To będzie tekst dla optymistów, może i nawet niepoprawnych optymistów, bo poszukamy powodów, dla których przygoda polskich drużyn w Lidze Konferencji nie skończy się już dzisiaj, czyli 19 marca. Chcemy przecież wierzyć, że czwartki dalej będą nasze, trochę też rozpieszczeni tym, co działo się rok temu. Czy będzie łatwo? Absolutnie nie. Ale może, może…
Stawiasz 2 zł na gola Rakowa z Fiorentiną i zgarniasz bonus 350 zł za trafiony typ – kliknij tu i sprawdź szczegóły promocji dla nowych graczy
1. Raków nie zrobi tak głupich błędów jak we Włoszech
Z ręką na sercu – czy potraficie sobie wyobrazić, że Raków dowozi to 1:0 do końca spotkania z zeszłego tygodnia? No nie jest to wcale takie trudne, Częstochowianie grali naprawdę dobrze, przytomnie w obronie i jeszcze potrafili zaskoczyć przeciwnika. Ale potem przydarzyły się dwa głupie błędy – najpierw radość przesłoniła obowiązki defensywne, potem oszalał w polu karnym Ameyaw, natomiast też nie ma co go krytykować, bo mu będzie przykro.
No i ze świetnego wyniku zrobił się wynik słaby, ale wcale tak nie musiało być. Jeśli Raków znów będzie skuteczny i wykluczy parę głupstw w tyłach, to naprawdę coś może mu wpaść z przodu i dwumecz niejako zacznie się od nowa.
2. Częstochowianie nie muszą odrabiać wielkiej straty
I właśnie – dotychczas rewanżowe spotkania z Fiorentiną wyglądały tak, że polski klub miał się tylko ładnie pożegnać, ale wcale mu to nie wystarczało, ponieważ i Lech, i Jagiellonia były blisko, żeby Violę z pucharów wyeliminować. A tymczasem wynikowo mieliśmy przepaść: najpierw 1:4, potem 0:3 i jeszcze rewanż na wyjeździe. Tutaj jest zdecydowanie lepiej, tylko 1:2 i rewanż u siebie, no „u siebie”. W każdym razie tak jak tam potrzebowaliśmy cudu, a i tak było blisko, tak tutaj cudu nie trzeba. Wystarczy zagrać dobry mecz, wygrać 1:0 i być lepszym w karnych. Albo po prostu walnąć dwie sztuki przez 90 minut i nie stracić żadnej. To nie sci-fi typu trzy gole we Florencji, kiedy i tak do tego dochodziło.
3. Raków w końcu musi przestać mieć pecha
Początek pracy Łukasza Tomczyka w Rakowie pod względem wyników wygląda kiepsko, ale prawdę mówiąc – wyniki są gorsze niż gra. O Fiorentinie już powiedzieliśmy, ale na przykład w Poznaniu spotkanie było na styku i decydowały centymetry, że to Lech, a nie Raków strzelił zwycięskiego gola. Gdy Częstochowianie grali z Zagłębiem znów świetnie bronił Burić, przeciwko Radomiakowi spokojnie można było pokusić się o zwycięstwo, a i mecz z Wisłą Płock nie był skazany na porażkę.
Przy dobrym wietrze Raków mógł mieć kilka punktów więcej i patrzylibyśmy na niego inaczej, jednak czasem jak nie idzie, to nie idzie. Ale przy systematycznej pracy powinno ruszyć i oby stało się to teraz.
4. Fiorentina to żaden wielki zespół
Ot, i tyle. To nie jest Milan, Juventus czy Inter za najlepszych lat, tylko dość przeciętna drużyna, która w gruncie rzeczy obecnie straszy bardziej marką niż faktyczną jakością. No i przecież walczy o utrzymanie w Serie A, więc tym bardziej fatalny jest to dla niej sezon. Można z nią powalczyć jak Raków, można roznieść jak Jagiellonia. Tę szansę trzeba sobie uświadomić.
5. Między Lechem a Szachtarem nie może być aż takiej różnicy
Trudno uwierzyć, że Lecha i Szachtar dzieli aż taka przepaść, jak to było widać w pierwszym spotkaniu. Przyjezdni wyglądali jak ekipa z innej planety, a Lech trochę jak KuPS, co oczywiście nie jest żadnym komplementem. Natomiast tak rzeczywistość nie może wyglądać, bo Kolejorz również ma dobrych piłkarzy i nie powinien mu się znów przytrafić mecz, w którym w pierwszej połowie nie oddaje żadnego celnego strzału, w drugiej tylko trzy, ale składnych akcji i tak było na lekarstwo. Nie z takimi piłkarzami jak Ali, Palma, Ishak, Bengtsson, Rodriguez. To nie są tylko królowie własnego podwórka, ale po prostu dobrzy zawodnicy.
Lech drugi raz tak słabo nie zagra. Awans z Szachtarem wciąż w zasięgu?
6. Lech mimo wszystko potrafi wziąć się w garść
Mówi się, że Lech to jest drużyna na dobrą pogodę i to jest poniekąd prawda, natomiast są momenty, kiedy Kolejorz potrafi temu zaprzeczyć. Teraz miał fatalną serię – w łeb od Widzewa, w łeb w Pucharze Polski, w łeb od Szachtara, ale pojechał na boisko lidera i wygrał, w pierwszej połowie miażdżąc Zagłębie.
Po fatalnym początku rundy wiosennej Lech miał trudny wyjazd do Zabrza i wygrał. Początek sezonu? Bolesne bęcki od Cracovii, a zaraz potem 2:0 z Lechią w pierwszej połowie, a jednak udało się zwyciężyć.
Wiadomo, Ekstraklasa a Szachtar to zupełnie inna skala trudności, niemniej Lech ma w sobie te pokłady, nazwijmy to, męstwa.
7. Nawet Legia ograła Szachtar
Tak, Szachtar wyszedł wówczas zupełnie innym składem niż z Lechem. Ale przegrał! A zwycięstwa Legii są tak rzadkie, że warto je odnotować…
8. Polskim zespołom najlepiej się gra, gdy wszyscy je skreślili
No trochę tak jest – nie lubimy mieć presji, jechać gdzieś w pozycji faworyta, bo może się skończyć jak na Gibraltarze. Ale jak jest źle i nikt nie daje szans? To Jagiellonia rozbija Fiorentinę, wygrywa z Kopenhagą, Legia pyka Betis, Aston Villę i Chelsea, Lech też wygrywa z Violą, a wcześniej rozpierdziela w drobny mak Villarreal. Widać to też po reprezentacji na dużych turniejach – mecz o honor zawsze wychodzi nam najlepiej, Kostaryka, USA, dwukrotnie Francja. No dobra, za pierwszym razem to była 1/8, a nie honor, ale gdy nikt na kadrę Michniewicza nie liczył, właśnie wtedy zagrała tak, że nie bolały zęby przy oglądaniu.
***
Czy są to naciągane punkty? Oczywiście, że tak, a czego się spodziewaliście? Mamy 1:2 i 1:3 po pierwszych meczach z lepszymi zespołami niż Baćka Topola. Natomiast jeśli ktoś zyskał choć procent optymizmu i będzie mu lepiej do popołudnia – o to chodziło!
Czytaj więcej na Weszło:
- Frederiksen: Możemy strzelić gola i wszystko będzie możliwe
- Będzie kolejny Pietuszewski? Młody Polak wzbudził zainteresowanie
- Podolski ukarany za brutalny faul! Szybko na boisko nie wróci
Fot. Newspix