Pamiętacie jeszcze Thomasa Dahne? No dobra, na pewno pamiętacie. Niemiec w latach 2018-2020 bronił w Wiśle Płock, choć „bronił” to zdecydowanie za duże słowo. On się najczęściej w bramce kompromitował. Ten sam Thomas Dahne wskoczył kilka tygodni temu do pierwszego składu Holstein Kiel i na poziomie Bundesligi zbiera… znakomite recenzje. Jak widać, ludzie potrafią się jednak diametralnie zmienić.
Dahne w Ekstraklasie spisywał się tak, że podczas jednego z programów na Weszło na fotelu powiesiliśmy ręcznik i stwierdziliśmy, że dzisiaj jest z nami właśnie niemiecki bramkarz. Wyglądało to tak:

Thomas Dahne i jego „występ” na Weszło
Thomas Dahne, były bramkarz Wisły Płock, gra świetnie w Bundeslidze
W 2020 roku Niemiec odszedł z Wisły, właśnie do niemieckiej drużyny. Mało kto spodziewał się, że w tym sezonie będzie regularnie grał w pierwszym składzie, tymczasem Dahne – wciąż w to nie do końca wierzymy – jest w tej chwili jednym z najlepszych bramkarzy Bundesligi.
Spoglądamy na liczby Niemca. Na pierwszy rzut oka nie powalają. Rozegrał w tym sezonie Bundesligi siedem spotkań, z tego sześć w ostatnich kolejkach. Puścił w nich 14 goli, czyli średnio dwa na spotkanie. Dużo. Ale Dahne to przykład bramkarza, który wyróżnia się, broniąc w słabym zespole, którego obrońcy regularnie popełniają błędy. Ma dużo okazji do wykazania się i często pokazuje klasę. Za dwa ostatnie mecze – wygrane 4:3 z Borussią Monchengladbach i 3:1 z Augsburgiem – dostał oceny oznaczające niemal klasę światową, mimo w sumie czterech puszczonych goli.
Nieco więcej o nim pisze tutaj nasz redakcyjny kolega Wojtek Górski:
Pamiętacie Thomasa Dähne? Ex-bramkarz Wisły Płock wskoczył do bramki bundesligowego Holstein i notuje… świetne występy. Zbiera też wysokie oceny – za dwa ostatnie mecze bliskie klasy światowej.
Po 7 występach ma średnią not 2,92, co dawałoby mu 6. miejsce wśród bramkarzy ligi pic.twitter.com/gX3YhYjBmw
— Wojciech Górski (@Woj_Gorski) May 5, 2025
Dodamy tylko, że średnia not 2,92 nie daje oficjalnie Niemcowi szóstego miejsca wśród bramkarzy Bundesligi. Z prostego powodu – ma na koncie mniej niż 50 procent możliwych do rozegrania spotkań.
Fot. Newspix.pl
WIĘCEJ O PIŁCE NA WESZŁO:
- Kowal: Niektórym piłkarzom już się nie chce
- Rywalem Jagiellonii stali się… sędziowie
- Miasto Gdańsk gwarantuje Lechii 10 milionów