Ambrosiewicz: Praca z młodzieżą trochę zmieniła trenera Brosza [WYWIAD]

Przemysław Michalak

02 lutego 2026, 10:45 • 11 min czytania 1

Ambrosiewicz: Praca z młodzieżą trochę zmieniła trenera Brosza [WYWIAD]

Bruk-Bet Termalikę Nieciecza czeka wiosną ciężka walka o utrzymanie w Ekstraklasie. Jednym z zawodników, od których zależeć będzie najwięcej jest Maciej Ambrosiewicz. 27-letni pomocnik grał już na najwyższym szczeblu w Górniku Zabrze i Wiśle Płock, ale dopiero w klubie z podtarnowskiej wsi czuje na sobie pełne brzemię odpowiedzialności, bo stał się jednym z liderów zespołu. 

Reklama

Dlaczego potencjalnie trudny terminarz na starcie to nie musi być problem dla Termaliki? Jak po czasie tłumaczy wygraną 4:0 w Białymstoku? Czy tamto zwycięstwo na dłuższą metę nie zaszkodziło zespołowi? Czy żałował, że w 2023 roku nie przeszedł do ŁKS-u? Jak na przestrzeni lat zmienił się Marcin Brosz? Jakie widzi argumenty za utrzymaniem Bruk-Betu? Zapraszamy.

***

Reklama

Maciej Ambrosiewicz: Mróz niczego nie ułatwia, ale da się przy nim grać

W ostatnich dniach gorąco dyskutowano, czy należy grać w piłkę przy kilkunastopniowych mrozach. Twoje stanowisko?

Oczywiście, że grać. Rozumiem tych, którzy mówią „nie”, bo mądrych argumentów też nie brakuje. Gorsze boiska, więc automatycznie pewnie słabszy poziom gry. Zwiększone ryzyko kontuzji. Mniej kibiców na trybunach. Ale z drugiej strony, jest jakiś plan i trzeba się starać go trzymać. Ktoś wymyślił, że już na przełomie stycznia i lutego są mecze Ekstraklasy, dlatego trzeba się nastawić, że gramy. Za dwa czy trzy tygodnie też mogą być mrozy. I co wtedy, też będziemy przekładali?

Do kwietnia lub maja moglibyśmy mieć niekompletną sytuację w tabeli.

A to nie byłoby dobre. Uważam, że to może nie tyle wypacza rywalizację, co działa niekorzystnie dla drużyn z meczami zaległymi. Wtedy jest ciągłe gdybanie, że jak jeszcze to wygramy, a ktoś inny przegra, to będzie tak i tak. Najlepiej, gdy wszyscy idą z tematem po równo i każdy wie, na czym w danym momencie stoi.

Rozumiem jeszcze, gdybyśmy mieli obfite opady śniegu. W takich warunkach byłoby już naprawdę ciężko, ale widzimy, że sam śnieg raczej nie jest problemem. Mróz niczego nie ułatwia, ale da się przy nim grać. Zdecydowanie jestem za tym, żeby mecze normalnie się odbywały.

Jakie dotychczas były najbardziej ekstremalne warunki pogodowe, w których grałeś?

Z Pogonią Szczecin w 2018 roku. Początek rundy rewanżowej, termometry pokazywały -10 stopni, ale w praktyce na pewno było więcej. W przerwie ciężko się wychodziło z szatni. Mecz dla koneserów, 0:0, bez lepszych sytuacji. Na trybunach w Zabrzu mało ludzi. Bardzo trudno było też kiedyś na wyjeździe z Wisłą Płock. Panował straszny mróz, ale zapamiętałem przede wszystkim fatalne, zmrożone boisko, po którym nie dało się normalnie biegać. Ale zagraliśmy i przetrwaliśmy.

Mam olbrzymi dystans do wyników sparingów, jednak z waszej perspektywy byłoby dobrze, gdyby miały być prognostykiem na rundę, bo wygraliście wszystkie pięć.

Koniec końców zawsze grasz na wynik, nawet podczas treningu. Taki jest też przekaz trenera: za każdym razem dążcie do zwycięstwa. Przypominam sobie jednak, że przed sezonem, w którym awansowaliśmy do Ekstraklasy, w sparingach nie potrafiliśmy pokonać nawet drugoligowców. Graliśmy w nich słabo, a potem jesienią wygraliśmy prawie wszystko. Jakieś wnioski z takich przygotowawczych meczów można wyciągnąć, ale w każdym przypadku trzeba do nich podchodzić na chłodno.

Maciej Ambrosiewicz: Ekstraklasa się rozwija, są pieniądze i transfery

Wiadomo, jak wygląda sytuacja w tabeli. Praktycznie każdy może w odniesieniu do niej stwierdzić, że ma jeszcze szanse nawet na europejskie puchary, ale wy chyba nie macie złudzeń, że musicie się po prostu utrzymać.

Będąc na ostatnim miejscu raczej nie można niczego innego zakładać.

Powiedz to Legii Warszawa.

Jak wiemy, to wyjątkowo specyficzny przypadek, ale jeśli chodzi o nas, od początku celem było utrzymanie. Widzimy, jak nasza liga się rozwija, jakie pojawiają się w niej pieniądze i transfery. U nas od lat w tej kwestii jest poukładane. Tym większy szacunek dla właścicieli, że Bruk-Bet może rywalizować w elicie. Chcemy w niej pozostać. Ostatnie miejsce nigdy nie wygląda zachęcająco, ale to tylko punkt straty. Tyle, co nic. Już po pierwszej wiosennej kolejce można znaleźć się nad kreską.

W Ekstraklasie dobry lub zły terminarz to często teoria, ale na papierze czeka was trudny start. Cracovia, Pogoń, Górnik, Raków – wymagający zestaw.

To prawda, ale pamiętajmy, że jesienią większość meczów, które wygraliśmy i w których graliśmy naprawdę nieźle, dotyczyło faworytów, zespoły z czołówki. Ekstraklasa zawsze była wyrównaną ligą, a teraz jest jeszcze bardziej. Gdyby zapytać wszystkie kluby, to z osiemnastu pewnie 16 wciąż chciałoby walczyć o puchary. Nie patrzymy więc na terminarz, idziemy z kolejki na kolejkę. Każdy punkt będzie dla nas cenny.

Rozwój Ekstraklasy, coraz głośniejsze i droższe transfery to super sprawa dla nas – obserwatorów i dla kibiców poszczególnych klubów. Dla Termaliki już chyba niekoniecznie, bo ona nie za bardzo uczestniczy w tym wyścigu.

Zgadza się, ale rozwój ligi w każdym aspekcie jest dobry również dla nas. Takie okoliczności wymagają od drużyny i klubu ciągłego progresu, a nie cieszenia się z samego awansu. Jeśli cała Ekstraklasa pnie się do góry, długofalowo każdy może na tym skorzystać.

Co do waszej postawy z faworytami, najlepiej pokazały to oba mecze z Jagiellonią. 4:0 w Białymstoku do dziś jest dla mnie kompletną zagadką. Parę miesięcy po fakcie: co tam się wydarzyło? To wy byliście tacy świetni na fali entuzjazmu czy przede wszystkim Jaga miała jeszcze ciężkie nogi i była spóźniona we wszystkich działaniach?

Myślę, że jedno i drugie miało znaczenie. Jagiellonia na pewno nie była nawet blisko swojej optymalnej dyspozycji, a jednocześnie my rozegraliśmy bardzo dobry mecz – indywidualnie i drużynowo. Dużo rzeczy nam wychodziło.

Równie dobrze mogliście wygrać 7:0 i rywal nie mógłby się czuć pokrzywdzony.

Stworzyliśmy mnóstwo sytuacji, Jaga praktycznie żadnych. Ale już na gorąco po spotkaniu powiedziałem przed kamerami, że jestem o nią spokojny i będzie w tym sezonie walczyć o mistrzostwo. To się właśnie dzieje, nie mówimy o przypadkowym zespole. Wręcz przeciwnie – zawsze chce grać tak samo, jest powtarzalny. Tamten dzień był typowym wypadkiem przy pracy. Złapaliśmy rywala w dobrym momencie i z tego skorzystaliśmy, choć oczywiście pamiętam, że u siebie w grudniu też Jagiellonię pokonaliśmy. To już był inny mecz, Jaga przeważała, ale na koniec punktów zdobyliśmy tyle samo.

Maciej Ambrosiewicz: Bruk-Bet Termalice Nieciecza często brakowało ludzi

Paradoksalnie tak efektowny triumf w pierwszej kolejce trochę wam nie zaszkodził i nie oszukał was co do tego, jak możecie funkcjonować w Ekstraklasie?

Może trochę tak było, ale warto podkreślić, że potem często brakowało nam ludzi. Trener nieraz to powtarzał, więc nie mówię nic kontrowersyjnego. Brakowało ludzi w sensie rywalizacji na treningu. Po kartkach i kontuzjach trudniej nam było utrzymywać przez pełne 90 minut tempo gry wymagane w Ekstraklasie. Ludzie mogą tego nie dostrzegać, ale gdy przeanalizowaliśmy sobie całą rundę, okazało się, że najczęściej punktowaliśmy w meczach, przed którymi pracowaliśmy w pełnym składzie przez cały tydzień.

Koniec końców punktów na starcie wiosny mamy mniej więcej tyle, ile mogliśmy się spodziewać. Trzeba zdobyć przynajmniej drugie tyle.

Widać jednak było, że pod koniec rundy zaczęliście grać, jakbyście się pogodzili z faktem, że nie możecie prezentować futbolu efektownego i mocno ofensywnego. Wcześniej regularnie się wystawialiście. Mieliście dobry wynik z Koroną, Widzewem, Piastem, a potem bardzo łatwo traciliście gole. Gdy przeszliście do grania prostszego, to i wyniki zaczęły się zgadzać.

Na pewno w którymś momencie dotarło do nas, że niby nie graliśmy źle, niby te mecze były wyrównane i przyjemne dla oka, ze sporą liczbą sytuacji, ale drużyny z większym stażem w Ekstraklasie nas wypunktowywały. W ostatnich jesiennych meczach zmieniliśmy nastawienie. Graliśmy w trochę niższym bloku i wcale na tym nie traciliśmy z przodu. Ba, czasami okazji kreowaliśmy jeszcze więcej niż wcześniej. To także jest mądrość zespołu i sztabu, żeby umieć się dostosować do tego, co aktualnie jest potrzebne.

Należysz do jednych z pewniejszych punktów Termaliki. Pięć lat temu powiedziałeś u nas, że masz 69 meczów w Ekstraklasie, ale tak naprawdę niczego jeszcze w niej nie udowodniłeś. Coś się zmieniło, gdy masz ich już 97?

Chciałbym jeszcze więcej udowodnić (śmiech). Mówimy o niezłej połowie sezonu w moim wykonaniu. Rozegrałem praktycznie wszystko, co mogłem – to duży pozytyw. Jakieś liczby dołożyłem, bo miałem gola i dwie asysty w lidze plus bramkę w Pucharze Polski. Przyzwoite statystyki jak na „szóstkę”. Najważniejszy i tak pozostaje wynik drużyny. Nikt nie będzie zbyt mocno pamiętał postawy indywidualnej, jeśli spadniemy – zwłaszcza w przypadku obrońców czy defensywnych pomocników.

Ale chyba nie będziesz się krygował, że twoje notowania w Ekstraklasie są dziś wyższe niż wtedy. Minionej jesieni oglądałem zawodnika znacznie pewniejszego siebie i wszechstronniejszego z piłką przy nodze niż w czasach Górnika Zabrze czy Wisły Płock.

Nie będę się kłócił. Zawsze się trochę śmiałem przez łzy, że wcześniej się nie wybiłem, bo nigdzie – zwłaszcza w Górniku – nie miałem liczb i mało rzucałem się w oczy. Niby wszyscy mówili „fajnie, fajnie, tragedii nie ma”, ale jak przychodziło co do czego, dyskutowało się o innych zawodnikach.

Bez wątpienia pod każdym względem dojrzałem, stałem się ważniejszą postacią w drużynie. No i mam dobre statystyki. Nie mówię już nawet o golach i asystach, ale rzeczach typu liczba podań kluczowych, do przodu i tak dalej. To jest ważne, ludzie na to patrzą, nie oszukujmy się. Wybicie się w takich klasyfikacjach rzutuje na twój całościowy odbiór. Pod tym kątem mogę być zadowolony, ale czuję, że pod wieloma względami stać mnie na więcej.

Ofensywnie przełamałeś się szczebel niżej. Z jednej strony można stwierdzić, że na dość długo zakopałeś się w I lidze, a z drugiej bez tego okresu być może nie byłbyś teraz w takiej dyspozycji.

Tego typu refleksje zawsze przychodzą po fakcie. Co by było, czy mogłem odejść, czy zostać. Dużo się działo. Przychodziłem do Bruk-Betu w połowie sezonu, gdy jeszcze rywalizowała w Ekstraklasie. Niewiele nam zabrakło do utrzymania. Potem po roku byliśmy bardzo blisko awansu, przegraliśmy finał baraży. Kolejny sezon był słabszy, a ja latem 2023 mogłem odejść, ale kluby się nie dogadały. Po czasie wychodzi, że chyba dobrze się stało, bo w końcu awansowaliśmy. I to, co powiedziałeś: co sezon w I lidze zacząłem się kręcić koło dwucyfrówki w klasyfikacji kanadyjskiej, dzięki czemu dziś gra mi się nieco swobodniej na poziomie Ekstraklasy. Dojrzałem piłkarsko.

Maciej Ambrosiewicz o nieudanym transferze: Może i dobrze, że tak wyszło

„Kluby się nie dogadały”, czyli chodzi o Termalikę i ŁKS.

Tak, to żadna tajemnica. Było naprawdę bardzo blisko transferu. Już siedziałem na walizkach, miałem znalezione mieszkanie w Łodzi, ale na ostatniej prostej sprawa się wysypała. Może i dobrze, że tak wyszło. Widzimy, w jakim dziś punkcie jest ŁKS, a w jakim Bruk-Bet. Wtedy nikt nie wiedział, co przyniesie przyszłość. Mógłbym szybciej wrócić do Ekstraklasy, ale tylko na chwilę i ponownie wylądować w I lidze.

Zakładam, że nie byłeś w dobrym humorze, gdy dowiedziałeś się, że przeprowadzki nie będzie.

Nie uśmiechałem się, ale nie robiłem żadnej tragedii. Od początku dobrze żyłem z klubem. Nie obrażałem się i nie wymuszałem odejścia. Jasne, skoro pojawiła się okazja, chciałem wrócić do Ekstraklasy, zwłaszcza że w Łodzi pracował trener Kazimierz Moskal, który mnie chciał i z którym już współpracowałem. Wiedziałem jednak, że Termalica ma sprecyzowane oczekiwania i trzeba trochę zapłacić. ŁKS próbował się dogadać, nie wyszło i trudno. Nie było złej krwi między mną a Bruk-Betem. Nie straciłem motywacji, co chyba wyraźnie pokazałem w kolejnych sezonach.

Maciej Ambrosiewicz

Maciej Ambrosiewicz: Marcin Brosz złapał bliższy kontakt z zawodnikami

Łatwo zauważyć, że Marcin Brosz jest wyjątkowo ważnym trenerem w twojej karierze. Mocno się zmienił w porównaniu do tego, jak pracował w Zabrzu?

Myślę, że metody treningowe wielkiej modyfikacji nie uległy, podobnie jak jego filozofia futbolu. Bardziej się zmienił jako człowiek i to na pewno na plus. Nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że wcześniej było źle, ale widać, że złapał bliższy kontakt z zawodnikami. Prowadzenie młodzieżowej reprezentacji w pewnym sensie wymusiło na nim inne postępowanie. Młodym piłkarzom jest dziś łatwiej w codziennym funkcjonowaniu z trenerem Broszem, co nie znaczy, że zawsze jest to dla nich korzystniejsze. Może właśnie dlatego, że młodsi czasami mieli ciężko w Górniku, finalnie tak wielu z nich wypłynęło na szersze wody. Nieraz się lekko śmiejemy, gdy przypominamy sobie różne historie.

To na czym polega wyjątkowość Marcina Brosza, skoro tak dobrze go poznałeś?

Dla mnie już na tym, że pod jego wodzą wchodziłem do piłki seniorskiej i dostałem szansę w Górniku. Teraz w Bruk-Becie znów ze sobą pracujemy, leci trzeci sezon. To trener, który ma swój jasno sprecyzowany pomysł na grę i potrafi się go trzymać. Do tego stara się rozwijać nie tylko zespół, ale też wpływać na cały klub, na wielu płaszczyznach. W dzisiejszych czasach, kiedy od każdego zagadnienia są poszczególni ludzie, to coś wyjątkowego.

W jakim aspekcie pozaboiskowym Marcin Brosz pomógł się rozwinąć Termalice? Wydawać by się mogło, że ona akurat nie potrzebowała zbytnio rozwoju infrastrukturalnego czy organizacyjnego. 

Zawsze można coś poprawić. Ktoś się będzie śmiał, że to podstawy, ale mamy dziś w klubie wiele rzeczy, których nie mieliśmy wcześniej. Trochę zmieniono klubową siłownię, częściej jeździmy na zgrupowania, piłkarze maja zapewnione posiłki, jakość boisk jest jeszcze lepsza. I tak dalej. Często chodzi o małe rzeczy, których osoba z zewnątrz nie dostrzeże, ale dla piłkarzy mają znaczenie. Nieraz wypytują o nie przed podpisaniem kontraktu.

No to dokończ zdanie: Termalica utrzyma się w Ekstraklasie, ponieważ…

…zdobędzie więcej punktów niż trzy inne kluby. A tak poważnie – jesteśmy drużyną, która już dobrze się zna, ma określony pomysł na piłkę i jest solidna. Końcówka rundy pokazała, że poprawiliśmy grę obronną całego zespołu i chcemy to kontynuować, wygrywając z lepszymi, ale też pokonywać rywali walczących z nami o utrzymanie. Trzeba wygrywać sposobem, a nie grać radosną piłkę.

rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK

CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. Newspix

1 komentarz

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Kibice Legii wściekli po debiucie Papszuna! „Mioduski out”

redakcja
36
Kibice Legii wściekli po debiucie Papszuna! „Mioduski out”
Reklama
Reklama