Jakub Szymański chce złota HMŚ. „Od półfinału na 110 procent”

Sebastian Warzecha

21 marca 2026, 16:33 • 5 min czytania 2

Reklama
Jakub Szymański chce złota HMŚ. „Od półfinału na 110 procent”

Od kilku sezonów jest w światowej czołówce płotkarzy na hali. Jest halowym mistrzem Europy i srebrnym medalistą tej imprezy. Ale w światowej stawce zaliczał kilka wpadek. W Toruniu chciałby ich uniknąć i pobiec swoje – „po pierwsze miejsce”, jak sam mówi. Jakub Szymański dziś wieczorem powalczy o to, by po pierwsze uniknąć powtórki z zeszłego roku, gdy w HMŚ odpadł w półfinale, a po drugie – zdobyć pierwszy medal imprezy o randze mistrzostw świata.

Reklama

Jakub Szymański po wygraną? „Pobiec po pierwsze miejsce”

Na 110 metrów to jeszcze nie ten poziom, choć wcale nie jest tak daleko od najlepszych. Stawka płotkarska – zwłaszcza w sprincie – jest jednak bardzo zbita. Stąd Szymański ze swoją życiówką – 13,25 s – najlepszym nie imponuje. Choć gdyby pobiegł tak w zeszłym roku na mistrzostwach świata na stadionie, to mógłby być nawet 6. zawodnikiem świata. Zamiast tego popełnił kilka błędów, zaliczył słaby start i odpadł już w eliminacjach, rozczarowany.

I była to kolejna wpadka. Kilka miesięcy wcześniej nie powiodło mu się też na hali. Tam zadecydował dosłownie jeden błąd – Polak potknął się na ostatnim płotku. Chwila nieuwagi, minimalnie źle wyliczone kroki i było po wszystkim, Kuba odpadł w półfinale.

Toruń jest więc dla Szymańskiego szansą na naprawę tamtej sytuacji. Ale też chodzi o to, by po prostu wreszcie zdobyć medal. Bo nie da się ukryć, że Polak jest jednym z trzech głównych kandydatów do takowego. Oprócz niego są to dwaj Amerykanie – Dylan Beard i Trey Cunningham. Wszyscy biegali w tym sezonie dokładnie taki sam czas 7,37 s. I dla każdego z nich jest to równocześnie życiówka. Każdy z nich też z pewnością chciałby sięgnąć po to złoto, bo to ogromna szansa.

Reklama

Na halę w tym roku nie połakomił się bowiem Grant Holloway, prawdziwy geniusz płotki, który wygrywał na płotkarskiej „sześćdziesiątce” w 2022, 2024 i 2025 roku, a jego 7,27 s to rekord świata. Gdyby tu był, właściwie nie byłoby wątpliwości, że ktoś z trójki Szymański, Beard i Cunningham wylądowałby poza podium.

A tak mogą się na nim znaleźć wszyscy. Choć każdy z nich ma w planach złoto. Szymański mówił wprost:

– Chcę pobiec po pierwsze miejsce.

Potrzeba kofeiny

W porannych eliminacjach Kuba był 5. z niezłym 7,50 s. Jasne, w porównaniu do życiówki to słaby czas, ale swój bieg kontrolował i nie musiał przyspieszać. Tyle samo osiągnął zresztą Beard (oraz Franco Le Roux z RPA, który ustanowił tym samym rekord Afryki). Szybsi byli tylko Cunningham (7,45) oraz Wilhelm Belocian (7,49). Bardzo dobrze pobiegł też Damian Czykier, który wykręcił najlepszy rezultat w tym sezonie – 7,54 s – i mógł być ze swojego startu zadowolony.

Reklama

Ale dla Czykiera to tak naprawdę powoli ostatnie lata kariery. Szymański w tym roku obchodzić będzie 24. urodziny i dopiero się rozkręca. A potencjalny medal HMŚ dałby mu sporo napędu na kolejne miesiące – życiówkę na stadionie trzeba w końcu zbić.

Możliwe jednak, że i dziś konieczne okaże się pobijanie rekordów, tych z hali.

Reklama

Bieg eliminacyjny jest dobrą zapowiedzią. Kuba pobiegł spokojnie, a i tak wygrał swoją serię, do tego z dobrym rezultatem. Jak mówił: chodziło głównie o zaliczenie tego startu, a prawdziwa zabawa zacznie się w półfinale – zresztą to może być kluczowy bieg, pamiętając to, co stało się w zeszłym roku.

– Jak wyszedł bieg? Początek był dość wolny jak na mnie, ale bardzo luźny, a taki chciałem. Pomiędzy sobie troszkę podkręciłem tempo i na wybiegu puściłem. Jak najmniejszym nakładem sił – i na rozgrzewce, i na biegu – mówił o swoim starcie w eliminacjach. Narzekał tylko nieco na to, że brakowało mu… kawy.

– Czuję się bardzo dobrze, ale jestem bez kofeiny, a rano, wiadomo, jest się troszkę „pod wodą”. Chciałem pobiegać właśnie taki wynik. Nie oczekiwałem czegoś szybszego, bo też nie potrzebowałem. A trudno wymagać [od siebie], gdy w pierwszej rundzie nie jest to potrzebne. Na półfinał będzie kawka, będę pobudzony. Będzie też lepszy doping kibiców – już teraz był fajny, wtedy będzie jeszcze lepszy.

Pozostaje więc mieć nadzieję, że wleci tam mocne espresso – tak by trzymało nie tylko na półfinał, ale i bieg po medale.

Reklama

Największa szansa na złoto?

Natalia Bukowiecka albo Jakub Szymański. I właściwie nikogo innego. To dwie osoby, o których najczęściej mówi się w kontekście zdobycia w Toruniu złotego medalu. A trochę na to złoto czekamy – nasze ostatnie na HMŚ to rok 2018, gdy najlepsza okazywała się nasza sztafeta 4×400 mężczyzn (z rekordem świata, ale tego Szymański raczej nie powtórzy), a także Adam Kszczot w biegu na 800 metrów. Ten ostatni zresztą jest w Toruniu, więc może na własne oczy zobaczy, jak jego młodszy kolega po (niemalże) fachu zgarnia kolejne złoto.

Przy okazji byłby to drugi złoty medal HMŚ na polskiej ziemi. Bo gdy mistrzostwa w 2014 roku były w Sopocie, udało się złoto zdobyć tylko Kamili Lićwinko.

Szymański – jak już ustaliliśmy – się nie kryguje, tylko wprost mówi, że chce złota. Jasne, w przeszłości odbijało się to na nim, ale z drugiej strony – fajna to ambicja sportowca, bo podparta wynikami. Kuba biega szybko, Kuba jest jednym z trzech najlepszych na świecie zawodników, Kuba wie, co potrafi. Czemu więc ma nie wierzyć, że to złoto zdobędzie? Może trzeba będzie poprawić życiówkę, ale w ostatnich latach robi to regularnie i wydaje się, że ma jeszcze zapas.

A do tego hala, którą zna. Kibice, którzy będą go wspierać. No wszystko się tu zgrywa.

Reklama

– Oczekiwania? Od półfinału biegać na 110 procent, a w finale dać z siebie wszystko – nie dość, że z ciała, ale też z układu nerwowego. Po prostu bieg, który zakończy sezon i taki bieg, który będzie mnie zadowalał – mówił. I dodawał, że wsparcie czuł już w czasie eliminacji. A jak przed finałem – w którym ma pobiec, taki jest przecież plan – zgasną światła, będzie głośno…

No to magia. I oby to była magia, która wyczaruje nam złoto.

***

Półfinały biegu na 60 metrów przez płotki od 19:48. Finał o 21:02.

Reklama

Fot. Newspix

Czytaj więcej o HMŚ na Weszło:

2 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Ustrzelił klub z rodzinnego miasta i świętował. Kibice byli wściekli

Maciej Bartkowiak
0
Ustrzelił klub z rodzinnego miasta i świętował. Kibice byli wściekli
Ekstraklasa

Wisła reaguje na karę dla Legii! Królewski wystosował pismo do PZPN

Mikołaj Duda
12
Wisła reaguje na karę dla Legii! Królewski wystosował pismo do PZPN

Inne sporty

Reklama
Inne sporty

Polacy przez własną głupotę giną w Tatrach. „Została z niego smuga krwi”

Jakub Radomski
49
Polacy przez własną głupotę giną w Tatrach. „Została z niego smuga krwi”