Wczoraj cieszyliśmy się srebrem Kacpra Tomasiaka na skoczni, a dziś – niestety – zostaliśmy sprowadzeni na ziemię. Reprezentacja Polski w konkursie drużyn mieszanych zajęła bowiem 11. miejsce. Gorsi byli tylko Rumuni.
Skoki. Mikst nie dla nas. Słaby występ Polaków
Najsłabiej z naszych – i w całym konkursie – skoczyła Pola Bełtowska… której ostatecznie trochę nam szkoda. Bo to młoda dziewczyna, jeszcze jakiś czas temu dobrze się pokazywała. Ten sezon nie jest jednak jej, a na igrzyskach jest w ogóle bez formy -w konkursie indywidualnym zajęła 50. miejsce i z trudem przeszła nad tym do porządku dziennego. Powtórzmy: szkoda jej, bo gdyby nasze skoki kobiet normalnie funkcjonowały – to jest: gdyby zadbano o ich rozwój już lata temu – Pola pewnie nawet by się tu w takiej formie nie znalazła, bo miałaby inne koleżanki gotowe pojechać na igrzyska.
A tak poleciała, bo nie było alternatywy. I koniec tej historii był zgodny z oczekiwaniami.
Nadrabiać wypracowane przez Polę straty próbowali Paweł Wąsek, Anna Twardosz i Kacper Tomasiak. Ten pierwszy skoczył niezłe 102,5 metra, choć w sprzyjających warunkach. Anna poleciała na 92 metry, co nie było złym skokiem, ale jednak zbyt krótkim, by Polacy nadrobili straty do rywali w stopniu znaczącym. Stąd Kacper, gdy odbijał się od belki, miał wymierzoną zieloną linię na 108. metrze. Skoczył 100,5 ,, co w warunkach, w jakich przyszło mu lecieć, było dobrym wynikiem (5. nota całej pierwszej serii).
Ale stanowczo za krótkim, by wprowadzić nas do drugiej serii, czy nawet… wyprzedzić kogokolwiek poza Rumunią. Ich nam się udało, za to przez Polską znalazły się takie potęgi jak Włochy, Francja, Finlandia czy USA. A nawet – uwaga, uwaga – Chiny! Reprezentanci Państwa Środka weszli w dodatku do drugiej serii na 7. miejscu. Cóż, tam mieli w miarę równą kadrę. U nas niestety odstawała Pola.
W efekcie odstawaliśmy i my. I skończyło się na 11. miejscu.
Fot. Newspix