Sukces Probierza. Po dwóch latach pracy zemścił się na Mołdawii

Szymon Janczyk

06 czerwca 2025, 23:02 • 4 min czytania 78

Reklama
Sukces Probierza. Po dwóch latach pracy zemścił się na Mołdawii

Gdy ktoś zapyta was, co działo się w meczu reprezentacji Polski, z czystym sumieniem możecie rzucić: to, co zawsze. Przyjechała Mołdawia, pokopaliśmy godzinę z mniejszym lub większym sensem, resztą czasu zastanawialiśmy się, czy rywale wyrównają. Nie wyrównali. Klątwa Mołdawii zdjęta!

Reklama

Ciężko znaleźć kogokolwiek, kogo grzało towarzyskie granie z Mołdawią. Krzyczały o tym puste krzesełka na Stadionie Śląskim, których nie dało się wypełnić żadnymi akcjami marketingowymi. To, co działo się na boisku, bynajmniej nie sprawiło, że nieprzekonani pożałowali wyboru. Ten mecz równie dobrze mógłby być „szybką symulacją” z serii FIFA i nikt nie obraziłby się na coś takiego.

Polska – Mołdawia jak dwa lata temu, tylko wynik inny. Kręcimy się w kółko

Rozliczanie kogokolwiek za towarzyskie granie z Mołdawią mija się z celem, ale mimo wszystko można powiedzieć, że selekcjoner Michał Probierz nie wykorzystał jakiejś szansy. Szansy na to, żeby po miesiącach snucia opowieści o ofensywnym futbolu, w końcu ją pokazać. Trzeba docenić postęp, bo za pierwszym razem Probierz Mołdawii nie pokonał, natomiast to odnosi się tylko do wyniku. Wciąż jest to kadra rozchwiana, niepewna, która w każdej chwili potrafi zrobić sobie kocioł pod bramką.

Wiecie, Virgiliu Postolachi mierzy lepiej, kopie nie w środek, lecz po rogu i mamy trzy dni smuty.

Może i Mołdawianie zaliczyli ledwie dwie groźne wrzutki, jednak to mogło wystarczyć, żeby kompletnie odwrócić narrację o tym, co stało się w Chorzowie. Wszystko dlatego, że naszej odwagi, dominacji, nigdzie nie widać. Wysoki pressing z rywalem tej klasy sam w sobie nie wystarczy, żeby składać ręce do oklasków. Świetnie, że w trzydziestej minucie gry poszczęściło nam się, gdy Grosicki wbiegł w pole karne i nie opanował piłki, ale sprawił, że bramkarz przeciwnej drużyny fatalnie ją wybił i przejął ją dobrze ustawiony Sebastian Szymański.

Reklama

Bardzo przytomnie zachował się Adam Buksa, który dostarczył ją do Matty’ego Casha. Wspaniale, że tenże Cash przymierzył z woleja tak, że piłka zatrzepotała w siatce. Niestety, to był jedyny moment, w którym można było rzucić z zadowoleniem: oj, piłeczka chodzi!

Kamil Grosicki najlepszy na boisku w pożegnalnym meczu w reprezentacji Polski

Trochę przykrą konstatacją jest, że kadrę najbardziej nakręcał Kamil Grosicki, czyli ten, który przecież się z nią żegna. Robi to z jakiegoś powodu, dlatego, że zbliża się do końca kariery w ogóle, lecz wciąż to on potrafił pokazać to, czego brakuje nam w ofensywie. Dynamikę, intensywność. Niewiele brakowało, żeby zaliczył asystę, gdy w swoim stylu urwał się na boku, zszedł do środka, spojrzał, że Sebastian Szymański ma dobrą pozycję do strzału.

Zalążek czegoś takiego dostaliśmy raz jeszcze, gdy na boisko wszedł Jakub Kamiński. To on wypracował bramkę Bartosza Slisza właśnie w taki sposób, w jaki Grosicki wcześniej wypracował okazję Szymańskiemu. Stylem gry i działaniami mocno go przypominał. Mógł strzelić bramkę po ładnej wymianie podań z Krzysztofem Piątkiem. Trochę to mało, jak na dwa lata pracy Michała Probierza, zwłaszcza że przecież też stroną Kamińskiego.

Jeśli benefis wygląda tak, że gdy bohater wieczoru schodzi z boiska i postronny widz może zapytać, dlaczego kogoś takiego w ogóle żegnamy, bo to najlepszy piłkarz na placu, to jest to kiepska cenzurka dla pozostałych.

Reklama

Przede wszystkim jednak dla selekcjonera. Dwa lata pracy i wciąż nie możemy powiedzieć, że trener przygotował tę kadrę tak, że rozbija rywali z wyraźnie niższej półki. Jeśli po dwóch latach tenże rywal nadal jest o krok od remisu, jeśli nie potrafimy przyśpieszyć gry z Mołdawią, to znaczy, że cała ta robota nie ma sensu. Opieramy się na tym, czy ktoś z zawodników sam coś wykombinuje w najprostszych sytuacjach boiskowych.

Para idzie w gwizdek, niestety nie lokomotywy, która się rozpędza. Nasza to zabytek stojący w muzeum historii kolei. Kadra jak Grosicki — pieśń dni minionych, która odchodzi z bohaterami, do których wzdychaliśmy przez ostatnią dekadę.

Polska — Mołdawia 2:0 (1:0)

  • 1:0 – Matty Cash 30′
  • 2:0 – Bartosz Slisz 88′

WIĘCEJ O KADRZE:

fot. FotoPyK

Reklama
78 komentarzy
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama