Jeden wątek interesował wszystkich fanów kolarstwa przed dzisiejszym Paryż-Roubaix – walka Tadeja Pogacara o triumf we francuskim klasycznym wyścigu. Bo gdyby tam wygrał, to skompletowałby wszystkie Monumenty. Gdyby tam wygrał, po raz kolejny przeszedłby do historii. Gdyby tam wygrał, mógłby wprost powiedzieć, że rzuca wyzwanie Eddy’emu Mercxowi w walce o tytuł najlepszego w historii. Tadej rywalizował więc nie tylko z innymi kolarzami, ale i z historią samą w sobie. I tę rywalizację ostatecznie – choć minimalnie – przegrał.
Tadej Pogacar o krok od wielkiej historii
Monumenty, czyli marzenie każdego kolarza. Do niedawna jednak – w tym nowoczesnym, XXI-wiecznym kolarstwie – zarezerwowane jednak głównie dla kolarzy wyspecjalizowanych w tych jednodniowych wyścigach. Ci którzy walczyli o Wielkie Toury, raczej tam nie szaleli, może poza pojedynczymi przypadkami. Aż przyszedł Tadej Pogacar i kompletnie zmienił zasady tej gry. Przed dzisiejszym wyścigiem miał na koncie 12 wygranych Monumentów, w tabeli wszech czasów zajmował tym samym drugie miejsce – przed nim był już tylko Eddy Merckx (19).
Ale czym właściwie są wspomniane Monumenty? To te najbardziej prestiżowe z wielkich jednodniowych wyścigów. Pięć imprez, które wyrastają nad wszystkie inne. Są to:
- Mediolan-San Remo,
- Ronde van Vlaanderen,
- Paryż-Roubaix,
- Liege-Bastogne-Liege,
- Giro di Lombardia.
Cztery pierwsze rozgrywane rokrocznie wiosną, ostatni jesienią. To w Lombardii, „Wyścigu spadających liści” Pogacar stał się królem, wygrywał tam do tej pory już pięciokrotnie (z rzędu!), wyrównując tym samym rekord Fausto Coppiego. Ale w Ronde i L-B-L też jest wielki, oba te wyścigi wygrywał już po trzy razy – w tym pierwszym to też rekord, w drugim goni Merckxa (pięć triumfów). Przed startem tego sezonu brakowało mu dwóch: Mediolan-San Remo i Paryż-Roubaix.
Ten pierwszy miał być jego przekleństwem. Bo to trasa najbardziej sprzyjająca sprinterom, na której trudno się urwać reszcie stawki – a tego Tadej potrzebuje. Dlatego w poprzednich latach zawsze był blisko, ale nigdy nie wygrał – w poprzednich czterech edycjach był tam 5., 4., 3. i 3. Ale w tym roku doszło do finiszu z dwuosobowej grupki – Pogacar kontra Tom Pidcock. Słoweniec zaryzykował, postawił na stosunkowo długi finisz, przycisnął na pedały i wygrał w wielkim stylu.
A jak cenna była to wygrana, pokazuje fakt, że gość, który w karierze osiągnął już właściwie wszystko, niemal się po niej popłakał. Ale trudno się dziwić – jeśli gdzieś miał nie wygrać w swojej karierze, to tam. A zrobił to i to mimo kraksy. Wielki to był pokaz wielkiego kolarza.
Został więc jeden wyścig. Paryż-Roubaix, „Piekło Północy”, 30 sektorów brukowych do pokonania i królestwo Mathieu van der Poela, najlepszego obok Pogacara współczesnego klasykowca. Holender wygrywał tam trzy razy z rzędu – w tym rok temu, gdy Tadej, w swoim debiucie, był drugi.
Pogacar miał jednak swoją misję. Chciał skompletować wszystkie pięć monumentów, co do tej pory zrobiło trzech kolarzy: Rik van Looy, Eddy Merckx i Roger De Vlaeminck. Nikt nie dorównał trójce Belgów od lat 70. Nikt też nie wygrał pięciu Monumentów z rzędu, a o to właśnie walczył też dziś Pogacar.
A więc: Słoweniec kontra historia. To naprawdę była taka rywalizacja.
Opony nie wytrzymywały
Kluczowe okazały się dziś… defekty, na czele z przebitymi oponami. Problemy mieli z nimi wszyscy faworyci. Mathieu van der Poel złapał gumę w słynnym Arenbergu i właściwie na ponad 90 kilometrów przed metą odpadł z rywalizacji o zwycięstwo. Tadej Pogacar gumę złapał wcześniej, dwa razy w efekcie zmieniał rower, ale rywali dogonił. Później też zresztą przytrafiła mu się jeszcze jedna taka sytuacja… ale Woutowi van Aertowi, z którym jechali w jednej grupie – również.
To się nazywa pech…
Dramat Mathieu van der Poela. Kres marzeń o czwartym zwycięstwie w Piekle Północy w karierze ✖️#HomeOfCycling #ParisRoubaix pic.twitter.com/YKXWoJ6XB2
— Eurosport Polska (@Eurosport_PL) April 12, 2026
Liczyło się więc głównie to, jak szybko ktoś dostał nowy rower i gdzie, w którym momencie wyścigu tę gumę złapał. Bo w jednych Piekło Północy wybaczało, a w innych – niekoniecznie.
Van der Poel miał pecha i przekonał się, że nie wszystko w tym wyścigu zależy od niego, choć po trzech triumfach z rzędu pewnie łatwiej byłoby mu przełknąć dzisiejsze niepowodzenie. Pogacar i van Aert mieli szczęście – byli w stanie utrzymać się z przodu i walczyć o zwycięstwo. Wkrótce zresztą jasnym stało się, że to oni dwaj rozstrzygną wszystko między sobą, bo ostatnie kilkadziesiąt kilometrów przejechali właśnie w duecie.
Choć momentami zbliżała się do nich grupa z nadal walczącym van der Poelem, to Słoweniec i Belg utrzymywali przewagę, która była im potrzebna.
A więc: Wout albo Tadej. Nikt inny.
Van Aert na straży belgijskich rekordów
Wout przy tym wszystkim wybrał dość prostą strategię: momentami właściwie nie dawał Tadejowi zmian. Postawił wszystko na to, by utrzymać się na kole rywala, nie dać mu odjechać, a przy okazji zapewnić, że ten straci sporo sił, że nie będzie w stanie potem zafiniszować odpowiednio na welodromie w Roubaix. Dokładając do tego fakt, że Belg jest lepszym sprinterem – i to znacznie – przy normalnych okolicznościach powinno było dać mu to zwycięstwo.
Pozostawała tylko kwestia tego, czy Tadej o tym wie. Bo Pogacar momentami zdaje się być jak ten trzmiel z anegdoty, co latać nie powinien, ale nie zdaje sobie z tego sprawy.
Dziś jednak trzmiel nie poleciał wystarczająco wysoko. Van Aert cały swój plan zrealizował bowiem doskonale. Poczekał na ostatni łuk na torze, wyszedł górą, zaatakował i odjechał Tadejowi na kilka metrów. Słoweniec nie był w stanie – po tym, jak harował nie tylko dzisiaj, ale i w poprzednich dniach – go złapać i skontrować. Zabrakło mu po prostu sił, bo nawet taki geniusz roweru, jak on, czasem musi uznać wyższość rywala.
Tadej ostatecznie był więc drugi… po raz drugi z rzędu i swoim drugim występie. I to w sumie też wynik, który trzeba docenić, bo o regularność w Paryż-Roubaix nie jest łatwo.
🇧🇪 Wout van Aert wins #ParisRoubaix Hauts-de-France 2026 !
🇧🇪 Wout van Aert remporte #ParisRoubaix Hauts-de-France 2026 ! pic.twitter.com/LQHU1zpKPA
— Paris-Roubaix Hauts-de-France (@parisroubaix) April 12, 2026
A skoro Pogacar pokazuje, że jest w stanie być w tej czołówce, to pewnie za rok czy dwa sięgnie po swoje. W jego przypadku tylko taki scenariusz można założyć.
Z kolei ten dzisiejszy też jest w pewnym sensie piękny – bo to w końcu Belg sprawił, że Słoweniec (jeszcze) nie dorównał innym wielkim Belgom.
Fot. Newspix
Czytaj więcej o kolarstwie na Weszło:
- Polskie kolarstwo czeka kryzys. Gwiazdy zakrywały problemy
- Kubica, Zmarzlik oraz rower. Dwóch mistrzów i ich kolarska pasja
- Kolarze z YouTube’a. Jak internetowy twórca stworzył swój zespół i ściągnął do niego wybitnego sprintera?
- Zawsze czegoś im brakowało. Najlepsi kolarze bez wygranej w Tour de France