Ziółkowski wskazał przełomową chwilę. „Moment zwrotny dla psychiki”

Maciej Bartkowiak

Opracowanie:Maciej Bartkowiak

14 lutego 2026, 19:14 • 5 min czytania 1

Ziółkowski wskazał przełomową chwilę. „Moment zwrotny dla psychiki”

Na łamach „Piłki Nożnej” Jan Ziółkowski podsumował 2025 rok w swoim wykonaniu. Stwierdził, że przełomem było dla niego starcie na szczycie w pucharze. Wybrał również swoje najważniejsze jak dotąd momenty w Romie.

Reklama

Ziółkowski wskazał na punkt przełomowy

W rozmowie z Pawłem Gołaszewskim z „Piłki Nożnej” Jan Ziółkowski podsumował 2025 rok w swoim wykonaniu. W jego trakcie przeniósł się z Legii Warszawa do Romy. Fabrizio Romano informował wtedy, że Giallorossi zapłacili za 20-letniego stopera 6,6 mln euro. Wobec tego droższe były tylko transfery Radosława Majeckiego do Monaco zimą 2020 roku oraz Ernesta Muciego do Besiktasu cztery lata później.

Ci, którzy dłużej mnie znają, wiedzieli, że jeśli dostanę poważniejszą szansę to odpalę, ale na pewno rok 2025 był przełomowy w moim życiu. To był pewien przeskok dla mnie. Wywalczyłem miejsce w składzie Legii i grałem regularnie, zapracowałem na transfer do tak wielkiego klubu jak Roma i jeszcze zadebiutowałem w dorosłej reprezentacji Polski. To był rok, który zmienił moje życie.

Reklama

W pierwszym zespole Legii Ziółkowski zadebiutował w maju 2024 roku i do końcówki sierpnia 2025 roku, gdy odszedł do Romy, uzbierał w nim 40 występów. W maju 2025 roku zdobył z Legią Puchar Polski, a w drodze na Stadion Narodowy wyeliminował z kolegami w 1/4 finału Jagiellonię. Legioniści wygrali przy Łazienkowskiej 3:1 i to Ziółkowski strzelił wyrównującego gola. Była to jego pierwsza bramka w seniorach Legii. To właśnie pucharowe starcie z ówczesnym mistrzem Polski stoper Giallorossich wskazał jako przełomowy dla siebie punkt.

To był moment zwrotny dla mojej psychiki. Wcześniej grywałem głównie w mniej istotnych meczach. W końcu dostałem szansę w spotkaniu, które być może zdecydowało o tym, że zagraliśmy z Legią w eliminacjach Ligi Konferencji. Dałem radę, grałem przeciwko Afimico Pululu, który ma uznaną markę w Ekstraklasie, wygraliśmy, awansowaliśmy, ja strzeliłem gola.

2025 rok Ziółkowski kończył 90 minutami w Serie A, a zaczął spędzeniem na ławce meczu z Koroną. Okazuje się jednak, że gdyby nie choroba zapewne zagrałby w podstawie, więc zestawienie tych konkretnych momentów do zobrazowania progresu, jaki zaliczył, jest nieco naciągane.

Widziałem porównania, że 2025 rok zaczynałem jako rezerwowy Legii, a kończyłem jako podstawowy piłkarz Romy, ale to nie do końca tak było. W tym wspomnianym meczu z Koroną miałem anginę i gdyby nie problemy zdrowotne to pewnie bym wyszedł w pierwszym składzie. Dlatego ta narracja była trochę nagięta.

Podsumował dotychczasowy pobyt w Romie

Ziółkowski również „nie traktuje jako filmu science-fiction” tego, że na początku lutego 2025 roku wchodził z ławki w meczu z Piastem, a teraz na liczniku ma kilkanaście występów w seniorskim zespole Romy.

Znam siebie, swoje możliwości i wiedziałem, że jeśli będę ciężko pracował, regularnie grał, to zostanie to docenione. Wiem, jaki mam potencjał, na co mnie stać. Umiejętności, trochę szczęścia i ciężka praca – wszystko złożyło się w całość. Choć momentami było to szczęście w nieszczęściu. Pojawiły się kartki, jakieś urazy kolegów z drużyny i nagle wskakujesz, dostajesz szansę, którą musisz wykorzystać. Nikomu przecież nie życzę kontuzji, ale w sporcie są one normalne, dlatego z takich chwil trzeba czerpać. W życiu potrzebne jest trochę szczęścia, choćby kilka czy kilkanaście procent, ale najważniejsze, by zaprezentować się w tej sytuacji jak najlepiej.

Poproszony o wskazanie przełomowego momentu w Italii wybrał grudniowy mecz z Juventusem, gdy pierwszy raz w Romie zagrał od deski do deski. Zastępował wtedy Evana Ndickę, który poleciał do Maroka reprezentować Wybrzeże Kości Słoniowej w Pucharze Narodów Afryki.

We Włoszech debiut z Hellasem był ważny, ale meczem, który miał duży ciężar gatunkowy, było starcie z Juventusem. Bardzo trudny rywal, świetni napastnicy po drugiej stronie, a ja zagrałem 90 minut. Przegraliśmy 1:2, choć mogliśmy wycisnąć z tego spotkania więcej.

Dopytany o swój najlepszy jak dotąd występ w Giallorossich wyróżnił starcie z Juventusem, ale uważa, że najlepiej zaprezentował się tydzień później przeciwko Genoi. W meczu z drużyną Daniele De Rossiego, legendą Romy, zaliczył kluczowe podanie przed bramką rzymian na 1:0.

Nieźle było z Interem, przyzwoicie z Juventusem, choć przy drugim golu powinienem się lepiej zachować. Najlepiej chyba zagrałem z Genoą. Dobrze się czułem na boisku, wygrywałem pojedynki, nie popełniałem zbyt wielu błędów.

Równo miesiąc później Ziółkowski strzelił premierowego gola w koszulce Romy. Trafił do siatki w meczu Ligi Europy z Panathinaikosem. Jego zespół zremisował 1:1, a punkt ten przełożył się na zajęcie przez Giallorossich miejsca premiowanego bezpośrednim awansem do 1/8.

To zawsze jest szczególny moment i nie ma co ukrywać, że bardzo cieszy. To był szczególny mecz, szybko straciliśmy Gianlukę [Manciniego] i musieliśmy sobie radzić w dziesiątkę. To spowodowało, że w kilku akcjach w końcowej fazie meczu grałem bardzo wysoko i udało się pomóc drużynie golem. Świetne uczucie, co tu wiele mówić.

W Atenach 20-latek zaliczył ostatni jak dotąd występ. Od tego czasu Roma zagrała w lidze z Udinese i Cagliari, ale Polak przesiedział te mecze na ławce. Najbliższy mecz jego zespół rozegra w niedzielę 15 lutego o 20:45. W hicie 25. kolejki Serie A podopieczni Gian Piero Gasperiniego zmierzą się na wyjeździe z mistrzem Włoch, Napoli.

CZYTAJ WIĘCEJ O POLSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:

fot. 400mm.pl

1 komentarz
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama
Reklama