Wreszcie jest. Ostatni mecz sezonu w Europie. Ostatni i największy – finał Ligi Mistrzów. Nic nas nie powstrzyma przed obejrzeniem go. Nagła wizyta teściów – zaciągniemy ich przed TV. Odetną nam prąd – zbudujemy własny generator. Nawet jeśli zdarzy się wypadek, namówimy lekarzy, by odpalili nam to meczysko na OIOM-ie. Barcelono i Juventusie, nie zawiedźcie nas, stwórzcie spektakl, o którym będzie się mówić przez lata.
Postaw w BET-AT-HOME na Juventus (5.59) lub Barcelonę (1.59) ->
Trójgłowy smok w ataku Barcelony, czarodziej Pirlo, legenda Buffon, fenomenalny Rakitić. Barca w formie wybitnej nawet jak na swoje ultrawysokie standardy, Juventus wracający do grona wielkich drużyn Europy, z czego bardzo się cieszymy, bo europejska piłka zwyczajnie będzie ciekawsza z mocnymi włoskimi zespołami. Pojedynek Luisa Enrique, który stworzył z Blaugrany bestię, kontra Allegri, jeden z najlepszych taktyków na kontynencie. Wreszcie – walka o potrójną koronę. To musi się udać.
Takiego potwora jak na ilustracji ma po swojej stronie Barcelona i nie oszukujmy się – to monstrum nie do zajebania zgładzenia. Przedrą się, na pewno się przedrą, pytanie tylko ile razy. Juventus może pochwalić się wyłączeniem z gry tria Realu, BBC, czyli też najwyższej światowej klasy bandy, ale jednak na tę chwilę o półkę słabszego.,bo Suarez-Messi-Neymar to banda trojga mająca potencjał pod to, by wspominać ich i za kilkadziesiąt lat. Fajka przy kominku, gromadka wnuków wokół fotela bujanego, a potem snuta przez was opowieść: tak, widziałem ich. To było coś innego, niepowtarzalnego.
Allegri doskonale zdaje sobie sprawę, że to właśnie ta trójka – wspierana zza pleców playmakerem Rakiticiem – trzyma klucze do meczu. Bardzo ciekawa wypowiedź Włocha: nie udaje, że da się ich w pełni zneutralizować, nie mówi, że ich przechytrzy. Dobrze wie, że wyłączenie ich to temat pod kolejne Mission Impossible, a cofnięcie się i próba skupienia się na defensywie może zakończyć się szybko katastrofą. Wygląda na to, że szkoleniowiec Starej Damy ma zupełnie inny plan. Tak jest – otworzyć się. Nie 0:0 i karne, nie nudziarskie murowanie, ale zaatakować, strzelić o jedną bramkę więcej. „Nie spodziewajcie się bezbramkowego rezultatu” mówił na konferencji, a Luis Enrique wypowiadał się w podobnym tonie, prorokując strzelaninę w Berlinie, a także twierdząc, że Juve to podobny pod względem stylu zespół, lubiący granie piłką.
Kim chce straszyć Juventus? Bezwzględnie ma bogactwo w środku pola. Wiele opcji do zaserwowania, a goście, którzy tu grają, mogą zabrać Barcelonie piłkę i ładnie się nią pobawić. Czarodziej Pirlo miewał w tym sezonie mecze, kiedy znikał, kiedy go brakowało, ale cholera jasna – mało kto na świecie potrafi tak olśnić jedną akcją. Zaserwować niemożliwe podanie, uderzyć z wolnego tak, że bramkarz nawet nie ma po co próbować interweniować. Do tego są Pogba, Vidal, a także Marchisio i Sturaro. Włoska prasa wciąż nie jest pewna jak Allegri zestawi Juve, ale śmiało można powiedzieć, że otoczy Pirlo pracoholikami, którzy zrobią wszystko by zabiegać Barcelonę, zaszarpać ją, zagryźć.
Atak Morata – Tevez to też na dziś siła, której nie można nie doceniać. Carlito przeżywa drugą młodość, to jeden z najlepszych jego sezonów w karierze. Jest w panteonie najlepszych ofensywnych graczy na kontynencie i też potrafi się zerwać ze smyczy każdemu obrońcy świata. Morata? Znamienne, że w Hiszpanii najbardziej boją się własnie byłego zawodnika Realu. Pognębił już Królewskich, teraz na celownik chce wziąć Blaugranę i ma ku temu umiejętności. To killer, któremu wystarczy zostawić trochę miejsca, a wykorzysta szansę.
Oczywiście, bez względu na to ile będziemy opowiadać o atutach Juventusu, to i tak wiadomo, że faworyt meczu jest jeden – Barcelona. Opowiadać o tym jak zróżnicowany arsenał ma pod bronią Luis Enrique to już praktycznie banał. Xavi zapytany o Messiego dobrze to spuentował, twierdząc, że już nic więcej nie da się powiedzieć o Argentyńczyku, bo wszyscy dobrze wiedzą jak niesamowity to zawodnik. Buffon, który pierwszy raz w karierze zmierzy się z Leo, określił gwiazdę Barcy mianem kosmity i uciął temat.
Warto zwrócić uwagę na wzajemny szacunek z obu stron. Od paru dni trwa festiwal kurtuazji. Xavi powiedział o Pirlo, że to najbardziej utalentowany zawodnik świata. Neymar opowiadał rzewne historie o Buffonie, którego podziwiał od dziecka, z uwagi na Gigiego grał też Juventusem na PlayStation. W Juve z kolei zdają sobie sprawę, że są nieoczekiwanymi gośćmi na tak dużej scenie. Kurs na ich zwycięstwo w LM przed sezonem wynosił 29/1, Allegri twierdzi, że celem był ćwierćfinał, a Buffon uważał, że powrót do grania o najwyższą europejską stawkę zajmie jeszcze kilka lat. Nikt nie zamierza też udawać, że brak Chielliniego nie jest problemem – Barzagli rozegrał raptem kilkanaście meczów w tym sezonie, a wraca po kontuzji. Jeśli ma wyjść z rywalizacji z Messim, Neymarem i Suarezem zwycięsko, to potrzebuje zagrać życiówkę.
To też mecz wielkich pożegnań. Xavi chce odejść po hollywoodzku, a kto wie, czy to nie będzie też ostatni występ Pirlo w Juve
Prawda jest taka, że Juventus już swoje w tym roku wygrał. Zaszedł znacznie dalej, niż się tego ktokolwiek spodziewał, a co najważniejsze – zaszedł tak daleko w pełni zasłużenie, co pokazuje postęp jaki zrobiła ta ekipa. Juventus to wielka drużyna, ale mimo wszystko – to Barca musi, Juve tylko może. Porażka w finale byłaby znacznie dotkliwsza dla Barcy niż dla Starej Damy. Czy z tego urodzi się luz i brak presji, o który apeluje Di Livio, a co według niego może być kluczem do nieoczekiwanego triumfu? Przekonamy się. Panie Turku (sędziuje Cuneyt Cakir), dawaj już ten mecz!



