Jefte Betancor mógł już dawno nie grać w piłkę, tylko wymieniać żarówki u klientów. W najgorszych chwilach swojego życia nawet nie marzył o tym, że 14 stycznia 2026 roku wyeliminuje Real Madryt z Pucharu Króla.
Kiedy Goncalo Garcia trafił do siatki w 91. minucie na 2:2, to wydawało się, że Real Madryt już to ma. Że za chwilę w dogrywce podmęczonemu już przeciwnikowi zapakuje ze trzy sztuki i wygra spokojnie 5:2. 32-letni Jefte Betancor zszokował jednak wszystkich. W – z pozoru niegroźnej akcji – najpierw uderzył w Daniego Carvajala. Piłka ponownie trafiła pod jego nogi, a on technicznym strzałem wprawił w kompletne osłupienie Andrija Łunina.
Ściągnął koszulkę i zaczął wariować. Kiedy tak razem z kolegami się cieszył, to lekarz Albacete w tej całej ekscytacji niechcący walnął go łokciem w nos i spowodował krwotok. Już na zawsze będzie pamiętał, że z drugoligowym Albacete wyeliminował Real Madryt z Pucharu Króla. A nie było to takie oczywiste…
𝗪𝗢𝗢𝗢𝗢𝗢𝗪! 🤩 𝗔𝗕𝗦𝗢𝗟𝗨𝗧𝗘 𝗖𝗜𝗡𝗘𝗠𝗔! 💥
Jefte Betancor bohaterem Albacete! 😍🤌 Real Madryt odpada z 𝗣𝘂𝗰𝗵𝗮𝗿𝘂 𝗛𝗶𝘀𝘇𝗽𝗮𝗻𝗶𝗶! #lazabawa 🇪🇸 pic.twitter.com/CFjxZRIZnd
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) January 14, 2026
Mógł już nie grać w piłkę
Takie pucharowe romantyczne historie zwykle mają swoich nieoczywistych i zapomnianych bohaterów. Jednego skreślili w wielkiej akademii w klubie, który kochał i potem tułał się po niższych ligach, inny zmagał się z jakimś uzależnieniem, kolejny przez dwa lata nie grał w piłkę, bo cierpiał na dziwną kontuzję. Jeszcze następny uznał, że nic z tego nie będzie i zajął się czymś innym. To ostatnie zdanie dotyczy właśnie bohatera tego tekstu. To „story” Jefte Betancora, który w pomeczowym wywiadzie dla RTVE wypalił:
– To najwspanialsza rzecz, jaka kiedykolwiek wydarzyła się w piłce nożnej. To coś, o czym marzy się jako dziecko. Dziś to się stało i jestem bardzo szczęśliwy, bo pracowaliśmy jak szaleni, żeby pokonać jedną z najlepszych drużyn na świecie. To dla mojej żony, moich rodziców, moich dzieci… Dziewięć lat temu chciałem rzucić piłkę nożną. Po tych marzeniach i ciężkiej pracy, spójrz, gdzie jesteśmy teraz, ciesząc się tym wszystkim.
🚨🗣️ Jefte Betancor after scoring a brace to win against Real Madrid:
„I want to dedicate my two goals and this victory to my wife, my father, my son… Teo, I love you… My nephew, my sister too.” pic.twitter.com/uFfU7j1bEl
— The Touchline | 𝐓 (@TouchlineX) January 14, 2026
Jego kariera wiodła przez Austrię, Cypr, Rumunię, Grecję i wreszcie wrócił do siebie – do Hiszpanii. Wcale nie idzie mu tu jakoś rewelacyjnie, lecz teraz został bohaterem całej społeczności. Albacete zajmuje przedostatnie miejsce w Segunda Division, a sam Betancor przyznał, że tego potrzebował, bo w weekend zmarnował dwie dogodne okazje przeciwko Realowi Sociedad B, a tamten mecz zakończył się bezbramkowym remisem. W drugiej lidze 32-latek ma na razie tylko cztery trafienia i nawet nie zawsze gra w pierwszym składzie, a ostrzono sobie zęby na jego skuteczność.
Wróćmy jednak do tego, co było dziewięć lat temu. Tułał się po niższych ligach hiszpańskich z marnym skutkiem. W styczniu 2017 roku podjął nawet decyzję, że z powodów osobistych skraca wypożyczenie do Arandiny.
Później zdecydował się dołączyć do skromnego Union Viera z Tercera División (czwartej ligi) – klubu, z którym łączy go silna więź lokalna, bo tam jako kilkulatek zaczynał kopać piłkę, choć na dobre rozwijał się potem w największym zespole w regionie – UD Las Palmas. Taka w końcu musiała być droga dla zdolnego juniora. Kiedy wrócił do miejsca, w którym wszystko się zaczęło, to tak naprawdę… cofnął się na start. Myślał o zakończeniu kariery, a wtedy pojawiła się dość zaskakująca oferta. Jego agencja zapewniła mu angaż w Austrii.
W programie „El Larguero” w stacji Cadena SER, mieszkaniec Wysp Kanaryjskich rozwinął wątek dotyczący załamania kariery:– Dziewięć lat temu chciałem rzucić futbol. Nie myślałem trzeźwo. Chciałem rzucić futbol i zrobiłem to na sześć miesięcy. Zacząłem pracować, trenowałem w okolicy z przyjaciółmi. Pracowałem nawet jako elektryk, żeby oczyścić umysł. Otrzymałem dużo wsparcia od rodziny, psychologa… dziś widzę to wszystko jako bardzo satysfakcjonujące – stwierdził.
W 2018 roku dołączył do ATSV Stadl-Paura, klubu występującego w trzeciej lidze austriackiej. A co tam, zaryzykował. Pojechał na zupełnie nieznany i niezbadany teren za marzeniami, choć miał pełne prawo myśleć, że z tej mąki chleba nie będzie. Mimo że w jednym ze spotkań – między innymi przez jego czerwoną kartkę – zespół ten przegrał aż 0:8, to Hiszpan rzadko zawodził. Strzelał dużo goli, nawet w tych przegranych meczach. W pół roku zaliczył bezpośredni awans aż do austriackiej Bundesligi – do SV Mattersburg. Tam jednak przepadł, był to dla niego za duży przeskok.
Wywołał skandal. Opuścił stadion w przerwie meczu
Ale już druga liga austriacka okazała się w sam raz. Strzelił dla SV Ried 14 goli w lidze, dołożył też dwa w pucharze, a następnie jego kariera skręciła w nietypowy rejon – do Rumunii. Było FC Voluntari, FCV Farul Constanta, gdzie wpakował 15 bramek w sezonie i wreszcie CFR Cluj. Tym ostatnim pomógł nawet awansować do fazy grupowej Ligi Konferencji 2022/23, ale pokazał tam charakterek.
Hiszpański napastnik opuścił CFR Cluj po dość oryginalnym skandalu. Jego umowa została rozwiązana po tym, jak opuścił stadion w przerwie meczu z Farul. Był wściekły, że zdjął go z boiska trener Andrea Mandorlini.
– Moim błędem było wyjście, ale miałem w sobie dużo nagromadzonego napięcia. To był błąd i jako pierwszy się do tego przyznałem, ale byłem naprawdę bardzo zły. Jestem tylko człowiekiem i popełniam błędy w życiu. Przeprosiłem za to, ale powiedziałem mu (Mandorliniemu), że nie rozumiem, dlaczego ciągle mnie zmienia. Chciałem, żeby mnie puścił, bo byłem niezadowolony. Po meczu z Farulem rozmawialiśmy i powiedzieliśmy, że nie mogę tu grać, bo ciągle jestem zmieniany – powiedział Jefte w wywiadzie udzielonym tuż po rozwiązaniu kontraktu z CFR.
Później ani razu nie znalazł się w kadrze meczowej i trafił w zimowym okienku transferowym do greckiego Panserraikosu. I zrobił tam taką furorę, że jako 32-latka ściągnął go świeżo upieczony mistrz Ligi Konferencji, sam Olympiakos za 500 tysięcy euro! Jeszcze przez pierwsze pół roku aż takiej rewelacji nie było, lecz w sezonie 2024/25 odpalił na dobre. Strzelił aż 21 goli we wszystkich rozgrywkach, został królem strzelców Super League. Grecki hegemon kupił go już w połowie rozgrywek, ale pozwolił je dokończyć w Panserraikosie.
Statystyki zawodnika (sezon) dostarczone przez Superscore
Wypracował sobie taką renomę w mniejszym klubie, że w ostatnim spotkaniu, kiedy wiadomo było, że odchodzi, zagrał nawet z opaską kapitana. Między innymi trzema trafieniami już w grupie spadkowej – pomógł Panserraikosowi się utrzymać. Udało się, mając zaledwie punkt nad czerwoną kreską.
No i od tego lata reprezentuje Albacete, będąc wypożyczonym z Olympiakosu. Przeszedł naprawdę krętą drogę, żeby wyeliminować Real Madryt. W kwietniu 2011 roku został zaproszony przez Królewskich do gry w międzynarodowym turnieju razem z ich młodzieżową drużyną. To zresztą kolejny rozdział tej pokręconej piłkarskiej historii.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO O HISZPAŃSKIEJ PIŁCE:
- Kapitan Realu skomentował blamaż. „Sięgnęliśmy dna”
- Xabi Alonso „stracił” szatnię w listopadzie. Porównał Real do przedszkola
- Lewandowski katem Realu. Po meczu zaczepił go Perez
Fot. Newspix