Krzysztof Ratajski przed wyzwaniem niemożliwym. Ale czy na pewno?

Sebastian Warzecha

01 stycznia 2026, 17:21 • 6 min czytania 6

Ćwierćfinał osiągnięty po raz drugi w życiu. O więcej Krzysztof Ratajski przed tegorocznym mistrzostwami świata nie mógł prosić. Ba, gdy poznaliśmy wyniki losowania nawet ta faza turnieju wydawała się odległa – Polak miał przecież trafić na byłego mistrza świata, Gerwyna Price’a. Nie trafił jednak, a w III rundzie przetrwał napór Wesleya Plaisiera. Teraz jest już w ćwierćfinale, a tam czeka go największe możliwe wyzwanie – Luke Littler, obrońca tytułu. Czy Polak w ogóle może to wygrać?

Krzysztof Ratajski przed wyzwaniem niemożliwym. Ale czy na pewno?
Reklama

Krzysztof Ratajski nic już nie musi. A czy może?

Wiele wygrał Ratajski tym turniejem w oczach zagranicznych fanów. Nie chodzi tylko o to, że gra naprawdę dobrze. Ważne było, oczywiście, to, jak widowiskowy był jego mecz III rundy. Przede wszystkim jednak Polski Orzeł spodobał im się dlatego, że jest sobą. Jego celebracje to czysta radość, nie ma w tym żadnego planu, wszystko jest spontaniczne.

Reklama

A konferencje prasowe to szczerość. Przede wszystkim.

Dlatego gdy wygrał mecz IV rundy z Lukiem Woodhousem, Ratajski nie silił się na wypowiedzi w stylu „no tak, teraz Littler, ale jeśli zagram najlepiej, jak umiem, to mogę wygrać”. Nie, Polak powiedział wprost: prawdopodobnie mam przewalone. Ale zagram najlepiej, jak tylko umiem. Trudno się przy tego typu wypowiedziach nie uśmiechnąć, bo… ma rację. Mecz z Littlerem jest aktualnie jak wyrok śmierci dla jego rywala.

Choć w Ally Pally, gdzie odbywają się mistrzostwa, w tym roku Luke nie trzyma ciśnienia aż tak dobrze, jak w poprzednich latach. I Ratajski jednak trochę wierzy, że może powalczyć.

Strasznie się cieszę, że z nim gram, i zrobię wszystko, by sprawić niespodziankę. Ale jednocześnie mam świadomość, że będzie bardzo ciężko. Nie pamiętam, ile razy z nim grałem (czterokrotnie – przyp. red.), ale za każdym razem przegrywałem. Było takie spotkanie w European Tourze, w którym prowadziłem z Littlerem 3:1, miałem lotkę na 4:1, ale nie wykorzystałem jej. I później wszystkie pozostałe legi padły już jego łupem – mówił nam w rozmowie przed ćwierćfinałem.

CZYTAJ WIĘCEJ: KRZYSZTOF RATAJSKI: ZROBIĘ WSZYSTKO, BY SPRAWIĆ NIESPODZIANKĘ [WYWIAD]

Atutem Ratajskiego będzie też to, że on już swoje zrobił. Po prostu. Może wyjść na ten ćwierćfinał na luzie, i tylko spróbować pokazać się z jak najlepszej strony. Po Littlerze każdy oczekuje obrony tytułu, to na nim spoczywa presja. Choć i Luke ma – poza tym, że jest geniuszem darta – swoje atuty. Przede wszystkim to, że w mistrzostwach gramy na sety. Nawet gorszych kilka legów niewiele mu zrobi, jeśli w pozostałych zagra na swoim poziomie.

A pewnie zagra.

Luke Littler, czyli geniusz. Już jest jednym z największych

Rzadko kiedy termin „złote dziecko” oddaje tak dobrze sytuację, jak w przypadku Littlera. Gdy Anglik pierwszy raz grał w finale mistrzostw świata, był tuż przed 17. urodzinami. Za drugim razem – gdy wygrał – nie mógł jeszcze legalnie opić swojej wygranej, bo miał kawałek do osiemnastki. Musiał zadowolić się co najwyżej kebabem – przyznawał, że jest fanem – i gierką na Xboksie.

Choć dodatkowych atrakcji miał aż nadmiar.

CZYTAJ TEŻ: ZŁOTE DZIECI. MŁODZI MISTRZOWIE

Dart w ostatnich dwóch dekadach niesamowicie się rozrósł. Zwłaszcza w Anglii, gdzie jest niezmiennie najpopularniejszy. Młody, przebojowy Littler z miejsca stał się ulubieńcem fanów. Zapraszano go na wywiady, do telewizji śniadaniowych, Manchester United – jego ukochany klub – zaprosił go na stadion i kilka meczów. Generalnie: działo się. Młodemu gościowi takiemu jak Littler mogło się zakręcić w głowie.

Mogło to też wpłynąć na jego formę. Ale nie wpłynęło. Littler nadal był (i jest) genialny. W 2025 roku zagrał – nie liczymy poprzednich MŚ – siedmiu finałach. Wygrał pięć z nich, a pokonywali go tylko Luke Humphries (aktualnie drugi najlepszy darter świata) i Michael van Gerwen (prawdopodobnie drugi najlepszy darter, ale w historii). Generalnie: trzeba było kozaków, żeby ograć go w najważniejszych turniejach.

Littler, co nie dziwi, został też liderem światowego rankingu. Właściwie w dwa lata wszedł na sam szczyt i przyznawał, że wreszcie może powiedzieć, że faktycznie jest najlepszy. Ale też, jak mówił, zdaje sobie sprawę, że teraz to nie on będzie gonić, a inni będą próbowali strącić ze szczytu jego. Z naciskiem na Humphriesa, który na tych mistrzostwach też gra świetnie. Ale w ciągu całego sezonu wygrał znacznie mniej.

Bo Littler zdominował świat darta w ostatnich dwóch latach.

W PDC mamy osiem rankingowych turniejów telewizyjnych i trzy też telewizyjne, ale nierankingowe. Luke Littler – przypomnijmy, nie ma jeszcze 19 lat – w tej chwili wygrał sześć z tych pierwszych i dwa z drugich. Ogółem: osiem na jedenaście. Do kompletu brakuje mu tylko World Masters, European Championship i World Cup of Darts (tu gra się w parach, więc nie wszystko zależy od niego). Generalnie mało co jeszcze opiera się dominacji Littlera, a tym bardziej – mało kto.

Tak naprawdę Luke już teraz – po dwóch pełnych sezonach – jest jednym z największych darterów w historii. Status numeru jeden należy się niezmiennie, to oczywiste, Philowi Taylorowi, który 16 razy zostawał mistrzem świata. Dwójka to Michael van Gerwen, trójka (jeszcze) zapewne Eric Bristow. A na czwartym miejscu śmiało można już ustawiać Littlera.

CZYTAJ TEŻ: NAJMŁODSZY I NAJLEPSZY. LUKE LITTLER STANDARDOWO – PRZEKRACZA GRANICE

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to będzie on tym darterem, który rzuci wyzwanie Taylorowi.

I właśnie z kimś takim ma zagrać Ratajski.

Jak pokonać takiego kozaka?

Na powyższe pytanie… właściwie nie ma odpowiedzi. Jeśli Littler sam na to nie pozwoli – to pokonać go może co najwyżej jeden, może dwóch darterów na świecie. Innymi słowy: potrzeba jego gorszego meczu. I swojego fantastycznego. Bo „gorszy mecz Littlera” to średnie na poziomie 94-95 punktów. Czyli takie, jakie każdy inny darter uznałby za jak najbardziej zadowalające. W czterech rundach tych mistrzostw rozegranych do tej pory, Luke rzucał na poziomie:

  • 101,54 vs Darius Labanauskas (95,25).
  • 97,15 vs David Davies (95,53).
  • 107,09 (!) vs Mensur Sujlović (96,21).
  • 106,58 (!) vs Rob Cross (98,92).

Każdy z jego rywali wykręcił naprawdę solidne średnie (w nawiasach). Trzech pierwszych nie ugrało przy tym jednak ani jednego seta. Dwa udało się skraść Crossowi (warto dodać, że jego średnia była wyższej od najlepszej, jaką wykręcił do tej pory Ratajski w tym turnieju – 98,43 w III rundzie), który nieźle poczynał sobie na podwójnych. To zresztą kolejny klucz do sukcesu – właściwie nie można się mylić na zamknięciach. Nie można dać Littlerowi szansy na wykradzenie sobie choćby jednego lega. Jeśli się na to pozwoli, to – jak mówił Ratajski, wspominając ich inny mecz – będzie po tobie.

Możliwe, że pomoże publika, choć Polak mówił, że raczej nie zwraca na nią uwagi. Ale w Ally Pally ewidentnie coś się w tym roku zmieniło. Dominacja Littlera nadal zachwyca, owszem, jednak fani dopingują na ogół przeciwko niemu. Chcą niespodzianki, wręcz sensacji. Wspierają rywali mistrza świata, a ten nieco się na to obrusza. Po meczu z Robem Crossem – gdy fani dali mu się we znaki – rzucił po spotkaniu w ich stronę kilka gorzkich słów.

Czy mnie to rusza? Czy mnie to naprawdę rusza? Nie rusza! – powiedział Luke Littler, jeszcze na scenie, w sposób, który sugerował, że jednak go rusza. – Chciałbym powiedzieć jedną rzecz: płacicie za bilety, a tym samym za moje wygrane, więc dziękuję wam, dziękuję za moje pieniądze! Dziękuję za buczenie. Dziękuję!

Wiele osób uznało, że – biorąc pod uwagę ton tej wypowiedzi – Littler jednak był trochę poruszony. Bo i faktycznie, do tej pory rzadko musiał mierzyć się z publiką nastawioną przeciwko niemu. A teraz tak było. Z Ratajskim najpewniej będzie tym bardziej… chyba że Ally Pally postanowi jednak sprzyjać swojemu reprezentantowi. Jeśli Polak zdoła urwać Luke’owi seta na starcie, to kto wie, co będzie się działo w głowie Anglika.

CZYTAJ TEŻ: LOKALNY PUB, RZUCENIE PRACY I DOŁEK PSYCHICZNY. HISTORIA KRZYSZTOFA RATAJSKIEGO

Ogółem jednak trzeba do tego meczu podejść w prosty sposób: to nagroda dla Krzysztofa. Za dobry turniej, za pokonanie przeciwności losu, za powrót na wysoki poziom. Tak więc – niezależnie od tego, co się stanie dziś, można już gratulować.

Bo Ratajski na te gratulacje zasłużył.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Czytaj również na Weszło:

6 komentarzy

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Inne sporty

„To mój moment”. Ratajski zachwycił i powalczy w ćwierćfinale MŚ

Wojciech Piela
10
„To mój moment”. Ratajski zachwycił i powalczy w ćwierćfinale MŚ
Inne sporty

Ratajski zainkasował pokaźną kwotę po awansie. Teraz czas na ćwierćfinał

Wojciech Piela
0
Ratajski zainkasował pokaźną kwotę po awansie. Teraz czas na ćwierćfinał
Reklama
Reklama