Reklama

Koszmar Igi Świątek trwa w najlepsze. Polka przegrywa w półfinale turnieju w Dosze

Błażej Gołębiewski

Opracowanie:Błażej Gołębiewski

14 lutego 2025, 16:30 • 4 min czytania 25 komentarzy

Mijają lata, a Iga Świątek wciąż nie ma sposobu na Jelenę Ostapenko. Łotyszka w bezpośredniej rywalizacji z Polką jest bezbłędna, co udowodniła dzisiaj w Dosze, wygrywając piąty już raz w swojej karierze z naszą tenisistką. Dla raszynianki odpadnięcie w półfinale oznacza zarazem przerwanie hegemonii w katarskim turnieju, gdzie triumfowała trzy lata z rzędu.

Koszmar Igi Świątek trwa w najlepsze. Polka przegrywa w półfinale turnieju w Dosze

Dla większości tenisistek w tourze pokonanie Igi Świątek to po prostu marzenie. Spore szczęście i niewątpliwie zaszczyt, którego ewentualnie można dostąpić, gdy drugiej obecnie rakiecie świata z jakiegoś powodu powinie się noga, będzie miała gorszy dzień czy chwilowo słabszą formę. Dla Jeleny Ostapenko to natomiast… norma. Łotyszka, w kontekście meczów z Polką nazywana najczęściej jej “koszmarem” czy “zmorą”, jako w zasadzie jedyna zawodniczka w stawce znalazła na Igę patent. 

W całej historii ich bezpośrednich konfrontacji, Świątek nigdy nie udało się wygrać. Panie przed dzisiejszym półfinałem mierzyły się ze sobą czterokrotnie i zawsze górą była Ostapenko. Niektóre z porażek były dla naszej tenisistki szczególnie dotkliwe, choćby przegrana w walce o ćwierćfinał US Open 2023. Czyli w turnieju, w którym Iga występowała jako obrończyni tytułu. 

Ostapenko ma na koncie jeden wielkoszlemowy triumf – w 2017 roku udało się jej zwyciężyć French Open. Dorobek zawodniczki z Rygi mógłby pewnie być okazalszy, ale, o ile jest bardzo regularna w pokonywaniu Igi, to już w rywalizacji z innymi przeciwniczkami trudno jej utrzymać tak perfekcyjny bilans. Łotyszka bywa bardzo nierówna i choć niewątpliwie ma potencjał, by wygrywać z największymi faworytkami, to jednocześnie potrafi niemiło zaskoczyć i odpaść po słabym meczu z dużo niżej notowaną zawodniczką. 

Ze względu na bilans naszych bezpośrednich meczów nie ma żadnych oczekiwań, mogę zagrać bez presji i po prostu skupić się na swojej pracy. Być może spróbuję coś zmienić, żebym w końcu była w stanie wygrać z Jeleną. To trudna rywalka i zawsze spisuje się niesamowicie, kiedy gra ze mną. Podejdę do tego, jak do kolejnej szansy i tym razem spróbuję ją wykorzystać – mówiła Świątek w rozmowie WTA.

Reklama

Dziś na korcie w Dosze Ostapenko przyszło więc zmierzyć się z drugą rakietą świata. Wcześniej Łotyszce udało się odprawić w Katarze między innymi Ons Jabeur czy Jasmine Paolini. Kolejny raz rankingi i statystyki nie miały zatem zbyt wielkiego znaczenia w kontekście potencjalnego wyniku, choć to oczywiście Igę stawiano w roli faworytki przed spotkaniem. A były ku temu powody – Polka to przecież trzykrotna triumfatorka turnieju w Dosze, gdzie wczoraj odniosła… 15. zwycięstwo z rzędu, pokonując w ćwierćfinale po świetnej grze Jelenę Rybakinę. Czy można więc wymarzyć sobie lepsze okoliczności do tego, by wreszcie zdjąć “klątwę” z rywalizacji z Ostapenko? 

Pewnie nie. Ale nie zmieniło to nic w kontekście demonów z przeszłości, które wróciły już w pierwszym gemie dzisiejszego meczu. Łotyszka od razu przełamała Igę, a potem wygrała przy własnym podaniu do zera. Ostapenko doskonale ustawiała się na korcie, dobrze funkcjonował jej serwis. I to na tyle, że drugiej rakiecie świata nie udało się w premierowej odsłonie przełamać tenisistki z Rygi. Ta za to dokonała tej sztuki nie tylko w pierwszym, ale i – jak się okazało – ostatnim gemie otwierającego seta. 

Kolejny nie zaczął się niestety lepiej dla Polki. Nie działała jedna z kluczowych broni Igi, czyli jej forehand. Z kolei Ostapenko wychodziło prawie wszystko – i to nawet wtedy, gdy nie trafiała czysto czy była na granicy błędu. I choć Świątek walczyła, ile mogła, to już w drugim gemie musiała po dłuższej grze na przewagi pogodzić się z przełamaniem ze strony rywalki. Po chwili było już 3:0 dla Ostapenko, która mimo trzech podwójnych błędów serwisowych i tak była w stanie zapisać gema na swoim koncie. 

O ile Iga nie korzystała z prezentów ze strony przeciwniczki, to już tenisistka z Łotwy skrzętnie wykorzystywała wszelkie pomyłki Świątek. A że tych nie brakowało, wyglądająca na bezradną Polka przegrała kolejnego gema serwisowego – na dodatek do zera. Udało się jej jeszcze co prawda zapisać na koncie przełamanie powrotne, ale ostatecznie nie miało ono żadnego znaczenia. Ostapenko chwilę później postawiła bowiem kropkę nad i, pewnie awansując kosztem Igi do finału turnieju w Dosze. 

Reklama

Iga Świątek Jelena Ostapenko 3:6, 1:6

Fot. Newspix

Czytaj więcej o tenisie:

Uwielbia boks, choć ostatni raz na poważnie bił się w podstawówce (i wygrał!). Pisanie o inseminacji krów i maszynach CNC zamienił na dziennikarstwo, co było jego marzeniem od czasów studenckich. Kiedyś notorycznie wyżywał się na gokartach, ale w samochodzie przestrzega przepisów, będąc nudziarzem za kierownicą. Zachował jednak miłość do sportów motorowych, a największą słabość ma do ich królowej – Formuły 1. Kocha też Real Madryt, mimo że pierwszą koszulką piłkarską, którą przywdział w życiu, był trykot Borussii Dortmund z Matthiasem Sammerem na plecach.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Al-Hamlawi. Piłkarz-parkourowiec z Palestyny, który otarł się o śmierć

Kamil Warzocha
3
Al-Hamlawi. Piłkarz-parkourowiec z Palestyny, który otarł się o śmierć

Polecane

Ekstraklasa

Al-Hamlawi. Piłkarz-parkourowiec z Palestyny, który otarł się o śmierć

Kamil Warzocha
3
Al-Hamlawi. Piłkarz-parkourowiec z Palestyny, który otarł się o śmierć