Polskie Predazzo. Włoskie skocznie są najlepszymi przyjaciółmi Polaków

Sebastian Warzecha

14 lutego 2026, 13:01 • 8 min czytania 3

Polskie Predazzo. Włoskie skocznie są najlepszymi przyjaciółmi Polaków

Z ziemi włoskiej do Polski nasi skoczkowie wracają zwykle zadowoleni. Skocznie w Predazzo są bowiem dla nich niezwykle przyjazne – na tyle, że trudno wskazać inne, na których skakałoby się im aż tak dobrze. To tam sukcesy odnosili i Adam Małysz, i Kamil Stoch, i Dawid Kubacki. A ostatnio – Kacper Tomasiak. Nie ma drugich takich obiektów. Przynajmniej w XXI wieku. Czy dziś też dadzą nam sukcesy?

Reklama

Predazzo. Skocznie ukochane przez Polaków

15 konkursów. Tyle odbyło się w Predazzo w XXI wieku. To zakres czasowy, jaki obraliśmy. Dlaczego? Z prostego powodu – na starcie obecnego stulecia zaczęła się dominacja Adama Małysza i najlepsze czasy polskich skoków w całej ich historii. Do tego – jakby nie było – to już ćwierć wieku skakania. Próbka i tak jest duża, zdecydowanie wystarczająca.

Reklama

Tak więc 15 konkursów (biorąc pod uwagę PŚ, MŚ oraz IO, sprawdzaliśmy też MŚ w lotach, ale ostatecznie żaden mamut się tu nie znalazł). W 11 z nich Polacy stali na podium. To fantastyczny wynik i dowód na to, że z jakiegoś powodu skacze nam się na włoskich skoczniach świetnie. No właśnie, skoczniach. Na potrzeby tego tekstu – oraz wyliczeń z nim związanych – przyjęliśmy jedną zasadę: skocznię normalną i dużą znajdującą się w tym samym miejscu traktujemy jako jedno.

Dlaczego? Bo na normalnych skacze się aktualnie mało, głównie przy okazji wielkich imprez. Gdyby więc rozbijać to wszystko na poszczególne obiekty, to w sporej mierze „zakłóciłoby” wyniki. Efekt byłby wtedy niekoniecznie zgodny z prawdą… choć wiadomo, że i tu można by mieć zastrzeżenia – bo przecież Kamil Stoch mówił na przykład, że skocznia normalna we Włoszech zawsze leżała mu mniej niż ta duża.

Bo to różne obiekty. Ale jednak leżące w tym samym miejscu i – zazwyczaj – jeśli już skacze się na obu, to przy okazji jednej i tej samej imprezy. Stąd ten wybór.

Jak więc wypadają Polacy na skoczniach w Predazzo w porównaniu do innych obiektów?

Nie tylko Kacper Tomasiak

Stadio del salto Giuseppe Dal Ben tak nazywa się kompleks skoczni we włoskiej gminie. Gminie, nie miejscowości, bo tak właściwie to wszystkie te obiekty leżą w osadzie o nazwie Stalimen. A czasem mówi się jeszcze o Val di Fiemme, od nazwy doliny, w której zostały wybudowane. Nieco to skomplikowane? Może i tak, więc uprośćmy, pisząc, że dla nas może się on nazywać: „Medaglie polacche”.

Polskie medale.

Bo Predazzo to miejsce, które nieodmiennie wiąże się z najpiękniejszymi wspomnieniami polskich fanów. Skocznie we Włoszech co prawda rzadko pojawiają się we współczesnym kalendarzu Pucharu Świata, ale igrzyska olimpijskie 2026 są trzecią wielką imprezą w tym stuleciu, w czasie której rywalizuje się właśnie na nich. Co je łączy?

W czasie każdej z nich medal zdobywał Polak. Jak na razie – za każdym razem inny.

Wiadomo, igrzyska to srebro Kacpra Tomasiaka. Na skoczni normalnej młody Polak poskakał fenomenalnie (swoją drogą jego skok na 107 metrów to – ex aequo z próbą Gregora Deschwandena – rekord obiektu po modernizacji skoczni), a lepszy okazał się tylko Philipp Raimund. W ten sposób Kacper kontynuował piękną biało-czerwoną historię, która łączy nas z obiektami we włoskiej gminie.

CZYTAJ TEŻ: KACPER TOMASIAK JAK GŁAZ. NIE DO RUSZENIA

W Predazzo bowiem trzykrotnie odbyły się wcześniej mistrzostwa świata – w 1991, 2003 i 2013 roku. W latach 90., wiadomo, nasze skoki przeżywały wielki kryzys i Polaków na MŚ nawet nie było. Ciekawostką jest fakt, że dwa złota – na skoczni normalnej oraz drużynowo – zdobył wtedy Heinz Kuttin, późniejszy uznany trener – w tym kadry Polski.

Nas jednak interesują te dwie edycje mistrzostw z XXI wieku.

Tak więc rok 2003 to wielkie sukcesy Adama Małysza, który okazał się najlepszy na obu skoczniach: dużej i normalnej. To te konkursy, w których „sam sobie to wyrwał” i ten, gdy „nie mógł tego skoczyć Hautamaeki”, ale Włodzimierz Szaranowicz postanowił „poczekać i przeprosić państwa”. Przepraszać jednak nie musiał, bo Fin faktycznie tego nie skoczył, a Małysz z obu skoczni wyjechał z ich rekordami – wynosiły one odpowiednio 107,5 oraz 136 metrów.

Dekadę później na te same obiekty z wielkimi nadziejami przyjechał Kamil Stoch. Na skoczni normalnej mu się nie powiodło. Ale na dużej był już najlepszy – wygrał pewnie, o 6 punktów wyprzedzając drugiego Petera Prevca. Predazzo dało nam więc już trzecie złoto mistrzostw świata… i wcale na tym nie skończyło. Bo to właśnie tam – po sporym zamieszaniu związanym ze złym przeliczeniem bonifikaty za belkę dla Andersa Bardala, na które zwrócił uwagę Thomas Morgenstern – Polacy (w składzie Kamil Stoch, Maciej Kot, Dawid Kubacki i Piotr Żyła) po raz pierwszy stanęli na podium wielkiej imprezy w konkursie drużynowym.

Kawał historii polskich skoków to Predazzo, co nie?

Najbardziej polskie skocznie

Jak pokazał przykład Kacpra Tomasiaka – jest to historia wciąż zapisywana, nawet jeśli we Włoszech skacze się aktualnie rzadko. Bo Puchar Świata wita w Val di Fiemme raz na czas. Był tam w sezonie 2001/02, potem 2007/08, a później dopiero w ramach próby przed mistrzostwami świata – w 2011/12. Potem trzeba było czekać do sezonu 2018/19 i kolejnego.

I wiecie co? Niemal za każdym razem Polacy ogarniali temat. Tak wygląda bowiem lista konkursów na skoczniach w Val di Fiemme w XXI wieku.

  • PŚ 2001/02: dublet Adama Małysza.
  • MŚ 2003: dublet Adama Małysza.
  • PŚ 2007/08: bez polskiego podium.
  • PŚ 2011/12: jedna wygrana Kamila Stocha.
  • MŚ 2013: jedna wygrana Kamila Stocha.
  • PŚ 2018/19: wygrana i 2. miejsce Dawida Kubackiego oraz dwa 3. miejsca Kamila Stocha.
  • PŚ 2019/20: dwa 3. miejsca Dawida Kubackiego.
  • IO 2026: 2. miejsce Kacpra Tomasiaka.

Do tej pory łącznie 15 konkursów, a w 11 z nich (przy czym 13 razy, bo dwukrotnie było na podium dwóch Polaków, ale na potrzeby naszych wyliczeń przyjmujemy liczbę konkursów z podiami, nie podiów w ogóle) Biało-Czerwoni zajmowali miejsca na pudle. To fenomenalny rezultat, serio. Ba, to najlepszy rezultat w tym stuleciu.

Predazzo 2013. Kamil Stoch

Kamil Stoch świętujący tytuł mistrza świata. 2013, Predazzo. Fot. Newspix

Bo owszem, procentowo lepiej wypadają trzy skocznie: Seefeld, Pjongczang i Park City. Sęk w tym, że próba na nich nie jest przesadnie miarodajna.

W austriackiej miejscowości odbył się bowiem jeden konkurs – mistrzostw świata z 2019 roku. Akurat wygrał Kubacki, drugi był Stoch. Mamy więc sto procent skuteczności – skakaliśmy tam raz i skończyło się podium. W Pjongczangu i Park City konkursy były cztery – już lepiej – i trzy razy Polacy zajmowali miejsca na pudle, co przekłada się na 75%. Jednak to w dalszym ciągu stosunkowo mało skakania.

Przyjmijmy więc inne założenie: że w danym miejscu odbyć musi się w XXI wieku minimum 10 konkursów (choć tak naprawdę wystarczyłoby zwiększenie tej liczby do 5, bo procentowo i tak Predazzo byłoby już wówczas najlepsze). To już próbka większa, solidniejsza. I taka musi nam wystarczyć.

Czołówka – dziesięć najlepszych skoczni, prezentuje się w takim przypadku następująco.

(Kolejno: nazwa miejscowości, kraj, liczba konkursów z podiami Polaków, liczba konkursów rozegranych w XXI wieku w danym miejscu oraz procent tych, w których Biało-Czerwoni stali na podium. Wyliczenia autorstwa AbsurDB).

  1. Predazzo (Włochy): 11 (15) – 73%.
  2. Kuopio (Finlandia): 9 (15) – 60%.
  3. Titisee-Neustadt (Niemcy): 14 (25) – 56%.
  4. Lahti (Finlandia): 15 (32) – 47%.
  5. Zakopane (Polska): 16 (38) – 42%.
  6. Oslo (Norwegia): 11 (27) – 41%.
  7. Innsbruck (Austria): 10 (25) – 40%.
  8. Wisła (Polska): 7 (18) – 37%.
  9. Garmisch-Partenkirchen (Niemcy): 10 (26) – 38%.
  10. Engelberg (Szwajcaria): 18 (50) – 36%.

Oczywiście, co rzuca się w oczy to fakt, że w wielu miejscach skacze się więcej niż w Predazzo. Jednak we Włoszech mamy równocześnie skuteczność, którą trudno porównać do czegokolwiek innego. Niemal zawsze nasi skoczkowie stają tam na podium. Tak naprawdę całkowicie zabrakło ich tylko w sezonie 2007/08 – gorszym w wykonaniu Adama Małysza, a jeszcze kilka lat przed sukcesami Stocha.

I tak, więcej razy na podium staliśmy w wielu miejscach. Ale to kwestia liczby konkursów indywidualnych w tym czasie (Engelberg jest tu absolutnym rekordzistą).

W Predazzo konkursów było mniej. Ale to też oznacza, że po prostu znakomicie wykorzystujemy tam nasze szanse.

Kolejny rozdział?

Oczy wszystkich Polaków skierowane będą dziś – co po sukcesie na skoczni normalnej dziwić nie może – na Kacpra Tomasiaka. Ale młody Polak nic nie musi. Ba, nic nie musiał od początku igrzysk, co najwyżej mógł… a teraz nie musi jeszcze bardziej. On już swoje zrobił, może po prostu cieszyć się skokami.

I niech się cieszy, niech lata daleko. A co to da? Przekonamy się. Jeśli chcecie jednak poważniejszej analizy, to tę przygotował Kuba Radomski, pytając o Kacpra jego byłych trenerów.

CZYTAJ: CO TOMASIAK OSIĄGNIE NA DUŻEJ SKOCZNI? „TO ZALEŻY OD WARUNKÓW”

W tym miejscu z kolei napisać można, że nasz procent podiów w Predazzo… najpewniej nieco się pogorszy. Bo jednak na dużej skoczni wskoczyć na pudło będzie o wiele trudniej. Grono faworytów nie jest co prawda bardzo szerokie, ale odskoczy zapewne Domen Prevc, a i Jan Hoerl, Ren Nikaido, Philipp Raimund czy nawet Ryoyu Kobayashi postarają się wywalczyć dla siebie medale.

Polacy? Po nich powinniśmy oczekiwać awansu w komplecie do drugiej serii i trzech miejsc w „20”, w tymmoże kogoś w najlepszej dziesiątce. Tak naprawdę chcielibyśmy, by Kacper znów poskakał na poziomie, Kamil Stoch ładnie się pożegnał z konkursami indywidualnymi na igrzyskach (na co jest szansa, bo w treningach skakał solidnie_, a Paweł Wąsek… cóż, niech pokaże, że powoli się odbudowuje i faktycznie warto go było wziąć do Predazzo.

Ale podium? To sfera marzeń, odległych w dodatku.

Tak więc możliwe, że po dzisiejszym konkursie tych z podiami na włoskich skoczniach będzie nadal 11, ale już na 16. Co nie zmieni faktu, że Predazzo wciąż będzie powyższemu zestawieniu przewodzić. I pozostanie największym przyjacielem Polaków.

Najpewniej na długo.

Początek dzisiejszego konkursu olimpijskiego na skoczni dużej o 18:45.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Czytaj więcej o igrzyskach na Weszło:

3 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Inne sporty

Pierwszy w historii zimowy medal dla Ameryki Południowej!

AbsurDB
3
Pierwszy w historii zimowy medal dla Ameryki Południowej!
Reklama

Inne sporty

Inne sporty

Pierwszy w historii zimowy medal dla Ameryki Południowej!

AbsurDB
3
Pierwszy w historii zimowy medal dla Ameryki Południowej!
Inne sporty

Uciekł z Rosji, wybrał Polskę i zdobył medal IO! Kim jest Władimir Siemirunnij?

Jakub Radomski
12
Uciekł z Rosji, wybrał Polskę i zdobył medal IO! Kim jest Władimir Siemirunnij?
Reklama
Reklama