Nikolić wspomina Legię. „Brakuje mi tej grupy, była wyjątkowa”

Marcin Ziółkowski

29 stycznia 2026, 17:02 • 3 min czytania 12

Nikolić wspomina Legię. „Brakuje mi tej grupy, była wyjątkowa”

Nemanja Nikolić podczas gry dla Legii był w fenomenalnej formie. W pierwszym sezonie został królem strzelców Ekstraklasy, a gdy po kilku miesiącach odszedł z klubu to i tak pozostał w najlepszej dziesiątce ligowych strzelców do końca rozgrywek. W rozmowie z BeIN SPORTS USA nie zabrakło ani tematów wspominkowych, ani także aktualnych. Nikolić wypowiedział się choćby o sytuacji Milety Rajovicia.

Reklama

Nikolić: Rajović musi mieć instynkt killera

Nie trzeba było się tego zbytnio domyślać, ale były piłkarz kadry Węgier bardzo ciepło wspomina swój krótki czas w Polsce. Był on pełen wspaniałych chwil.

– Mogę powiedzieć, że było to świetne i pełne doświadczeń półtora roku. Nie był to zbyt długi czas, ale na pewno niesamowity. Czas sukcesów zarówno dla mnie, jak i dla klubu. To był okres 100-lecia Legii i był to czas wyjątkowy, bardzo ważny. Chcieli być ponownie mistrzami, bo rok wstecz był nim Lech.

Reklama

Z najlepszych relacji z innymi zawodnikami Legii Nikolić wymienił przede wszystkim dwa nazwiska. Podkreślił istotę mocnych charakterów z Polski i… chęć ponownego spotkania dawnych kompanów. Do dziś wspomina on tę grupę jako prawdziwie wyjątkową.

Mieliśmy mocną i silną szatnię, wiele mocnych charakterów i trenera Czerczesowa. Dyscyplina była na wysokim poziomie, ale byliśmy też mocno skorzy do walki między sobą w szatni, jeśli chodzi o najważniejsze zasady. To było dla mnie ważne.

– Moja relacja z Guilherme była wyjątkowa. Był numerem osiem, grał czasem na skrzydle. Podobnie wyjątkowa była relacja z Prijoviciem. Ważne były też polskie charaktery, jak Malarz, Pazdan, Jędza, Borysiuk. Z wieloma z nich mam kontakt, ale nie pogardzę, jeśli Legia zorganizuje nam jakieś spotkanie po latach. Brakuje mi tej grupy, była wyjątkowa. Jestem szczęśliwy, że byłem jej częścią.

Mecze Legii z Borussią Dortmund w Lidze Mistrzów w sezonie 2016/17 były pełne bramek. Sześć w Warszawie i aż 12 na Signal Iduna Park – tak bardzo ofensywne były to spotkania. A jak Węgier wspomina mecz rozegrany w Niemczech? Był to dla niego występ szczególny.

– To było wielkie szczęście i szaleństwo. Po pierwsze nie zacząłem go w pierwszym składzie i nie uważałem tego w tym konkretnym momencie za dobrą decyzję trenera. W eliminacjach miałem spory udział w tym, że udało się awansować i to po 20 latach. To był świetny mecz dla kibiców, ale nie taki dobry taktycznie (śmiech). Gol w tym meczu był dla mnie 50. dla Legii, to była wyjątkowa chwila, której nigdy nie zapomnę.

Nikolić wspomniał, że śledzi, co się dzieje w Legii. Cieszy go obecność Michała Żewłakowa w klubie, a także zatrudnienie Marka Papszuna.

– Tak, jasne. (…) Mają teraz bardzo dobrego trenera, to dobry lider z dobrym charakterem. Cieszę się, że Żewłakow jest z powrotem w klubie. Zna ten klub bardzo dobrze.

Zwrócił jednak uwagę, że Mileta Rajović musi być lepiej przygotowany na realia panujące wokół klubu. W Legii napastnik, jego zdaniem, musi być mocnym charakterem z instynktem killera.

– To dobre pytanie. Bycie silnym napastnikiem z instynktem killera to coś, czego nie da się nauczyć. Musisz zostawać po zajęciach na trening strzelecki, wierzyć, że to ci pomoże. To obowiązek, jeśli chcesz się lepiej przygotować mentalnie i fizycznie, zrobić krok do przodu. Svitlica, Ljuboja, Rado, Prijo, ja – mieliśmy wszyscy mocny charakter, a także właściwą mentalność. Bycie napastnikiem w Legii to nie tylko gole, to też fakt radzenia sobie z presją. Dla mnie – napastnik w Legii musi mieć mentalność killera.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

12 komentarzy

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Reklama