Sadio Mane oznajmił po awansie do niedzielnego finału Pucharu Narodów Afryki, że będzie to jego ostatni występ w tym turnieju. Byłoby zatem po prostu przykre, gdyby ostatni taniec tak uznanego zawodnika został przyćmiony skandalicznymi błędami sędziowskimi. A niewiele brakowało, by właśnie taki scenariusz się ziścił. W pewnym momencie prawie cała drużyna Senegalu opuściła nawet boisko w akcie protestu wobec – w ich ocenie – ustawki pod końcowy triumf Maroka. Jednak Mane namówił swój zespół, by – mimo wszystko – walczyć do końca. Po męsku. No i się opłacało. „Lwy Terangi” zdołały bowiem rzucić gospodarzy imprezy na deski w dogrywce i po raz drugi w historii zostały najlepszą drużyną Czarnego Lądu. Mane żegna się z Pucharem Narodów Afryki w wielkim stylu, ze złotym medalem na szyi.
Niesamowite, jak wiele emocji wygenerował doliczony czas niedzielnego finału.
- w czwartej minucie Senegal zdobył gola po rzucie rożnym, ale sędzia nie uznał bramki z uwagi na faul-widmo – kolosalny skandal
- kilka chwil później arbiter po konsultacji z VAR-em podyktował miękką jedenastkę dla Maroka
- rozwścieczeni Senegalczycy odmówili kontynuowania rywalizacji, posypały się żółte kartki dla awanturujących się graczy obu zespołów
- piłkarze Maroka usiłowali przekonać rywali do wznowienia spotkania, zbulwersowani Senegalczycy zeszli do szatni
- sędzia podjął decyzję, że rzut karny dla Maroka będzie ostatnim zagraniem meczu
- Sadio Mane, który jako jedyny nie opuścił murawy, zaciągnął swój zespół z powrotem na plac, krzycząc: „Będziemy grać! Będziemy grać jak mężczyźni!”
- kibice Senegalu przypuścili szturm na boisko, powstrzymał ich cały zastęp policjantów
- po kwadransie oczekiwania Brahim Diaz zmarnował rzut karny – dokładnie w 24. minucie doliczonego czasu po… nieudanej panence
- sędzia zagwizdał i zarządził dogrywkę
Absolutne kino. Czyste wariactwo. Tego by się nie dało wyreżyserować.
Brahim Diaz with the worst panenka miss of all time
Good news for SENEGAL.
They had clearly been robbed.#AFCON2025 #Morocco_Senegal pic.twitter.com/UsjGh6F8Ku
— THE BOLD ONE (@MrBoldOne) January 18, 2026
Było jednak jasne, po czyjej stronie jest psychologiczna przewaga po tym, jak Edouard Mendy z łatwością wyłapał futbolówkę tak nieudolnie podciętą przez Diaza. Pape Gueye już w czwartej minucie dogrywki skierował piłkę do sieci, zapewniając Senegalowi upragnione prowadzenie. Prowadzenie, którego Mane i spółka już gospodarzom nie oddali. A mogli je nawet podwyższyć, ale Cherif Ndiaye spudłował w nieprawdopodobnych okolicznościach.
🚨⚽️ Pape Gueye (24) scores in the AFCON final! What a strike! 🇸🇳 pic.twitter.com/jyoWwdgE5N
— EuroFoot (@eurofootcom) January 18, 2026
Mane żegna się z zatem Pucharem Narodów Afryki jak prawdziwy szef. O ile naród w ogóle pozwoli mu na pożegnanie, co nie jest wcale takie oczywiste.
🗣️ 🇸🇳Sadio Mané rappelle ses coéquipiers rentrés au vestiaire :
« Appelle-les ! On va jouer ! On va jouer comme des hommes ! » 👏🏻#CAN2025 #MARSEN pic.twitter.com/K8IonXYOHU
— Bleu Blanc Rouge ! 🇫🇷 (@LBleuBlancRouge) January 18, 2026
Talizman. Sadio Mane to najlepszy piłkarz w historii Senegalu
Reprezentacja Senegalu w erze Sadio Mane niejako przyzwyczaiła do udanych występów w Pucharze Narodów Afryki. Owszem, w 2023 roku „Lwy Terangi” zakończyły udział w turnieju już na etapie 1/8 finału, ale akurat tamta impreza ułożyła się dla nich dość niefortunnie. Senegal wygrał bowiem swoją grupę tylko po to, by na pierwszym etapie fazy pucharowej napatoczyć się na… gospodarzy i późniejszych triumfatorów turnieju, czyli reprezentację Wybrzeża Kości Słoniowej. Iworyjczycy wyrzucili wtedy Senegalczyków za burtę po triumfie w konkursie jedenastek.
Wcześniejsze edycje PNA stanowiły natomiast prawdziwą demonstrację siły senegalskiego futbolu. W 2021 roku Mane powiódł kadrę do końcowego sukcesu podczas turnieju w Kamerunie, a dwa lata wcześniej „Lwy Terangi” wywalczył srebrne medale na imprezie rozegranej w Egipcie.
Finałowa potyczka z Marokiem była zatem dla Mane meczem numer 29 w mistrzostwach Czarnego Lądu. Do rekordu Andre Ayew (osiem turniejów, 36 spotkań) nadal mu daleko, podobnie jak do strzeleckiego rekordu Samuela Eto’o (18 goli w PNA, o siedem trafień więcej od Senegalczyka), tym niemniej były gwiazdor Liverpoolu solidnie zapracował na status jednego trzech, góra pięciu z najwybitniejszych afrykańskich zawodników w dziejach. W zasadzie wszystko tu się zgadza: wspaniała kariera klubowa, wielkie sukcesy w drużynie narodowej. Chyba tylko o ubogi dorobek mundialowy można się Mane czepiać, bo jak dotąd na mistrzostwach świata zaliczył ledwie trzy występy. Doskonale je zresztą w Polsce pamiętamy, ponieważ mowa o turnieju z 2018 roku.
No ale okazja do poprawy tego mizernego bilansu już za parę miesięcy. O ile zdrowie dopisze, bo przecież w Katarze nie zobaczyliśmy Mane w akcji właśnie z uwagi na kontuzję.
W 124 występach w reprezentacji kraju, 33-latek zapisał na swoim koncie 52 gole. I tutaj kolejna niesamowita statystyka. Otóż reprezentacja Senegalu NIGDY nie przegrała meczu, w którym Mane wpakował piłkę do sieci. Aż trudno w to uwierzyć, ale w 44 spotkaniach międzypaństwowych, w których gracz Al-Nassr pokonywał bramkarzy, Senegalczycy odnieśli aż 38 zwycięstw, a sześć takich spotkań zremisowali. To tylko kolejny dowód na to, jak ważną postacią dla swojej kadry jest Mane i jak ważne jest dla Senegalu, by wyciskać ostatnie lata jego kariery niczym cytrynę.
33-latek zapowiedział, że tegoroczny Puchar Narodów Afryki jest ostatnim, w jakim bierze udział. Ani kibice, ani jego koledzy z zespołu, ani selekcjoner reprezentacji Senegalu nie przyjęli jednak tej deklaracji do wiadomości. Po prostu: nie. – Ta decyzja nie należy tylko do niego. Stoi za nim mnóstwo osób, które chcą go nadal oglądać w reprezentacji – stwierdził trener Pape Thiaw. – Myślę, że podjął tę decyzję pod wpływem emocji, ale naród jej nie popiera. A ja, jako selekcjoner, nie popieram jej tym bardziej. Chcemy go zatrzymać z nami tak długo, jak tylko to możliwe. […] On poświęcił swoje życie dla tego zespołu. Żeby awansować na mistrzostwa świata w 2022 roku, żeby wygrać pierwszy Puchar Narodów Afryki w historii Senegalu. Gdybym miał pisemnie zatwierdzić pozwolenie na jego odejście z reprezentacji, po prostu bym odmówił. Nie podpisałbym się pod tą decyzją. I jestem przekonany, że wszyscy piłkarze zrobiliby dokładnie tak samo.

Sadio Mane i Mo Salah. Wielcy partnerzy, wielcy rywale
To właśnie bramka Mane zapewniła Senegalczykom awans do finału zakończonej właśnie edycji Pucharu Narodów Afryki. Bramka strzelona w starciu z nie byle jakim przeciwnikiem – Sadio zdobył bowiem gola na wagę zwycięstwa z Egiptem, drużyną Mohameda Salaha. Swojego rówieśnika, wieloletniego partnera z linii ataku Liverpoolu, a także – swojego wielkiego rywala.
Mane dołączył do ekipy z Anfield w 2016 roku, Salah wzmocnił szeregi The Reds dwanaście miesięcy później. Ich gole i asysty – zdobywane przez lata w tercecie z Roberto Firmino – były ozdobą kadencji Juergena Kloppa i przełożyły się na wywalczenie upragnionego mistrzostwa Anglii w sezonie 2019/20, a także trzy awanse do finałów Ligi Mistrzów. W 2019 roku Liverpool sięgnął po najcenniejsze europejskie trofeum, a pierwsza akcja bramkowa w finale Champions League z Tottenhamem (2:0) była wspólnym dziełem afrykańskiego duetu. Mane wywalczył rzut karny (po jego dograniu Moussa Sissoko zagrał piłkę ręką w polu karnym), Salah zamienił jedenastkę na gola.
Senegalczyk zanotował w sumie 120 goli i 46 asyst w 269 meczach dla Liverpoolu. Licznik Egipcjanina naturalnie wciąż bije – na razie zatrzymał się na 250 bramkach i 117 ostatnich podaniach na dystansie 421 spotkań rozegranych w ekipie The Reds.
Bywały oczywiście takie okresy, kiedy to Mane wyrastał na postać numer jeden w linii ataku Liverpoolu, a cała drużyna pracowała na jego bramki. Były to jednak – trzeba przyznać – okresy krótkie. Co do zasady, statusem pierwszoplanowego bohatera w ofensywie cieszył się Salah. Świadczą o tym zresztą również indywidualne wyróżnienia. Owszem, Mane regularnie pojawiał się w jedenastkach sezonu Premier League, ale tytułem Piłkarza Roku ani razu go nie nagrodzono. Tymczasem Egipcjanin odebrał tę nagrodę w 2018, 2022, a później także w 2025 roku.
W efekcie Mane czuł się przez Salaha przyćmiony, w swojej opinii – nie do końca zasłużenie. Dziennikarze The Athletic przypominają historię z lutego 2022 roku, kiedy to Senegalczyk powrócił do klubu w chwale, zaraz po sukcesie w Pucharze Narodów Afryki. W Liverpoolu reakcja na jego wyczyn była jednak bardzo stonowana, ponieważ „Lwy Terangi” w finale pokonały Egipt. A skoro smucił się Salah, to smucił się cały klub. Zamiast dzielić radość z Mane.
Kiedy Senegalczyk w 2022 roku odszedł do Bayernu Monachium, ekspert talkSPORT Trevor Sinclair postawił sprawę jasno: – Dlaczego Mane odszedł? To proste. Po pierwsze, nie wydaje mi się, by kiedykolwiek doceniono go w klubie na takim samym poziomie jak Virgila van Dijka albo Mo Salaha. A po drugie, władze Liverpoolu pozwoliły, by wszedł w ostatni rok kontraktu. Co też wiele mówi o tym, jakie było do niego podejście działaczy. Później w te same nuty uderzył Roberto Firmino, który sytuację obserwował z bliska, ostatecznie musiał się jakoś przez lata mieścić w ataku The Reds między wielkimi ego Senegalczyka i Egipcjanina. – Mane odszedł, bo czuł się ceniony w Liverpoolu niżej od Salaha. Uważał, że jest traktowany jako zawodnik o mniejszym znaczeniu.
Triumfy nad Salahem w Pucharze Narodów Afryki – zarówno finał z 2022, jak i półfinał z 2026 roku – muszą zatem mieć dla Sadio słodki smak. Zwłaszcza że Mo w narodowych barwach pozostaje piłkarzem niespełnionym – przegrał już dwa finały i jeden mecz o trzecie miejsce PNA.

Senegal kocha Sadio Mane. Nie chodzi tylko o futbol
Oczywiście Senegalczycy uwielbiają Sadio Mane nie tylko za jego boiskowe wyczyny. O jego statusie bohatera narodowego pisał na Weszło Patryk Fabisiak.
„Dlaczego status bohatera został mu nadany już wcześniej? Rąbka tajemnicy uchyla sam Sadio Mane. – Dlaczego miałbym chcieć dziesięć Ferrari, dwadzieścia zegarków z diamentami i dwa samoloty? Co by to zrobiło dla świata? Głodowałem, pracowałem w polu, grałem boso i nie chodziłem do szkoły. Dziś mogę pomagać ludziom. Wybudowałem szkoły i stadion, zapewniamy ubrania, buty i żywność dla tych, którzy żyją w skrajnym ubóstwie. Ponadto przekazuję 70 euro miesięcznie osobom w bardzo biednym regionie Senegalu, co przyczynia się do poprawy gospodarki rodzinnej – ujawnił Senegalczyk w jednym z wywiadów.
To wszystko szczera prawda, ale piłkarz i tak nie wymienił wszystkich swoich zasług dla lokalnej społeczności. A to właśnie one czynią go wielką postacią w całym kraju. Mane jest znany i kochany przez każdego, nawet przez osoby, które nie mają pojęcia o futbolu. W końcu daje im coś, co pomaga przeżyć i podnieść poziom życia. A same strzelone bramki nikomu tego nie dadzą. On doskonale pamięta, jak wyglądało jego życie, zanim został piłkarzem, o czym wspomniał w swojej wypowiedzi. Dlatego teraz stara się zrobić wszystko, aby inni mieli lepiej. Woli to od blichtru, przepychu i wszelakich luksusów, na które przecież spokojnie mógłby sobie pozwolić”.
Mane jest prawdziwym dobrodziejem zwłaszcza dla swojego rodzinnego Bambali, gdzie współfinansował szereg inwestycji o kluczowym znaczeniu dla lokalnej społeczności. Pomagał w wybudowaniu szkół, szpitali, stacji benzynowych i urzędów pocztowych. Do tego regularnie wyposaża instytucje publiczne w rozmaite sprzęty.
– Przede wszystkim, nigdy nie chciałem, by zapamiętano mnie jako świetnego piłkarza. Chcę być zapamiętany jako świetny człowiek. Oczywiście ludzie znają mnie dzięki piłce nożnej, ale wciąż chcę być znany przede wszystkim jako człowiek. Jest mnóstwo spraw ważniejszych od futbolu – zapewnia Mane na antenie BBC. Moussa Niakhate, kolega Sadio z senegalskiej kadry, nie ukrywa podziwu dla lidera zespołu. – Nie mam słów, by określić, jak ważną jest postacią dla całego Senegalu. Nie chcę powtarzać oczywistości – to wyjątkowy piłkarz, który zasługiwał na zdobycie Złotej Piłki. Poza futbolem, jest też niesamowitym człowiekiem. Są też inne kwestie, które wolę zachować dla siebie, ale chcemy wygrać kolejne Puchar Narodów Afryki dla niego. Dodać drugą gwiazdkę na naszych koszulkach.
Mane dba jednak o to, by inspirować młodych Senegalczyków mądrze.
– Pochodziłem z małej wioski. Teraz inni chłopcy z podobnych wiosek chcą być piłkarzami, tak jak ja. Dlatego zawsze im powtarzam, że najważniejsza jest dla nich edukacja. Jeśli chcą, niech grają w piłkę, ale sukces odniosą tylko wtedy, jeśli połączą edukację i sport. Kiedy ja byłem dzieckiem, nie miałem takich możliwości. Może gdybym miał dostęp do porządnej szkoły, to sam więcej bym się uczył, a mniej grał? – zastanawiał się 33-latek na łamach The Guardian.
Ostatni taniec. Ale czy na pewno?
Mane w finałowej konfrontacji z Marokiem bramki nie zdobył, ale po raz nie wiadomo udowodnił, jak nadzwyczajnym jest przywódcą. Cała drużyna Senegalu, włącznie z selekcjonerem, po rzucie karnym dla gospodarzy po prostu straciła głowę. Przestała rozsądnie myśleć. Gdyby nie stanowcza postawa piłkarza Al-Nassr, boiskowa awantura mogłaby jeszcze mocniej wyeskalować. A konsekwencje byłby trudne do okiełznania, biorąc pod uwagę również furię senegalskich kibiców.
33-latek jako jedyny zachował zimną krew. I wiarę w to, że sprawiedliwości stanie się zadość.
Wiara została wynagrodzona poprzez drugi w jego karierze – i w historii reprezentacji Senegalu – triumf w Pucharze Narodów Afryki. Futbol pisze naprawdę popieprzone, ale i piękne scenariusze.
Teraz Mane ma tylko jeden problem. Po takim finale chyba naprawdę nie pozwolą mu nawet pomyśleć o kończeniu przygody z kadrą.
Maroko – Senegal 0:1 (0:0, 0:0, dog. 0:1)
- 0:1 – Gueye 94′
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Wrze przed finałem PNA. Afrykańska federacja faworyzuje gospodarzy?
- Salah bez medalu PNA. Nie wykorzystał karnego
- Samuel Eto’o zawieszony. Poszło o zachowanie na trybunach
fot. NewsPix.pl