Piłkarzu, nie ciesz się z wygranej. Wkurza to Podolińskiego!

Paweł Paczul

16 lutego 2026, 17:04 • 3 min czytania 45

Piłkarzu, nie ciesz się z wygranej. Wkurza to Podolińskiego!

Dużo trudniej być radosnym zimą niż latem, bo z czego tu się cieszyć, że wiecznie piździ, jest ślisko, szaro i ponuro, niemniej nie odbierajmy ludziom radości o jakiejkolwiek porze roku. W lutym mimo wszystko też może być okej, na przykład jeśli jesteś piłkarzem i wygrałeś mecz. Dlatego mamy apel do Roberta Podolińskiego, niech będzie on parafrazą Jana Marszałka z Miodowych Lat: Panie Robercie, stop!

Reklama

Podoliński powiedział bowiem w Kanale Sportowym tak: – Jestem dużym przeciwnikiem, żeby w ten sposób wyrażać swoją radość. Irytuje mnie to. Przybijasz piątkę i idziesz do szatni, tyle. Przyjeżdżasz na moje boisko i nie dość, że wygrałeś, to jeszcze nasikałeś mi na trawnik.

A wszystko przez tych nikczemnych piłkarzy Korony, którzy „nie dość, że wygrali”, to jeszcze mieli śmiałość się z tej wygranej cieszyć. Wydawało się jeszcze do piątku, że wygrywa się między innymi po to, żeby się z tego cieszyć, ale przez weekend polska piłka najwyraźniej przeszła transformację i wygrywasz po to, by się smucić.

Reklama

Jeszcze gdyby piłkarze Korony przesadzali, prowokowali, krzyczeli do rywali „a wy co, kasztany, my mamy trzy punkty”, można by Podolińskiego – jako tako – zrozumieć. Ale nie, nie wydarzyło się przy tej okazji nic innego, czego nie widzieliśmy już wcześniej na setkach stadionów. Tymczasem to i tak ekspertowi przeszkadza.

To może jego apel o przybijaniu piątek też jest przesadą? W końcu jest to jakieś wyrażanie emocji. Pozytywnych emocji. A niepotrzebnie, niepotrzebnie…

Podoliński mówi też: – Mnie to strasznie irytuje w meczach dzieci. Że wchodzą do kółeczka i śpiewają „tak się bawi, tak się bawi”. (…) Mi się to nie podoba. Mnie to irytuje i mam prawo do swojego zdania.

Nieironicznie to jest wrażliwość społeczna, o którą akurat Podolińskiego trudno było podejrzewać, bo mu raczej światopoglądowo bliżej do prawa niż lewa. A tutaj proszę – nie cieszcie się, dzieci, przecież tamtym może być przykro. To już tylko krok od kończenia meczu przy 3:0, no bo bez przesady, nie ma co się znęcać, a potem kolejny krok i granie wszystkich spotkań w ogóle bez wyniku, żeby tylko kogoś nie urazić.

Na końcu spotkania ewentualnie pieczątki dla uczestników – słoneczko jak zagrałeś dobrze, słoneczko za chmurką jak zagrałeś trochę gorzej. I tyle. Księżyc nie wchodzi w grę, gdyż księżyc to noc, a noc to ciemność, no a ciemność to już potwory i niebezpieczeństwo, po co straszyć i wprowadzać dyskomfort u kogokolwiek, gdziekolwiek.

Niezwykłe są te opowieści Podolińskiego, naprawdę. Tym bardziej że kiedyś widzieliśmy takie sceny z jego udziałem:

No, ale coś się od tego czasu zmieniło – mianowicie Podoliński przestał wygrywać jako trener. A skoro tak, niech inni – jak już muszą wygrywać – to niech się chociaż nie cieszą…

CZYTAJ WIĘCEJ O WYDARZENIACH W RADOMIU:

 

45 komentarzy
Paweł Paczul

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Reklama