Chelsea jak PSG? Starcie krezusów w Lidze Mistrzów

Antoni Figlewicz

Opracowanie:Antoni Figlewicz

11 marca 2026, 13:14 • 5 min czytania 0

Reklama
Chelsea jak PSG? Starcie krezusów w Lidze Mistrzów

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że ekipa z Paryża ma wręcz nieograniczone możliwości finansowe. Zatrudnić może każdego, pensję też może dać mu dowolnie wysoką, a jedynym i największym jej problemem na rynku transferowym pozostaje Finansowe Fair Play. Bajecznie bogate PSG nie ma jednak w swoim składzie skumulowanych największych pieniędzy. W takim zestawieniu wygrywa Chelsea, która według CIES Football Observatory ma najdroższą kadrę na świecie.

Stawiasz 2 zł na gola Realu lub City i zgarniasz bonus 500 zł za trafiony typ – kliknij tu i sprawdź szczegóły promocji dla nowych graczyReal Madryt vs Manchester City - promocja Superbet

Nie chodzi o koszty jej utrzymania, a o sumę wartości wszystkich piłkarzy w szatni The Blues. Zgodnie z wyliczeniami zawodnicy Chelsea są w sumie warci, uwaga, 1,732 miliarda euro. Na tę kwotę składa się jednak… aż 54 zawodników, przez co średnia kwota, którą należałoby na rynku transferowym wyłożyć za jednego gracza ekipy z Londynu ledwie przekracza 32 miliony euro.

Drugi w całym zestawieniu jest Manchester City (1,608 miliarda euro), a podium zamyka Real Madryt (1,541 miliarda euro). Gdzie to bajecznie bogate PSG? Spokojnie, są Paryżanie na szóstym miejscu, jeszcze za plecami Barcelony i Arsenalu. Jakby tak jednak spojrzeć tylko na suche liczby, to wartość wszystkich piłkarzy mistrzów Francji jest niemal o 400 milionów mniejsza niż zawodników Chelsea. Tyle statystyka, boisko ukazuje jednak często zupełnie inny obraz.

Reklama

Chelsea magazynem na piłkarzy. PSG ma swoją strategię

Statystyczny piłkarz PSG jest zresztą wart więcej od statystycznego piłkarza Chelsea. CIES Football Observatory zauważa, że pod tym względem ekipa z Paryża plasuje się na czwartej lokacie na świecie (35,4 miliona euro), a Londyńczycy są dopiero na miejscu szóstym. Wszystko więc zależy od tego, jak interpretuje się konkretne dane, a my i bez nich jesteśmy w stanie powiedzieć, że angielski klub od lat ma łatkę przechowalni piłkarzy, których po prostu mają tam na pęczki. Nie zmienia to jednak faktu, że w całym tym okresie skupowania zawodników udało się trafić kilku o faktycznie wysokiej wartości, a nie tylko takich, za których trzeba dużo zapłacić i potem… nie za bardzo wiadomo, co z nimi zrobić.

Niedawno hat-trickiem popisał się w lidze Joao Pedro, gość naprawdę jest świetny, potwierdza to regularnie od początku roku. Enzo Fernandez czy Cole Palmer? Wiadomo, obaj mają już mocny status w piłkarskim świecie. Najwyżej wycenia się jednak Estevao, który według CIES Football Observatory wart jest 123 miliony euro – pewnie z racji wieku i związanego z nim potencjału. Nadal jednak miewają w Londynie problemy z ruchami, które nie przynoszą klubowi wymiernych sportowych korzyści i z perspektywy czasu wydają się zwyczajnie przepłacone.

Bo czy znacie takiego piłkarza jak Dario Essugo? Macie pełne prawo nie mieć zielonego pojęcia, kto to jest. Chelsea kupiła go latem z portugalskiego Sportingu za ponad 22 miliony euro. Pomocnik zagrał dla Londyńczyków cztery spotkania – trzy w Klubowych Mistrzostwach Świata, wieki temu. Jedno w Pucharze Anglii, chwilę temu, z Wrexham. Przez długi czas leczył jednak uraz, który mógł mu trochę namieszać w planach na ten sezon i teraz liczy bez wątpienia na więcej szans. Nie zmienia to jednak faktu, że w środku pola zwyczajnie nie będzie dla niego zbyt wiele miejsca, nie ma sensu zaklinać rzeczywistości. Chyba że właśnie w krajowych pucharach.

Jeszcze jeden przykład. Rok wcześniej Chelsea kupiła choćby Kiernana Dewsbury-Halla za 30 mln funtów (34,7 mln euro). Tylko po to, by po roku sprzedać go Evertonowi za 28 milionów funtów (32,4 mln euro). Nonsens, choć wypada przyznać, że trochę chłop w tym czasie pograł i po prostu nie zdołał się obronić. Może pod koniec sezonu coś tam pokazał, ale większość pewnie zgodnie przyzna, że zatrudnienie takiego „żołnierza Mareski” (rewelacyjną miał formę, gdy współpracowali w Leicester) wyszło na transfer z tych zupełnie niepotrzebnych.

Reklama

Nadal więc potrafią The Blues wydać pieniądze w sposób dziwny i nie do końca zrozumiały. Ściągają też piłkarzy dla Strasbourga – teoretycznie do Londynu, ale w praktyce szybko wypożyczonych do zespołu z Alzacji. I tak się biznes transferowy kręci, a kadra rozrasta do chorych rozmiarów.

Kiernan Dewsbury-Hall w meczu z Legią

Paryżanie w kontrze?

Bo na wartość kadry takiego PSG składa się 38 graczy, o 16 mniej niż w przypadku Chelsea. Paryżan w zestawieniu od CIES Football Observatory dumnie reprezentuje Desire Doue, którego wyceniono na 130,8 miliona euro, co stanowi około 10% wartości całej szatni francuskiego zespołu.

Reklama

Zespołu, który w ubiegłym sezonie udowodnił, że nie potrzeba kupować hurtowo, by osiągnąć sukces. No dobra, ściągnęli za spore pieniądze Williana Pacho z Frankfurtu, do zespołu dołączył też latem 2024 roku Joao Neves czy wspomniany Doue. Trudno ich wszystkich było wówczas nazwać gwiazdami wielkiego formatu, ale ruchy ekipy z Paryża się bronią i były konkretne. Wszystko to bez zbędnego transferowego szumu w postaci piłkarzy, którzy przyszli „niewiadomopoco”. Zimą dorzucono do tej paki jeszcze Kwaracchelię i do wygrania Ligi Mistrzów to w zupełności wystarczyło.

Nie to, że osiągnęli sukces po taniości – też swoje wydali, w dodatku niemało. Gruzin kosztował 80 milionów. Neves ponad 65. Doue i Pacho odpowiednio 50 i 40 baniek. Wszystko to były jednak ruchy przemyślane, powiązane też z transferami wychodzącymi. Odeszli Kylian Mbappe, Xavi Simons, Milan Skrinar. Było po kim łatać.

Nie ma więc w Paryżu takiego nastawienia na ciągły ruch. Nikt nie montuje znanych z westernowych saloonów drzwiczek otwieranych w obie strony. Zresztą w tym sezonie postawiono jedynie na drobiazgi – potrzebny był nowy bramkarz po odejściu Donnarummy (skłócony z klubem, chciał zarabiać sporo więcej) i dorzucono jeszcze dodatkowego stopera, Ilję Zabarnego.

Nieznany w Londynie umiar.

Reklama

Chelsea robi to bowiem inaczej. W kolejnych sezonach przychodziła do The Blues następująca liczba piłkarzy za co najmniej 10 milionów euro:

  • 2025/26 – 9,
  • 2024/25 – 10,
  • 2023/24 – 10,
  • 2022/23 – 14.

Już nawet nie trzeba wyraźnie zaznaczać, że o większości z nich zdążyli na Stamford Brigde zapomnieć. Romeo Lavia? Gra jakieś ogony, ciągle ma problemy ze zdrowiem – pół człowiek, pół szklanka. Axel Disasi? Wyśmiewany w Chelsea, nazywany Axel Disaster. Jest na kolejnym wypożyczeniu, teraz w West Hamie. Cesare Casadei? Dawno wrócił do Włoch, w Premier League nie uzbierał nawet stu minut na boisku.

Strategie transferowe mają więc oba kluby zupełnie różne. Potencjał może być jednak podobny – na razie nieco lepiej zdają się go wykorzystywać w ostatnich miesiącach w Paryżu, ale nie znasz dnia ani godziny, kiedy karta się odwróci. Może już przy okazji najbliższego starcia w 1/8 finału Ligi Mistrzów?

*Dla osób ceniących bezpieczeństwo kluczowi są legalni bukmacherzy w Polsce. Dopiero później liczą się dostępne promocje bukmacherskie

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ O LIDZE MISTRZÓW NA WESZŁO:

fot. Newspix

0 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Liga Mistrzów