Manchester City jest chyba jedynym zespołem, który mógłby w tym sezonie zagrozić Arsenalowi w walce o mistrzostwo Anglii. Szkopuł w tym, że zamiast zbliżać się do Kanonierów, ekipa Pepa Guardioli w ostatnich dwóch kolejkach straciła do nich kolejne punkty. Hiszpański szkoleniowiec część winy bierze na siebie, ale wskazuje też inne mankamenty.
– Sporym problemem jest brak goli, potrzebujemy ich. Potrzebujemy Erlinga Haalanda i jego trafień – w meczu z West Hamem miał swoje trzy szanse, dobrze, żeby je wykorzystywał. Musimy też oczywiście stwarzać mu więcej okazji. Wierzę jednak, że zaraz wróci do formy – mówił Guardiola po ostatnim remisie z walczącymi o utrzymanie Młotami.
Pep Guardiola nadal walczy o mistrzostwo. Strata jest jednak duża
Szkoleniowiec The Citizens przyznał jednak, że sam też nie jest bez winy. Co więcej – wziął na siebie jej naprawdę sporą część. – Podjąłem złe decyzje, to były moje złe wybory kadrowe. Teraz możecie mnie za to winić, naprawdę zgadzam się z taką krytyką. Zasługuję na nią – powiedział Guardiola.
Jego zespół plasuje się na ten moment na drugim miejscu, ale traci do Arsenalu już dziewięć oczek. Ma jedno spotkanie rozegrane mniej, ale dopiero co był o krok od dogonienia rywali z Londynu, a teraz… czasu na odrobienie strat jest już naprawdę mało.
Obywatele grają jednak nadal na czterech frontach, podobnie jak Arsenal, i mogą się skupić na osiągnięciu sukcesu w innych rozgrywkach. Wkrótce zmierzą się z Kanonierami w finale Pucharu Ligi, później zagrają w ćwierćfinale FA Cup z Liverpoolem.
We wtorek z kolei zrobią wszystko, by nie odpaść z Ligi Mistrzów, choć zadanie przed nimi arcytrudne. W pierwszym meczu 1/8 finału przegrali z Realem Madryt 0:3.
CZYTAJ WIĘCEJ O ANGIELSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:
- Owen zaskoczył: Liverpool to najlepsza drużyna w Premier League
- Igor Tudor i dramat Tottenhamu. „Nie widziałem czegoś takiego”
- Guardiola pod presją po klęsce z Realem. „Strzelają do mnie od 17 lat”
Fot. Newspix