Tradycyjnie w letnim okienku polskie kluby pożegnały dziesiątki obcokrajowców. Jakąś łzę można uronić za zdecydowaną mniejszością z nich, ale nawet na takich przykładach widzimy, że do Polski trafiają coraz lepsze nazwiska.
Obecnie piłkarze, którzy nie grali pierwszych skrzypiec w Ekstraklasie i z różnych względów ją opuścili, często są łakomym kąskiem dla lig pokroju rumuńskiej, bułgarskiej czy cypryjskiej. Tacy goście jak Bruno Jordao, Pedro Nuno czy nawet Tomas Silva stali się ważnymi postaciami swoich nowych klubów.
Idąc dalej – Lazaros Lamprou w Rakowie kompletnie rozczarował, a w rodzimym Volos daje radę. Kreshnik Hajrizi nie zaistniał w Widzewie, za to ze Sionem znajduje się w czołówce szwajcarskiej ekstraklasy. Saad Agouzoul wiosnę spędził w Radomiaku Radom, by teraz z niezłym skutkiem grać w Omonii Nikozja. Będący niewypałem w Legii Warszawa Sergio Barcia walczy ze swoim Las Palmas o przepustki do LaLiga.
Cały czas mówimy o zawodnikach, których osobno nie wyróżniliśmy. Pora zatem na dziesiątkę, która naszym zdaniem najlepiej radzi sobie po odejściu z Polski latem 2025. Nie brakuje zaskoczeń.
Obcokrajowcy, którzy najlepiej radzą sobie po odejściu z Polski latem 2025
Spis treści
- Obcokrajowcy, którzy najlepiej radzą sobie po odejściu z Polski latem 2025
- Ryoya Morishita (Blackburn)
- Rasmus Carstensen (Aarhus)
- Vladan Kovacević (Norwich)
- Assad Al-Hamlawi (Universitatea Craiova)
- Sylvester Jasper (Żeljeznicar Pancevo)
- Arnau Ortiz (Atletico Madryt B)
- Luis Mata (Kairat Ałmaty)
- Virgil Ghita (Hannover 96)
- Efthymios Koulouris (Al-Ula)
- Benjamin Kallman (Hannover 96)
- CZYTAJ WIĘCEJ O POLSKIEJ PIŁCE:
Ryoya Morishita (Blackburn)
Pod koniec sierpnia zamienił Legię Warszawa na Blackburn. Z indywidualnego punktu widzenia bezboleśnie wprowadził się do Championship. Już w swoim drugim występie – a pierwszym od początku – zdobył zwycięską bramkę z Watfordem.
Potem zaliczał asysty w wygranych meczach z Bristol City i Preston.
To działo się jeszcze w listopadzie. Od tamtej pory Blackburn wpadło w dołek. W ostatnich trzynastu ligowych spotkaniach tylko raz sięgnęło po komplet punktów i w tym sezonie raczej nie powalczy o awans. Absencja Morishity na pewno nie pomogła. Japończyk pod koniec grudnia doznał kontuzji i leczył się przez miesiąc. Na boisko wrócił dopiero w miniony weekend.
On generalnie może być w miarę zadowolony. Jeśli jest zdrowy, menedżer Valerien Ismael na niego stawia – najczęściej w wyjściowej jedenastce. Pewnym problemem wydaje się tylko rzucanie po pozycjach. Morishita zaczynał jako prawy wahadłowy, później był ofensywnym pomocnikiem, następnie pełnił bardziej rolę „ósemki”, a teraz wracając wystąpił na lewym wahadle.
Rasmus Carstensen (Aarhus)
Rok temu trafił do Lecha Poznań na półroczne wypożyczenie bez opcji wykupu. Miał za rywala do gry w składzie Joela Pereirę. I mimo to przez sporą część rundy wiosennej wygrywał rywalizację z Portugalczykiem. Carstensen pozostawił po sobie bardzo dobre wrażenie i dołożył sporą cegiełkę do mistrzostwa Polski.
Przy Bułgarskiej czuł się bardzo dobrze, ale tęsknił za Danią i partnerką, która tam została. Gdy więc zjawił się ponownie w FC Koeln, to głównie po to, żeby od razu odejść na kolejne wypożyczenie. Tym razem do Aarhus, gdzie… gra jego druga połówka.
Kwitnące życie rodzinne przełożyło się na boisko. Carstensen świetnie spisuje się na prawym wahadle, strzelił trzy gole, zaliczył dwie asysty i razem z kolegami jest liderem duńskiej ekstraklasy (cztery punkty przewagi nad FC Midtjylland). Same plusy.

Vladan Kovacević (Norwich)
Zimą 2025 awaryjnie wypożyczyła go Legia. Miał z miejsca uzdrowić sytuację w bramce i od razu dostał skład od Goncalo Feio. Zamiast pomóc, Kovacević jeszcze pogłębił problem, popełnił kilka kosztownych błędów i dość szybko z powrotem między słupki wskoczył Kacper Tobiasz.
W Sportingu były golkiper Rakowa Częstochowa nie miał czego szukać. Udało mu się wyjść z tego zamieszania suchą stopą. Podpisał długi kontrakt z Norwich i w przekroju kilku pierwszych miesięcy jest jednym z czołowych zawodników Kanarków.
Ma momenty znakomite. Obronił oba rzuty karne, przed którymi go postawiono. W jednym i drugim przypadku były to interwencje w wygranych meczach, czyli niezwykle istotne.
So good ⛔️ pic.twitter.com/h94Ox5SlV5
— Norwich City FC (@NorwichCityFC) December 13, 2025
Z kolei w niedawnym spotkaniu z Wrexham (2:1) zachwycił kibiców taką oto paradą. To może być bramkarski popis sezonu.
I mean… how? 🤯 pic.twitter.com/oKN3vbgPKr
— Norwich City FC (@NorwichCityFC) January 18, 2026
Jak to u Kovacevicia bywa, raz na jakiś czas przytrafi mu się ewidentnie słabszy dzień. Na początku sezonu z Middlesbrough sprokurował dwie groźne sytuacje po zagraniach nogami – w pierwszym przypadku został zblokowany i zrobiło się niebezpiecznie, w drugim po wyjściu poza pole karne podał piłkę przeciwnikowi, który jednak nie trafił do bramki.
1 stycznia chyba się nie wyspał, bo na sam koniec przepuścił łatwy do obrony, zdawałoby się, strzał zza pola karnego. Tyle dobrze, że Norwich i tak sięgnęło po pełną pulę na stadionie QPR.
Kanarki miały potężny kryzys między wrześniem a listopadem (cztery remisy, dziewięć porażek) i dopiero co opuściły strefę spadkową. Spokojne utrzymanie w Championship to chyba wszystko, na co mogą liczyć w tym sezonie.
Assad Al-Hamlawi (Universitatea Craiova)
W bardzo nieelegancki sposób wymusił swoje letnie odejście ze Śląska Wrocław. Opuścił zgrupowanie (dostał za to ok. 200 tys. zł kary) i zasłaniał się „epizodem lęku”. Napastnik nie był zadowolony, że WKS nie osiągnął porozumienia w sprawie jego sprzedaży i robił wszystko, żeby doprowadzić do transferu. To mu się koniec końców udało, a i Śląsk dopiął swego, otrzymując kwotę w granicach miliona euro, o którą od początku mu chodziło.
Jak Palestyńczykowi idzie w Universitatei Craiova? Co najmniej nieźle. 20 meczów i 5 goli w rumuńskiej ekstraklasie szału nie robi, ale Al-Hamlawi przydał się przede wszystkim na międzynarodowej arenie. W eliminacjach Ligi Konferencji ustrzelił hat-tricka z FK Sarajewo, a w następnej rundzie trafił do siatki Spartaka Trnawa. Już w fazie ligowej LK zapewnił zwycięstwo nad FSV Mainz, wykorzystując rzut karny sprokurowany przez Kacpra Potulskiego.
Universitatea zdobyła siedem punktów i akurat w jej przypadku nie wystarczyło to do pucharowej gry na wiosnę. Al-Hamlawi i koledzy mają jednak duże szanse, by wkrótce ponownie pokazać się w Europie, bo obecnie przewodzą stawce w lidze rumuńskiej.
Sylvester Jasper (Żeljeznicar Pancevo)
Jeden z symboli nieudolności Śląska Wrocław w poprzednim sezonie. Najbardziej pamiętny moment z jego udziałem to scenka z Radomia, gdy w samej końcówce Rafał Leszczyński wystartował do swojego kolegi z pola z wielkimi pretensjami. Gdyby go nie powstrzymano, mogłoby dojść do rękoczynów.

W ofensywie Jasper regularnie zawodził i skończył rozgrywki z raptem dwoma asystami.
Gdy więc były reprezentant bułgarskiej i angielskiej młodzieżówki odchodził do Serbii, wydawało się, że w kontekście poważniejszej piłki już o nim nie usłyszymy. Tymczasem w barwach Żeljeznicara Pancevo prezentuje się on tak dobrze (19 meczów, 4 gole, 4 asysty), że na początku stycznia łączono go z Freiburgiem. Niemcy mieli oferować 1,3 mln euro, ale jego klub żądał 2 mln. Na razie ciąg dalszy nie nastąpił.
Niewykluczone, że skończy się na przeprowadzce do Wycombe Wanderers z League One. To i tak byłoby dość miękkie lądowanie w kontekście tego, co prezentował w Polsce.
Arnau Ortiz (Atletico Madryt B)
Ten sezon zaczął jeszcze w I lidze po spadku Śląska Wrocław. W sześciu meczach strzelił jednego gola (z Miedzią Legnica) i zaliczył jedną asystę (z Odrą Opole). Na finiszu letniego okienka wrócił jednak do Hiszpanii. Rozstanie odbyło się w bardzo kulturalny sposób, ale przekaz ze strony piłkarza był jasny: nie chce już grać w tej drużynie.
Ortiz zakotwiczył w trzecioligowych rezerwach Atletico prowadzonych przez Fernando Torresa i jest absolutną gwiazdą jego zespołu. W dwudziestu występach zdobył już 13 bramek i zaliczył dwie asysty. W tym roku znajduje się w formie wręcz szalonej: cztery mecze, sześć goli, asysta i wywalczony rzut karny. Dopiero co pokonał bramkarza CE Europa strzałem z połowy boiska. Pytanie, co ten bramkarz robił w takim miejscu na początku drugiej połowy…
Jako że nadal mówimy o niestarym zawodniku (rocznik 2001) być może tak dobrym sezonem wypromuje się jeszcze gdzieś wyżej. Na debiut w pierwszym zespole Atletico mimo wszystko raczej trudno liczyć.
Luis Mata (Kairat Ałmaty)
Trudno było żałować jego odejścia. W Pogoni Szczecin zawsze był co najwyżej średniakiem, ligowym dżemikiem, a w Zagłębiu Lubin chwilami już nawet do tego statusu nie doskakiwał. Grał nieregularnie, często przegrywał rywalizację na lewej obronie. Pożegnano go bez żalu.
Mata wybrał się do Kazachstanu i przeżywa teraz najpiękniejsze chwile w karierze. Z Kairatem Ałmaty, w którym jest pewniakiem do wyjściowej jedenastki, dopiero co świętował zdobycie mistrzostwa. Najważniejsze jednak są dokonania europejskie. Kairat po długich eliminacjach i ograniu Olimpiji Ljubljana, KuPS, Slovana Bratysława oraz Celtiku wszedł do Ligi Mistrzów. W niej zdobył tylko punkt z Pafos, resztę meczów przegrał.

Mimo to i tak nie sposób było przypuszczać, że zawodnik, który przed przyjściem do Polski nie wyszedł poza drugą ligę portugalską i trzecią ligę hiszpańską zmierzy się na poważnie z takimi rywalami jak Real Madryt czy Inter. W tym tygodniu kolejna wielka przygoda, już na pożegnanie z LM: wyjazdowy mecz z Arsenalem.
Virgil Ghita (Hannover 96)
Duet z Cracovii za naszą zachodnią granicą robi dobrą reklamę Ekstraklasie. Czołowe kluby 2. Bundesligi chyba jeszcze chętniej będą szukać u nas wzmocnień. Ghita od samego początku jest jedną z kluczowych postaci Hannoveru. Nie opuścił żadnego meczu ligowego, tylko trzy razy nie przebywał na boisku od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego.
Do solidnej gry w obronie tradycyjnie dokłada zagrożenie w polu karnym przeciwnika. W debiucie asystował przy zwycięskim golu z Kaiserslautern, a w następnych tygodniach trafił do siatki Holstein Kiel i SV Elversberg.
Ghita przeważnie utrzymuje równy, solidny poziom. W „Kickerze” ma średnią not 3,29. Ewidentnie słabsze chwile to tylko mecze z Dynamem Drezno (4,5) i Schalke (5,0).
Lekkim rozczarowaniem mogą być wyniki. Hannover w ostatnich pięciu kolejkach wygrał raz i nieco się opuścił w tabeli. Aktualnie traci cztery punkty do podium.
Statystyki zawodnika (sezon) dostarczony przez Superscore
Efthymios Koulouris (Al-Ula)
Dostał kontrakt życia, żeby robił to samo, co w Pogoni Szczecin i sumiennie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Druga liga arabska to nie są Himalaje futbolu, ale w takich egzotycznych destynacjach potrafili już rozczarowywać bardziej renomowani zawodnicy.
Koulouris tymczasem z miejsca zaczął dziurawić siatki rywali. W osiemnastu spotkaniach zdobył 14 bramek i dołożył dwie asysty. Omijają go większe wahania formy. Nigdy nie miał więcej niż jednego meczu bez gola. Najlepiej wypadł 21 grudnia z Al Jandal, gdy ustrzelił hat-tricka.
قنــاص ويعرف طريق الشباك , كـولو له من اسمه نصيب 🎯 #العلا_العروبة | #العلا https://t.co/j2OodO2yDE pic.twitter.com/yRQt5fvRcp
— نادي العلا | AlUla Club (@AlUlaclub) November 8, 2025
Drużyna Kolourisa ma realne szanse, żeby powalczyć nawet o bezpośredni awans. Na razie zajmuje czwarte miejsce i traci cztery punkty do wicelidera.
Benjamin Kallman (Hannover 96)
Był gwiazdą Ekstraklasy, staje się gwiazdą 2. Bundesligi. Kallman zaczynał w Hannoverze jako zmiennik, a i tak po czterech kolejkach miał już trzy gole.
Pod koniec września wskoczył do wyjściowego składu i od tej pory nie oddaje miejsca. Zdobył kolejnych osiem bramek i walczy o snajperską koronę. Do najlepszych w tej klasyfikacji traci tylko jednego gola. Gdyby wykorzystał rzut karny z Bochum, już dziś by się z nimi zrównywał. Dodajmy, że to był jedyny karny, do którego Fin podszedł, nie nabija sobie statystyk strzałami z jedenastu metrów.
Nie wiadomo, czy przypadkiem Kallman szybko nie wypromował się wyżej. Dopiero co media na Wyspach donosiły, że jeśli Josh Sargent opuści Norwich, może go zastąpić właśnie napastnik reprezentacji Finlandii. To już musiałoby oznaczać transfer liczony w wielu milionach funtów.
CZYTAJ WIĘCEJ O POLSKIEJ PIŁCE:
- Treningi o 7 rano. Czy Sandecja łamie reguły tworząc Klub Kokosa?
- Jagiellonia ratuje się transferem Nahuela z Izraela. Fatalny pomysł…
- Pierwszy do zmiany. Czy trzeba się martwić o Ziółkowskiego w Romie?
Fot. Newspix