Może to jakieś fatum? Może jakiś szaman przeklął polskie boiska i dlatego popsuli nam się bramkarze? Bo innego wytłumaczenia dla takiej liczby efektownych baboli w ostatnich dniach nie ma. Teraz zły czar padł na Valentina Cojocaru, który w przerwie tłumaczył, że piłka po prostu zsunęła mu się z rękawicy, ale… to nie był taki oczywisty błąd, trudno wytłumaczyć, co tam się stało. Skórę golkipera Pogoni i właściwie całą Pogoń musiał ratować przebojowy rezerwowy – Jose Pozo.
Wyratował w wielkim stylu, a remis nikogo w Szczecinie nie urządzał. Tym bardziej, że Korona poza absurdalnym golem więcej nie ukąsiła. Raz przeszkodził jej spalony Sotiriou, innym razem odbijający strzał Davidovicia Cojocaru. A jeszcze innym kopiący siebie nawzajem zamiast piłki Sotiriou i Rubezić. Konkretów – jak na nastawienie gości z Kielc – było i tak zaskakująco sporo. Piłkę miała jednak głównie Pogoń i to ona zdawała się prowadzić grę.
Takie „prowadzenie gry” to jeszcze nie zwycięstwo. Zwycięstwo przychodzi jednak samo, gdy jeden z twoich piłkarzy ma po prostu szczęśliwy dzień.
Pogoń – Korona 2:1. Fatalny przypadek Cojocaru
Zacznijmy od rzeczy mniej dla Szczecinian przyjemnych, czyli bramki dla Korony. Co właściwie zrobił Valentin Cojocaru? Musiał się trochę zdziwić, gdy odbite przez Szalaia dośrodkowanie Długosza zaczęło niebezpiecznie zaglądać mu za kołnierz. Rzecz w tym, że piłka nie zmierzała do bramki – Rumun chyba nie zdawał sobie z tego sprawy i zdecydował się na jakieś pokraczne piąstkowanie. I wiecie co? Wrzucił sobie piłkę do bramki, ot co.
O RANY! WIELBŁĄD COJOCARU 😱
Kibice Pogoni Szczecin niech lepiej odwrócą wzrok! 🫣
📺 Mecz trwa w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/OkD8nqh5A3
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) March 16, 2026
Otrząśnięcie się z czegoś podobnego nie jest łatwe, ale to był taki mecz, że prawdę mówiąc nie miała w nim już znaczenia dalsza dyspozycja Cojocaru. Zaliczył może jeszcze ze dwie niezłe interwencje, ale mleko się rozlało, a jego koledzy mimo pewnej przewagi przez długi czas nie umieli wystarczająco mocno docisnąć gości z Kielc.
Jasne, mieli piłkę, budowali ataki pozycyjne. Ale faktycznie groźnych akcji Pogoni nie było tak znowu wiele. Sporo szumu, mało konkretów.
Farciarz Jose. Choć oczywiście fortuna sprzyja odważnym
Ostatecznie decydował chyba szczęśliwy dzień Pozo, któremu chyba sam Pan Bóg nosił piłkę akurat pomiędzy wszystkimi zagęszczającymi pole karne zawodnikami Korony.
Pierwszy gol? Idealna linia, czyste uderzenie – i kunszt, i odrobina szczęścia. Drugi gol? Powtórka z rozrywki, tylko strzał mniej czysty. Ostatecznie rezerwowy został bohaterem Pogoni i nie ma żadnych powodów do wstydu. Czasem pomaga ci szczęście, czasem ty pomagasz szczęściu. Zakładamy, że dziś to była po prostu praca zespołowa Pozo i fortuny.
POZO KRÓL SZCZECINA! POGOŃ WYGRYWA! 🔥🔥🔥
📺 Oglądaj @_Ekstraklasa_ w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/ef3yfixcbq
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) March 16, 2026
Hiszpan, w przeciwieństwie do wchodzącego w tym samym czasie Grosickiego, nie zmarnował swojej szansy. Popularny „Grosik” miał co najmniej jedną patelnię, ale koncertowo ją spaprał, przez co Pogoń mogła napisać fajną historię w doliczonym czasie gry. Wypada podziękować kapitanowi Portowców za emocje!
Zmiany:
Legenda
CZYTAJ WIĘCEJ O POLSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:
- Kuriozalny gol na zapleczu Ekstraklasy. Co tam się stało!? [WIDEO]
- Śląsku, zobacz, doigrałeś się
- Decyzja Komisji Ligi ws. Śląska Wrocław. Potężna kara finansowa
Fot. Newspix