Piesiewicz o Małyszu: Może mieć pretensje tylko do siebie

Sebastian Warzecha

29 stycznia 2026, 09:55 • 3 min czytania 6

Piesiewicz o Małyszu: Może mieć pretensje tylko do siebie

Radosław Piesiewicz, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, był gościem WeszłoTV. Na antenie wyjaśniał okoliczności niedawnej afery związanej z powołaniami do olimpijskiej kadry, ale też zapewniał, że to nie efekt jego osobistego konfliktu z Adamem Małyszem, jak niektórzy twierdzili. Choć nie uciekał od mocnych słów wobec aktualnego prezesa Polskiego Związku Narciarskiego: – To wybitny sportowiec. […] Ale czym innym jest Adam Małysz, prezes PZN – mówił.

Reklama

Radosław Piesiewicz uderza w Adama Małysza. „Daje powody, by się martwić”

Na czym polega konflikt na linii PKOl-PZN? Rozbija się (głównie, choć nie tylko) o powołania związku na igrzyska olimpijskie, w które ostatecznie musiał ingerować komitet. Ten ostatni twierdzi – ustami właśnie Radosława Piesiewicza – że była to interwencja konieczna, by utrzymać nominacje olimpijskie w zgodzie z… regulaminem PZN. Nie zgadzają się z nim przedstawiciele związku. I tak to się kręci. Więcej dowiedzieć możecie się choćby z poniższego wideo albo z linków do artykułów, które znajdziecie na końcu tego tekstu.

Reklama

Przy okazji rozmowy z Radosławem Piesiewiczem w naszym programie pojawił się też jednak wątek Adama Małysza. Pojawiły się bowiem głosy, że Radosław Piesiewicz postanowił dopiec konkretnie jemu i że obaj mają ze sobą na pieńku. Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego stanowczo temu jednak zaprzeczył.

Ja mam ogromny szacunek do tego, co zrobił pan Adam Małysz jako sportowiec – mówił. – To był wybitny skoczek, fantastyczny sportowiec. Sam dmuchałem w telewizor, żeby leciał jak najdalej i zdobywał medale dla Polski. Ale czym innym jest teraz Adam Małysz, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, w którym jest bardzo dużo niedociągnięć. [Prezes] daje nam powody, by martwić się tym, co dzieje się dziś w Polskim Związku Narciarskim. Mam bardzo dużo dokumentów i cieszę się, że wreszcie będę mógł pokazać te dokumenty panu ministrowi.

W tym ostatnim zdaniu Radosław Piesiewicz nawiązywał do spotkania z ministrem sportu, które ma odbyć się dzisiaj (29 stycznia) i na którym ma zostać omówiona sprawa ostatnich konfliktów w polskim sporcie. Prezes PKOl dodawał też jednak, że choć osobistego konfliktu z Adamem Małyszem nie ma, to nie uważa, by ten dobrze sobie radził w roli prezesa.

– Tu nie ma konfliktu Piesiewicz-Małysz. Proszę mi wierzyć, że gdyby ktoś inny był prezesem Polskiego Związku Narciarskiego, to na pewno byłby dziś odcięty od finansowania. Na pewno byłyby wysłane kontrole z ministerstwa sportu, pewnie też z NIK-u. Słyszeliśmy z doniesień medialnych, że jedna z zawodniczek zbierała 30 tysięcy złotych, by dokończyć przygotowania do igrzysk [chodzi o Elizę Rucką-Michałek, naszą biegaczkę narciarską – przyp. red.]. Przecież to jest kuriozum i skandal, co dzieje się dziś w Polskim Związku Narciarskim – stwierdził Piesiewicz.

PZN przyznał się do błędu. Ale też znów się skompromitował [KOMENTARZ]

Piesiewicz dodawał również, że na skrzynkę PKOl-u przychodzi aktualnie sporo dokumentów, dodatkowo obciążających PZN i jego działania. Podobnie jest z telefonem, który z rzadka milknie. Wszystko to, czego w PKOl-u mieli dowiedzieć się czy to od działaczy, czy zawodników, czy informatorów, a co dotyczy PZN-u ma zostać przedstawione ministrowi sportu. Co do Adama Małysza, Radosław Piesiewicz dodawał też jednak – nieco z przekąsem – że ten mógłby być nieco „pilniejszym” prezesem.

– Trzeba bywać na zarządach Polskiego Komitetu Olimpijskiego. I wszyscy zainteresowani, którzy chcieli być, byli. Zostali poinformowani o tym zarządzie 14 dni wcześniej i uważam, że obowiązkiem prezesa związku sportów zimowych jest na takim zarządzie być, brać w nim udział, i tłumaczyć, rozmawiać, dyskutować. Jeżeli nie ma takiego głosu, to pan prezes Małysz może mieć pretensje tylko do siebie – stwierdził.

Zapowiada się więc, że – nawet jeśli nie jest to konflikt osobisty – cała sytuacja może prędko się nie rozwiązać.

Fot. Newspix

Czytaj więcej na Weszło:

6 komentarzy

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Igrzyska

Reklama
Reklama