Prezydent, który próbuje zainspirować sportowców własnym przykładem. Cytowanie świętego Augustyna. Pomyłka matematyczna głowy państwa. Wszystko to miało miejsce podczas dzisiejszego ślubowania zimowych olimpijczyków. Przy okazji tego wydarzenia można było przekonać się, że Adam Małysz wciąż lubi wbijać szpilki Radosławowi Piesiewiczowi, a relacje szefa PKOl z ministrem sportu też nie są idealne. Dowiedzieliśmy się też, w czym zgadzali się Piesiewicz i Wojciech Fortuna. To ostatnie może trochę dziwić.
Wystarczyło wejść do Centrum Olimpijskiego około godz. 9.30, na półtorej godziny przed planowanym początkiem ślubowania, by przekonać się, że gościem chyba będzie ktoś bardzo ważny. A w zasadzie najważniejszy w kraju. Kolejka gości imprezy, dziennikarzy i fotoreporterów. Każdy był dokładnie kontrolowany. Laptop? Musisz go wyjąć, otworzyć i pokazać, że to rzeczywiście sprzęt do pisania tekstów. Zapasowe okulary? Nie ma opcji, wyjmujesz z etui, bo przecież mogłoby się w nim znaleźć coś innego i niebezpiecznego. Ponad godzinę później do budynku przy Wybrzeżu Gdyńskim wszedł otoczony ochroniarzami prezydent Karol Nawrocki.
Dziennikarz: „Karol Nawrocki jest duży lepszy od Dudy”
Siedział w pierwszym rzędzie, w towarzystwie syna. Po drugiej stronie miał prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Radosława Piesiewicza, który dumnie wszedł obok niego na salę. Na zimowe igrzyska, które ruszają we Włoszech 6 lutego, powołanych zostało ostatecznie 59 polskich sportowców. Spora ich część była w Warszawie. Na początku uroczystości, po przedstawieniu gości i hymnie, Nawrocki wyszedł na scenę i zaczął przemawiać.
– Jest w tym dużo lepszy niż Duda – stwierdził po kilku minutach stojący obok kolega-dziennikarz. Rzeczywiście, widać, że prezydent, niezależnie od sympatii politycznych, w sztuce wystąpień publicznych zrobił duży postęp. Dziś czuje się w takich sytuacjach jak ryba w wodzie.

Prezydent Karol Nawrocki na ślubowaniu
Prezydent ma też chyba świadomość, gdzie był jakiś czas temu, a gdzie jest teraz, bo w pewnym momencie powiedział, kierując swoje słowa do olimpijczyków: – Gdyby rok temu ktoś powiedział, że zostanę prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej, też by nikt nie uwierzył albo niewielu by uwierzyło. A św. Augustyn z Hippony powiedział: „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”. W każdej sekundzie waszego występu prezydent Polski i cały naród polski będzie z wami.
Nawrocki przypomniał też olimpijczykom o ich wyjątkowości. – Polaków, razem z tymi mieszkającymi w innych krajach, jest 60 milionów, a was jest 60. To jest jedna dziesięciotysięczna – mówił. Cóż, wybaczymy mu w tym przypadku pomyłkę matematyczną.
Na ślubowaniu było trochę cytowania autorytetów, była też anegdota, opowiedziana przez ambasadora Włoch w Polsce.
– Prezydent Nawrocki opowiadał o papieżu Janie Pawle II. Wiecie, że on w mojej wiosce wychodził incognito pojeździć na nartach? Jeden z mieszkańców powiedział kiedyś do drugiego: „Spójrz na tego człowieka. Przecież to musi być papież”. A drugi od razu odpowiedział: „No co ty. Za dużo wypiłeś Grappy i za dużo Bombardino. To nie może być papież” – opisywał pan Luca Franchetti-Pardo.
Rosjanin ściga się dla Polski. Obejrzy go tylko ukochana
Na ślubowaniu nie było wielu sportowców, którzy są naszymi nadziejami medalowymi. Damian Żurek i Kaja Ziomek – Nogal, przemierzani do podium w sprincie w łyżwiarstwie szybkim, trenują w Inzell. Był Władimir Siemirunnij – rosyjski panczenista, który po inwazji na Ukrainę przeniósł się do naszego kraju, a w ubiegłym roku dostał polskie obywatelstwo. W igrzyskach będzie ścigał się na 10 000 m i 1500 m, a może również i na 5000 m (jest na liście rezerwowej). Zapowiada odważnie, że celuje nawet w złoto na „dychę” i nie jest to do końca bezpodstawne. Od ekspertów można usłyszeć, że na tym dystansie jest piątka, szóstka najlepszych zawodników, w tym on, dość wyraźnie odstająca od reszty. Zresztą – w grudniu 2025 roku Siemirunnij poprawił rekord Polski na tym dystansie o ponad 20 sekund, ustanawiając trzeci wynik w historii.
To zobowiązuje.

Władimir Siemirunnij (w środku)
Uśmiechnięty, wyluzowany. „Władek”, jak nazywają go koledzy i koleżanki z kadry, wydaje się nie stresować igrzyskami. Nieco spoważniał tylko, gdy spytaliśmy go, czy jego bliscy z Rosji udadzą się do Włoch. Powiedział, że niestety nie jest to możliwe, ale na żywo z trybun będzie go oglądała ukochana.
Radosław Piesiewicz, Adam Małysz i Jakub Rutnicki. Ich relacje nie są idealne
Zabrakło dzisiaj w Centrum Olimpijskim kadry skoczków. Środowisko reprezentował Adam Małysz. Prezes Polskiego Związku Narciarskiego pojawił się jako jeden z ostatnich, tuż przed początkiem uroczystości. Po niej przez kilkanaście minut cierpliwie odpowiadał na pytania dziennikarzy. Te głównie dotyczyły sporu z Piesiewiczem i wczorajszego spotkania w Ministerstwie Sportu i Turystyki – Zakopaliśmy topór, jest rozejm. Każdy ma swoje argumenty, a PKOl miał możliwość wprowadzenia zmian w składzie. Powiedziałem też wczoraj panu Piesiewiczowi, żeby nasze twarze zniknęły z billboardów, a pojawiły się olimpijczyków – przekonywał Małysz.
Niby łagodził przekaz, ale jednak szpilę, choć w sprytny i inteligentny sposób, wbił.

Adam Małysz
Ciekawym wątkiem jest to, że akredytacji olimpijskiej nie dostał Jakub Rutnicki, o czym informował m.in. na platformie X dziennikarz Mateusz Ligęza. – Żeby wręczyć mu nominację olimpijską, trzeba spotkać się osobiście. Zaprosiłem dziś ministra na kawę, ale nie miał czasu. Zaproszę go jeszcze raz w poniedziałek – tłumaczył Piesiewicz.
Wygląda na to, że relacje między tą trójką są jeszcze dalekie od bardzo dobrych.
Rutnicki, gdy zapytałem go o ulubioną zimową dyscyplinę, stwierdził, że zawsze bardzo lubił prędkość. Wymienił na pierwszym miejscu łyżwiarstwo szybkie, ale dodał, że lubi też skoki narciarskie. Wśród kandydatów do medalu jako pierwszego wskazał Damiana Żurka.
Piesiewicz i Wojciech Fortuna byli za Piotrem Żyłą
W programie na Weszło TV, który robiliśmy na żywo w środę wieczorem, Piesiewicz powiedział, że w temacie wyboru kadry w skokach narciarskich miał ożywioną rozmowę z Wojciechem Fortuną i mieli na ten temat podobne zdanie. Ale nie rozwinął tej myśli. Przypomnijmy – sztab zdecydował się na Kacpra Tomasiaka, Kamila Stocha i Pawła Wąska. W tym przypadku nie było żadnej zmiany decyzji przez PZN czy PKOl. To trzecie nazwisko budziło pewne kontrowersje, tym bardziej, że wydawało się, że walkę o igrzyska toczyli w Japonii Dawid Kubacki i Kamil Stoch.
Jako że Fortuna – sensacyjny mistrz olimpijski z Sapporo z 1972 roku – był obecny w Warszawie, zapytałem go, w czym zgadzali się z Piesiewiczem.
– Rzeczywiście, byliśmy zgodni z panem prezesem. Uważamy, że szansę powinien dostać Piotr Żyła, bo to jest zawodnik, który ma potencjał, by dużo osiągnąć na największej imprezie – powiedział nam Fortuna.
W dalszej części rozmowy było ciekawie. Kiedy spytałem pana Wojciecha, przez część środowiska uważanego za „Jana Tomaszewskiego skoków”, czy Kamil Stoch może osiągnąć w igrzyskach najlepsze wyniki w sezonie, ten tylko spytał: – A pan to w ogóle ogląda skoki narciarskie?
Później stwierdził jeszcze, że Kacper Tomasiak ma duży potencjał, jest młody i przy splocie różnych okoliczności może zaskoczyć jak on w Japonii 54 lata temu. Choć z drugiej strony – w kilku reprezentacjach są bardzo mocni rywale.
Zofia Klepacka – kiedyś na podium igrzysk, dziś w Telewizji Republika
Przy okazji ślubowania jedni pytali wyłącznie o kwestie sportowe i szanse w nadchodzących igrzyskach, a inni wracali do afer z ostatnich dni – najpierw tej związanej z alpejkami (Aniela Sawicka i Nikola Komorowska), a następnie dotyczącej alpejczyków (Piotr Habdas podmieniony przez PKOl na Michała Jasiczka). Sawicka jako jedyna przedstawicielka narciarstwa alpejskiego była na miejscu. W niedzielę, mimo że w poprzednich dniach, ze zrozumiałych względów, przez całe zamieszanie, nie mogła spać i godzinami płakała, bardzo dobrze spisała się w slalomie w Szpindlerowym Młynie, zajmując 38. miejsce. A to był jej debiut w Pucharze Świata.
– Byłam z siebie bardzo zadowolona. Cieszę się, że dałam radę mimo tych wszystkich okoliczności. W igrzyskach chciałabym znaleźć się w pierwszej trzydziestce – powiedziała w rozmowie z Weszło. – Jestem przekonany, że Anielę na to stać – dodał Zbigniew Dendys, jej trener.
W Centrum Olimpijskim były też osoby kojarzone bardziej ze sportami letnimi. Ci, którzy właśnie w nich sięgali po medale. Czesław Lang, wicemistrz olimpijski z 1980 roku w kolarstwie, uciął sobie dłuższą pogawędkę z Małyszem. W Mediolanie i Cortinie pan Czesław będzie attache polskiej reprezentacji olimpijskiej. Rozmowy z zawodnikami i zawodniczkami przeprowadzała natomiast Zofia Noceti-Klepacka. Jeszcze nie tak dawno temu brązowa medalistka letnich igrzysk w żeglarstwie (Londyn, 2012 rok), a dziś dziennikarka Telewizji Republika.

Zofia Noceti-Klepacka
– Myślę, że jakieś dwa, trzy polskie medale będą mieć miejsce. Trzeba kibicować wszystkim polskim sportowcom. Choć wywodzę się z letnich, zimowe sporty są mi bliskie, bo sama uprawiam amatorsko kilka z nich i to uwielbiam – stwierdziła w rozmowie z Weszło.
JAKUB RADOMSKI
WIĘCEJ O SPORTACH ZIMOWYCH NA WESZŁO:
- PZN przyznał się do błędu. Ale i znów się skompromitował
- Polski Związek Narciarski skreślił alpejkę. „Oszukiwanie młodego człowieka”
- Wielu skoczków czuje strach. „Każdy ma trzy karty w kieszeni”
Fot. Newspix.pl