Reklama

Świerczok wciąż żyje. Pytanie, czy odżyje, pozostaje aktualne…

Piotr Tomasik

Autor:Piotr Tomasik

17 czerwca 2015, 23:36 • 2 min czytania 0 komentarzy

Rozpoczęło się przechwytywanie przez kluby Ekstraklasy piłkarzy, którzy przed momentem z niej spadli, choć poziomem – przynajmniej na papierze i indywidualnie – powinni dać sobie radę. Jako pierwszy: Jakub Świerczok zagra w Górniku Łęczna.

Świerczok wciąż żyje. Pytanie, czy odżyje, pozostaje aktualne…

Najłatwiej byłoby napisać, że Świerczoka z tej rundy kojarzymy głównie z wywiadu dla „Przeglądu Sportowego”. Tego, w którym wyjaśnił, iż w Kaiserslautern nie grał, bo się nie uśmiechał i bo był lepszy od swoich konkurentów. Tłumaczył, że nie rozumie zawodników, których stresuje 50 tysięcy ludzi na trybunach, że żaden psycholog nie jest w stanie mu pomóc, a także – że zostałby królem strzelców w rezerwach, gdyby tylko mu pozwolono grać. Ale na to możemy dziś przymknąć już oko.

– Wiem, że w końcu odżyję po powrocie do polskiej ligi – mówił przed rundą Świerczok. I z tego należy go teraz rozliczać. Cztery gole w rundzie to nie jest wielki wynik, ale przynajmniej gość wysyła sygnał, że wciąż żyje. Może jeszcze nie odżył, jakby sobie tego życzył, ale przypomniał się w ostatnim momencie, by nie wykreślać go z listy piłkarzy polskich.

Ostatnio zastanawialiśmy się na Weszło, kogo ze spadkowiczów zostawić na poziomie Ekstraklasy. Wyszło nam dziesięć nazwisk, w tym osiem z Zawiszy: Alvarinho, Barisić, Majewskij, Drygas, Mica, Micael (podpisał już kontrakt z Moreirense), Sandomierski, Wójcicki. Świerczoka zabrakło, bo pokazał trochę zbyt mało – mniej, niż choćby Barisić, również napastnik, autor ośmiu goli wiosną.

Jeśli jednak przypomnimy sobie historię choroby Świerczoka i to, w jakich okolicznościach wracał do kraju, naprawdę ciężko stawiać od razu na nim krzyżyk. Jak na 22-latka, przeżył i przetrwał wiele. Pytanie – na które wciąż nie udzielił odpowiedzi – czy to nie było jednak zbyt wiele. Dla niego Łęczna ma być jednak przynajmniej w teorii tylko przystankiem do powrotu na właściwe tory.

Reklama

Do Górnika prawdopodobnie trafi też Kamil Poźniak, który wkrótce przejdzie testy medyczne. Prezes Artur Kapelko mówi, że to „potwierdzenie realizacji naszej strategii rozwoju”. Gdyby ktoś jednak nie pamiętał, to – wedle ostatnich informacji – Kopalnia Bogdanka rozważa rezygnację ze wspierania klubu (5,5 mln złotych rocznie), a na tę opinię wpłynąć mogą jedynie związkowcy. Oni postawili jednak warunek: w klubie musze być wychowankowie.

A że tych Górnik u siebie raczej nie ma, rozpoczęto poszukiwania piłkarzy, którzy spełniliby określona kryteria. Tak się składa, że Poźniak pochodzi z Krasnegostawu i wychował się na Lubelszczyźnie. Znaczy, że się nada.

Fot.FotoPyk

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...