Real jeszcze żyje, jeszcze się trzyma. Co to jednak za życie i co za trzymanie? Królewscy dzisiejszą wygraną dali sobie nadzieję na to, że coś dobrego może im się jeszcze w tym sezonie przytrafić, ale mimo kompletu punktów wielkiej fety na Bernabeu nie było. Ot, kolejny dzień w biurze.
Choć parę momentów niepewności Alvaro Arbeloa i jego podopieczni musieli dziś przeżyć. Już na samym początku meczu ładnie ruszył prawym skrzydłem Angel Perez, który znikąd wpadł w pole karne i narobił rabanu. Sam nie strzelał, zdecydował się wystawiać do Lucasa Boye, lecz ten nie był w stanie zamienić już tej akcji na gola. Real, jakby nie patrzeć, miał odrobinę szczęścia.
Zamiast straty już od samiutkiego początku spotkania, mieli Królewscy czas, na ułożenie meczu pod siebie. Skorzystali z niego (prawie) modelowo.
Real – Alaves 2:1. Wygrana niskim kosztem
Trudno było dziwić się przewadze faworyzowanych gospodarzy. Piłka większość czasu znajdowała się w ich posiadaniu, więc i groźnych akcji, i strzałów Los Blancos zanotowali więcej od rywali. Real prowadził grę, Alaves grało długimi fragmentami tak, jak mu zagrał. Z małymi wyjątkami, bo parę razy straszyli Łunina Martinez czy wspominany już Boye.
Ale jako się rzekło – przez większość meczu były to jednak wyjątki.
W trzydziestej minucie spadł na gości pierwszy cios, w dodatku trochę zaskakujący. Real już w fazie wchodzenia na odpowiednie obroty zdołał pokonać Siverę dzięki próbie Mbappe. Francuz mocno strzelił zza pola karnego, obił jednego z rywali, a rykoszet zmylił bramkarza i dał Królewskim prowadzenie.
Real prowadzi po golu Kyliana Mbappe! Rykoszet nieco pomógł Francuzowi przełamać ostatnią niemoc strzelecką ⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/oaWccXN4sK pic.twitter.com/iqCxpN6ET3
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 21, 2026
Maleńką chwilę później blisko było dubletu Mbappe – tym razem wszystko wyglądało nawet dużo groźniej, ale na wysokości zadania stanął Sivera, który odbił mocny strzał w okolice środka własnej bramki.
Do przerwy mieliśmy zatem skromne 1:0, choć rzutem na taśmę wynik próbowały zmienić jeszcze oba zespoły.
Najpierw Militao. Brazylijczyk dostał piłę za plecy, ale uderzył całkiem nieźle. Pokraczną podcinką kompletnie zmylił… właściwie każdego. Piłka ostatecznie zatańczyła na poprzeczce, a stoper Realu nabawił się jakiegoś urazu i musiał opuścić boisko. Później tuż przed gwizdkiem wysyłającym wszystkich na kwadrans do szatni próbował Martinez, który obił słupek. Ktoś tam jeszcze po chwili strzelał ponownie, lecz Łunin był na wszystko gotowy. A wynik nie uległ zmianie.
Real doczekał do końca meczu. Gola stracił, ale nie drżał o wynik
Zmianie uległy natomiast strony zajmowane przez oba zespoły na boisku. Plan gry był jednak taki sam – to Real decydował, co może się zadziać na stadionie w Madrycie. Drugą część spotkania gospodarze szybko ustawili pod siebie za sprawą Viniciusa. Brazylijczyk nie potrzebował pomocy rywala, po prostu pięknie przymierzył blisko słupka, a Sivera, choć wyciągał się jak struna, do piłki nie doleciał.
VINIIIIIII! CO ZA GOL BRAZYLIJCZYKA 🔥
📺 Oglądaj mecz Realu w CANAL+: https://t.co/oaWccXN4sK pic.twitter.com/V6SHTmMuD7
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 21, 2026
Wtedy mieliśmy już w sumie po meczu. Goście parę razy spróbowali, kilkukrotnie testowali czujność Łunina, zabrali gospodarzom piłkę, momentami przejmowali inicjatywę. Czy jednak mieli potencjał, by wygrać? Można wątpić. Dało się zresztą wyczuć, że ewentualne trafienie kontaktowe Alaves zmusiłoby Real do wytężonej pracy w końcówce i spotkałoby się z rychłą odpowiedzią. Bo Real cały czas kreował sobie jakieś szanse i w razie potrzeby byłby spokojnie zdolny dokręcić rywalom śrubę.
Tyle że nie musiał. Na nic najróżniejsze strachy:
- słupek,
- bomba z dystansu,
- inna bomba z dystansu,
- dośrodkowanie z rożnego, które przeleciało przez pole bramkowe Królewskich,
- potencjalny karny po głupim zagraniu Ruedigera.
Wszystko to i groźne, i niegroźne zarazem. Nikt nie przejął się nawet specjalnie strzelonym w doliczonym czasie gry golem Martineza, bo ten nie miał szans wpłynąć już na ustalony wcześniej podział punktów.
Real ewidentnie dojechać chciał do mety na co najwyżej drugim biegu i plan zrealizował.
Real Madryt – Deportivo Alaves 2:1 (1:0)
- 1:0 – Mbappe 30′
- 2:0 – Vinicius 50′
- 2:1 – Martinez 90’+3
CZYTAJ WIĘCEJ O ZAGRANICZNEJ PIŁCE NA WESZŁO:
- Cudu nie było. Leicester City spadło do League One
- Bardzo wysokie loty Mew. Nieosiągalne dla Chelsea
- Koledzy z pomocy uratowali Zielińskiego. Inter w finale!