Ekstraklasa to liga, w której wszyscy grają w piłkę, a na końcu Puszcza robi punkty dzięki rzutom z autu. Jak wysoko mógł – i powinien! – wygrać dziś Górnik? Dwoma bramkami? Trzema? Drużyna Jana Urbana będzie sobie pluć w brodę, że nie zamknęła meczu z niepołomiczanami już w pierwszej połowie, bo to sprowadziło na nią lawinę nieszczęść. Nagle w końcówce zrobiła się nerwówka, Puszcza poczuła krew, zaczęła dochodzić do kolejnych autów… Doskonale wiecie, jak to się kończy.
Przez dobre siedemdziesiąt minut drużyna Tułacza wyglądała tak, jakby utknęła gdzieś na trasie do Zabrza. Spójrzcie chociażby na dysproporcję w statystykach po pierwszej połowie – 350 podań Górnika do 153 Puszczy, 64% posiadania piłki po stronie gospodarzy, podobnie jak przewaga w liczbie strzałów – dziewięć do trzech. Goście w zasadzie nie tworzyli sobie żadnych sytuacji. W pierwszej części gry raz szarpnął Mateusz Stępień, trafił w boczną siatkę, to by było na tyle. Stałe fragmenty? Nie działały. Pressing? Mizerny, Puszcza kompletnie przegrała środek pola, do tego stopnia, że w przerwie ofensywnego Cholewiaka (ustawionego dziś na dziesiątce – ciekawy pomysł) mimo niekorzystnego wyniku zastąpił znany z harówki w środku pola Żukow.
W ogóle komicznie wyglądają zmiany goniącej wynik Puszczy – najpierw defensywny pomocnik, potem napastnik, a następnie dwaj stoperzy i jeszcze prawy obrońca w końcówce. Pewnie żaden inny zespół nie wykonałby takich roszad, ale Tomasz Tułacz doskonale wiedział, co robi. Chciał najpierw wywalczyć piłkę, za którą wcześniej jego piłkarze tylko biegali, i dodać cennych centymetrów w szesnastce. I to się udało. Puszcza trzykrotnie zagroziła po autach – najpierw Jakuba nie trafił w piłkę, przy drugiej akcji trochę zabrakło Kosidosowi, a przy trzeciej Stępień dał się nabić wybijającemu futbolówkę z linii Podolskiemu i tak trafił do siatki.
Całe szczęście, że w Zabrzu są wybitni kardiolodzy, bo kilku dziś może mieć pełne ręce roboty. Najbardziej winny tego stanu rzeczy będzie Taofeek Ismaheel, który co rusz podnosił ciśnienie kibiców i kolegów z zespołu. Owszem, ma udział przy bramce (lecz nie zapisujemy mu asysty, gdyby nie nieudolna interwencja Abramowicza, piłka nie doszłaby do Zahovicia), ale poza tym…
- dostał patelnię od Janży już w 4. minucie – piłka przelała mu się po nodze
- w indywidualnej akcji okiwał kilku obrońców Puszczy – trafił prosto w bramkarza
- wychodził sam na sam – najpierw źle się zabrał z piłką, potem nie potrafił oszukać bramkarza
Przedziwny jest to piłkarz – aktywny, dynamiczny, z niezłą kiwką, ale na jego jedną dobrą decyzję przypada jedna zła. Na dłuższą metę w ten sposób nie da się robić liczb nawet w Ekstraklasie. Yosuke Furukawa, jego vis a vis z lewego skrzydła, prezentował podobny chaos w ruchach i też spartolił wiele okazji. Nie tak dogodnych jak nigeryjski kolega, ale jednak.
To naprawdę była dominacja Górnika. Najlepiej na boisku wyglądał Lukas Podolski, który pełnił rolę reżysera, tempomatu i asystenta. To on napędził akcję bramkową kapitalnym długim podaniem, w ogóle ma na koncie kilka przerzutów kopniętych co do centymetra. Huknął z woleja w poprzeczkę. Wypuścił Ismaheela oko w oko z bramkarzem. Pod koniec jesieni mistrzowi świata zdarzało się spędzać całe mecze na ławce, bo ktoś musiał robić miejsce dla młodzieżowców i brutalna sportowa weryfikacja wskazywała właśnie na Niemca, ale coś nam się wydaje, że wiosną już takich anomalii nie będziemy oglądać.
I nie tylko dlatego, że Podolski zaprezentował najlepszą wersję siebie. W Zabrzu nagle obrodziło też młodzieżowcami. Do zdrowia wrócił Dominik Szala i po sprzedaży Manu Sancheza do Levante zabetonuje prawą stronę obrony na całą rundę. Jego imiennik, 17-letni Dominik Sarapata, to odkrycie tej kolejki. Jan Urban wyciągnął wychowanka z kapelusza, wrzucił go od pierwszej minuty do środka pola i młodego piłkarza wcale nie przerosły buty Damiana Rasaka. Przeciwnie – brylował odwagą, techniką, nie widać było po nim żadnych kompleksów. Pierwsze koty za płoty okazały się w tym przypadku wyjątkowo bezbolesne, a jeśli debiutować, to właśnie w takim meczu, kiedy twoja drużyna narzuca tempo.
Ten dzisiejszy powrót Puszczy nie miał się prawa zdarzyć. Nigdy nie przekreślaj drużyny z Niepołomic, cokolwiek się dzieje na boisku – tak powinno brzmieć jedno z prawideł Ekstraklasy.
Zmiany:
Legenda
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
- Gdyby nie Kamil Grosicki, ten mecz byłoby ciężko oglądać
- Grał przeciwko Messiemu, teraz jest w Jagiellonii. „Chcę walczyć o wszystkie cztery trofea”
- Jagiellonia w królewskich barwach. Mistrz Polski i sekrety wyjątkowych strojów
Fot. newspix.pl