Papszun nie przyzna się do błędu. Raków jest jednowymiarowy

Kamil Warzocha

08 sierpnia 2025, 08:32 • 5 min czytania 36

Reklama
Papszun nie przyzna się do błędu. Raków jest jednowymiarowy

Rozemocjonowany Ivi Lopez na trybunach, krzyczący rozpaczliwie „Press, press!”, gdy kończył się czas. Chowający głowę w dłoniach Fran Tudor, gdy po raz enty piłka nie chciała wpaść do siatki. Brunes z nietęgą miną, akurat w dniu urodzin, siedzący jak za karę kilka metrów od komentatorów. I Marek Papszun, który nie traci nadziei. Maccabi Hajfa, choć nic wielkiego w Częstochowie nie pokazało, dało nam w kość.

Reklama

Raków przegrał 0:1 zasłużenie, ale gdybyście mieli zapytać, kto z wysokości trybun wyglądał bardziej przekonująco, byłby to oczywiście wicemistrz Polski. Energiczny, pewny siebie, szybszy i silniejszy w pierwszej połowie. Piłkarze czuli, że rozgrywają fajne zawody, ba, Zoran Arsenić przyznał w „mixed zone”, że jego zespół wyglądał naprawdę dobrze. Nie wiem, czy to samo dało się zauważyć przed telewizorem, ale faktycznie widać było dość wyraźną różnicę: od zwykłego operowania piłką, przez budowanie przewagi na połowie rywala, po tworzenie okazji bramkowych. Raków szedł po swoje, mocno pracował na bramkę, ale zginął od rzeczy, której Marek Papszun nie zapobiegł.

Raków Częstochowa – Maccabi Hajfa 0:1. Niedosyt, niedosyt i jeszcze raz niedosyt

Chodzi o wybory personalne, głównie dotyczące ułożenia linii ofensywnej. Najpierw przed meczem gruchnęła wieść (z ust trenera), że Jonatan Braut Brunes odniósł kontuzję i jest na badaniach. Może to był niedokładny skrót myślowy, może lekarze w bardzo szybkim tempie wykonali swoją robotę, ale Norweg około 20:30 siedział już na trybunach. Plotki o tym, że między zawodnikiem a Papszunem nastąpił konflikt na ostatnim treningu przed meczem, naturalnie wzmogły się, choć w zakulisowych rozmowach uciął je Wojciech Cygan, podobnie jak i trener Rakowa na pomeczowej konferencji. „Plotki to plotki. Nie ma sensu tego komentować”. Krótko i do sedna, po żołniersku.

Kibice Maccabi mieli swój moment… tak jak piłkarze na boisku

Reklama

Chcę wierzyć, że gdyby Brunes mógł zagrać z Maccabi, Papszun by z niego skorzystał. Inaczej… Cóż, nie świadczyłoby to zbyt dobrze o trenerze, bo w tym meczu jedyne, czego brakowało Rakowowi, to instynkt strzelecki. Nie dawał tego Pieńko, a, co ciekawe, Papszun stwierdził, że 21-latek powinien skończyć pierwszą połowę z golem (zagrał tylko 45 minut). Nie oferował też Ameyaw, zdaniem Papszuna „grający poprawnie” (hmm, delikatne określenie), to samo później Diaz, a także Makuch, który w ogóle miał problem z dojściem do jakiejkolwiek sytuacji podbramkowej.

Znamienny był fakt, że najgroźniejszymi piłkarzami Rakowa przez większość spotkania byli wahadłowi – Otieno ze swoimi wrzutkami i Tudor, który w lepszej formie pewnie dostarczyłby chociaż bramkę lub asystę. Z jednej strony fajnie, warto mieć groźne boki. A z drugiej mocno niepokoi fakt, że w meczu, w którym przez długi okres potrafisz kontrolować grę na tle niezłego rywala, o twoim niepowodzeniu nie po raz pierwszy decyduje deficyt konkretów i błysku tych, którzy w pierwszej kolejności muszą brać za to odpowiedzialność.

Papszun układa klocki po swojemu. Ale czy się nie przeliczy?

Kiedy zapytałem Marka Papszuna, dlaczego na przykład Leonardo Rocha, teoretyczne rozwiązanie problemu Rakowa, przegrywa rywalizację z Patrykiem Makuchem – a pytanie wydawało mi się zasadne, skoro ten drugi nie specjalizuje się w strzelaniu goli – usłyszałem:

Najprościej mógłbym powiedzieć, że ktoś musi przegrywać. Wypadł Brunes, ale zagrał Makuch. Na ten moment tak po prostu wygląda poziom chłopaków. Nie ma tutaj drugiego dna.

Reklama

Nie będę się z tym kłócił. Trener widzi piłkarzy na co dzień, później na bazie obserwacji podejmuje jakieś decyzje – okej. Natomiast mam nieodparte wrażenie, że Papszunowi trudno przyznać się do błędu i że bywa ostatnio trochę za uparty. A przez to Raków, tak jak z Maccabi, staje się zbyt jednowymiarowy. Widać to było szczególnie w ostatnich 20-30 minutach, nawet po zmianach, kiedy klub z Izraela okopał się w obronie niskiej, czekając na pojedyncze kontry. Przesuwanie, dobra organizacja, podwajanie na skrzydłach, jak wspomniał trener Flores po meczu „cierpienie” – to wszystko wystarczyło. Ot, żadnych fajerwerków. Momentami bezradność i jałowość w grze Rakowa biła po oczach, a gdy tylko jakiś piłkarz mógł zrobić coś nieszablonowego, a z tego rezygnował, wspomniany na początku Ivi ze zdenerwowaniem podnosił się z krzesełka i machał rękoma. On dałby „to coś”. Zdecydowanie.

Marek Papszun „na galowo”. Ale tym razem dres nie wyczarował zwycięstwa

Patrzyłem na defensywne trudy Maccabi, czekałem na przełamanie ataku Rakowa. I wiecie co? Zaryzykuję tezę, że to drugie nastąpiłoby dopiero przy kompletnej utracie sił przeciwnika. Może wtedy za piątym podejściem Diaz trafiłby w światło bramki albo ktoś inny wreszcie ominąłby bramkarza czy zdecydował się na dobry strzał z dystansu (w Rakowie, pół żartem, to chyba zabronione). Najsmutniejsze jest to, że jak patrzy się na grę Rakowa z bliska, czuć, że wyżyny polskiego futbolu przecinają się z przeciętnością choćby w okolicach pola karnego. Tam razi, niestety, brak jakości indywidualnej, co potwierdzają zmagania częstochowian w Ekstraklasie.

Reklama

Raków ze stałym problemem, ale za kulisami jest optymizm przed rewanżem

Spodziewałem się lepszego przeciwnika, zaprezentowaliśmy się nieźle. Szkoda, że zabrakło bramki, ale mamy nadzieję na awans – powiedział Marek Papszun, słusznie zwracając uwagę na jedną kwestię. Maccabi, choć wygrało, nie będzie mogło spać spokojnie. Raków jest w stanie ten dwumecz wyciągnąć i śmiało mogę stwierdzić po poznaniu kilku opinii z obozu „Medalików”, że ta porażka jest traktowana jak wypadek przy pracy. Nie zobaczyłem zwieszania głów po 90 minutach, absolutnie nie. Prędzej niedosyt i piłkarską złość, że o wyniku zadecydowała głupio stracona bramka.

Jak będzie na Węgrzech, gdzie odbędzie się rewanż, nie wiem. Piłkarze Rakowa nie mają wszystkiego w swoich rękach, ale po prostu wypadałoby, żeby lepiej dostawiali nogę lub głowę. Tylko (i chyba „aż”) tyle trzeba, żeby wyeliminować Maccabi Hajfę. To nie Crvena zvezda, której można było się obawiać. Ludzie w klubie, na trybunach, w szatni – wszyscy to czuli, że bardziej wicemistrz Polski ograniczał własny potencjał, niż Izraelczycy znaleźli remedium na skromną zaliczkę. Oby to zmieniło się za tydzień.

***

Na koniec muszę jeszcze wspomnieć o kibicach Rakowa. Jedni powiedzą, że w sprawy geopolityczne nie powinni się mieszać, a inni zakrzykną: chwała im za to. Tak czy siak, wywieszenie transparentu z napisem „Izrael morduje, a świat milczy”, akurat podczas rywalizacji z izraelską drużyną, wielu osobom ma prawo się podobać. Ode mnie – na pewno plusik.

Reklama

Odważnie i… celnie, czyż nie?

WIĘCEJ O RAKÓW – MACCABI NA WESZŁO:

Fot. własne

36 komentarzy
Kamil Warzocha

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gra na gitarze, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” i "Weszlopolscy".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Królewski potwierdzał, że chce go w Wiśle. Zagra dla ligowego rywala

Mikołaj Duda
0
Królewski potwierdzał, że chce go w Wiśle. Zagra dla ligowego rywala
Ekstraklasa

Media: Szwarga ma nowy klub! Będzie asystentem w Ekstraklasie

Jan Broda
3
Media: Szwarga ma nowy klub! Będzie asystentem w Ekstraklasie

Liga Konferencji

Reklama
Liga Konferencji

Za chwilę losowanie. Na nich może trafić Lech, Górnik, GKS i Raków

AbsurDB
34
Za chwilę losowanie. Na nich może trafić Lech, Górnik, GKS i Raków