Od początku było wiadomo, że akcja #SzacunekDlaArbitra jest dość ryzykowna pod względem wizerunkowym, bo obecnie sędziowie nie mają najlepszej prasy wśród kibiców. Ktoś powie, że nigdy nie mieli i nigdy nie będą mieć, co jest z jednej strony prawdą i niejako potwierdzeniem, że taka akcja była potrzebna, ale z drugiej: jednak obecnie jest z tymi relacjami mimo wszystko gorzej niż kiedyś. Zatem środowisko sędziowskie trochę wystawiło się na strzał i po takich spotkaniach jak to Lechii z Cracovią, będzie zbierać podwójne cięgi.
Nie był to najlepszy mecz w wykonaniu Tomasza Kwiatkowskiego. Ogląda się te dwie sytuacje z Karolem Knapem i naprawdę trudno dostrzec tam czerwoną kartkę – przy pierwszej dostał żółtko za, jak rozumiemy, zatrzymanie dobrze rozwijającej się akcji. Tyle że napomnienie za faul w tym miejscu i przy tej asekuracji dwóch kolegów wygląda trochę na nadgorliwość:

Potem jest kolejny faul (?) na Menie i właśnie, znów wątpliwości:
Jeśli kontakt zaistniał to mamy podstawy do faulu i kartki, ale właśnie – czy zaistniał? 🔎
Pewne natomiast jest absolutne przyaktorzenie i wyolbrzymienie skutku. 🤬
1/2
pic.twitter.com/LAjTyC0wtd— Łukasz Rogowski (@zawodsedzia) February 7, 2026
Generalnie można użyć przenośni, że w tym meczu było dwóch braci, do których ojciec – Tomasz Kwiatkowski – podchodził diametralnie różnie. Knap był karany za wszystko, nie miał absolutnie żadnego marginesu błędu, tymczasem drugi z chłopaków, czyli Tomas Bobcek mógł sobie pozwolić na o wiele więcej. Knap wyleciał za dwa faule, Bobcek popełnił ich siedem, ale skończył z tylko żółtą kartką, grał w najlepsze.
Wyglądało to wczoraj dość dziwnie. To nie bracia, ale przypomniał się Dudley Dursley i Harry Potter, pozostaje mieć nadzieję, że Knap nie śpi w komórce pod schodami.
Kibice widzą to wszystko i mogą zapytać: chcecie szacunku dla arbitrów, ale gdzie najpierw sprawiedliwość dla naszych klubów?
I oczywiście to byłoby w gruncie rzeczy dość populistyczne, bo szacunek to jedno, a błędy w tym fachu będą zdarzały się zawsze (choć można mieć nadzieję, że jednak nie tak często jak od plus minus dwóch sezonów). Niemniej jeśli chodzi o samą akcję – timing był słaby, bo przy większym rozsądku ktoś wpadłby na to, że najpierw trzeba coś dać, by potem czegoś oczekiwać.
Wyobrażamy sobie to tak, że środowisko sędziowskie najpierw proponuje konkretne reformy, dotyczące na przykład transparentności. Czyli decyzje z wozu VAR są obligatoryjnie wyjaśniane (postuluje to prezes Arki, Wojciech Pertkiewicz), sędziowie mają obowiązek stanąć do wywiadu, spadki i awanse w ich hierarchii są klarowniejsze, system kar za błędy też jest prosty i przejrzysty, a nie taki jak dziś, czyli mecz do bazy, a potem liczymy, że wszyscy zapomną.
Sędziowie wprowadzają to, trzymają się tego przez dłuższy czas i zyskują w oczach wszystkich. Piłkarzy, trenerów, kibiców. Potem można wyjść z akcją „to dajcie teraz coś nam” i odbiór społeczny jest zupełnie inny.
Ale nie, postanowiono, że najpierw dajcie coś nam, my wam nic nowego i uznano, że przyjmie się to dobrze. Zaskoczenie! Nie przyjęło się. Po kolejnych błędach ta akcja stanie się memem, a chyba nie o to chodziło?
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Klich o czerwonej kartce dla Knapa: Myślę, że nie zasłużył
- Lechia odebrała sobie wygraną. Bobcek tym razem antybohaterem
- Korona przegrała nie tylko na boisku. Syf na trybunach
Fot. Newspix