Władimir Siemirunnij zdobył srebro na igrzyskach olimpijskich. Zdobył je, jadąc dla Polski – w kraju jest od 2023 roku, obywatelstwo dostał w zeszłym. A ten komentarz miał powstać tak naprawdę niezależnie od jego wyniku. Bo nawet gdyby na podium nie stanął, nie zmieniłoby to tego, co o Władku wiem sam i co mówią o nim osoby, które są z nim na co dzień. A przede wszystkim – co mówi on sam. Z tego wszystkiego wyciągam jeden wniosek – to Polak. Po prostu.
Władimir Siemirunnij jest Polakiem. Taka prawda
Napiszę coś, czego wiele osób się już domyślać, a wiele innych pogna do komentarzy, nie czytając reszty tego komentarza – jestem lewakiem. Uf, ciężar z barków zrzucony. Teraz już wszyscy wiecie. A dlaczego w ogóle uważam, że warto to na starcie zaznaczyć? Bo moje podejście do kwestii obywatelstwa, narodowości i poczucia przynależności do jakiegoś kraju jest na pewno dużo luźniejsze, niż wielu osób w Polsce. To stwierdzenie to nie założenie czy zgadywanie – to oczywistość.
Dlatego, wiecie, rozumiecie – dla mnie Władimir Siemirunnij był Polakiem właściwie… jeszcze przed otrzymaniem obywatelstwa. Bo u nas trenował, u nas jeździł i dla nas – choć jeszcze nie miał paszportu, ale się o niego starał – zdobył wtedy dwa medale mistrzostw świata.
Jak piszę: luźne podejście.
Uważam jednak, że jeśli o Siemirunnija chodzi, to… akceptować powinien go właściwie każdy. Z lewa, prawa, centrum, góry, dołu – nieważne. Władek jest idealnym przykładem asymilacji. I to w niezwykle krótkim czasie. Gość trafił do Polski, owszem, z powodów sportowych. Gdyby nie był utalentowanym łyżwiarzem, to zapewne by się tu nie znalazł. Związki z krajem? Wcześniej żadne. Kogoś może więc oburzać, że przyjmujemy do siebie takiego gościa, żeby nas reprezentował. Okej, rozumiem to podejście (dopóki obywa się bez personalnych ataków).
Mnie jednak nie oburza. W moim odczuciu ostatecznie liczy się to, co sam Siemirunnij robi i mówi. A po srebrze olimpijskim powiedział (na antenie Eurosportu) wprost:
– Jestem Polakiem, mam paszport, mogę reprezentować Polskę i zdobywać dla niej medale, co próbuję robić na każdych zawodach. Ja się w Polsce bardzo dobrze czuję, tu jest mój dom.
Na moje to powinno zakończyć temat.
Władek chciał nas reprezentować? Dla mnie to powód do dumy
Siemirunnij, gdy orientował się, jakie ma opcje w momencie, w którym zdecydował się na wyjazd z Rosji, zasięgał języka co do reprezentacji Holandii, a sami chcieli go Kazachowie. Mógł też pozostać w Rosji, mateczka ostatecznie dałaby mu pewnie jakieś szanse na jazdę na zawodach krajowych, a z czasem – być może – dostałby się i na igrzyska. Bo jest tam przecież kilkunastu Rosjan, którzy przeszli proces „prześwietlenia” ich działań, słów i życiorysów przez MKOl.
Nie chciał jednak zostawać w tym kraju. Wiedział, że może przez to stracić szansę na karierę. Ale też nie podobała mu się cała ta sytuacja z wojną.
Gdy odezwali się do niego Polacy – z którymi sam (i to ważne!) wcześniej próbował się skontaktować – szybko udało się dograć szczegóły jego przyjazdu. Jeszcze w Rosji podpisał deklarację potępiającą inwazję na Ukrainę, choć opublikowano ją dopiero gdy był u nas, cały i bezpieczny. Z miejsca postawił się więc po określonej stronie. Mógł bać się o rodzinę, która została w ojczyźnie, ale był zdecydowany, że Rosja – nawet jeśli kocha tam określonych ludzi czy miejsca – to już nie jego kraj.

Postawił na Polskę… i wiecie co? To dla nas powód do dumy, że ktoś chce do nas przyjechać, u nas trenować, a przede wszystkim – nas reprezentować. Tak to postrzegam. I zawsze dziwi mnie, że wiele osób patrzy na to inaczej. Bo przecież młody, zdolny łyżwiarz pewnie miałby faktycznie więcej opcji. Jasne, Holendrzy nie byli jego usługami przesadnie zainteresowani, ale to potęga. Natomiast dużo nacji mogłoby być.
A jednak jeździ dla nas.
Czy to nie brzmi pięknie? Przecież jeszcze do niedawna żyliśmy w rzeczywistości, w której cieszyliśmy się, gdy ktoś w hollywoodzkim filmie wspomniał o Polsce. Albo kiedy epizod u znanego reżysera zagrał Polak. Ba, jak pokazuje występ Rafała Zawieruchy u Quentina Tarantino – bywa, że nadal budzi to jakieś poczucie dumy. Dlaczego więc nie cieszyć się takimi chwilami jak ta? Dlaczego nie przyjąć medalu kogoś, kto stał się Polakiem z wyboru – a 99% z nas nie ma na to wpływu! – i dał nam tak cenny sukces?
Kurczę, to naprawdę wspaniała rzecz. Tak to widzę.
Władek się stara. Trzeba to docenić
Może pisałbym inaczej, gdyby Siemirunnij wyraźnie dawał do zrozumienia, że jest tu tylko dlatego (co przynajmniej początkowo najpewniej było prawdą, ale czym innym jest sam fakt, a czym innym okazywanie go) i po to, by móc nadal jeździć na łyżwach na najważniejszych zawodach. Tymczasem to akurat gość z innej gliny. Przyjechał do nas, dostał grupę do treningów, zabrano go na tor, zaopiekowali się nim trenerzy. I wiecie co? On cholernie to docenia. Szybko odnalazł się w naszej kadrze, stał się przyjacielem wszystkich dookoła. Zresztą to chłopak, który lubi żartować, jest duszą towarzystwa. Pomaga też innym chłopakom z długich dystansów, rozwijają się przy nim.
Ale to temat sportowy, dla tego tekstu mniej istotny.
W kwestii, którą tu poruszam, ważne jest, że Władek w Polsce osiadł. Jest w kraju od trzech lat, ale jeśli go o to zapytacie, to usłyszycie, że przyszłość wiąże właśnie z Polską. Pokochał ją, pokochał tutejszą atmosferę. Mówił mi, że chce Polskę zwiedzić, że zaczyna smakować tutejsze jedzenie, że pochłania dosłownie wszystko o naszym kraju – nawet historię, którą się jakoś przesadnie nigdy nie interesował. Z miejsca zaczął się też uczyć języka – już rok temu całego wywiadu udzielił mi po polsku, teraz mówi jeszcze lepiej – z dumą też śpiewa hymn.
Wiecie, ilu spotkałem w swoim życiu Polaków, których niespecjalnie interesowała nauka na temat choćby historii własnego kraju? Ilu takich, którzy nie doceniali Polski, jej zabytków, krajobrazów czy – a może przede wszystkim – możliwości, jakie ona daje?
Mnóstwo.
A Władek jest ich zaprzeczeniem. On tę Polskę pokochał i ją ceni. Serio, wydaje mi się, że nie ma w nim ani grama fałszu, gdy o Polsce opowiada. To szczery gość, który faktycznie czuje się już teraz związany z naszym (i jego!) krajem. I dziś dał temu krajowi mnóstwo radości.
Pewnie nie ostatni raz.
SEBASTIAN WARZECHA
Fot. Newspix
Czytaj więcej o sukcesie Władimira Siemirunnija:
- Siemirunnij po zdobyciu srebra: Najcięższy bieg w życiu
- Były trener Siemirunnija: Miał kryzys, ale dał radę psychicznie
- Mamy medal! Władimir Siemirunnij wicemistrzem olimpijskim!
- Nie będziemy jak Holandia. Ale możemy ją podgryzać [KOMENTARZ]
- Medal Siemirunnija potwierdza – jesteśmy krajem skoczków i łyżwiarzy