Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego Bartosz Nowak znalazł się poza kadrą Jana Urbana na baraże o mundial. Nie uważam też tego za powód do rozdzierania szat. Niemnie szkoda, że nie załapie się na debiut w kadrze. Tak po prostu, po ludzku.
Wiadomo, że solidarność z Bartoszem Nowakiem nakazuje mi pochodzenie – wszak to krajan, z Radomia! Wzmianka o wspaniałym, rodzinnym mieście odhaczona, więc pomówmy na poważnie o tym, dlaczego z brakiem powołania dla lidera GieKSy jest jak z Kotem Schroedingera. Można to rozumieć i nie. Można nawet pokłócić się o to z samym sobą, co właśnie zamierzam uczynić.
Przemek Michalak dawno tłumaczył, dlaczego Nowak powołania nie dostanie
Reprezentacja Polski. Bartosz Nowak bez powołania – zrozumiałe, ale i tak szkoda
Bo, jeśli mam być zupełnie szczery, całkowicie rozumiem selekcjonera Jana Urbana. Narracja o kadrze często dotyczy tego, że powinni się w niej znaleźć najlepsi obecnie piłkarze z danego kraju. Kropka. Tyle że… Ciężko się z tym zgodzić, gdy ocenia się mechanizmy funkcjonujące w futbolu z nieco szerszej, bardziej dogłębnej perspektywy. Zakładam, że nawet sami zainteresowani, owi najlepsi piłkarze, doskonale rozumieją, że każdy zespół budujesz przede wszystkim z ludzi, którzy do siebie pasują. Na boisku i w szatni muszą przecież funkcjonować w grupie.
Im lepsza ona będzie, tym większe góry będzie w stanie przenieść, nie zważając na to, kto stoi naprzeciw niej.
Szczególnie w drużynie narodowej, gdzie miejsca na żmudną pracę, korygowanie i modelowanie pewnych tematów w procesie treningowym, jest niewiele, trzeba tak dobrać piłkarzy, żeby jak najlepiej pasowali do profilu taktycznego, jednocześnie potrafiąc stworzyć zgraną paczkę ludzi. Są sytuacje, w których dyskusja słusznie skręca w stronę rozważania o tym, czy aby na pewno w Polsce nie ma lepszego zawodnika niż XYZ, który z jakichś względów powołania odbiera. Zwykle słuszność dotyczy jednak sytuacji naprawdę skrajnych, wręcz fanaberii, które nie mają żadnego sensownego uzasadnienia i nie ma sensu się oszukiwać, że jest inaczej.
Temat powołania Bartosza Nowaka do reprezentacji Polski istniał głównie w mediach, wśród kibiców, ekspertów. Ci ostatni mogli mieć życzliwe prośby, marzenia, bo – nie oszukujmy się – powołanie Nowaka byłoby historią miłą, przyjemną. Nie byłoby pewnie takiego szumu wokół niego, gdyby poza liczbami nie byłby też najzwyczajniej w świecie fajnym facetem, z którym można mieć wyłącznie pozytywne skojarzenia. Natomiast z dobrych źródeł wiem, że w kadrze, w sztabie, taki pomysł w ogóle nie kiełkował. Nikt się Nowakowi nie zapowiadał, nikt nie zgłaszał GieKSie, żeby wypatrywać listonosza (i wcale nie dlatego, że powołania rozsyłane są mailowo).
Oznacza to ni mniej, ni więcej, że Bartosz Nowak po prostu do pomysłu Jana Urbana na grę – i na kadrę, tę grupę ludzi – nie pasował. I mogę to zrozumieć, zaakceptować.
Bartosz Nowak to najlepszy piłkarz Ekstraklasy, ale czy pasuje do reprezentacji Polski?
Mogę, mimo że tydzień w tydzień oglądam show Bartosza Nowaka na boisku, więc brak powołania dla niego sprawia, że jednak serduszko krwawi. Nie mnie jednemu, bo to żadna osobista sympatia, to twarde fakty – mówimy o najlepszym obecnie piłkarzu Ekstraklasy, który co mecz, co kolejkę dostarcza liczby. Wiosna w wykonaniu Nowaka wygląda tak:
- Zagłębie Lubin: gol, asysta;
- Widzew Łódź: asysta;
- Legia Warszawa: asysta;
- Arka Gdynia: asysta;
- Górnik Zabrze: gol;
- Radomiak Radom: bez liczby tylko dlatego, że Jędrych trafił do bramki po dobitce swojego strzału w słupek;
- Lechia Gdańsk: asysta;
- Jagiellonia Białystok: bez liczby.
Na osiem spotkań w zasadzie tylko raz Nowak nie poprawił swoich statystyk. W omawianym okresie wypracował kolegom dziewiętnaście okazji do oddania strzału i mówimy tylko o szansach, po których GieKSa faktycznie uderzyła na bramkę rywala. Bo takich, gdy podanie było wyśmienite, wypieszczone, ale na końcu drogi ktoś się z piłką minął, nie zdążył, nie załapał, dorzucilibyśmy jeszcze parę.
Zachwycało nas i to, że Bartosz Nowak był w tym tak uniwersalny. Nie robiło mu różnicy, czy piłka grzecznie stoi w miejscu, czekając na kopnięcie, czy też turla się po – często niedoskonałym, nierównym – boisku. I wtedy, i wtedy potrafił dograć na nos, do nogi, błysnąć przeglądem pola, kreatywnością, znakomicie ułożoną stopą. Gdy łączysz liczby z efektami specjalnymi, błyskawicznie powiększasz grono fanów. Nowak łączy liczby z efektami specjalnymi najlepiej w Ekstraklasie.
Patrzę na dane Hudl WyScout i widzę piłkarza, który wyróżnia się w zasadzie w każdym aspekcie pod względem podań. Oraz w każdym, gdy sprawdzamy wszelkie dane dotyczące strzałów. Nie ma bardziej efektywnego zawodnika w Polsce, ale nie ma też drużyny tak zależnej od dyspozycji jednego zawodnika jak w przypadku GKS-u Katowice. GieKSa układana jest pod Nowaka, budowana wokół niego. W kadrze radomianin byłby bardziej trybikiem w maszynie, w dodatku byłaby to – pozostając w tej nomenklaturze – część wymienna.
Jan Urban może wystawić w jego miejsce piłkarzy znacznie lepszych. Zwłaszcza w ewentualnym finale, gdy dostępny będzie Nicola Zalewski. Może też wpuścić na murawę takich, którzy doskonale sprawdzą się w roli jokera. Szybkich, dynamicznych, eksplozywnych i młodych bulterierów do biegania, tyrania na boisku.
Bartosz Nowak w tym gronie byłby artystą o ograniczonym zastosowaniu. Nieprzypadkowo zresztą ten gość czaruje od lat, ale zwykle w drużynach, które są układane pod niego, które nazwiemy bardziej średniakiem z ambicjami niż ligową czołówką. Najlepszy klub, w jakim grał, pozbył się go – słusznie czy niesłusznie – z uwagi na intensywność gry, problem z byciem trybikiem w maszynie właśnie.
Dlatego szczerze szkoda mi, że Nowak zapewne zakończy już karierę bez debiutu w kadrze, który dla piłkarza praktycznie od dekady robiącemu dwucyfrówkę (licząc gole, asysty i asysty drugiego stopnia) byłby zasłużonym dopełnieniem fantastycznej kariery na krajowym podwórku. Jednocześnie nie umiem i nie chcę rozwalcować Jana Urbana za tę decyzję. Serce płacze, rozum akceptuje.
Mam tylko nadzieję, że na koniec sezonu podobnego numeru nie wytną głosujący na najlepszego piłkarza Ekstraklasy.
WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI NA WESZŁO:
- Pogadaliśmy sobie, a Urban postawił na tych, których zna
- Dobre czasy minęły. W bramce kadry już nie ma kłopotu bogactwa
- Jan Urban zdecydował! Poznaliśmy powołania na baraże
- Wichniarek widzi w kadrze Adamskiego, a Weszło widzi Hagrida
SZYMON JANCZYK
fot. Newspix