Uzbierali na trybunę, chcą awansu. „Mieliśmy uśpionych kibiców”

Patryk Idasiak

22 lutego 2026, 08:02 • 8 min czytania 8

Uzbierali na trybunę, chcą awansu. „Mieliśmy uśpionych kibiców”

Kiedy Warta Poznań rozpoczęła zbiórkę na Zieloną Trybunę, mogło to wyglądać trochę jak desperacja. W klubie zastanawiali się w ogóle, czy wypada wyciągać w ten sposób rękę po pieniądze. Ale za inspirację posłużył ciężko chory kibic, który zażyczył sobie, by w trakcie jego pogrzebu przeprowadzić zbiórkę na Wartę. Za chwilę Zieloni będą mieli w swoim „Ogródku” nie 900 miejsc, tylko 1750. Wszystko dzięki hojności fanów. 

Reklama

Przez 15 kolejek z rzędu byli niepokonani. Ich masz w górę tabeli zakończył się aż na drugim miejscu. Wiosną będą zaciekle go bronić, ponieważ oznacza ono bezpośredni awans. Celem Warty Poznań jest powrót na poziom Betclic 1. Ligi. Zespół w „Ogródku” odżył. Paradoks jest taki, że spadek pomógł oczyścić atmosferę i podjąć pewne decyzje.

Nie wiadomo bowiem, gdzie grałaby Warta w pierwszej lidze, gdyby się utrzymała. W drugiej mogła za to znów zaprosić swoich kibiców na mecze do Poznania. Tych będzie niedługo jeszcze więcej, bo udało się uzbierać 350 tysięcy złotych na Zieloną Trybunę, a zbiórka spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem. Fani cieszą się po prostu, że Warta wróciła do Poznania i nie chcą już, by grała w Grodzisku Wielkopolskim. Lepiej sprzedają się też klubowe koszulki i gadżety.

Reklama

Warta Poznań powoli zaczyna się odradzać i jest jednym z faworytów do awansu.

Tabela rozgrywek dostarczona przez Superscore

Warta spadła na dno

Cofnijmy się o kilka miesięcy. Załóżmy, że Warta Poznań utrzymuje się psim swędem w Betclic 1. Lidze. Jest początkowa euforia, radość, ale potem… trzeba przejść do szarej rzeczywistości. A już przed sezonem 2024/25 na specjalnie zwołanej konferencji prasowej właściciel ”Zielonych” Bartłomiej Farjaszewski zapowiedział, że jeżeli nie dojdzie do kompromisu, Warta nie przystąpi do rozgrywek 1. ligi. Grzmiał wówczas:

Jedyna przyszłość, jaka czeka Wartę Poznań jest w Poznaniu. Warta Poznań jest klubem poznańskim i tylko tutaj jest jej miejsce. Nie ma alternatywy innej, niż sam Poznań. Ja sobie tego nie wyobrażam. Ostatnio Karol Klimczak proponował, że może załatwić, by Warta dalej grała w Grodzisku Wielkopolskim. Warta może grać wyłącznie w Poznaniu. Nie ma innej opcji. Żaden Grodzisk nie wchodzi w grę. Jeśli nie dojdzie do porozumienia ws. gry przy Bułgarskiej, nie przystąpimy do rozgrywek 1. ligi.

Grodzisk jednak po raz kolejny musiał wejść w grę. A skoro Warta nie wróciła do Poznania, to przestawała coraz bardziej obchodzić kibiców. Kiedy pojawiły się fatalne wyniki, została już nawet przez mainstream zapomniana. Za każdy mecz w Grodzisku musiała płacić karę w wysokości 10 tysięcy złotych.

Warta dogorywała w pierwszej lidze. Zaliczyła czysto sportowo kompromitujący sezon. Nie pomogła rewolucja w zespole, bo wymieniony został praktycznie cały – trochę bez ładu i składu. Piłkarze wyglądali bardziej jak najemnicy, źle się ten zespół oglądało i na niego patrzyło.

Trener Piotr Jacek okazał się pośmiewiskiem nieprzystającym do poziomu pierwszoligowego. Wytrzymał sześć spotkań i z bilansem 1-1-4 poleciał ze stanowiska. Potem zwolniony został też Piotr Klepczarek. Trzecim trenerem był Ryszard Tarasiewicz. To on przypieczętował degradację, mając bilans 1-1-8. Warta w pewnym momencie nie wygrała 15 meczów z rzędu.

Znowu spadła z ligi. Sezon po sezonie.

Spadek paradoksalnie pomógł klubowi

Nie wiadomo, gdzie grałaby dzisiaj, gdyby się utrzymała. Teoretycznie nie mogłaby w Grodzisku Wielkopolskim. A tak, mogła wrócić na swój dawny „Ogródek” przy Drodze Dębińskiej. Na pewno zniknął cały problem logistyczny, zastępczy.

Z jednej strony nie wypada tego mówić, ale to powiem. Wiadomo, że nikt się ze spadku nie cieszył u nas i nikt do niego nie dążył. Bo to przecież strata wielkich pieniędzy z praw telewizyjnych itp. Nie powiem więc, że to tak całkowicie jednoznacznie dobre, ale widać, że dzięki temu dużo rzeczy się poukładało. Nie wiem, czy byśmy wrócili do Poznania, bo to jest tylko gdybanie. Ten spadek na pewno obniżył koszty funkcjonowania klubu – mówi nasz rozmówca, Piotr Komorowski, rzecznik prasowy Warty Poznań i zgadza się z tezą, że spadek paradoksalnie pomógł Warcie.

Właściciel na start kupił nową trybunę na 900 osób i zaplecze kontenerowe. Żeby grać w pierwszej lidze, potrzebnych jest 2000 miejsc. W drugiej tyle wymaganych nie jest. Takie komunikaty, jak ten poniżej, to jednak norma. Sold out i brak biletów.

Klub wyprzedaje komplet (700), a kibice „odbijają się od bramki”. Dlatego w październiku Warta Poznań rozpoczęła zbiórkę na Zieloną Trybunę, by liczbę fanów podwoić, ale też, by organizacyjnie być bliżej pierwszej ligi.

Nie mieliśmy poczucia, żeby to był akt desperacji. Bardzo długo się wzbranialiśmy przed takimi działaniami. Takie myśli o crowdfundingu krążyły już nawet sezon temu. Założyliśmy, że nawet uzbieranie 60% kwoty będzie wielkim sukcesem. Mieliśmy uśpionych kibiców. To jest taka rzecz, z której nie zdawaliśmy sobie sprawy, grając przez pięć lat w Grodzisku Wielkopolskim. Tak naprawdę nie wiedzieliśmy, ilu realnie jest fanów Warty – tłumaczy Komorowski.

Inspiracja do zbiórki była taka, że był sobie pewien kibic, pan Paweł, ciężko chory. Wiedział, że nie dożyje do końca rundy albo, że jest takie bardzo duże prawdopodobieństwo. Mimo to zakupił karnet na całą rundę i zażyczył sobie, żeby na jego pogrzebie była przeprowadzona zbiórka na Wartę. Ta rodzina rzeczywiście to zrobiła… To nam dało siły, odpaliło nas. Pan nie chciał zbierać na trybunę, ale kurczę… my się tu zastanawiamy, czy w ogóle wypada wyciągać rękę po pieniądze, a to nam pokazało, że ludzie autentycznie chcą nam pomóc i być z nami. To nas popchnęło do zbiórki – dodaje nasz rozmówca.

W jaki sposób najlepiej pokazać, że na stadionie brakuje miejsc? Kierowniczka social mediów Wiktoria Nowak wymyśliła to kreatywnie. Kibice z różnego pokolenia, zawodnicy z pierwszej drużyny, akademii Warty, sekcji ampfutbolowych przynosili krzesełka, symbolizujące wyprzedane już miejsca. Warta ma ich dostępnych tylko 700, a 200 dodatkowych przysługuje gościom. Często wejściówki rozchodzą się więc w jeden dzień.

Punkt wyjścia jest taki, że kibice często pytali nas, czy oni mogą przychodzić ze swoimi krzesłami, bo tam jest przecież wolny podest. Tych miejsc jest tak mało, że ludzie z krzesełkami sadzają się za płotem, bo mamy taki płot dookoła i przez niego wszystko widać. Sami nazywamy to czeską trybuną. Jest to taka trochę metafora czy symbol, ale właśnie to posłużyło za inspirację – opowiada Piotr Komorowski.

Każdy z wspierających otrzyma z tego tytułu jakąś pamiątkę:

  • 20 zł – imię, firma, pseudonim na oficjalnej liście sponsorów
  • 50 zł – film z podziękowaniami od Warty Poznań
  • 70 zł – miejsce na tablicy sponsorów na stadionie przy Drodze Dębińskiej
  • 100 zł – spersonalizowana grafika z podziękowaniem i numerem sponsora
  • 300 zł – limitowana koszulka „Zielona Trybuna”
  • 500 zł – oryginalna koszulka z podpisami piłkarzy Warty
  • 1000 zł – imię lub nazwa firmy na krzesełku na Zielonej Trybunie

Warta uzbierała 260 tysięcy na 350 tysięcy zakładanych. Niektórzy wpłacali po kilka razy, dorzucali się także fani innych klubów – Lecha, Pogoni, Zawiszy. Pojawiły się nawet wpłaty zagraniczne, w tym 30 tysięcy od partnera ze Stanów Zjednoczonych. Co ciekawe, pomoc zaoferowała także… Odra Opole, publikując apel i całą tę akcję na swoich własnych kanałach. Odwdzięczyła się tym samym Warcie, która pomogła temu klubowi spontaniczna zrzutką w czasie powodzi.

W ostatniej chwili, rzutem na taśmę firma Mikstol dorzuciła brakującą sumę i trafi na koszulkę Warty jeszcze w tym sezonie. Pieniędzy jest nawet więcej, dzięki czemu krzesełek także zostanie zamontowanych więcej, niż pierwotnie zakładano. Dokładnie o 130. Zielona Trybuna będzie miała 856 miejsc. Po zakończeniu zbiórki została od razu zamówiona. Firma, która to realizuje, obiecuje, że uda się sprawę załatwić w 8-10 tygodni.

W zasadzie nie mieliśmy negatywnych głosów. My bardzo się tego obawialiśmy, że będzie być może taka narracja, że wyciągają ręce po kasę, że nie potrafią sobie poradzić, że zadłużeni i jeszcze chcą pieniądze, a nic takiego nie miało miejsca, oprócz jakichś pojedynczych komentarzy. Podobnie kiedy ogłosiliśmy Mikstol, to znów obawialiśmy się komentarzy, że powinni dać więcej albo, że niedostatecznie dziękujemy kibicom. A było wręcz przeciwnie – od dzisiaj tankujemy na Mikstol, dzięki Mikstol. 

Warta już myśli o pierwszej lidze

Warta wróciła do domu, a kibice, którzy nie mieli możliwości jeżdżenia na jej mecze do Grodziska Wielkopolskiego, zyskali teraz dodatkową motywację do wspierania swoich ulubieńców. – Bardzo rozczulające były takie obrazki, kiedy przychodzili tacy starsi panowie po siedemdziesiątce, osiemdziesiątce i mówili, że nie znają się na Internecie, nie potrafią przelać, ale tu z kieszeni wyjmują stówę czy dwie, że oni też chcieliby się dorzucić – opowiada rzecznik Warty.

W połowie kwietnia frekwencja na meczach Warty Poznań zwiększy się o 100%. A to będą prawdopodobnie najważniejsze spotkania o awans – z Sandecją w drugim tygodniu maja i z Resovią w ostatniej kolejce.

Z najważniejszych rzeczy, brakuje nam jeszcze podgrzewanej murawy, ale Miasto powiedziało, że ją nam zrobi oraz trybuny na jeszcze dodatkowe 250 miejsc, żeby było 2000. Nie będziemy już kombinować z Komisją Licencyjną – ocenia braki Komorowski.

Warta ma nadzieję, że w przypadku awansu dalszej pomocy udzieli Miasto Poznań. Najpierw jednak trzeba wykonać swoją robotę na boisku, a o to muszą zadbać Marcel Stefaniak, Marcel Zylla, Filip Waluś czy Leo Przybylak pod wodzą trenera Macieja Tokarczyka.

CZYTAJ WIĘCEJ O DRUGIEJ LIDZE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

8 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Niższe ligi

Reklama
Reklama