Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

redakcja

Autor:redakcja

02 czerwca 2015, 10:47 • 4 min czytania

Reklama
Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

Z jakichś dziwnych przyczyn wielu piłkarzy żyje w przekonaniu, że wykonują najlepszy zawód na świecie. Oczywiście nie jest najgorszy, ale znam sporo lepszych – od właściciela hotelu w Las Vegas, kontrolera jakości w domach publicznych, opiekuna prywatnej wyspy, aż po prezydenta FIFA.

Reklama

O tak. Próbuję teraz sobie wyobrazić lepszy zawód niż bycie prezydentem FIFA i tu już poprzeczka wisi naprawdę wysoko. Piłkarze dla kogoś takiego to tylko ładna dekoracja, coś jak rybki w akwarium. Nie trzeba co trzy dni zakładać krótkich spodenek, nikt nie kopie w kostkę albo w kolano, trener nie drze japy w przerwie i kibice nie domagają się nie wiadomo jakich cudów. Co jeszcze ważniejsze – nie trzeba połowy dni w roku spędzać poza domem i nie trzeba przechodzić na emeryturę w wieku 35 lat. W zasadzie jest to zawód idealny. Być prezydentem USA czy Francji – to jednak olbrzymia odpowiedzialność, życie na świeczniku, no i codzienna harówka. Nawet prezydent Mongolii ma urwanie głowy (tak mi się przynajmniej zdaje), a jeśli ludziom wiedzie się kiepsko, to złość skupia się i na nim.

Może to krzywdzące, ale wyobrażam sobie, że prezydent FIFA nie robi nic, poza tym, na co akurat ma ochotę. Za służbowe pieniądze służbowym samolotem może polecieć w dowolne miejsce na świecie, bo przecież piłka jest wszędzie i nikt mu nie broni sprawdzić, jak się mają sprawy na Malediwach i czy futbol kobiecy jest tam należycie traktowany. Zawsze dostanie najlepszy apartament, najlepszego kucharza i najpiękniejszą lektykę. Odpowiedzialność zerowa. Jeśli gdzieś w Mongolii zbankrutuje fabryka gwoździ, to pracownicy poproszą o pomoc prezydenta. Ale jeśli gdzieś w Polsce zbankrutuje klub piłkarski – dajmy na to, Widzew – to przecież nikt o zdrowych zmysłach nie będzie mieć pretensji dla Seppa Blattera. Raz na cztery lata zapada decyzja, w jakim kraju zorganizować turniej, ale przecież to nie prezydent FIFA go organizuje, tylko podlegli pracownicy, podzieleni na firmy konsultingowe, agencje, departamenty. On przychodzi na gotowe, w towarzystwie jakiejś wielkiej persony, typu Putin czy inny Obama. Napije się szampana, obejrzy ze trzy gole – i do domu.

Czytałem wypowiedź Michała Listkiewicza, że Blatter to pracoholik i haruje nawet w weekendy, ale jako odwieczny sceptyk pozwolę sobie nie dowierzać. Być może pierwsze dwa lata wymagają zagłębienia się w pewne sprawy, ale później już masz ludzi, którzy mają ludzi, którzy mają ludzi, którzy robią wszystko jak należy. Jeśli rządzisz od 17 lat – niczym Szwajcar – naprawdę masz dość czasu, by stworzyć strukturę, która w maksymalnym stopniu odciąża cię od podejmowania jakiejkolwiek codziennej działalności. Jestem święcie przekonany, że nie ma drugiej fuchy na świecie, która daje ci jednocześnie władzę, pieniądze, czas wolny i spokój, a przy tym nie przygniata jakąkolwiek odpowiedzialnością. Jak nie chcesz rozmawiać z mediami, to nie rozmawiasz, jak nie chcesz gdzieś lecieć – to nie lecisz. A jak chcesz przez miesiąc przycinać żywopłot, to przycinasz żywopłot, wyłączasz telefon i świat dalej się kręci, dalej mecze się toczą w każdym zakątku globu, dalej sędziuje Paweł Gil.

Czy więc można się dziwić, że Sepp Blatter – w przeszłości pracownik biura podróży, sekretarz generalny w szwajcarskim związku hokeja, czy dyrektor w firmie Longines – tak bardzo trzyma się stołka? Że nie chciał honorowo ustąpić? Kiedy zastępował Joao Havelange’a, mówił o odmłodzeniu. Havelange tracąc funkcję, którą sprawował przez 24 lata (od 1974 roku!), był po osiemdziesiątce. Blatter aktualnie ma 79 lat, co oznacza, że będzie odchodził z FIFA jako jeszcze bardziej leciwy staruszek. Potrzebne do reelekcji głosy zagwarantowały mu w dużej mierze tzw. państwa dziwne, bo chociaż Blatter – w przeciwieństwie do Havelange’a – jest Europejczykiem, to Europa już dawno się od niego odwróciła. Teraz musiał zawierać sojusze egzotyczne, niezbyt prestiżowe w sensie piłkarskim, ale równie skuteczne. Bo taka już specyfika demokracji, że każdy głos jest tyle samo warty, natomiast niektóre kupić łatwiej. Blatter miał wszystkie karty w ręku, gwarantujące mu utrzymanie przy korycie, jako jedyny mógł swoją kandydaturę podeprzeć argumentami czysto finansowymi i zarazem jednak legalnymi (dotacje), a przez poprzednie lata dał się poznać jako osoba, która potrafi się odwdzięczyć. Jest to typowy układ, w którym syte misie głosują dlatego, bo chcą być jeszcze bardziej syte. Żadna nowa propozycja personalna nie gwarantuje im zachowania jakże rozkosznego status quo.

Reklama

Władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie. Nikt zdrowo myślący nie ma wątpliwości, że w FIFA korupcja rozrosła się do niebywałych rozmiarów i że finały mistrzostw świata odbędą się w Katarze nie dlatego, że to świetne miejsce dla futbolu, lecz dlatego, że ten właśnie wybór został suto opłacony. By skazać – potrzeba dowodów. Ale żeby mieć swój pogląd na temat mistrzostw w 2022 roku – wystarczy szczątkowa inteligencja.

Blatter firmuje ten zgniły układ, jest capo di tutti capi. Nie odejdzie dobrowolnie z dwóch powodów – nikt nie chciałby stracić najlepszej roboty na świecie i nikt nie chciałby zostawić szaf pełnych dokumentów czy nośników danych, które mogłyby się dostać w niepowołane ręce. Teraz już nie ma wyjścia: trzeba trwać. Do końca. Trzeba być strażnikiem tajemnic, zwłaszcza że to tak przyjemny obowiązek.

PS Proponuję zabawę – wpiszcie w komentarzach, co jest waszym zdaniem najlepszym zawodem na świecie. Czyli lepszym od bycia prezydentem FIFA.

KRZYSZTOF STANOWSKI

Reklama

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Cracovio, ogarnij napastnika! Bartosz Grzelak po raz pierwszy nie zremisował

Kacper Korpak
5
Cracovio, ogarnij napastnika! Bartosz Grzelak po raz pierwszy nie zremisował

Felietony i blogi

Reklama