Włosi prowokują los. Garda z pokory opuszczona

Jan Broda

Autor:Jan Broda

27 marca 2026, 10:54 • 3 min czytania 6

Reklama
Włosi prowokują los. Garda z pokory opuszczona

Jeśli po raz trzeci z rzędu grasz w barażach o występ na mundialu, przy czym dwie poprzednie próby okazały się historycznymi kompromitacjami, to nawet mając na koncie cztery tytuły mistrza świata nie możesz lekceważyć żadnego rywala, który stanie na twojej drodze. Tak przynajmniej podpowiadałaby logika i zdrowy rozsądek. Włosi jednak nic sobie z tego nie robią. W finale baraży zmierzą się z Bośnią i Hercegowiną, co wyraźnie ich ucieszyło. 

Aż trudno w to uwierzyć, że tak utytułowana reprezentacja, jaką bez dwóch zdań jest kadra Włoch, swój ostatni występ w turnieju finałowym mistrzostw świata zaliczyła w 2014 roku. Azzurri nie zakwalifikowali się na kolejne dwa mundiale, za każdym razem odpadając w barażach. W 2018 roku przeszkodą nie do przejścia okazała się Szwecja, z kolei cztery lata później z kwitkiem do domu odprawiła ich Macedonia Północna.

Również i tym razem Włosi są skazani na grę w play-offach. W eliminacjach Italia zajęła dopiero drugie miejsce, zasłużenie ustępując miejsca pierwszej w tabeli Norwegii, której dwukrotnie musiała uznać wyższość. Połowę drogi mają już za sobą, bo w półfinale baraży wybrańcy Gennaro Gattuso wywiązali się z roli faworyta, ogrywając Irlandię Północną po trafieniach Sandro Tonaliego i Moise Keana.

Włosi prowokują los. Garda z pokory opuszczona

No, ale właśnie, to dopiero połowa sukcesu. Czeka ich jeszcze finał, a w tym zmierzą się na wyjeździe z Bośnią i Hercegowiną, która po konkursie rzutów karnych wyeliminowała Walię. Końcówkę spotkania i serię jedenastek w Cardiff po swoim meczu śledzili Włosi, co zarejestrowały kamery włoskiej telewizji RAI. Gdy awans Bośni stał się faktem, w obozie Italii zapanowała radość.

Reklama

Brakowało tylko wybuchających korków od szampana.

Kto jak kto, ale akurat Włosi powinni przez wcześniejsze lata nauczyć się, że przedwczesne świętowanie i przypisywanie sobie awansu przed pierwszym gwizdkiem jest po prostu zgubne. Widocznie jednak ich pamięć jest krótsza, niż czas potrzebny do ugotowania al dente.

Reklama

Owszem, Włochy są faworytem, ale my tacy zuchwali w skazywaniu Edina Dżeko i spółki na oglądanie mundialu w kapciach przed telewizorem nie będziemy. Zwłaszcza że poprzednie baraże Włosi przerżnęli przed własną publicznością, a teraz nie będą mogli na nią liczyć. W Zenicy czekać ich będzie nie mniej wymagający bój od tego, który stoczyliby w Cardiff w przypadku awansu Walii.

Mecz Bośnia – Włochy odbędzie się 31 marca o godz. 20:45. W tym samym czasie Polacy zmierzą się w Sztokholmie ze Szwecją.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

6 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Mistrzostwa Świata 2026