Real Madryt w niedzielę z problemami pokonał 2:1 Rayo Vallecano, potrzebując do tego bramki z rzutu karnego w dziesiątej doliczonej minucie meczu. Po meczu trener Alvaro Arbeloa usprawiedliwiał się nawiązując do uniwersum… Władcy Pierścieni.
Królewscy pod wodzą Arbeloi grają w sposób dość chwiejny. Następca Xabiego Alonso zaczął przygodę z pierwszą drużyną od kompromitującej porażki 2:3 z Albacete w Pucharze Króla, niedawno przydarzyła mu się też klęska 2:4 z Benficą, co kosztowało Real wypadnięcie poza top8 Ligi Mistrzów.
Ale w międzyczasie zespół z Madrytu był w stanie rozbić 6:1 AS Monaco czy wygrać 2:0 z Levante oraz Villarrealem.
Alvaro Arbeloa: Nie jestem Gandalfem
Niedzielne spotkanie przyniosło jednak więcej znaków zapytania niż odpowiedzi. Królewscy mieli ogromny problem i dopiero gol Kyliana Mbappe z rzutu karnego w setnej minucie dał im wygraną 2:1. Po meczu trener Arbeloa został zapytany jak blisko jest jego drużyna ostatecznej wersji.
– Stary… nie jestem przecież Gandalfem Białym, prawda? – wypalił 43-latek, sugerując, że nie jest w stanie w magiczny sposób rozwiązać wszystkich problemów Realu.
– Od sześciu meczów oczekiwałem i oczekuję tego samego od moich piłkarzy. To, co widzę, to zaangażowanie, odpowiednie nastawienie, mentalność i zrozumienie. Do wygrania każdego meczu sama jakość nie wystarczy – dodał.
No i cóż, Władcy Pierścieni w uniwersum La Liga raczej się nie spodziewaliśmy. A zwłaszcza w wykonaniu Arbeloi tłumaczącego, że nie jest Gandalfem.
Chociaż… patrząc na ten Real, broda, kapelusz i kilka czarów ochronnych naprawdę by się przydały. I jakiś pomocnik do zadań specjalnych.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Klub potwierdza. Lookman przenosi się do Hiszpanii
- Bellingham kontuzjowany. Wypadnie na kilka spotkań
- Słaby Real przepchnął zwycięstwo. Musiał pomóc przeciwnik
Fot. Newspix.pl