Po co nam sparing z ogórkami? Czasem się przydaje

Antoni Figlewicz

06 czerwca 2025, 14:43 • 6 min czytania 35

Reklama
Po co nam sparing z ogórkami? Czasem się przydaje

Zaraz się pewnie ktoś odpali, że nie tak dawno boleśnie nas sprali, a potem nie byliśmy w stanie ich pokonać u siebie. Że my też jesteśmy ogórami i nic dziwnego, że gramy z taką Mołdawią, rywalem z naszej półki. No beczka śmiechu, naprawdę. A fakty są takie, że Mołdawia to jedna z najgorszych drużyn w Europie i nic nie zmieni tego, że taki mecz towarzyski nie powinien być dla reprezentacji Polski wymagającym pod wieloma względami. Choć może się okazać przydatnym pod innymi.

Reklama

Pierwsze i najważniejsze – godne pożegnanie Kamila Grosickiego w meczu z rywalem, który w teorii nie powinien specjalnie wierzgać. Ma to sens i trzyma się kupy. Było już zresztą praktykowane choćby przy pożegnaniu Jerzego Dudka, który karierę w reprezentacji kończył spotkaniem z Liechtensteinem i to był po prostu jego wieczór, a cała reszta nie miała kompletnie znaczenia. Polacy wygrali 2:0, nasz bramkarz zaliczył okrąglutki 60. występ dla kadry narodowej, był szpaler, wszystko w należytym porządku. Jeszcze bonus w postaci rekordu – Dudek został wówczas najstarszym reprezentantem Polski, w dniu meczu miał 40 lat i 73 dni.

Więc jeśli ktoś nas spyta, po co są takie mecze jak ten z Liechtensteinem czy Mołdawią, to od razu odpowiemy – po to.

Od nałogowca do wzoru profesjonalisty. Tajemnica długowieczności Grosickiego [CZYTAJ WIĘCEJ]

Polska gra z Mołdawią. Czemu bierzemy rywala z takiej półki?

Choć wcale nie jest powiedziane, że to spotkanie należy uznawać za wydarzenie kompletnie jednowymiarowe. Jasne, oczy kibiców będą zwrócone na skrzydłowego Pogoni i nie mamy zamiaru w żadnym stopniu odbierać mu tego momentu, ale… musi być jakieś „ale”, zawsze jest. Zanim będziecie marudzić, że nic nie da się sprawdzić w meczu z drużyną tak słabą jak Mołdawia, przypomnimy, z kim my tak naprawdę rywalizujemy w grupie eliminacyjnej.

Reklama

Otóż o mundial gramy z Litwą, Maltą, Finlandią i Holandią, która jest raczej poza naszym zasięgiem. Można z nią powalczyć, ugrać dwa remisy i dokonać w tej rywalizacji jakiegoś wielkiego przewrotu, ale to już będzie realizacja scenariusza wyjątkowo nadprogramowego. Nasza kadra jest raczej w trudnym momencie. W takim, w którym chcielibyśmy, żeby po prostu Polacy ograli słabszych od siebie i w grupie bez większych perturbacji zameldowali się na miejscu drugim.

Bo wiemy, że wpadki są z tą kadrą możliwe i nie mamy nic przeciwko spokojnej realizacji realistycznego planu.

Mołdawia była dla nas ostatnio rywalem trudnym. Zbyt trudnym, jak na jego faktyczną klasę sportową…

Reklama

Przetarcie przed meczem z Finlandią

Obraz Finlandii, który wielu kibiców może sobie w głowie kreować, może być pewnie trochę wyidealizowany. Bo to nie jest średni zespół. To zespół słaby i na ostrym zakręcie, o czym pisałem chwilę po losowaniu grup eliminacyjnych, w grudniu ubiegłego roku. Suomi przegrali wszystkie swoje mecze w Lidze Narodów, gdzie rywalizowali z Anglią, ale też z Grecją i Irlandią. Od początku ubiegłego roku w meczu o stawkę Finowie ograli tylko Maltę, w dodatku niezbyt przekonująco. Gdyby dodać mecze towarzyskie, była jeszcze wygrana z Estonią, 2:1. W sumie bilans naprawdę kiepski:

  • 2 wygrane z totalnymi cieniasami,
  • 2 remisy, w tym z Litwą już w eliminacjach do mundialu,
  • 8 porażek, choć wliczają się tu też dwa mecze z Anglią i jeden z Portugalią.

Do tematu trzeba podejść na chłodno i jednoznacznie stwierdzić, że Finowie są po prostu słabi – choć w rankingu FIFA jakoś się trzymają, to nie da się ukryć, że mają oni problemy. Nawet to nie do końca miarodajne zestawienie światowej federacji jasno pokazuje, że nasi najbliżsi eliminacyjni rywale są w jakimś dołku.

Koniec ze stabilizacją. Finowie robią rewolucję [CZYTAJ WIĘCEJ]

Ranking FIFA pokazuje pozycję reprezentacji Finlandii w ostatnich dwóch latach.

Reklama

Zmiana pozycji reprezentacji Finlandii w rankingu FIFA od czerwca 2023 roku do kwietnia 2025 roku (źródło: inside.fifa.com)

Jeśli są słabi, to znaczy, że przy nich my powinniśmy być chociaż nieźli i po to może być reprezentacji Polski taki mecz, jak ten z Mołdawią. Na pozór całkiem łatwy, ale też wymagający prowadzenia gry, a ostatecznie postawienia jakiejś kropki nad i.

Z niezbyt wymagającymi rywalami graliśmy towarzysko już wcześniej

Pamiętacie, za co mieliśmy największe pretensje do naszej kadry po meczu z Litwą? Problem był widoczny – Polacy nie czuli się wcale najlepiej w roli zespołu, który ma prowadzić grę i dominować. W powietrzu wisiał bezbramkowy remis, a Edvinas Gertmonas skapitulował dopiero wtedy, gdy piłka po rykoszecie poleciała gdzieś kompletnie poza jego zasięgiem. Finlandia jest w tym momencie rywalem, z który mogą nas czekać podobne problemy i dlatego mecz towarzyski z jakimś europejskim cieniasem nie jest taki głupi. Nie zawsze najlepiej rozwijać się w wymagającym środowisku.

My zresztą faktycznie mamy pewną tradycję w dobieraniu raz na jakiś czas dosyć cienkich rywali do spotkań o pietruszkę. W XXI wieku trafiło się nawet kilku słabszych sparingpartnerów od Mołdawii, co w poniższy ranking ułożył nam niezawodny AbsurDB.

Reklama

Najgorsi rywale reprezentacji Polski w meczach towarzyskich w XXI wieku.

W całej historii spotkań towarzyskich z rywalami o rankingu Elo niższym od dzisiejszej Mołdawii było w sumie tylko dwunastu. Zresztą, co my tu będziemy wam pisać, sami zobaczcie z kim teoretycznie najłatwiejsze mecze towarzyskie rozgrywała nasza reprezentacja.

Najsłabsi rywale Polski w meczach towarzyskich (ranking Elo):

  • 2012 – Andora (1006) – 4:0
  • 2013 – Liechtenstein (1190) – 2:0
  • 2006 – Wyspy Owcze (1213) – 4:0
  • 1999 – Malta (1225) – 1:0
  • 2004 – Wyspy Owcze (1231) – 6:0
  • 2003 – Malta (1235) – 4:0
  • 2002 – Wyspy Owcze (1243) – 2:1
  • 1978 – Luksemburg (1255) – 3:1
  • 1984 – Indie (1255) – 2:1
  • 1935 – Łotwa (1296) – 3:3
  • 1948 – Finlandia (1300) – 1:0
  • 1934 – Łotwa (1312) – 6:2
  • 2025 – Mołdawia (1323) – ?

(opracowanie: AbsurDB)

Jest tu kilka perełek, nie ma co. Tylko jedna drużyna spoza Europy – Indie, z którymi zagraliśmy przy okazji Pucharu Nehru w roku 1984. Niedługo po wielkim sukcesie kadry Antoniego Piechniczka na mundialu w Hiszpanii reprezentacja Polski dostała zaproszenie do Azji, z którego postanowiła skorzystać. Zawody były zresztą całkiem nieźle i nieco ekstrawagancko obsadzone – oprócz gospodarzy i naszych Orłów w rywalizacji wzięli udział Argentyńczycy (bez kontuzjowanego Maradony), Chińczycy, młodzieżowa kadra Rumunii i węgierski zespół Vasas Budapeszt.

Reklama

Taki mecz nie grzeje, ale dobrze, że jest

Wróćmy jednak do codzienności. Dziwne byłoby oczywiście, głównie pod względem sportowym, ekscytowanie się jakimś tam meczem towarzyskim. Trudno się podniecać takim spotkaniem, które jest tylko przystawką do najprawdopodobniej najważniejszego starcia tych eliminacji w Helsinkach. Ale może być ono pewnym sprawdzianem tego, czy reprezentacja Polski jest już gotowa wrócić na drogę nie robienia sobie żartów i pokonywania rywali, których wypada pokonać mając w składzie piłkarzy grających na co dzień dla europejskich gigantów czy chociaż uznanych firm.

Wątpliwości miało już rozwiać poprzednie zgrupowanie, ale po nim pozostał jakiś niedosyt, może wręcz niesmak. Nie powiecie chyba, że po wygraniu psim swędem z Litwą i pokonaniu Malty czujecie się pewnie oglądając popisy podopiecznych Michała Probierza? Teraz gramy sobie na luzaczku z Mołdawią i zaraz potem pod większą presją z Finlandią. Naprawdę – potrzeba nam reprezentacji Polski, która przekonuje i ogórków leje bez zająknięcia.

Reklama

No i fajnie by było pożegnać „Grosika” z przytupem.

WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI NA WESZŁO:

fot. Newspix.pl

35 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama