obronił strzał przy stanie 2:2… i tu powinna się skończyć ta akcja.

Ale… się nie skończy, bo po interwencji zagrał do Kiwiora „na elektryka”, że ten musiał ratować się wślizgiem i za darmo, z głupoty, oddaliśmy piłkę. Grabara się podpalił, chcąc grać za szybko. Rywale to brutalnie wykorzystali. Co z tego, że Grabara odbił potem jeszcze jeden strzał, skoro powinniśmy być w tym momencie pod bramką Nordfeldta, nie pod naszą.

Reklama

Przemysław Wiśniewski – 4

Wywiązywał się ze swoich zadań i dał zapamiętać z pojedynków z Gyokeresem. Robił to na tyle umiejętnie, że nie dostał żółtej kartki. W 35. minucie nawet napastnika Arsenalu wyczyścił jak trampkarza. Chyba najlepszy i najpewniejszy z naszych stoperów. Raz nie dogadał się z Cashem, ale generalnie trzymał solidny poziom. Niestety, w tej najważniejszej chwili Gyokeres go przepchnął jak dziecko i wpakował piłkę do pustej bramki. Brutalnie przegrał tę fizyczną walkę. To mocno rzutuje na jego ocenę.

Jan Bednarek – 4

W powietrzu król. Przy akcji bramkowej numer jeden miał trochę pecha. Próbował ratować sytuację i zszedł do prawej strony z asekuracją, a potem trochę brakło go w centralnej części. Przegrał też dwa bezpośrednie pojedynki z Gyokeresem i dobrze, że raz pomógł mu Szymański. Miał też jedno takie bardzo niebezpieczne zagranie w 70. minucie, z którego wyniknęła śmierdząca strata na 20-25 metrach od naszej bramki.

Solidny występ, ale jakoś nie mieliśmy wrażenia, żeby Bednarek raz czy drugi skasował w taki sposób Gyokeresa, żeby odechciało mu się grać. Brakowało mu trochę tej solidności z FC Porto, na pewno lepszy był w pierwszej połowie. Jak to on – dobrze się ustawiał i zanotował przez to aż siedem wybić. Miał też stuprocentową celność długich podań (5/5).

Reklama

Jakub Kiwior – 3

Po pierwsze – dostał głupią kartkę i przez całą drugą połowę musiał grać uważnie. Po drugie i chyba najważniejsze – w końcówce dwukrotnie dał się na swojej stronie objechać. Za pierwszym razem obyło się bez konsekwencji, za drugim padła z tego bramka na 3:2. Za łatwo ograł go Lundgren. Najgorszy z naszych stoperów.

Matty Cash – 4

Miał świetną szansę bramkową, ale tak skiksował, że piłka trafiła go w rękę. Często pressowany, jakby Szwedzi wyczuli słaby punkt po jego meczu z Albanią. Raz łatwo wyprzedzony przez Gudmundssona, który później celnie dośrodkował. No i niestety akcja bramkowa też wzięła się z jego strony. Było też jednak sporo pozytywów i szumu w wykonaniu Casha. Wypruł się na swojej flance do granic możliwości.

Przede wszystkim powinien mieć asystę, ale tylko w sobie znany sposób golkiper Szwedów zatrzymał strzał Karola Świderskiego. W drugiej połowie się rozhulał na wahadle, zaczął grać aktywniej i to po jego wrzutce słabszą nogą padła nasza bramka na 2:2. Trochę to dobre wrażenie zatarł tym, że stracił piłkę w 73. minucie na własnej połowie, przegrywając pojedynek. Widać było wyraźnie, że słania się na nogach. Być może powinien zostać zmieniony szybciej niż w 91. minucie, bo jako fizyczny wrak już nam nie pomagał.

Nicola Zalewski – 5

Najtrudniejszy do oceny. Z jednej strony na koncie gol i asysta, więc konkretne liczby, z drugiej kryminalne zagadki w obronie. Czasami zastanawialiśmy się, gdzie on u licha jest, kiedy przeciwnicy sunęli z akcją.

Reklama

Pewnie się poczuł, gdy w 14. minucie założył przeciwnikowi „dziurkę”. Gol typowo w stylu Nicoli Zalewskiego za kadencji Michała Probierza. Kilka podobnych rajdów zakończonych trafieniami wówczas zrobił. W defensywie też był względnie pewny, aż do feralnej sytuacji z drugim golem. Nie spojrzał w lusterka – zupełnie bezsensownie przegrana pozycja, faul i w konsekwencji gol. Cóż, miał pecha, że zawalił Grabara, ale nie można w takiej sytuacji faulować… przy bramce na 3:2 też za bardzo nie pomógł.

Piotr Zieliński – 7

Profesor, regulator tempa. Strata w szóstej minucie była chyba jego jedynym złym zagraniem. Ciągle świetnie ustawiony, wygrywał drugie piłki. Jakby brał lekcje reżyserki u zwycięzcy Oscara – Paula Thomasa Andersona, bo wiedział, kiedy akcję napędzić, a kiedy tempo zwolnić. A to piłka do Szymańskiego, a to długa do Kamińskiego przez 50 metrów na nos. Drobny ruch Lewandowskiego – pyk, zagram i tobie. Zieliński widział wszystko. Był naszym najlepszym piłkarzem.

Okrasił to zresztą też i liczbowo, bo tempo akcji napędził przy golu Zalewskiego. Dzięki szybkiemu podaniu „Zielka” nasz wahadłowy miał sporo miejsca i mógł zrobić z tego użytek. Chcielibyśmy o nim napisać, że tak powinien grać lider zwycięskiej drużyny, ale niestety…

Reklama

Sebastian Szymański – 6

Mogła się podobać znów jego praca w środku pola, w pierwszej połowie dwa naprawdę takie konkretne, czyste odbiory, po których kibice wstają z miejsc. Jeden nawet na wślizgu we własnym polu karnym. Tylko co z tego, skoro przy akcji bramkowej to on odpuścił Ajariego? Pomocnik uciekł od niego na dobry metr i kapitalnie wystawił piętką do Elangi. Szymański charakteryzował się tym samym, co w meczu z Albanią – godnymi zapamiętania odbiorami na własnej połowie, których zanotował kilka.

Aż szkoda, że nie wpadło mu bezpośrednio z rzutu rożnego… był bardzo aktywny, sporo pracował dla zespołu i się poświęcał.

Jakub Kamiński – 6

Wszędobylski. Pracowity z przodu z prawej strony, z lewej strony. Walczył fizycznie i, co imponujące, nawet sporo tych pojedynków wygrywał. Miało się wrażenie, że co sunie jakaś ofensywna akcja Polaków, to bierze w niej udział Kamiński. Dużo bardziej widoczny niż z Albanią. Miał taką sekwencję w pierwszej połowie, że najpierw wygrał pojedynek, wrzucił, a chwilę potem sam oddał strzał.

Wygrał pojedynek główkowy przy golu Karola Świderskiego. Oddał trzy celne strzały. Jego jedyny problem jest taki, że powinien skończyć ten mecz przynajmniej z golem. Próbował też pomóc w defensywie przy akcji z golem Gyokeresa. To on zablokował ofiarnie pierwszy strzał, ale niestety piłka dalej została w posiadaniu Szwedów. Równie dobrze moglibyśmy napisać o nim, że wywalczył karnego, bo został wyraźnie kopnięty przez Lindelofa. No ale szkoda gadać.

Reklama

Karol Świderski – 5

To on jako pierwszy napędził naszą dobrą akcję już w pierwszej minucie. Strzelił gola i to najważniejsze, ale przeplatał dobre momenty z takimi, gdzie zbyt łatwo odbijał się od przeciwników. Trudno mu było wygrać walkę z rywalem na plecach. Raz świetnie wrócił i zaasekurował kolegów tuż przed polem karnym. Wiedzieliśmy od razu, że będzie pierwszym do zmiany i tak rzeczywiście się stało.

Robert Lewandowski – 6

Często grał jako dziesiątka, a może i nawet ósemka, robiąc miejsce Kubie Kamińskiemu. Miał naprawdę sporo miejsca do gry. Trzy razy sfaulowany, wygrał 4/6 bezpośrednich pojedynków. Nie dawał się tak łatwo wyprzedzać, jak z Albanią. Przypressował też nieźle tuż po naszym golu. Wyciągał obrońców i sprawiał im kłopot takim podejściem, czasami trochę przez to głupieli. To był dobry mecz Lewandowskiego. Poświęcił się dla zespołu kosztem dogodnych okazji, bo to innych piłka szukała w polu karnym.

Szkoda nam, że ta praca nic nie dała…

Reklama

Oskar Pietuszewski – 3

Wszedł i zarobił głupią żółtą kartkę dosłownie w moment. Niezbyt wiele nam zaprezentował.

Fot. Newspix

216 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Media: Jagiellonia znów rusza na zakupy. Pomocnik ze Szwecji blisko transferu

Wojciech Piela
1
Media: Jagiellonia znów rusza na zakupy. Pomocnik ze Szwecji blisko transferu

Mundial 2026

Reklama
Mundial 2026

Marciniak miał poprowadzić jeszcze jeden mecz MŚ. „Wszyscy byli pewni”

Braian Wilma
15
Marciniak miał poprowadzić jeszcze jeden mecz MŚ. „Wszyscy byli pewni”