Euforia w Londynie. W czerwonej i niebieskiej części

Maciej Piętak

04 stycznia 2026, 20:52 • 5 min czytania 2

Niewiele jest takich momentów w sezonie, kiedy kibice Arsenalu trzymają kciuki za Chelsea. W niedzielny wieczór pewnie nie mieli żadnych oczekiwań wobec The Blues, którzy przystępowali do spotkania z Manchesterem City bez podstawowego bramkarza, stopera, defensywnego pomocnika, lewego obrońcy i przede wszystkim trenera.

Euforia w Londynie. W czerwonej i niebieskiej części
Reklama

Chelsea jednak na przekór wszystkim niekorzystnym okolicznościom wyrwała punkt na Etihad. I to w pełni zasłużenie.

Stabilizacja a chaos

Cofnijmy się w czasie o dekadę. Sezon 2015/16 kojarzony jest oczywiście z sensacyjnym mistrzostwem Leicester, natomiast w kryzysie byli wówczas prawie wszyscy możni. Manchester City i Chelsea zawiodły wtedy na całej linii i trzeba było zmian na ławkach trenerskich. Roman Abramowicz zrobił kolejne podejście do Pepa Guardioli, jednak ten wybrał The Citizens. Katalończyk buduje klub już od 10 lat, a w tym czasie przewinęło się przez The Blues dziewięciu szkoleniowców.

Reklama

Wróć. Dziesięciu. W niedzielny wieczór zaszczyt poprowadzenia Chelsea przypadł dotychczasowemu trenerowi drużyny U21 Calumowi McFarlane’owi. Dostał zespół będący w rozsypce mentalnej po odejściu Maresci, a w meczu z różnych powodów nie mogli zagrać Robert Sanchez, Wesley Fofana, Moises Caicedo i Marc Cucurella – kluczowi gracze w układance włoskiego szkoleniowca. Do tego to wyjazd na Etihad przeciwko rozpędzonemu rywalowi, który chciał ponownie zbliżyć się do Arsenalu.

City dyktowało warunki

Oczywiście w City także brakowało wielu twarzy. Poza kadrą znaleźli się Ait Nouri, Bobb, Nico Gonzalez, Mateo Kovacić, Omar Marmoush, Savinho i John Stones. Natomiast w niedzielnym meczu fani Obywateli nie odczuwali ich braku do pewnego momentu.

Poza odważnymi pięcioma pierwszymi minutami w wykonaniu Chelsea, kiedy to dwukrotnie odbierali piłkę na połowie rywala, The Blues mieli olbrzymi problem, by w ogóle opuścić własną połowę w pierwszej części. Ostatni kwadrans pierwszej połowy to ograniczanie się do wybić na oślep, a nuż uda się powalczyć w środku pola o drugą piłkę i wyprowadzić kontrę. Pomysł może i jakiś był, choć można mieć wątpliwości. Wyniknął z tego aż jeden strzał i to zablokowany.

City z kolei było najgroźniejsze, gdy defensywa gości była zdezorganizowana. Do 35. minuty Chelsea takich momentów było niewiele, ale później pomyłek było mnóstwo. A to nieudane wybicie Gusto, a to przechwyt Rodriego w środku pola, również złe podanie Badiashile’a, a potem, rach, ciach, dwa podania i już jesteśmy w polu karnym Jorgensena.

Duńczyk raz uratował The Blues dobrą interwencją po strzale Haalanda i rykoszecie Chalobaha. Gości ratował również słupek, który obił norweski napastnik.

W 42. minucie jednak już nikt nie dał rady zapobiec bramce dla City, choć trzykrotnie mógł to zrobić Benoit Badiashile. Najpierw źle podał, nienajlepiej przeciął podanie do Haalanda, bo piłka trafiła do Reijndersa, któremu Francuz zostawił dość dużo miejsca, próbując jeszcze rozpaczliwie blokować strzał bliższą, lewą nogą. Wszystko, co mógł zrobić w tej akcji stoper Chelsea, zrobił źle. Tyle dobrego z perspektywy gości, że to był jedyny moment słabości Badiashile’a w meczu – poza tym był bardzo solidny.

A Tijjani Reijnders potwierdził tym golem swoją dobrą dyspozycję w spotkaniu. Swoimi wbiegnięciami z drugiej linii w pole karne często nękał rywali, a mógł sobie na to pozwolić, bo za jego plecami grał praktycznie nieomylny w pierwszej części Rodri.

Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore

Chelsea odmieniona po przerwie

Calum McFarlane musiał coś zmienić, bo w ofensywie Chelsea nie istniała. Wszedł Andrey Santos w miejsce Estevao i w drugiej połowie piłkarze gości byli inaczej ustawieni.

I to zadziałało.

Na początku drugiej części z bliskiej odległości spudłował Neto, później do świetnego zagrania Fernandeza dopadł Delap (niezła zmiana za Pedro), ale Donnarumma obronił tę próbę. W samej końcówce piłkę na remis miał Palmer, ale po podaniu Hato nie trafił w piłkę.

Gdy wydawało się, że piłkarze Chelsea będą mogli sobie pluć w brodę (nie wszyscy, bo np. Pedro Neto sobie ją ściął), w doliczonym czasie gry Gusto zagrał wzdłuż bramki, Enzo Fernandez na raty wtoczył piłkę do siatki i niespodzianka stała się faktem.

Niespodzianka jednak jedynie patrząc na przedmeczowe zapowiedzi. Bo samą postawą zawodnicy The Blues zapracowali na remis.

To też po części zasługa City, które było mniej efektywne niż w pierwszej części spotkania, pomimo faktu, że ich fazy przejściowe z obrony do ataku były dalej imponujące. Ponownie – przechwyt na własnej połowie, dwie sekundy i już była wrzawa na Etihad. Potem był jedynie jęk zawodu, bo albo brakowało ostatniego podania, albo ofensywni gracze City byli blokowani. A w końcówce zabrakło im pary, co goście wykorzystali.

McFarlane i Enzo (ten młodszy) bohaterami

Na koniec jeszcze słówko poświęcimy Palmerowi – słabiutki występ byłego gracza Manchesteru City. Pal licho, że zmarnował setkę w końcówce – ogólnie mało zagrań z jego strony, a w pamięci mamy jeszcze akcję, gdy mógł dokładnym podaniem napędzić kontrę, ale z niej nie skorzystał, tylko spowolnił cały atak. W tym prym wiódł jednak w niedzielę Pedro Neto – mizerny występ Portugalczyka w ofensywie.

Po drugiej stronie lekko rozczarował Phil Foden – aktywniejszy niż Palmer. Lepiej prezentował się Cherki, który jednak też przeplatał rewelacyjne podania, tymi, gdzie okradał kolegów z szans bramkowych. U obu panów szwankowała decyzyjność, czym frustrowali Haalanda.

Chelsea udało się wywalczyć remis, ale niedługo minie pięć lat od ostatniej wygranej z Manchesterem City – ostatni triumf The Blues to ten w Porto w finale Ligi Mistrzów. Klub w międzyczasie prowadziło siedmiu (!) trenerów, ale żaden z nich nie był w stanie pokonać Pepa Guardioli (niektórzy nawet takiej okazji nie mieli).

W niedzielę wyglądało to po pierwszej połowie słabo, nawet katastrofalnie. Calum McFarlane jednak zaimponował umiejętnością zarządzania meczem. Tym, że nie bał się pomieszać mocno w taktyce względem Maresci. I zebrał za to zasłużoną nagrodę w postaci punktu.

Z takiego rozstrzygnięcia szczęśliwy jest Arsenal, który odjechał Obywatelom na sześć punktów.

Manchester City – Chelsea 1:1 (1:0)

  • 1:0 – Tijjani Reijnders 42′
  • 1:1 – Enzo Fernandez 90+3′

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

2 komentarze

Liczy, pisze i komentuje - nie zawsze w tej kolejności. Studiuje matematykę, a wcześniej przewinął się przez redakcje 90minut, FutbolNews oraz Żyjemy Futbolem. Prywatnie kibic Wisły Kraków oraz Chelsea. Ma beznadziejny gust muzyczny, jeszcze gorsze poczucie humoru, ale tyle dobrego, że czasem napisze jakiś niezły tekst

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Anglia

Anglia

Manchester City osłabiony. Kontuzje wymuszają działania transferowe

Wojciech Piela
1
Manchester City osłabiony. Kontuzje wymuszają działania transferowe
Anglia

Od walki z chorobą do ławki United. Historia Darrena Fletchera

Wojciech Górski
0
Od walki z chorobą do ławki United. Historia Darrena Fletchera
Reklama
Reklama