Rzadko zdarza się, żeby mistrzostwa świata juniorów w skokach przyciągały aż tyle uwagi. Nic dziwnego jednak, że w tym roku ją mają – to najmocniejsza edycja tej imprezy w XXI wieku, przynajmniej patrząc na to, kto się na niej zjawi. M.in. mistrz olimpijski w duetach i trzykrotny medalista igrzysk. Czyli Stephan Embacher i Kacper Tomasiak. To na ich pojedynek zwrócone będą oczy świata skoków. Kim jest jednak rywal Kacpra? Jak doszedł do tego, że w Lillehammer powalczy o trzeci triumf z rzędu? I czy medale MŚ juniorów tak naprawdę wiele znaczą?
Mistrzostwa świata juniorów, czyli Embacher vs Tomasiak
O Kacprze Tomasiaku – przy okazji igrzysk olimpijskich – napisaliśmy tyle tekstów, że… no właściwie to nic nowego nie wymyślimy. Koła na nowo wynaleźć się nie da, ogień został odkryty, a Tomasiaka poznała już cała Polska. Ustalmy tak: jeśli uznacie, że jeszcze brakuje wam wiedzy, to znajdziecie ją na końcu tego tekstu, w „Czytaj także”.
Dlatego o Kacprze będzie w tym artykule mniej. Więcej za to o jego głównym rywalu.
Najlepszy junior świata
Sezon 2022/23. Stephan Embacher w styczniu obchodzi 17. urodziny. I prezentuje swój talent w pełni, wygrywając klasyfikację generalną Alpen Cup. To moment, w którym zaczyna być o Austriaku naprawdę głośno.
Nastoletni Tyrolczyk pokazywał się jednak na skoczni i wcześniej, oczywiście. Po raz pierwszy w Goldi Cup, tam zadebiutował. To zawody organizowane – jak nazwa wskazuje – przez Andreasa Goldbergera, właśnie w celu odkrywania młodych talentów. Stephan poszedł na nie, bo zachęcił go starszy brat.
I wciągnął się.
Szybko został zauważony, w swoich kategoriach wiekowych był właściwie zawsze najlepszy. Z czasem trafił do Schigymnasium Stams, gdzie kształtowało się wiele młodych talentów austriackich skoków. Podchodził jednak do tego wszystkiego na spokojnie, podobnie jego rodzice i całe otoczenie. Nie nakładano na Stephana presji, miał iść krok po kroku i zobaczyć, co się stanie.
– Gdy rywalizował, zazwyczaj wygrywał, ale nikt nie wmawiał mu, że teraz pora na kolejny krok. Jest nieśmiały, nie lubi być w centrum uwagi zbyt często. Nie ma z tym większych problemów, ale nie czuje się w pełni swobodnie. Skupia się na sporcie, to naprawdę lubi. Trenuje ciężko, jest utalentowany, umie się skoncentrować na tym, czego mu trzeba – twierdził jakiś czas temu na łamach sport.pl Werner Schuster, który miał okazję współpracować z młodym Embacherem.
Stephana prowadził też Thomas Thurnbichler. To za jego żądaniem młody Austriak „przeskoczył” na większe skocznie. Większe, czyli na te o rozmiarze stu metrów. Thurnbichler jako pierwszy wziął go na takie zawody, a Stephan… z miejsca je wygrał. Trener ten też podkreślał, że Embacher miał wielki talent, który dało się zauważyć właściwie od samego początku. To jeden z tych genialnych dzieciaków, choć wiadomo, że w skokach różnie z takimi bywa.
Wystarczyłoby, żeby Stephan nagle urósł i mógłby być problem, ale nic takiego się nie stało. Jego rozwój przebiegał niezwykle harmonijnie.
Na tyle, że właściwie można by go przedstawić w punktach – od najważniejszych juniorskich występów, do debiutu w Pucharze Świata. Wygląda to mniej więcej tak:
- Wrzesień 2021 – debiut w Alpen Cup (dwa miejsca w TOP 30).
- Luty 2022 – debiut w zawodach FIS Cup (poza TOP 30).
- Sierpień 2022 – pierwsze punkty w zawodach z cyklu FIS Cup.
- Styczeń 2023 – złoto i brąz na Europejskim Olimpijskim Festiwalu Młodzieży (EYOF).
- Luty 2023 – pierwszy medal MŚ juniorów (złoto w drużynie).
- Marzec 2023 – debiut w Pucharze Kontynentalnym (5. i 13. miejsce).
- Marzec 2023 – wygrana w klasyfikacji generalnej Alpen Cup.
- Wrzesień 2023 – debiut w Letniej Grand Prix (46. miejsce).
- Grudzień 2023 – pierwsze podia FIS Cup, w tym pierwsza wygrana.
- Grudzień 2023 – pierwsza podia w Pucharze Kontynentalnym, w tym pierwsza wygrana.
- Styczeń 2024 – debiut w Pucharze Świata (13. miejsce w Innsbrucku).
– Nigdy wcześniej nie skakałem w Turnieju Czterech Skoczni, nawet jako przedskoczek. A to było moje dziecięce marzenie, żeby się tutaj znaleźć. W ogóle nie czuję presji. Nadal jestem bardzo młody i mam przed sobą jeszcze sporo czasu. Bardzo ciężko pracowałem, ale teraz po prostu cieszę się, że jestem w tym miejscu, w którym jestem – mówił po ostatnim z tych startów.

Stephan Embacher w Innsbrucku, w swoim debiucie w PŚ. Fot. Newspix
W nieco ponad dwa lata przeskoczył więc od Alpen Cup – nazwijmy to czwartą ligą skoków – do tej najwyższej, czyli Pucharu Świata. Od razu zapunktował. Wszedł tam bez kompleksów. Niedługo potem, w wieku 18 lat, stał się kolejnym skoczkiem, w którego zainwestować zdecydował się Red Bull i od tamtej pory skacze z logiem tej firmy na kasku, jak niegdyś Adam Małysz i Thomas Morgenstern, a dziś między innymi Ryoyu Kobayashi.
Zauważył go też szybko Gregor Schlierenzauer, niegdyś inny genialny nastolatek. Postanowił pomóc Stephanowi. Dla Embachera była to rzecz szczególna, bo nigdy nie krył, że to właśnie Schlieri jest jego idolem. I to starszy z Austriaków odezwał się w tej sytuacji do młodszego, zaoferował wsparcie. Nie na skoczni, ale w całej otoczce – radzeniu sobie z presją, kontaktach z mediami. Stephan się zgodził, więc Gregor został po części jego agentem, a po części mentorem. Gdy istnieje taka potrzeba, Stephan – i kilku innych skoczków, którym Gregor pomaga – może się zwrócić po pomoc do starszego kolegi po fachu.
Na razie to chyba działa. Bo Embacher – mimo medali Tomasiaka z igrzysk – jest zdecydowanie najlepszym nastolatkiem w świecie skoków. W Pucharze Świata na pewno pierwszym aż tak dobrym od czasu Domena Prevca i jego wystrzału sprzed lat. A że w ostatnich sezonach tak skaczący młodzi zawodnicy to rzadkość, no to wyniki Stephana robią tym większe wrażenie.
I te wśród seniorów, i te przeciwko „równym” sobie.
Dwa tytuły z rzędu
Stephan Embacher jest w wyjątkowym gronie – tylko on i Janne Ahonen wygrywali mistrzostwo świata juniorów dwa razy z rzędu. Inna sprawa, że kiedyś znacznie częstszym widokiem byli młodzi skoczkowie przechodzący szybko do rywalizacji wśród seniorów, a nawet tam wygrywający. Jeszcze inna sprawa – mistrzostwa świata juniorów dopiero niedawno zyskały dodatkowy prestiż, gdy ogłoszono, że każdy z medalistów dostanie prawo startu w Pucharze Świata. Prawo to może przejść na jego rodaka (musi być juniorem), jeśli on sam uzyska je w inny sposób.
Innymi słowy: jeśli Stephan Embacher lub Kacper Tomasiak (albo obaj) staną na podium, zapewne do PŚ wjadą dodatkowy młody Polak i Austriak. Z naszej perspektywy to znakomita sprawa. Oby tak się właśnie stało.
Embacher takie prawo wywalczył raz, bo decyzję o takim wzmocnieniu MŚJ podjęto już po jego pierwszym tytule. A ten przyszedł w Planicy, w 2024 roku. Stephan mistrzem świata został tam zresztą… trzykrotnie! Najlepszy był indywidualnie, w drużynie – tam Austriacy akurat rządzą niepodzielnie – oraz w konkursie ekip mieszanych. Generalnie pełna dominacja ze strony zaledwie 18-letniego wówczas Embachera.
Inna sprawa, że był wielkim faworytem. Ale to też był test: czy sprosta takiej roli? Czy odnajdzie się w sytuacji, w której musi, a nie tylko może? Wyszło, że się odnalazł. Tym bardziej, że na swój drugi skok – a oddawał go jako ostatni zawodnik – musiał poczekać z powodu zbyt mocnego wiatru. Do tego trener ostatecznie podjął decyzję o tym, by Stephanowi obniżyć belkę… i w sumie to dało Austriakowi złoto.
– Nie wiedziałem, że mój trener zdecyduje się na obniżenie dla mnie belki startowej, ale szczerze mówiąc było mi to trochę obojętne i aż tak bardzo mi nie przeszkodziło. Walka o złoto była naprawdę zacięta, ale jestem teraz po prostu przeszczęśliwy – mówił po konkursie (cytat za skokipolska.pl). Wygrana była jednak minimalna – z Amerykaninem Erikiem Belshawem triumfował o 0,8 punktu.
Mniej niż pół metra.
Gdy rok później bronił tytułu na skoczni w Lake Placid, znów drugi był Amerykanin. Ale inny, bo tym razem wyzwanie Embacherowi rzucił Tate Frantz. W pierwszej serii skoczyli tyle samo – 95,5 metra. Minimalnie lepszy, za sprawą not od sędziów, był reprezentant gospodarzy. Prowadził o 0,3 punktu. W drugiej serii też oddali bardzo bliskie sobie punktowo skoki. Najpierw jednak zaatakował Simon Steinberger, trzeci po pierwszym skoku, oddając próbę na 97 metrów. Embacher skoczył o metr bliżej, ale rodaka wyprzedził.
Został więc tylko Frantz. Skoczył dobrze, nawet bardzo dobrze – 98,5 metra. Tyle że mocno wiało pod narty, do tego doszły noty za styl. Efekt? Przegrana Amerykanina o… 0,4 punktu. Minimalnie, naprawdę minimalnie.
Dwa tytuły mistrza świata Embacher zdobył więc wygrywając o łącznie 1,2 punktu. Jeśli wygra i trzeci – nawet minimalnie – będzie pierwszym w historii skoczkiem, który tego dokonał.
Ale wiadomo, my mamy swojego faworyta.
Stephan i Kacper. Podobni, a inni
Dwie zupełnie różne drogi prowadziły Stephana Embachera i Kacpra Tomasiaka na te mistrzostwa. Polak – już po raz drugi w tym sezonie – ominął loty przed docelową imprezą. Austriak z kolei skakał na Kulm. I to skakał znakomicie – to on rzucił największe wyzwanie Domenowi Prevcowi, który dwukrotnie w weekend okazywał się najlepszy.
– Jestem mega szczęśliwy. Skok w pierwszej serii na ponad 240 metrów był czymś naprawdę wyjątkowym, bo niewielu zawodników może pochwalić się takim osiągnięciem. To był po prostu niesamowity weekend na Kulm. Przez cały czas świetne loty, w piątek zwycięstwo w kwalifikacjach, potem dwa drugie miejsca i czyste emocje przy fantastycznej atmosferze – mówił, cytowany przez ski-austria.at.
Embachera i Tomasiaka różni więcej rzeczy. Ale wiele też łączy.
Obaj niewiele sobie robią z presji, o czym wielokrotnie sami mówili. Po prostu mają nad nią kontrolę, niespecjalnie robi na nich wrażenie to, czego oczekują fani. Obaj też, co powtarzały osoby z ich otoczenia, są raczej nieśmiali, nie szukają przesadnie uwagi mediów. To nie ten typ osoby. Obaj także byli pilnymi uczniami. I obaj bardzo, ale to bardzo szybko się pokazali. Stephan nieco szybciej, o jakiś rok… czyli w sumie tyle, ile ich dzieli – obaj urodzili się bowiem w styczniu.
Ale przeskok Kacpra na poziom Pucharu Świata – od debiutu na jego zapleczu – był znacznie szybszy. A potem obaj poszli podobnie – punktowali w debiucie, szybko zaczęli wskakiwać do dziesiątki. Natomiast Stephan pierwsze dwa sezony był nieco oszczędzany, raz jechał na zawody, raz nie. Z wchodzeniem do drugiej serii też było różnie.
Dopiero ta zima – trzecia – okazała się przełomem. To teraz na stałe wskoczył do grona najlepszych skoczków. Na ten moment ma pięć miejsc na podium, drużynowe srebro z mistrzostw świata w lotach i przede wszystkim: złoto z konkursu duetów na igrzyskach.
Kacper Tomasiak nie ma podiów PŚ. Nie ma też złotych medali z dużych imprez, nawet drużynowych. Ma jednak coś znacznie cenniejszego – indywidualne krążki, i to dwa, z igrzysk olimpijskich. A do tego srebro w duetach. Pod tym względem wyprzedził więc Stephana, który na igrzyskach nie był od medali daleko, ale jednak trochę za czołówką – rywalizację indywidualną dwukrotnie kończył 7.

Kacper Tomasiak ze wszystkimi swoimi medalami igrzysk. Fot. Newspix
Na mistrzostwach świata juniorów na razie to on dominował. Kacper Tomasiak był tam do tej pory 4. (sensacyjnie, w 2023 roku), 26. i 8. W czwartym starcie postara się o pierwszy medal.
Najlepiej złoty. W końcu by się taki przydał.
Dla nich – dodatek. Dla innych główny cel
Na pewno wiemy, że będą to najmocniejsze mistrzostwa świata juniorów w XXI wieku – obliczył to Andrzej Żurawski, skokowy statystyk, który przyjął prostą zależność: sprawdził, ilu zawodników z punktami PŚ na koncie brało udział w danej edycji i ile tych punktów mieli. Nikt w tym stuleciu nie miał ich więcej niż Embacher. Łącznie też są to najlepsze MŚJ. Jeśli chodzi o liczbę uczestników z punktami PŚ, to już niekoniecznie.
Ale tu wracamy do tego, o czym już wspomnieliśmy – coraz mniej jest w głównym cyklu przebojowych juniorów.
Ta szóstka, która wystartuje na MŚJ w tym sezonie to: Stephan Embacher, Kacper Tomasiak, Jason Colby, Felix Trunz, Ilia Miziernych i Hektor Kapustik. Austriak, Polak, Amerykanin, Szwajcar, Kazach i Słowak. Ciekawy zestaw narodowości, ciekawa może też być rywalizacja o złote medale. Bo faworytów, owszem, jest dwóch. Ale cała ta wymieniona obok nich czwórka gotowa jest atakować z drugiego szeregu.
A i z trzeciego ktoś – przy sprzyjającym wietrze – może się znaleźć. Wtorkowe serie próbne (bez udziału Kacpra Tomasiaka) były nieco zaskakujące, ale równą formę – czyli miejsce w TOP 10 – udało się zachować Embacherowi (wygrał obie i to znacząco odlatując rywalom), Trunzowi (2. i 6.), Miziernychowi (3. i 5.), a także trzem zawodnikom rzadziej wymienianym: Lukasowi Haagenowi (Austriak, 4. i 8.), Lasse Deimelowi (Niemiec, 5. i 10.) oraz Julianowi Auingerowi (Austriak, 6. i 3.). W środę w jedynej serii treningowej nie skakał Embacher, a wygrał ją Tomasiak. Choć nie z taką przewagą.
Sami widzicie – o ile Embacher odskakuje, to za jego plecami (i, miejmy nadzieję, plecami Tomasiaka), wiele się może wydarzyć i w sumie ciekawiej może być tam. Bo mistrzostwa świata juniorów teoretycznie powinny kreować mistrzów, a czy wygra Stephan, czy Kacper… no to o nich już wiemy, jaki mają potencjał, talent i możliwości do skakania nawet na najwyższym poziomie.
Co do wielu innych skoczków – dopiero mamy się o tym przekonać. Czy jednak MŚJ w ogóle są jakimkolwiek wyznacznikiem?
Cóż, różnie z tym bywa.
Co daje podium MŚJ?
Od początku istnienia tej imprezy, czyli roku 1977, zorganizowano 47 edycji. Po medale sięgało wielu skoczków, którzy potem skakali na naprawdę solidnym poziomie, będąc mocnymi zawodnikami w Pucharze Świata. Ilu jednak sięgało po najwyższe laury? Pełna lista medalistów MŚJ z XXI wieku, którzy potem zgarniali medale najważniejszych imprez (indywidualnie) lub triumfowali w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata czy Turnieju Czterech Skoczni, wygląda następująco (pogrubione złote medale lub triumfy w klasyfikacji generalnej).
- Manuel Fettner – srebro MŚJ 2001.
Seniorskie sukcesy indywidualne: srebro IO 2022 (skocznia normalna), - Thomas Morgenstern – złoto MŚJ 2003 i srebro MŚJ 2004.
Seniorskie sukcesy indywidualne: 2x PŚ (2007/08 i 2010/11), TCS 2010/11, złoto IO 2006, złoto i srebro MŚ 2011 oraz brąz 2007, brąz MŚ w lotach 2006. - Rok Benković – srebro MŚJ 2003.
Seniorskie sukcesy indywidualne: złoto MŚ 2005. - Gregor Schlierenzauer – złoto MŚJ 2006.
Seniorskie sukcesy indywidualne: 2x PŚ (2008/09 i 2012/13), 2x TCS (2011/12 i 2012/13), 2x brązowy medal IO, złoto MŚ 2011 oraz srebro MŚ 2009, 2013 i 2015, złoto MŚ w lotach 2008 i srebro 2010. - Peter Prevc – srebro MŚJ 2010.
Seniorskie sukcesy indywidualne: PŚ 2015/16, TCS 2015/16, srebro i brąz IO 2014, srebro i brąz MŚ 2013, złoto MŚ w lotach 2016 i brąz 2014. - Stefan Kraft – srebro MŚJ 2011 i brąz MŚJ 2013.
Seniorskie sukcesy indywidualne: 3x PŚ (2016/17, 2019/20 i 2023/24), TCS 2014/15, 3x złoto MŚ (2x 2017 i 2021) oraz brąz MŚ 2015 i 2019, złoto MŚ w lotach 2024 oraz brąz 2016 i 2022. - Johann Andre Forfang – złoto MŚJ 2015.
Seniorskie sukcesy indywidualne: srebro IO 2018. - Andreas Wellinger – srebro MŚJ 2015.
Seniorskie sukcesy indywidualne: złoto i srebro IO 2018, 4x srebro MŚ (2x 2017, 2023 i 2025), srebro MŚ w lotach 2024. - Domen Prevc – srebro MŚJ 2016.
Seniorskie sukcesy indywidualne: PŚ 2025/26*, TCS 2025/26, złoto IO 2026, złoto MŚ 2025, złoto MŚ w lotach 2026. - Ryoyu Kobayashi – brąz MŚJ 2016.
Seniorskie sukcesy indywidualne: 2x PŚ (2018/19 i 2021/22), 3x TCS (2018/19, 2021/22, 2023/24), złoto i srebro IO 2022, srebro MŚ 2023 i brąz 2025. - Marius Lindvik – złoto MŚJ 2018.
Seniorskie sukcesy indywidualne: złoto IO 2022, złoto MŚ 2025, złoto MŚ w lotach 2022 i srebro 2026. - Daniel Tschofenig – złoto MŚJ 2022.
Seniorskie sukcesy indywidualne: PŚ 2024/25, TCS 2024/25.
I to wszyscy. 12 skoczków na 25 edycji tej imprezy w tym stuleciu, a więc potencjalnie 75 medalistów (realna liczba jest niższa, bo część stawała na podium kilkukrotnie). Skuteczność… w sumie niezła, choć Benković to tu ewenement i skoczek jednego wystrzału. Podobnie Forfang, ale ten wielokrotnie był mocną stroną norweskiej drużyny – dokładnie tak jak Fettner w austriackiej. Wielkich mistrzów też się tu jednak kilku znajdzie – to Morgenstern, Schlierenzauer, obaj Prevcowie, Kraft czy Kobayashi. A aspirują do tego miana Lindvik i Tschofenig.
Kogo jednak na liście nie ma? Na przykład Kamila Stocha, Piotra Żyły czy Dawida Kubackiego (na pudle w MŚJ znaleźli się za to: Mateusz Rutkowski, Maciej Kot, Aleksander Zniszczoł, Klemens Murańka, Jakub Wolny i Jan Habdas). Nigdy na podium MŚJ nie stał też indywidualnie Halvor Egner Granerud, dwukrotny zdobywca Kryształowej Kuli. Nie zrobili tego też – patrząc na triumfatorów PŚ w XXI wieku – Adam Małysz, Jakub Janda, Simon Ammann, Anders Bardal i Severin Freund.
Tak więc: czy podium na MŚJ coś znaczy? Tak, na pewno daje możliwości i zwraca na ciebie uwagę. Pokazuje też, że masz talent. Ale finalnie więcej jest medalistów tej imprezy, którzy się nie przebili, niż tych, którzy to zrobili. Tegoroczna edycja jest jednak – jako się rzekło – wyjątkowa. Bo o tytuł mają przede wszystkim walczyć dwaj, którzy już to „przebicie” zanotowali… choć Stephan Embacher indywidualnego medalu wielkiej imprezy jeszcze nie ma. A Kacper Tomasiak tak.
Niemniej: dopiero za ich plecami walczyć o kolejne lokaty ma cała rzesza młodych i być może gniewnych. A także żądnych sukcesów.
Konkurs indywidualny na MŚ juniorów w Lillehammer dziś, 5 marca o 16:45.
SEBASTIAN WARZECHA
Fot. Newspix
Czytaj więcej na Weszło:
- Drugi po Szewińskiej. Kacper Tomasiak przeszedł do historii
- Polskie skoki odżyły. Tydzień Kacpra Tomasiaka
- Kacper Tomasiak nie kłania się przewidywaniom. I dobrze [KOMENTARZ]
- Fenomenalny junior. Kim jest Kacper Tomasiak?