„Sorry, grałam na odwal się” rzuciła Iga Świątek w stronę swojego sztabu pod koniec meczu z Eliną Switoliną, a sarkazm z tego zdania aż wylewał się na kort, trybuny, a może i całe Indian Wells. Wylewała się też frustracja, właściwie od samego początku tego meczu. A sztab nie potrafił Idze z tym pomóc. Albo ona sama pomóc sobie nie dawała. Stąd pora postawić ważne pytania. Z jednym, kluczowym: czy ta współpraca jeszcze Polce służy?
Iga Świątek i frustracja. To już trwały związek
Źle się dzieje w państwie duńskim. Tak, najprościej rzecz ujmując, wygląda sytuacja u Igi Świątek. Polka – choć daje momentami oznaki lepszej gry, powrotu do dawnej postawy, cierpliwości i umiejętnej budowy punktów – ostatecznie się spala, gdy przychodzi do meczów trudnych. Starcie z Eliną Switoliną było piątym z rzędu z rywalkami z TOP 10, które przegrała. I jasne, że dwa z tych meczów to na przykład Jelena Rybakina w genialnej formie.
Ale tam Idze też brakowało wiele w kluczowych momentach, by powalczyć.. I właśnie: są i inne oznaki. Polka ma problemy z trzecimi setami. Często absolutnie traci dyspozycję po pierwszej partii. Czasem od początku jest nie w sosie – jak wczoraj – i trudno jej taki gorszy moment przezwyciężyć. Trudno też wtedy przejść do porządku dziennego nad kolejnymi błędami.
Iga jest niecierpliwa, sfrustrowana, zdenerwowana, podrażniona… i tak dalej. Wstawcie dowolne słowo tego rodzaju. Pewnie będzie pasować.
CZYTAJ TEŻ: GDY UWIERZYSZ, ŻE JEST DOBRZE, IGA ŚWIĄTEK ZNÓW PRZEGRYWA SAMA ZA SOBĄ
To wszystko rzeczy do przepracowania – ze sztabem, z naciskiem na psychologa czy psycholożkę. Zwłaszcza jeśli ta jest z tobą cały czas. Wiadomo, rola Darii Abramowicz wykracza już tylko poza doradztwo w tej kwestii, wielokrotnie podkreślano, że odpowiada też za inne sfery funkcjonowania teamu.
Ale dbanie o mental Igi, jej nastawienie do meczów, wsparcie psychologiczne to jednak wciąż jest jej podstawowe zadanie. I od dłuższego czasu jest z tym problem.
Trzeba więc zadać pytanie: czy to się jeszcze da uratować?
Czy ten sztab da sobie radę?
W tenisie – jak i każdym sporcie – są wzloty i upadki. To rzecz oczywista. Każdy wielki tenisista, każda wielka tenisistka miała gorsze okresy. Serenie Williams kilkukrotnie wróżono, że już nie wróci na szczyty. Roger Federer w latach 2013-2016 nie wygrał ani jednego turnieju wielkoszlemowego, by potem święcić wielkie triumfy. Novak Djoković miał poważny kryzys w sezonie 2017. I tak dalej, i tak dalej.
Czasem decydowały o tym kwestie zdrowotne, czasem psychologiczne, czasem po prostu następował spadek formy, zmęczenie organizmu.
Jedna rzecz łączyła jednak te przypadki. Wiecie jaka? Poszukiwania. Pogoń za rozwiązaniami, testowanie ich. I paradoksalnie – widać, że Iga też to robi. Są mecze, gdy stara się chodzić więcej do siatki. Są takie, gdy próbuje bardziej urozmaicone gry. Widać, że Wim Fissette próbuje jej wpoić do głowy pewne rozwiązania i widać, że czasem działają. Bywa też jednak, że Iga o nich zapomina. A już w ogóle często powtarza się sytuacja, w której po prostu o nich zapomina.
I tu wracamy do frustracji.
Bo Iga, która na korcie jest zdenerwowana, to Iga przegrywająca mecze. To nie jest zdrowa złość, taka, która motywuje do lepszej gry. To złość utrudniająca życie na korcie. Złość, z którą tenisistka doświadczona, sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa powinna sobie radzić. W teorii. W praktyce różne są sytuacje, różne osoby, różne emocje. Iga ma prawo mieć z tym problem.
Tu jednak wchodzi sztab, który może się z nią kontaktować. Sztab, który – w większości – pracuje z nią od dawna, a i Wim Fissette jest w nim od półtora roku.
Te krzyki Darii Abramowicz z boksu to tak chyba za bardzo nie pomagają. Jest przerwa przed kluczowym gemem, po co jeszcze podnosić temperaturę, skoro gołym okiem widać wzburzenie Igi.
— Hubert Błaszczyk (@hubertblaszczyk) March 13, 2026
Czyli jest to sztab, który powinien rozumieć co i kiedy powiedzieć.
A czy rozumie?
Komentarze nie dziwią. Bo są podstawy
W końcówce meczu z Eliną Switoliną wydawało się, że co by nie padło z boksu, to do Igi nie trafi. Ba, można było odnieść wrażenie, że wręcz utrudniło to Polce życie. Ostra była wymiana zdań z Darią Abramowicz, czyli… właśnie tą osobą, która ma za zadanie odpowiednio Igę nastroić. Może to kwestia tej jednej sytuacji.
A może nie. I jeśli nie, to jest to wielki problem.
Wiadomo, że od kilku już lat pojawiają się komentarze nawołujące do zwolnienia Abramowicz. Ostatecznie trudno mieć co do tego konkretne zdanie, bo widzimy tylko wąski urywek tego, co się w tej relacji dzieje. Możliwe, że poza kortem na Idze to wszystko działa, że dalej sobie rady i metody Darii ceni. Zresztą skoro nie szuka tu zmian, to trudno sobie wyobrazić, by miało być inaczej.
Nie dziwi też jednak, jak reagują na to wszystko fani. I że nawet w gronie ekspertów, byłych zawodników, trenerów czy też psychologów sportu coraz częstsze są głosy mówiące, że coś jest tam nie tak, że to wszystko się popsuło. Bo i faktycznie, oznaki tego są widoczne, i to widoczne od dłuższego czasu.
Sytuacja z meczu ze Switoliną to przecież nie pierwsze takie spięcie Igi ze sztabem. Nie pierwszy też raz to Abramowicz krzyczy coś ostro w stronę Świątek. Nie pierwszy raz skutkuje to większą frustracją.
To wszystko już się działo. I nie dawało efektów.
Więc czemu się powtarza?
Ważne pytania. Pora je zadać
Wróćmy do poszukiwań. Iga do tej pory całkiem dobrze „wymierzała” wszelkie zmiany. Gdy niespodziewanie pożegnała się z Piotrem Sierzputowskim, okazało się, że idealnie trafiła z postawieniem na Tomasza Wiktorowskiego. Wim Fissette dał jej sukces na Wimbledonie, to też wielka rzecz, ale wyniki ogółem dość mocno siadły… choć nie wiadomo, czy z innym trenerem byłoby lepiej.
A więc pytanie: czy nie trzeba by szukać zmian też gdzie indziej?
Nowe bodźce są potrzebne. Nowe bodźce są ważne. Jasne – inne, nowe metody to ryzyko. Iga może się tego obawiać. Ale w obecnej sytuacji obawia się też ewidentnie wielu meczów. Obawia konkretnych piłek i zagrań. Obawia błędów. A tak nie da się funkcjonować, chcąc – a ona na pewno chce – wygrywać wielkie turnieje. Pięć przegranych spotkań z rywalkami z TOP 10 z rzędu. Sześć turniejów, w których nie doszła nawet do półfinału. Bilans 4:6 w ostatnich 10 meczach, w których rozgrywany był trzeci set.
Iga recently
Lost her last
2 v Saba (8-5 overall)
2 vs Elena (6-6 overall)
4 v Coco (11-5 overall)
2 v Amanda (1-2 overall)
2 v Jess (6-5 overall)
2 v Mirra (1-2 overall)
6 v Penko (0-6 overall)Last 1 vs
Tauson (2-1 overall)
Paolini (6-1 overall)
Navarro (2-1 Overall)
Bencic… https://t.co/f3X5nYCbXT— Vansh (@vanshv2k) March 13, 2026
To wszystko statystyki wywołujące zwątpienie w obecne metody przygotowujące Igę do spotkań. A obrazki takie jak te z końcówki spotkania ze Switoliną tylko te wątpliwości potęgują. I każą zadawać coraz więcej i więcej pytań.
Takich jak:
- czy Daria Abramowicz uważa, że pomaga swojej zawodniczce w kluczowych momentach?
- czy Iga Świątek nie potrzebuje zmian w sztabie?
- na ile Iga czuje, że obecna sytuacja jest dla niej komfortowa?
- czego Świątek oczekuje po trwającym sezonie i na ile czuje zadowolenie ze swojej gry?
I wiele więcej. Wiecie, nikt zasług Darii Abramowicz nie odbierze. Iga przez kilka sezonów była niezwykle odporna na korcie, w kluczowych momentach często okazywała się górą. Chwaliły też współpracę z Abramowicz Ewa Pajor czy Aleksandra Mirosław. Nie chcę tu podważać jej doświadczenia i umiejętności. Nie o to chodzi.
Problemem jest to, co z Igą dzieje się od końca sezonu 2024. I w czym nie widać – poza pojedynczymi turniejami – żadnej poprawy. Więc jeśli coś podważać, jeśli o coś pytać, to tylko o to czy obecnie ta współpraca jeszcze Polce służy.
I to jest pytanie, które zadać powinny sobie i Iga, i sama Daria Abramowicz.
SEBASTIAN WARZECHA
Fot. Newspix
Czytaj więcej o innych sportach na Weszło:
- Kto dał nam najwięcej medali w ostatnich latach?
- Najlepsze sportsmenki w historii Polski
- Cadillac rusza na podbój F1. „Zaczynaliśmy z niczym”