Grobelny chciał ofiarować Stali zwycięstwo. I prawie mu się udało

Jakub Białek

11 listopada 2022, 20:54 • 5 min czytania

Reklama
Grobelny chciał ofiarować Stali zwycięstwo. I prawie mu się udało

Gdyby Stal Mielec wygrała to spotkanie, byłoby to sporą niesprawiedliwością dziejową. Warta była lepsza pod każdym względem, ale nie potrafiła wykorzystać sytuacji, no i miała Jędrzeja Grobelnego. Te dwa czynniki sprawiły, że drżała o wynik do ostatniej akcji meczu. Bo właśnie wtedy wyrównującego gola zdobył Jan Grzesik.

Reklama

Ogółem wahadłowy Warty ma za sobą kolejną całkiem udaną rundę. Grzesik nie opuścił ani minuty, w czym oczywiście pomógł mu brak jakiegokolwiek konkurenta, ale też sam zawodnik był zawsze wartością dodaną swojego zespołu. Dziś uratował swojej drużynie punkt, choć gospodarze spokojnie mogli myśleć o podniesieniu z boiska kompletu.

Mogliby, gdyby nie Jędrzej Grobelny.

Warta – Stal. Szaleńcze ataki Stali Mielec

Ofensywa Stali Mielec utknęła dzisiaj gdzieś na drodze do Grodziska Wielkopolskiego. Dość napisać, że w pierwszej połowie ekipa z Podkarpacia oddała równo ZE-RO strzałów. W drugiej niewiele drgnęło w poczynaniach ofensywnych gości, ale na szczęście coś obejrzeliśmy – na przykład uderzenie Hamulicia po indywidualnej akcji (proste do obrony)  czy próbę Domańskiego (zablokowaną) po dobrej wstecznej piłce od Getingera i świetnym długim otwierającym zagraniu od Matrasa.

Generalnie rzecz biorąc – Grobelny mógł dzisiaj wynudzić się jak mops. Gdyby nie to wspomniane uderzenie Hamulicia, będące niezbyt dużym wyzwaniem, bramkarz Warty wymarzłby przez 90 minut. I trochę nie dziwimy się, że zechciał poszukać jakichkolwiek emocji. Bo chyba tak trzeba interpretować to, co zrobił w 66. minucie.

Reklama

Jeden z obrońców Stali posłał długą piłkę – w teorii do napastnika, w praktyce do nikogo. Gdyby Grobelny stał w polu karnym i czekał z wyciągniętymi rękoma, po prostu złapałby piłkę i na tym skończyłaby się ta historia. Zniecierpliwiony bramkarz postanowił jednak wyjść poza szesnastkę i szybciej przerwać tę akcję. 

To pierwsza błędna decyzja, jaką podjął w tej sytuacji. Drugą była próba przyjęcia piłki głową (?). Gdyby urodził się w okolicach Copacabany, może i byłby to naturalny pomysł, ale niestety urodził się w Wielkopolsce i – no cóż – zagranie mające na celu uspokojenie akcji, tylko wznieciło pożar. Zanim Grobelny opanował piłkę, dopadł do niego Hamulić, przejął futbolówkę, zapakował do pustaka. Skoro już bramkarz wychodził, to można było obrać taktykę „wyjazd”, a nie robić coś tak karkołomnego. 

Do tego momentu Stal nie zrobiła z przodu praktycznie nic.

Po tej bramce Stal nie zrobiła z przodu dosłownie nic.

Reklama

Warta – Stal. Z pomysłem, bez efektu 

To Warta miała inicjatywę przez całe spotkanie. Atakowała wysokim pressingiem, co mogło się podobać. Szanowała piłkę, rozgrywała ją po ziemi, wychodziła z nią spod własnej bramki. Tworzyła okazje, których jednak nie potrafiła wykorzystać.

Patelnie były dwie. Jedną z nich miał Szmyt, który po koronkowej akcji swojego zespołu trafił w Mrozka. Bramkarz Stali zachował czujność, ale umówmy się – młodzieżowiec Warty musiał z tej akcji wycisnąć znacznie więcej. Miał sporo miejsca, sporo czasu, dostał idealną piłkę. Nic, tylko pytać bramkarza, w który róg posłać strzał, a nie uderzać prosto w niego.

Druga? Miał ją Zrelak, który spróbował lobować Mrozka, ale nie za bardzo mu to wyszło, bo golkiper Stali przeczytał jego zamiary. Pani arbiter pokazała przy tej akcji spalonego, którego nie było, więc gdyby Słowak lepiej się zachował, VAR uznałby tę bramkę. Na czystą okazję wypuścił go prostopadłym podaniem Szmyt.

Zrelak próbował też kilka razy sprzed pola karnego. Świetną okazję po stałym fragmencie miał Kupczak, który został zablokowany przez Getingera. Próbował także Maenpaa, który rozgrywał dziś bardzo dobre zawody – zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Potrafił odebrać piłkę, dobrze podać, zyskać trochę terenu.

Reklama

Tak jak przy 0:0 Warta miała pomysł, lecz nie miała skuteczności, tak przy 0:1 nie miała za bardzo okazji, by sprawdzić, czy ofensywni gracze nadal nie potrafią zachować zimnej krwi pod bramką rywala. Innymi słowy – Stal cofnęła się jeszcze bardziej, w zasadzie to nie wychodziła z własnej połowy, a nie od dziś wiadomo, że w zespole z Poznania nie ma zbyt wielu fanatyków ataku pozycyjnego. I tak Warta grała bez ładu i składu – a to wrzuciła, lecz nikt tego nie przejął, a to próbowała prostopadłych piłek, z których nic nie wynikało, a to podawała bezproduktywnie, czego jedynym efektem było jedynie rosnąca statystyka posiadania (Warta miała futbolówkę przez 61% czasu gry, niezwykle rzadko zdarzają się takie mecze).

I taki stan, mikstura inicjatywy i bezradności, utrzymywał się aż do doliczonego czasu gry, a nawet dłużej, bo Warta wyrównała już po upływie dwóch dodatkowych minut. Zrelak przejął górną piłkę i rozrzucił do Szczepańskiego. Ten posłał wrzutkę w pole karne, w którym roiło się od piłkarzy w zielonych koszulkach. Grzesik wygrał pojedynek główkowy z Matrasem i strzelił nie do obrony – piłka wpadła do siatki od słupka. Chwilę później Jarosław Przybył zagwizdał po raz ostatni.

Choć żadna ze stron nie jest pewnie zadowolona z wyniku, to oba kluby kończą jesień z poczuciem świetnie wykonanej roboty. Stal jest obecnie na trzecim miejscu i choć pewnie zostanie przeskoczona (może to zrobić pięć ekip), to kto by w ogóle pomyślał o takim scenariuszu latem, gdy Adam Majewski naprędce klecił kadrę z niechcianych piłkarzy? Także i Warta gra powyżej oczekiwań, kończąc rundę na bezpiecznej pozycji w środku stawki. 

Reklama

Droga Warto, droga Stalo – bardzo solidna robota. 

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. FotoPyK

Reklama
Jakub Białek

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Dwustu graczy z lig angielskich na mundialu. Ekstraklasa za Cyprem i Rosją

AbsurDB
3
Dwustu graczy z lig angielskich na mundialu. Ekstraklasa za Cyprem i Rosją