Pół godziny słabizny Cracovii, by wygrać… 3:0. Co za drużyna!

Paweł Paczul

19 września 2025, 19:50 • 3 min czytania 42

Reklama
Pół godziny słabizny Cracovii, by wygrać… 3:0. Co za drużyna!

Po trzydziestu minutach spotkania GKS mógł się martwić jedynie tym, że mu jeszcze nie wpadło i słowo „jeszcze” było tutaj kluczem – zapowiadało się bowiem, że gospodarze na spokojnie zaraz coś trafią, potem jeszcze podwyższą wynik i będą mieli cenne zwycięstwo. Cracovia była bardzo przeciętna, nie dawała sobie rady z katowiczanami, szczególnie z ich wysokim pressingiem. A potem wygrała 3:0.

Reklama

Wszyscy wiemy, że GKS ma swoje kłopoty i zapowiada się na dużo trudniejszy sezon niż ten pierwszy po powrocie do Ekstraklasy. Tym bardziej ze zdziwieniem można było oglądać to, co ekipa Góraka zaserwowała przez pierwsze pół godziny starcia z mocną Cracovią – ona ją po prostu cholernie gniotła. Goście nie mogli pierdnąć na swojej połowie bez pozwolenia kogoś w żółtym stroju, pressing był obecny wszędzie, Pasy miały wielkie ciężary, by z niego wychodzić.

Prawda, GKS-owi brakowało skuteczności, choćby Nowakowi, który powinien się pokusić o dwie bramki, a nie miał żadnej, ale wyglądało na to, że to kwestia czasu. Bo jak tu wierzyć w nagłą zmianę Cracovii, która – zdawało się – została w domu, z kolei do Katowic wysłała tylko marnych dublerów.

Ale, cóż, taka jest Cracovia – jej szybki atak należy do najlepszych w lidze i nigdy nie wiesz, co cię sieknie. Musisz być skoncentrowany przez cały mecz na 100%, jeśli tylko na chwilę się rozkojarzysz, będziesz miał problemy.

I tak się stało – z długiej piłki na Stojilkovicia (niebywałe, że akurat na niego!) wyszedł samobój Czerwińskiego, bo napastnik się urwał, nawinął rywalem, a potem wstrzelił piłkę tak, że przeciwnik pokonał się sam. Potem był natomiast rzut rożny i świetna obrona Kudły po uderzeniu Wójcika, ale przy dobitce Henrikssona z najbliższej odległości bramkarz nie miał już żadnych szans.

Reklama

Siedem minut. Tyle wystarczyło Cracovii, by GKS z meczu na wygraną, miał mecz na „o rany, co się stało”.

GKS Katowice – Cracovia 0:3. Pasy mogą zaliczyć wielki sezon

W drugiej połowie GKS już tak dobry jak w pierwszych 30 minutach nie był i został jeszcze dodatkowo ukarany przez duet Klich-Stojilković. Ta piłka od byłego reprezentanta Polski… No palce lizać, cały stadion spodziewał się strzału, a pomocnik dał prostopadła piłkę do kolegi, który idealnie sobie przyjął i – jak to on – przerzucił piłkę nad Kudłą.

Natomiast warto zaznaczyć, że Klich to nie tylko ta asysta, to ogólnie znakomity mecz. Każda drużyna chce mieć u siebie kogoś takiego, kto jest tak inteligentny z piłką przy nodze i potrafi z wielką jakością przyspieszyć akcję – przecież samobój Czerwińskiego zaczął się od tego, że Klich wypuścił Stojilkovicia kolejnym genialnym podaniem. Dzisiaj zagranie do Klicha to była gwarancja spokoju, jak i szansa na to, że urodzi się coś ciekawego.

Jeśli ściągasz 35-latka do Ekstraklasy po zagranicznych wojażach, to właśnie po to, by grał tak jak Klich.

Reklama

Cracovia pracuje na piękny sezon, przecież wróci jeszcze kontuzjowany Hasić, którego uraz miał ją podłamać, a nic takiego – poza meczem z Jagą – się nie stało. GKS… Cóż. Często gra źle, a jak już gra dobrze, to swoich momentów nie wykorzystuje. Pozostaje katowiczanom wierzyć, że te pierwsze pół godziny uda się przełożyć na 90 minut z innymi rywalami, którzy już nie będą tak mocni jak Cracovia.

4
Kudla
2
Rogala
2 -
Czerwiński
1
2
Jedrych
3
Galán
yellow-card
4
Kowalczyk
3
Milewski
3
Wasielewski
3
Nowak
2
Shkurin
2
Błąd

Zmiany:

icon-swap
M. Rosołek
2
I. Shkurin
icon-swap
M. Wędrychowski
3
A. Błąd
icon-swap
Jesse Bosch
3
Sebastian Milewski
yellow-card
icon-swap
Eman Markovic
Bartosz Nowak
icon-swap
Konrad Gruszkowski
Marcin Wasielewski

Legenda

yellow-card
Żółta kartka
red-card
Czerwona kartka
yellow-card red-card
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
5.0
Ocena meczowa
+
Plus meczu
-
Minus meczu
swap
Zawodnik zmieniony

CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. Newspix

Reklama

 

 

 

42 komentarzy
Paweł Paczul

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Koźmiński opowiada, że Ronaldinho nie dotknął przy nim piłki. No nie dotknął, bo nie grał

Michał Kołkowski
9
Koźmiński opowiada, że Ronaldinho nie dotknął przy nim piłki. No nie dotknął, bo nie grał

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Kowal miażdży grę Widzewa Łódź! Czy Górnik zdobędzie dublet? | Kowal Supersubiektywnie

Wojtek Kowalczyk
6
Kowal miażdży grę Widzewa Łódź! Czy Górnik zdobędzie dublet? | Kowal Supersubiektywnie
Ekstraklasa

Hitowy transfer w Ekstraklasie coraz bliżej! Portugalczycy potwierdzają

Mikołaj Duda
10
Hitowy transfer w Ekstraklasie coraz bliżej! Portugalczycy potwierdzają