Trzy polskie medale na igrzyskach? Cel trudny do osiągnięcia

AbsurDB

Autor:AbsurDB

06 lutego 2026, 18:44 • 10 min czytania 5

Trzy polskie medale na igrzyskach? Cel trudny do osiągnięcia

Czy możliwe, że na igrzyskach w Mediolanie i Cortinie nie zdobędziemy żadnego medalu? Jaka jest szansa, że wywalczymy więcej niż pięć krążków? W jaki dzień nie warto odrywać się od telewizora? Ile dni będziemy musieli czekać, aż sportowiec znad Wisły znajdzie się na podium? Dziś próbujemy odpowiedzieć na pytania, które zadają sobie kibice w dniu rozpoczęcia igrzysk. Po raz pierwszy od dwóch dekad skoki narciarskie mogą nie dać nam medali. Ten sport jest w wielkim kryzysie, ale zaskakująco optymistycznie wygląda nasze łyżwiarstwo szybkie.

Reklama

Prognoza medalowa przed zimowymi igrzyskami olimpijskimi w Mediolanie i Cortinie

W Mediolanie i Cortinie rozdanych zostanie 116 kompletów medali. O siedem więcej niż w Pekinie. Dołączyły występy duetów na muldach, drużynowa kombinacja alpejska – oba sporty w wersji kobiecej i męskiej, konkurs skoków narciarskich kobiet na dużej skoczni, kobiece dwójki saneczkowe oraz sztafeta mieszana w skeletonie.

Reklama

Rywalizacja w klasyfikacji medalowej będzie o tyle ciekawa, że nie wystąpi już reprezentacja Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego, który w Pekinie zdobył aż 32 medale. Choć tylko pięć z nich było złotych (cztery z nich w biegach narciarskich, z czego trzy zdobył Aleksandr Bolszunow), to więcej krążków wszystkich rodzajów zdobyła cztery lata temu tylko Norwegia.

Tym razem MKOl zgodził się na występ drużyny Indywidualnych Sportowców Neutralnych. Nie mogą oni nie tylko używać barw narodowych, ale na ich herbie nie ma nawet kółek olimpijskich. Znajdą się wśród nich ci sportowcy z Białorusi i Rosji, którzy przeszli procedurę weryfikacji, czy nie popierali agresji na Ukrainę. Ostatecznie znalazło się zaledwie dwadzieścia takich osób. Ich wyniki nie będą uwzględnianie w klasyfikacji medalowej całych igrzysk.

Wygra Norwegia przed USA?

Specjaliści z całego świata prześcigają się w sporządzaniu prognoz tuż przed rozpoczęciem zimowych igrzysk olimpijskich. Są dość zgodni co do tego, że Norwegia powinna powalczyć z USA o wygranie klasyfikacji medalowej. O dalsze pozycje powinni walczyć Niemcy, Kanadyjczycy, Szwedzi oraz gospodarze.

Oczekiwania polskich kibiców najczęściej skupiają się na mniej więcej czterech krążkach. Problem w tym, że jeżeli spróbujemy obiektywnie spojrzeć na pozycję naszych zimowych sportowców w swoich dyscyplinach, to trzeba dojść do wniosku, że możemy mieć problemy z osiągnięciem takiego wyniku.

Przed igrzyskami często analizujemy liczbę potencjalnych krążków biorąc pod uwagę każdego, kto ma choćby niewielkie szanse na podium. W ten sposób z zawodników celujących w czołową dziesiątkę robimy nadzieje medalowe przeszacowując nasz przyszły wynik.

Spójrzmy jednak obiektywnie na hierarchię w poszczególnych sportach zimowych i przeanalizujmy, jak umieszczają w nich Polaków bukmacherzy. W przeciwieństwie do igrzysk letnich, dziś skupiamy się nie na złotych krążkach, ale na medalach w ogóle. Żaden nasz rodak nie jest dziś bowiem głównym faworytem swojej konkurencji!

Przed Paryżem udało nam się całkiem trafnie przewidzieć hierarchię światową, głównych polskich kandydatów i dni, w których warto śledzić relacje telewizyjne. Moja prognoza, w której dawaliśmy prawie 50% szans na to, że Polska nie zdobędzie nawet trzech złotych medali, spotkała się z krytyką i oskarżeniem o pesymizm. Tymczasem skończyliśmy z jednym złotem Aleksandry Mirosław.

Biorąc pod uwagę, że nasza sportsmenka właśnie ogłosiła, że kończy karierę, za chwilę możemy nie mieć ani jednego aktywnego sportowca, który jest aktualnym mistrzem olimpijskim!

Naszych reprezentantów na włoskich igrzyskach możemy podzielić na kilka kategorii. Niestety ich liczebność nie jest równa, a w najwyższej mamy właściwie tylko jednego przedstawiciela.

Pewniak

Damian Żurek dwa lata temu w Calgary został pierwszym polskim panczenistą z indywidualnym tytułem mistrzem świata. Nie dokonał tego wcześniej żaden z dziewięciu naszych medalistów olimpijskich w łyżwiarstwie szybkim. Skoro więc oni mogli przywieźć krążek z igrzysk, to czy Damian powinien mieć z tym problem?

Co prawda na mistrzostwach globu rok temu w Hamar wypadł nieco słabiej zajmując szóstą i siódmą lokatę, ale w trakcie ostatnich trzech miesięcy aż dziewięć razy stawał na podium zawodów Pucharu Świata, wygrywając dwa ostatnie na dystansie 500 metrów.

Dwa razy był drugi także poza swoją koronną konkurencją. Dzięki temu zarówno na kilometr, jak i na o połowę krótszym dystansie jest wiceliderem klasyfikacji Pucharu Świata. Z kim powalczy o medal na hali w Mediolanie? Jego Simonem Ammannem i Marit Bjorgen w jednym będzie lider obu dystansów Amerykanin Jordan Stolz – młody dominator łyżwiarstwa szybkiego na krótszych dystansach. Gdyby nie Stolz, Żurek byłby faworytem obu konkurencji.  Finał 1000 metrów odbędzie się w środę, a koronnego dystansu naszego panczenisty, czyli 500 metrów – w przyszłą niedzielę 15 lutego.

Żurek na podium w Inzell

Duże szanse na medal

Rewelacyjną zimę ma także Kaja Ziomek-Nogal, która w trakcie ostatnich dwóch miesięcy była dwa razy częściej na podium Pucharu Świata niż wcześniej przez całą karierę. Polka na dystansie pół kilometra była dwukrotnie druga w Hamar, a na ostatnich przed igrzyskami zawodach w Bawarii, raz była trzecia, a raz wygrała.

Lubinianka także jest wiceliderką Pucharu Świata i można oceniać, że ma około 50% szans na medal w Mediolanie. Wyżej od niej stoją notowania zaledwie trzech zawodniczek – dwóch Holenderek i Japonki Yoshidy.

Polka na podium

Jeszcze wyżej oceniany jest Władimir Siemirunnij, który na dystansie 10 000 metrów wydaje się trzecim panczenistą świata. Główni faworyci to Czech Metodej Jilek i Włoch Davide Ghiotto, ale naturalizowany Rosjanin jest stawiany na trzecim miejscu.

Zawody na długich dystansach odbywają się rzadziej, ale Siemirunnij na ostatnich mistrzostwach świata rok temu był drugi. Pochodzący z Jekateryburga panczenista wystartuje także na 1500 metrów, ale tam jest kilkunastu szybszych od niego. Co ciekawe, Władimir byłby kandydatem do czołowej szóstki także na pięć kilometrów, ale nie udało mu się tam zakwalifikować, bo w grudniu… wygrał z Włochem, a gdyby przegrał, znalazłby się na liście startowej.

Absurd ten opisywał Dawid Brilowski z TVP Sport:

Siemirunnij na 5000 metrów jest pierwszym rezerwowym i gdyby ktoś wycofał się z tej konkurencji, możemy mieć całkiem niespodziewaną dodatkową szansę medalową.

Liczymy na zaskoczenie w short tracku i snowboardzie

Szanse w przedziale od 10 do 25% na medal ma kilku naszych zawodników. Aleksandra Król-Walas zdobyła brąz na dwóch ostatnich mistrzostwach świata w efektownym snowboardowym slalomie gigancie równoległym. W tym sezonie już trzy razy znalazła się na podium zawodów Pucharu Świata. W jego klasyfikacji łącznej jest ósma, a w samym slalomie gigancie – siódma. To bez wątpienia perspektywa medalowa, choć może nie musimy celować w złoto.

Mnóstwo szans na podium będziemy mieli w short tracku, choć w większości nasi reprezentanci typowani są w wyścigach na krótkim torze do miejsc między szóstym a dwunastym.

We wtorek wystartuje nasza sztafeta mieszana, która w październiku była trzecia na zawodach w Montrealu. Dwa dni później Natalia Maliszewska pojedzie na dystansie 500 metrów. Odkąd Puchar Świata zmienił się w World Tour, mistrzyni Europy z 2019 roku ma problemy z wskakiwaniem na podium.

20 lutego na 1500 metrów z rywalkami zmierzy się dziewiąta w światowej klasyfikacji Gabriela Topolska.

18 lutego na tym samym dystansie wystartuje Felix Pigeon. Jako jedyny z Polaków był w tym sezonie indywidualnie na podium w World Tourze. Problem w tym, że na świecie jest ponad dwadzieścioro zawodniczek i zawodników, którym też się w tym roku udało i każdy ma co najmniej tak samą ochotę na medal we Włoszech.

Na szczęście short track to jedna z najbardziej widowiskowych dyscyplin. Jedno potknięcie może w niej wyeliminować wielkiego faworyta i przynieść sukces komuś z drugiego szeregu. Choć każdy z naszych reprezentantów ma dość niewielkie szanse medalowe, to sumarycznie można je ocenić nawet na 50%.

Warto zaznaczyć, że poza Damianem Żurkiem w klasycznym łyżwiarstwie szybkim, całkiem niezłe wyniki (trzecie miejsce w Inzell) notował też Marek Kania i powinien znaleźć się w czołowej dziesiątce.

Nikłe szanse – niestety także skoczków narciarskich

Pokaźne grono naszych zawodników ma kilkuprocentowe szanse medalowe. Nie są to perspektywy iluzoryczne. Mówimy o zawodnikach notowanych w zakresie od dziesiątego do piętnastego miejsca w świecie w swoich konkurencjach.

Fani, którzy interesują się sportami zimowymi raz na cztery lata mogą w tym momencie zapytać, co ze skokami narciarskimi? Przecież to ten sport przyniósł nam większość naszych zimowych złotych medali olimpijskich, a ostatni raz nie dostarczył nam żadnego krążka w 2006 roku.

Wygląda na to, że niestety teraz będzie podobnie. Kamil Stoch jest 25. w Pucharze Świata, a Paweł Wąsek – 39. Piotr Żyła i Dawid Kubacki nie załapali się do składu. Cała nadzieja w Kacprze Tomasiaku, który ratuje honor polskich skoków w tym sezonie.

Młody Bielszczanin prezentuje niezwykle stabilną formę. Praktycznie nie wypada z czołowej dwudziestki i z pewnością w przyszłości będziemy mieli z niego pociechę. Problem w tym, że Tomiasiak nie zaprezentował ani razu w tym sezonie skoku, który dałby mu podium zawodów Pucharu Świata. Niestety eksperci wskazują, że jest kilkunastu zawodników, po których można się tego spodziewać. Podobnie w konkursie duetów pewnie zajmiemy punktowane miejsce, ale trudno wskazać drużynę, której mielibyśmy odebrać medal.

Czy Tomasiak pójdzie w ślady mistrza?

Gdzie może zdarzyć się sensacja?

Oskar Kwiatkowski ma problemy z powrotem do formy, która dała mu trzy lata temu mistrzostwo świata w snowboardowym slalomie. Na starcie obecnego sezonu dwukrotnie wszedł do ósemki, ale obecnie plasuje się poza czołową dwudziestką według typowań ekspertów.

Wydaje się, że większe są medalowe szanse Maryny Gąsienicy-Daniel. Ona akurat zaskakuje pozytywnie i jest na fali wznoszącej. Regularnie plasuje się w czołowej dziesiątce Pucharu Świata, co w przypadku Polki startującej w narciarstwie alpejskim jest wynikiem wprost kosmicznym. Niestety, konkurencja jest bardzo duża, a medal byłby sensacją.

Wraz z Kają Ziomek-Nagal na 500 metrów wystartują też Martyna Baran i Andżelika Wójcik. Są one przez ekspertów stawiane na początku drugiej dziesiątki światowej.

Minimalne szanse mają także nasze dwójki saneczkowe, których uczestnicy wystartują też w sztafecie mieszanej.

Liczy się udział

Analiza typów zewnętrznych zagranicznych ekspertów wskazuje, że na tym właściwie kończy się grono naszych kandydatów do medali.

Nie podzielam optymizmu niektórych rodaków odnośnie biatlonu. Trudno znaleźć konkurencję, w której bukmacherzy dawaliby nam więcej niż jeden procent szans na sukces. W Pucharze Narodów nawet wśród kobiet ledwo łapiemy się do czołowej dziesiątki.

W skialpinizmie, czyli narciarstwie wysokogórskim mamy szansę na miejsce w czołowej ósemce, ale wyżej przebić się Janowi Elantkowskiemu i Iwonie Januszyk będzie bardzo trudno.

Nie ma najmniejszego sensu umniejszanie zawodnikom, którzy nie są wysoko notowani w swoim sporcie. Wypełnili oni minima olimpijskie, nie ma od nich lepszych w kraju. Raczej, bo Polski Związek Narciarski zaliczył przecież kompromitujący skandal związany z powołaniami.

Jednak każdy Polak jadący na igrzyska to wielka radość dla jego lub jej rodzinnego miasta i wspaniała możliwość do pokazania się w sportach, których nie śledzimy na co dzień. I choć nie usłyszą może Mazurka Dąbrowskiego, to przed rozpoczęciem zawodów wszystko jest możliwe.

Pamiętajmy, że Daria Pikulik i Julia Szeremeta przed Paryżem nie znajdowały się wśród faworytek ekspertów.

Ile zdobędziemy medali?

Podsumowałem prognozy dla każdej z dyscyplin, by sprawdzić, jak zakończyć się mogą dla nas igrzyska. 2% wynoszą szanse na sześć krążków. Musieliby dostarczyć ich Damian Żurek (dwa), Kaja Ziomek-Nogal, Władimir Siemirunnij, Aleksandra Król-Walas i któryś z zawodników short-tracku.

7% wynoszą szanse na pięć medali, a 16% – na cztery. Wydaje się, że wynikiem jednak powyżej oczekiwań byłyby trzy krążki, a najbardziej prawdopodobne jest wywalczenie przez nas dwóch medali. Byłby to wynik i tak lepszy niż w Pekinie, gdzie cztery lata temu tylko Dawid Kubacki zajął trzecie miejsce.

Wcale niemałe jest prawdopodobieństwo zaledwie jednego krążka. Wynosi ono 16%. Na szczęście szanse medalowych mamy tak wiele, że ryzyko, że żadna się nie zrealizuje wynosi zaledwie 4%.

Kiedy nie odchodzić od telewizora?

Dni, w których ważyć się będzie nasz dorobek medalowy, to przede wszystkim ta niedziela, najbliższa środa oraz przyszły weekend. Największe nadzieje powinniśmy wiązać z Walentynkami. Startuje wtedy nasz największy faworyt – Damian Żurek, a wspomagać go będą Marek Kania i skoczkowie narciarscy.

Całkiem nieźle wygląda przyszła niedziela z panczenistkami i alpejką. Kiedy pierwszy medal? Jeżeli 8 lutego nie wywalczą go snowboardziści, to powinno to nastąpić w środę (łyżwiarstwo szybkie na 1000 metrów oraz saneczki). Jeśli w piątek nie wywalczy go Siemirunnij, to przyszłym weekendzie okazja może się już nie powtórzyć.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO O ZIMOWYCH IGRZYSKACH OLIMPIJSKICH 2026:

Fot. Newspix.pl

5 komentarzy

Kocha sport, a w nim uwielbia wyliczenia, statystki, rankingi bieżące i historyczne, którymi się nałogowo zajmuje. Kibic Górnika Wałbrzych.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Igrzyska

Igrzyska

Usłyszała od Piesiewicza, że będzie chorążą. „Jestem dumna”

Jakub Radomski
15
Usłyszała od Piesiewicza, że będzie chorążą. „Jestem dumna”
Igrzyska

Przeanalizował szanse Polaków. „Żurek jedzie po dwa medale”

Jakub Radomski
6
Przeanalizował szanse Polaków. „Żurek jedzie po dwa medale”
Igrzyska

Słaby Stoch w treningach. „Spędziłem 12 godzin w aucie”

Jakub Radomski
20
Słaby Stoch w treningach. „Spędziłem 12 godzin w aucie”
Reklama
Reklama