Como w półfinale Coppa Italia po 40 latach! Dwa nietrafione karne Napoli

Marcin Ziółkowski

10 lutego 2026, 23:33 • 3 min czytania 1

Como w półfinale Coppa Italia po 40 latach! Dwa nietrafione karne Napoli

Po 40 latach Como wyrównało swój najlepszy wynik w historii startów w Coppa Italia. Lariani pokonali SSC Napoli po rzutach karnych i awansowali do półfinału rozgrywek. Po 90 minutach był remis 1:1. Piłkarze Cesca Fabregasa w półfinałowym dwumeczu spotkają się z Interem Mediolan. Nie popisali się Romelu Lukaku i Stanislav Lobotka – obydwaj nie wykorzystali rzutów karnych.

Reklama

Napoli pozostała liga

Antonio Conte nie ma po drodze z rozgrywkami pucharowymi. Niedawno odpadł już po fazie ligowej z Ligi Mistrzów, choć wystarczyło zająć miejsce w TOP 24. Trzeba jednak dodać, że wielu piłkarzy z jego zespołu ma problemy zdrowotne. Mimo to trener wystawił do gry całkiem mocne zestawienie.

Z rezerwowych szansę dostali choćby Sam Beukema, Giovane czy Pasquale Mazzocchi. Drużyna Cesca Fabregasa, mając szansę na historyczny w skali klubu sezon, zagrała w składzie będącym na dobrą sprawę nominalnym. Lariani w lidze wciąż są w walce o awans do Champions League, a przecież nigdy nie grali w europejskich pucharach.

Reklama

Było to spotkanie, w którym nie brakowało walki w środku pola. Padający deszcz nie ułatwiał żadnej ze stron zadania. Pierwsza połowa rozkręciła się dopiero na kilka minut przed przerwą. Po weryfikacji wideo został przyznany rzut karny dla gości. W pobliżu bramki Milinkovicia-Savicia spóźniony był Beukema. Prowadzenie po strzale z jedenastki dał Como radzący sobie coraz lepiej we Włoszech Martin Baturina.

Po drugiej stronie boiska Jacobo Ramon sfaulował Rasmusa Hojlunda i o dziwo nie wyleciał z boiska. Como miało więc spore szczęście.

Swój moment po przerwie miał za to jeden z nielicznych wychowanków, który w Neapolu dostaje szanse – Antonio Vergara. Ma on swój gwiezdny czas – wykorzystał problemy zdrowotne konkurentów i od początku roku jest bardzo ważnym ogniwem u Conte. To właśnie on doprowadził do wyrównania. Chwilę po przerwie otrzymał doskonałe podanie na wolne pole od Hojlunda i zmienił wynik spotkania na 1:1.

W 50. minucie Jacobo Ramon ponownie zaryzykował. Sfaulował Hojlunda (a jakże!) w pobliżu pola karnego. Tylko Hiszpan wie, jakim cudem nie wyleciał z boiska. Fabregas nie chciał kusić losu i zdjął go wkrótce z boiska, a my zapewne możemy spodziewać się jakiejś tyrady w wykonaniu Antonio Conte w stronę arbitrów.

Swoją szansę otrzymał też Alisson Santos, dla którego był to debiut w Napoli. Nie wpłynął on jednak znacząco na resztę spotkania. Do końca regulaminowego czasu gry wynik się nie zmienił, co oznaczało bezpośrednie rzuty karne – bez żadnej dogrywki.

Tam nie popisał się Romelu Lukaku, który to w ogóle nie trafił w światło bramki. Próbę Maximo Perrone obronił z kolei Vanja Milinković-Savić. Serbski bramkarz sam wykonał jedenastkę w piątej serii i była ona dość… kuriozalna. Zaserwował bombę, która trafiła w poprzeczkę, po czym piłka odbiła się od głowy Jeana Buteza i wpadła do bramki.

To właśnie Francuz, który pechowo wpuścił tego karnego, został potem bohaterem spotkania. Obronił strzał Stanislava Lobotki i tym samym Como po 40 latach osiągnęło półfinał krajowego pucharu. To wielki moment dla klubu, który coraz śmielej sobie poczyna w lidze włoskiej.

SSC Napoli – Como 1:1 (0:1), karne 6:7

  • 0:1 – Martin Baturina – 39. minuta (karny)
  • 1:1 – Antonio Vergara – 46. minuta

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama
Reklama